Aleksander Ścios: GRA PUTINA CZY OFENSYWA BELWEDERU ?


Bez Dekretu

komorowski-putinOd początku tzw. afery taśmowej pojawiają się opinie, że mamy do czynienia z „rosyjską grą”, a rzeczywistych mocodawców tej kombinacji należy poszukiwać za wschodnią granicą. Według tej koncepcji, tłem obecnych rozgrywek miałaby być sprawa Azotów, w której strona rosyjska szuka sposobów na przejęcie polskiego przedsiębiorstwa i próbuje skłonić Tuska do ustępstw. Wprawdzie tego typu opinie nie są poparte racjonalną argumentacją, zdobywają jednak coraz większą popularność i utwierdzają odbiorcę w przeświadczeniu, że ma do czynienia z grą obcego wywiadu.

Warto zatem zauważyć, że ktokolwiek wymyślił tak absurdalną hipotezę oraz jej pochodne (np. rosyjska zemsta za stanowisko Tuska w sprawie Ukrainy) lub daje wiarę podobnym pomysłom, musi też przyjąć przynajmniej dwie przesłanki: ekipa Tuska stanowi zagrożenie dla strony rosyjskiej i jest przeciwna rosyjskiej ekspansji na nasz przemysł chemiczny.

Rosyjska gra przeciwko Tuskowi byłaby racjonalna tylko wówczas, gdyby działania tego rządu istotnie zagrażały interesom Kremla lub były z nimi sprzeczne. Tymczasem takiej przesłanki nie da się obronić, ponieważ dotychczasowe działania reżimu nigdy i w niczym nie zagrażały stronie rosyjskiej.

W kontekście sprawy Azotów przypomnę fakty:

  1. W kwietniu 2013 r. Donald Tusk zdymisjonował ze stanowiska szefa resortu skarbu, Mikołaja Budzanowskiego. Oficjalnym powodem dymisji miało być „wzmocnienie nadzoru nad spółkami strategicznymi, tak by interesy naszego kraju nie doznały uszczerbku”. Z żądaniem dymisji Budzanowskiego wystąpił PiS, zaś odejście ministra odnotowano jako sukces opozycji.
  2. Miesiąc później alarmowano, że rosyjscy inwestorzy posiadają już w Grupie Azoty 9,7 procent głosów, podczas gdy skarb państwa zmniejszył swoją kontrolę nad Grupą z 45 na 33 procent głosów. Wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski uspokajał wówczas, że jego resort nie pozwoli na przejęcie pakietu kontrolnego Grupy Azoty.

Skarb Państwa miał wówczas zabezpieczyć swoje interesy w taki sposób, że wykonywanie prawa głosu z posiadanych akcji zostało ograniczone do 20 procent.

  1. W tym samym czasie „Rzeczpospolita” poinformowała o wizycie w Moskwie polskiej delegacji parlamentarnej pod kierownictwem Schetyny i Cimoszewicza. Odbyła się w lutym 2013 r. Opisano, jak Rosjanie – z szefem Acronu Wiaczesławem Kantorem na czele, w sposób bezpośredni zażądali dymisji ministra Budzanowskiego. Gazeta przytaczała słowa szefa zagranicznej komisji Rady Federacji Michaiła Margiełowa, który wypomniał Schetynie: „Dyskryminujecie rosyjski kapitał. Zablokowaliście inwestycję Wiaczesława Kantora w Azotach”. Podano również, że wieczorem polscy goście zostali zaproszeni na kolację. Byli zaskoczeni, bo obok rosyjskich polityków spotykali W. Kantora. Otwarty lobbing i domaganie się wyrzucenia ministra skarbu były głównymi tematami wieczoru.
  2. Po koniec 2013 r. pojawiły się doniesienia, że  Acron pośrednio posiada już ponad 15 procent akcji Grupy Azoty SA. Okazało się również, że mimo wprowadzonych w statucie Grupy zmian uprzywilejowujących skarb państwa i ograniczających prawo głosu innych dużych akcjonariuszy, wrogie przejęcie Azotów jest nadal możliwe, ponieważ Rosjanie mogą skutecznie zaskarżyć zmiany, jako niezgodne z prawem unijnym. Szef Acronu W.Kantor poinformował, że jego spółka będzie dążyć do uzyskania poziomu przynajmniej 20 procent akcji.
  3. W maju br. minister skarbu oznajmił, że rząd chce dokonać operacji, które doprowadzą do zwiększenia wartości Grupy Azoty. Deklaracja ta padła tuż po dokonaniu olbrzymiego zakupu 1,2 mln akcji tej spółki o wartości 91 mln zł do jakiego doszło 16 maja 2014 r. Wiele wskazuje, że nabywcą był Wiaczesław Kantor, który realizuje swoje zakupy przez wynajęte fundusze inwestycyjne.

Jest wielce prawdopodobne, że Rosjanie już dysponują lub wkrótce będą dysponowali 20 procentami akcji Grupy Azoty, co pozwoli Akronowi umieścić swojego przedstawiciela w Radzie Nadzorczej Grupy oraz uzyskać wiedzę o wszelkich jej działaniach i planowanej strategii. Po przejęciu tych udziałów, Rosjanie mogą zaskarżyć w Trybunale Sprawiedliwości UE zapisy w statucie Azotów, które uprzywilejowują pozycję ministerstwa skarbu. Jak podkreślają eksperci, firma Kantora ma realne szanse na wygranie sądowej batalii.

Warto zatem zadać pytanie: czy w kontekście obecnej sytuacji, służby Putina rozpoczynałyby tak ryzykowną kombinację operacyjną wymierzoną w rząd Donalda Tuska? Ryzykowną również z tego powodu, że potencjalny upadek gabinetu nie daje Rosjanom żadnej gwarancji przejęcia Grupy Azoty i wiąże się z ogromnym ryzykiem przechwycenia władzy przez opozycję.  Gdyby zaś rząd Tuska ugiął się dziś pod presją i ułatwił Kantorowi przejęcie Azotów, byłoby to strategia wręcz samobójcza, a za względu na czytelne okoliczności – szyta zbyt grubymi nićmi.

Trzeba zatem przyjąć, że gra taśmami zmierzałaby jednak do destabilizacji sytuacji politycznej i przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Wówczas decyzja w sprawie Azotów należałaby do kolejnego rządu, co oznacza, że Rosjanie musieliby zapewnić sobie nie tylko wpływ na skład nowego gabinetu, ale poparcie dla własnych projektów. Biorąc pod uwagę, że przynajmniej od 2009 roku grupa Tuska jest bezwzględnie podporządkowana interesom rosyjskim i nigdy nie wykazywała woli zerwania tych więzów, trudno sobie wyobrazić, by próbowano ją zastąpić nieznaną i wielce niepewną ekipą.

W zasadzie, te argumenty powinny być wystarczające dla obalenia tezy o „rosyjskiej grze”. Tezy szkodliwej również dlatego, że fałszuje stan rzeczywisty i zawiera implikację, jakoby Tusk był tym, który nie tylko „Rosjanom się nie kłania” ale posiada zdolności do obrony polskiej racji stanu.

Wydaje się oczywiste, że kombinację zmierzającą do zdyscyplinowania grupy Tuska lub do wymiany obecnej ekipy, może podjąć tylko taki ośrodek władzy, który dysponuje realnymi narzędziami wpływu oraz potrafi uruchomić mechanizmy bezpiecznego przeprowadzenia „nowego rozdania”. Bezpiecznego, a zatem takiego, które nie doprowadzi do niekontrolowanego upadku triumwiratu „grupy trzymającej władzę” (politycy-oligarchowie-służby) i nie zagrozi fundamentom III RP.

W tym państwie istnieje tylko jeden ośrodek posiadający takie predyspozycje i konstytucyjne umocowanie. Od dawna też wskazuję, że to ośrodek belwederski ma dostatecznie ważne powody, by nakłonić grupę Tuska do określonego zachowania oraz wymusić decyzje korzystne dla reżimu prezydenckiego. Wskażę tylko trzy z takich powodów:

– sprawę tzw. reformy służb, przeprowadzonej wprawdzie według projektu prezydenckiego BBN-u, w której jednak rząd Tuska próbuje nie dopuścić, by w nowym organie ds. kontroli służb – Komisji Kontroli Służb Specjalnych zasiadał przedstawiciel prezydenta. W konsekwencji takiego rozwiązania Komorowski zostałby pozbawiony wpływu na decyzje dotyczące służb oraz możliwości uzyskiwania istotnych informacji;

– sprawę dodatkowych pieniędzy na zbrojenia (w ramach tzw. doktryny Komorowskiego) oraz „konsolidacji przemysłu zbrojeniowego” (na ten temat pisałem w poprzednim tekście) ;

– sprawę nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawy o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego, w której przewiduje się „ustanowienie mechanizmów zapewniających osobom zainteresowanym odpowiednich gwarancji proceduralnych przez wprowadzenie prawa dostępu do akt, możliwości składania wyjaśnień oraz uruchomienie sądowej kontroli decyzji o podaniu do publicznej wiadomości danych osobowych objętych raportem z weryfikacji WSI”.

Ta ustawa, w połączeniu z orzeczeniem Sądu Najwyższego, do którego trafiło zapytanie w kwestii odpowiedzialności Antoniego Macierewicza za sporządzenie raportu, mogłaby stanowić podstawę działań zmierzających do pełnej rehabilitacji byłych WSI oraz  rewalidacji wpływów tego środowiska.

Gdyby partia opozycyjna oraz „nasi” publicyści zechcieli poważnie potraktować taki scenariusz, jest jeszcze szansa, że na tej „wojnie dwóch pałaców” można ugrać polski interes. Jeśli bowiem mamy do czynienia z wewnętrzną inspiracją obecnego kryzysu, hasła „obrony demokracji” itp. komunały, wpisują się jedynie w plany Belwederu i nie przynoszą żadnej nowej jakości. To nie jest walka o naszą wolność ani naszą demokrację.

Bronisław Komorowski nie jest zaś „malowanym prezydentem” i przez pierwszą kadencję potrafił zadbać o umocnienie swojej władzy. Dość prześledzić ustawowe prerogatywy w zakresie wprowadzenia stanu wyjątkowego bądź decyzji personalnych w armii i służbach oraz dostrzec wpływy Belwederu w mediach, by zrozumieć, że wizja utraty kontroli nad procesami powyborczymi jest wielce problematyczna. To ośrodek belwederski rozdaje dziś karty i będzie to robił również po wyborach. By wygrać na obecnym zamieszaniu, trzeba zdecydowanie rozszerzyć działania opozycji, wyjść poza cele wytyczone kombinacją i zaatakować tam, gdzie rezyduje prawdziwy decydent.


Aleksander Ścios 

bezdekretu.blogspot.com

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/06/gra-putina-czy-ofensywa-belwederu.html , 20 czerwca 2014.

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

Zdjęcie za www.komott.net – wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.06.20

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek