Aleksander Ścios: O FAŁSZYWYM ZMARTWYCHWSTANIU CZŁOWIEKA SOWIECKIEGO


Bez Dekretu


homo-sovieticusW powszechnej świadomości istnieje ścisła współzależność między pojęciami komunizmu i człowieka sowieckiego. Na tyle ścisła, że ten typ mentalności miał być charakterystyczny dla rzeczywistości sowieckiej i do dziś jest definiowany w perspektywie „zniewolenia przez radziecki system komunistyczny”.

Człowiek demokratycznego Zachodu – pisał Leopold Tyrmand w „Cywilizacji komunizmu” –  nie jest w stanie wyobrazić sobie rzeczywistości, w której nie można czegoś wypowiedzieć, stwierdzić publicznie czy ogłosić. Tymczasem tuż obok niego, w świecie skurczonym do rozmiarów parugodzinnego lotu z Waszyngtonu do Moskwy, żyją ludzie odlegli od niego o czasoprzestrzeń jaka dzieli wczesne średniowiecze od wolnych wyborów burmistrza Nowego Jorku. Nie tylko nie mogą oni mówić co uważają za właściwe do powiedzenia, ale nie wolno im także myśleć inaczej niż mają to przepisane przez polityczny kanon rządzący ich życiem”.

Jeszcze dokładniej pojęcie człowieka sowieckiego umiejscawiał Aleksandr Zinowiew, gdy pisał w „Homo sovieticus”:

Na Zachodzie ludzie mądrzy i wykształceni nazywają nas homo sovieticus. Szczycą się, że odkryli istnienie tego typu człowieka i wymyślili dlań tak piękną nazwę. Przy czym używają tej nazwy w sensie dla nas poniżającym i pogardliwym. Nie mogą zrozumieć, że myśmy dokonali czegoś więcej — pierwsi wyhodowaliśmy ten nowy typ człowieka, a Zachód dopiero pięćdziesiąt lat później wprowadził nowe słówko i ceni ten swój wkład do historii o wiele wyżej od tego, czego dokonaliśmy my. (…)No cóż, jak homo sovieticus — to homo sovieticus! Ja posunę się jeszcze dalej i przytrę Zachodowi nosa. Wprowadzę wygodny skrót tego przydługiego terminu: homosos. Przynajmniej brzmi po radziecku”.

Taka definicja i powiązane z nią skojarzenie, musiałyby prowadzić do oczywistej konkluzji, że epokahomososa skończyła się wraz ze „śmiercią” komunizmu i upadkiem Związku Sowieckiego. Twór zależny od reżimu komunistycznego doznałby wówczas wyzwolenia od dotychczasowych ograniczeń: od terroru i wszechwładzy monopartii, przemocy fizycznej i intelektualnego zniewolenia, od zewnętrznej cenzury i niszczącej autocenzury, od systemu nakazów, gróźb i kar, które tłumiły w nim pragnienie prawdy i wolności.

Ogłoszona na początku lat 90. „śmierć” komunizmu, byłaby zatem datą uśmiercenia człowieka sowieckiego, który wraz z upadkiem ZSRR utraciłby „ontologiczną” podstawę bytowania.

Tak oczywista konkluzja napotyka jednak na poważne problemy. Jak bowiem wytłumaczyć, że 25 lat po „śmierci” komunizmu i upadku państwa, które stworzyło model homososa, ten typ osobowości nadal dominuje w realiach III RP? Czym wyjaśnić sytuację, w której obywatele Rzeczpospolitej oddają władzę komunistycznym sukcesorom, godzą się z obecnością kapusiów i zdrajców, powierzają sprawy bezpieczeństwa esbekom i dawnym prześladowcom, przyzwalają na niszczenie kultury, na antypolskie kampanie nienawiści i dezinformacji? Jakim więzom zniewolenia przypisać fakt, że większość naszych rodaków akceptuje życie w kłamstwie i wyraża zgodę na rządy intelektualnych i moralnych miernot? Ćwierć wieku po rzekomym „uśmierceniu” komunizmu, jest on wyraźnie obecny w mentalności polskojęzycznych „elit”, ujawnia się w prześladowaniach wolnej myśli, objawia w procesach fałszywego pojednania i uległości wobec rosyjskiego okupanta.

Wprawdzie wielu autorów próbowało zmierzyć się z tym problemem i tłumaczyło przetrwanie człowieka sowieckiego „ciągłością pokoleniową” bądź „powolnością zmian strukturalnych w społeczeństwie”, to żadne z dotychczasowych wyjaśnień nie można uznać za przekonujące. Szczególnie fałszywie brzmią tezy rodzimych myślicieli, którzy (jak Tischner) opisując „rzeczywistość postkomunistyczną” twierdzili, że homo sovieticus wywołał bunt przeciwko dotychczasowym ciemiężycielom (komunistom) lecz jednocześnie przyjął postawę roszczeniową wobec nowych panów (kapitalistów) i od nich domaga się zaspokojenia swoich potrzeb. Próba wyjaśnienia tego paradoksu prowadziła do twierdzenia, jakoby człowiek sowiecki był „jak niewolnik, który po wyzwoleniu z jednej niewoli czym prędzej szuka sobie drugiej.

Autorzy takich teorii najwyraźniej nie potrafili zmierzyć się z dylematem: albo w definicji człowieka sowieckiego tkwi błąd semantyczny i nie jest on typem uwarunkowanym realiami komunizmu lecz obejmuje każdą formę niewolnictwa, albo definicja jest prawdziwa, a komunizm nigdy nie umarł i nie zaprzestał destrukcji ludzkich postaw i myśli. W tej kwestii należało się zdecydować: albo homosos umarł wraz z sowieckim komunizmem, albo przeżycie człowieka sowieckiego świadczy o trwałości komunizmu.

Obecność takiej formy zniewolenia stanowi jedną z najpoważniejszych i (jak dotąd) nieprzezwyciężonych przeszkód przed przyjęciem tezy o „śmierci” komunizmu. Chcąc sensownie wyjaśnić zachowania Polaków, choćby w obszarze wyborów politycznych czy akceptacji dla pewnych systemów wartości lub próbując zdefiniować działania Putina i towarzyszące im entuzjastyczne reakcje Rosjan – trzeba rozwiązać ten dylemat i nie uciekać przed poważną refleksją.

Tym bardziej, jeśli mamy świadomość, że do „uśmiercenia” komunizmu doprowadziło w istocie jedno z najskuteczniejszych kłamstw sowieckiej dezinformacji – teoria o ewolucji komunizmu. To za jej przyczyną wprowadzono nonsensowną gradację, rozróżniając w komunizmie okresy terroru lat 20. i 30., czas „błędów i wypaczeń” lat 50. oraz następujący po nim „proces destalinizacji”, którego zwieńczeniem miały stać się rządy Gorbaczowa i jego pierestrojka. Przeobrażenia w świecie komunizmu odczytywano jednoznacznie – jako dowód jego postępującej słabości, zaś każde z wydarzeń miało być objawem wzrostu tendencji odśrodkowych wewnątrz międzynarodowego komunizmu. Zgodnie z tą teorią, polityka pierestrojki, zmiany w państwach Bloku Wschodniego, polska „transformacja ustrojowa”, a wreszcie rozwiązanie ZSRR, stanowiły  ciąg nieuchronnych zdarzeń, będących wynikiem ewolucji systemu totalitarnego. Związana z tą myślą tzw. teoria konwergencji miała usprawiedliwić sojusz państw zachodnich z komunizmem, ponieważ to dzięki współpracy z komunistami miało następować upodobnienie polityki władców Kremla do wzorcowych demokracji Zachodu.

Fałsz teorii ewolucji jest szczególnie widoczny w zetknięciu z rzeczywistością zdominowaną przez człowieka sowieckiego. Władcy Kremla wciąż mają mentalność czekistowskich bandytów i żadna forma otwarcia na „wolny świat” nie uwolniła Rosjan od patologii homososa. Reżim rządzący III RP nieodmiennie tkwi w kulturowej i personalnej zależności od komunizmu, zaś nasze społeczeństwo bez szemrania przyjmuje każdą formę zniewolenia.

Gdyby istotnie następował ewolucyjny proces „uśmiercania” komunizmu, nigdy nie mógłby on determinować najgłębszych cech człowieczeństwa. Z natury bowiem, każdy z nas pragnie życia w wolności i dla realizacji tego pragnienia gotów jest ponieść nawet najwyższą ofiarę.

Dlatego żaden niewolnik po śmierci pana nie przyjmie dobrowolnie więzów kolejnej niewoli, gdy bez ograniczeń może rozporządzać swoim życiem. Nie zgodzi się również na dyktat kłamstwa i nienawiści, jeśli ma możliwość budowania świata prawdy i dobra. Przyjęcie zasad moralnych, które decydują o życiu w wolności, nie jest procesem ewolucyjnym i nie może przysługiwać – jak chcą tego „autorytety” III RP – dopiero dziesiątemu pokoleniu homososa. Nie może – tym bardziej w odniesieniu do narodu, który szczyci się tysiącletnią tradycją chrześcijaństwa i przez wieki opierał obcej dominacji.

Istnienia homo sovieticusa w polskim życiu publicznym nie da się wyjaśnić socjologicznym bełkotem o „uwarunkowaniach okresu postkomunistycznego” ani zamknąć w pokrętnych teoriach politycznych.

Życie w komunizmie jest piekłem, ale nie dla wszystkich” – pisał Leopold Tyrmand.  „Jest piekłem dla ludzi dobrej woli. Dla uczciwych. Dla rozsądnych. Dla chcących pracować z pożytkiem dla siebie i dla innych. Dla przedsiębiorczych. Dla tych, którzy chcą coś zrobić lepiej, wydajniej, ładniej. Dla tych, którzy chcą rozwijać, wzbogacać, pomnażać. Dla wrażliwych. Dla prostolinijnych i skromnych. Natomiast dobrze prosperują w komunizmie głupcy nie dostrzegający własnej marności i śmieszności. Doskonale powodzi się służalcom, oportunistom i konformistom; wiedzie im się tym lepiej, że z czystym sumieniem mogą nie robić nic, albowiem i tak nie sądzą, że należy coś robić w zamian za serwilizm – czują się zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności co wzmaga ich znakomite samopoczucie”.

Jeśli realia III RP wiernie odpowiadają temu opisowi, nie można się oszukiwać, że komunizm „umarł”, a my żyjemy w przejściowym czyśćcu postkomunizmu. Widok głupców, służalców i kanalii, decydujących dziś o przyszłości Polaków ujawnia nie tylko historyczną dychotomię My-Oni, ale jest dowodem przetrwania i dobrego samopoczucia człowieka sowieckiego. Wprawdzie zakłada on różne maski, każe nazywać się liberałem lub georealistą, to zza każdej z nich i tak wychyla się twarz sowieckiego raba.

Problem z nazwaniem naszych czasów i identyfikacją homososa wynika z kryzysu intelektualnego, w jakim znalazły się polskie elity. Mam oczywiście na myśli elity autentyczne, nie zaś ćwierćinteligentów z okienek tv. Jest to kryzys odwagi i braku woli w zmierzeniu z obecną rzeczywistością. Znacznie łatwiej tłumaczyć ją poprzez fałszywą terminologię „postkomunistyczną” niż sięgając do korzeni problemu, dostrzec grozę obecnego położenia.

Aleksander Ścios 
bezdekretu.blogspot.com

Artykuł opublikowany w nr 5 (99)/2014 Nowego Państwa

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/05/trzeba-zamknac-granice-z-kaliningradem.html, 4 czerwca 28 2014.

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

Rys. za cartoonmovement.com – wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.06.09

 

 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek