Ks. Czesław S. Bartnik: Prymat prawa czy etyki


NASZ DZIENNIK

 

Okazuje się, że w UE występuje coraz większy niedostatek klasycznej moralności społecznej, czyli zachowań moralnych, ale, co gorsza, coraz liczniejsi przywódcy społeczni i kulturowi negują w ogóle samą etykę jako spójny zespół norm mających regulować życie społeczne, czyli odrzucają normy samej moralności, częściowo lub całkowicie, jako przestarzałe i dziś już bezzasadne, bo rzekomo „wszystko się już zmieniło”. I takie poglądy docierają już do wielu ludzi w Polsce małpujących te obłędne przekonania.

Etapy ateizacji

Nowożytna ateizacja społeczeństwa ma swoje fazy i etapy. Najpierw zwalczano podstawowe dla katolicyzmu prawdy religijne, ale jeszcze na płaszczyźnie religijnej i teologicznej. W pewnym momencie wzięto za cel główny negowanie na różne sposoby istnienia Boga jako osobowego Stwórcy, Władcy świata i Odkupiciela. Ale to okazało się zbyt abstrakcyjne dla ludzi. Dlatego synowie Złego przypuścili główne ataki na Chrystusa, np. komuniści i lewacy zaczęli negować w ogóle Jego istnienie. Kiedy to znowu okazało się niezbyt skuteczne, powiedziano: nie ruszajmy Chrystusa, raczej Go przedstawiajmy jako wybitnego człowieka, a atakujmy Kościół jako samozwańczy i oszukańczy twór ludzi ciemnych, ale szukających władzy nad innymi i ciemiężenia ich dla swoich zysków materialnych. Gdzieś w drugiej połowie XX wieku zaczęto wołać, nawet np. w pobożnej katolickiej Austrii: „Chrystus tak, Kościół nie”. Chrystusa bowiem było łatwiej przyjmować jako poetycką ideę, natomiast Kościół był już wymagający, żądał między innymi dyscypliny moralnej. I Kościół w Austrii, Holandii, Belgii, Hiszpanii, w Niemczech zaczął ponosić duże szkody, jednak się ostał, a nawet się odrodził duchowo. Wtedy starzy wrogowie, zwłaszcza masoneria, zwrócili całą swoją działalność – głównie poprzez marksizm, trockizm i ateistów żydowskich – w kierunku demoralizacji katolików i całych społeczeństw chrześcijańskich. Te działania przyniosły im w dzisiejszej kulturze znaczne efekty. Lecz chcą teraz jeszcze czegoś więcej, a mianowicie chcą wyrzucić ze świadomości chrześcijan tzw. przykazania Boże, czyli etykę, kategorie etyczne, zasady i pojęcia określające życie moralne. Na to miejsce forsują albo zwykłe prawo świeckie, wspólnotowe lub państwowe czy systemowe, albo stanowią swoje „etyki”, tzw. świeckie, które jednak nie są niczym innym, jak schlebianiem swoim zachciankom i popędom, np. w dziedzinie seksualnej. Nie jest to już jednak etyka, lecz jakaś pseudoetyka czy coś etykopodobnego. Ale i to odnosi pewne skutki, niestety i w Polsce, u ludzi, którzy nie tylko nienawidzą religii, ale i nienawidzą mądrości.

Nienawidzony Dekalog

Szczególny kodeks etyczny Żydów i chrześcijan stanowi tzw. Dekalog („Dziesięć Słów”), Dziesięcioro Przykazań, przekazany przez Boga Mojżeszowi na Górze Synaj (Wj 20,1-17 i Pwt 5,6-11). Sama treść przykazań nie jest wzięta z nieba, wynika ona z natury ludzkiej, z istoty osoby ludzkiej, i zawiera się, przynajmniej w formie bardzo zbliżonej, we wszystkich wielkich religiach, ale Bóg uświadomił je Żydom i wszystkim innym, wyraźniej sformułował, autoryzował i nadał im najwyższą sankcję, według której ich przestrzeganie daje czystość moralną, doskonałość i zbawienie, komunię z Bogiem, natomiast łamanie ich niszczy ducha ludzkiego i grozi odłączeniem od Boga. Stąd normy Dekalogu obowiązują wszystkich, nie tylko Żydów i chrześcijan, nie są wytworem samej religii czy światopoglądu, lecz są w swej treści normami etycznymi naturalnymi, choć z racji ich „manifestacji” przez Boga są nazywane także prawem Bożym.

Dekalog nie obejmuje wszystkich norm etycznych, lecz podaje istotne. Mówiąc skrótowo, nakazuje on przyjęcie istnienia Boga i oddanie Mu czci i miłości oraz zakazuje szukania sobie fałszywych bogów i uprawiania magii. Nakazuje poświęcenia jednego dnia w tygodniu życiu duchowemu i religijnemu, oddawanie czci rodzicom, zarówno ojcu, jak i matce. Zakazuje zabijania człowieka, rozpusty seksualnej, kradzieży, kłamstwa oraz pożądań w kierunku rozbicia czyjegoś małżeństwa, członków rodziny i domu i zagarnięcia własności żywej czy materialnej. Jezus Chrystus w swej interpretacji etyki sprowadził wszystkie przykazania do pełnej i doskonałej miłości: „Nauczycielu – pytał jeden z faryzeuszy – które przykazanie w Prawie jest największe?”. On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się Prawo i Prorocy” (Mt 22,37-40. Por. Mk 12,29-31).

Etyka podstawowa jest ogólnoludzka, należy do podstawowych struktur osoby ludzkiej i mamy wspaniałe jej „kodeksy”, np. w pismach staroegipskich, mezopotamskich, Konfucjusza (551-479 przed Chr.), Mocjusza (ok. 479 – ok. 381 przed Chr.). Niekiedy są wątki wyraźnie ewangeliczne, choć bez objawienia i wyprowadzone z natury człowieka. Na przykład Babilończycy w II tysiącleciu przed Chr. uczyli, że ludzie winni prowadzić przykładne życie, mają być dobrymi małżonkami, dobrymi rodzicami, dobrymi dziećmi, sąsiadami, przyjaciółmi, obywatelami państwa, mają praktykować wzajemną życzliwość, współczucie, szczerość, sprawiedliwość, uczciwość, prawdomówność itp. W „radach mądrości” ojciec pouczał syna:

„Temu, kto ci wyrządził zło, odpłać dobrem.
Dla tego, kto jest wobec ciebie złośliwy, bądź sprawiedliwy.
Nie gardź tymi, którzy są wystawieni na próbę życiową.
Wyciągnij rękę pomocną, zawsze wyświadczaj przysługi.
Nie rzucaj oszczerstw, służ dobrym słowem.
Niech twoja mowa nie będzie złośliwa,
niech twoje słowa będą tylko życzliwe…”
(G. Roux, Mezopotamia, tłum. z fr., Warszawa 1998, s. 91).

Pomniejszanie etyki, a zwłaszcza jej negowanie dzisiejsze, świadczy tylko o degeneracji umysłowej i właśnie moralnej. Nie mówię tu o złych czynach, bo one zawsze były i będą, ale o tym, że dziś coraz szerzej odrzuca się same normy etyczne, zapewne żeby zakryć swoje złe czyny.

Etyczna obrona życia niewinnych

W dzisiejszym świecie załamał się zmysł samozachowawczy człowieka w postaci cywilizacji śmierci, tzn. w demonicznym „prawie” zabijania dzieci na każdym etapie rozwojowym, eutanazji, niszczenia życia przy in vitro, w koncepcjach antynatalistycznych i w propagowaniu związków homoseksualnych. I są to nie tylko praktyki przestępcze, ale przede wszystkim tworzenie całej teorii antyżyciowej i antyetyki, po prostu „nienawiści mądrości” (misosophia).

Dochodzi do strasznego obłędu: wyraża się opinie, że środki poronne „chronią zdrowie i pielęgnują urodę kobiet”, że obrona życia poczętego dziecka jest „przestępstwem”, że kobieta nie musi mieć do tego żadnego powodu obiektywnego, po prostu wystarczy sama chęć zabicia dziecka, że etyka katolicka jest nieludzka i wroga kobiecie, a nawet jest kpina bluźniercza, że Kościół powinien przyjąć te praktyki, bo są one z natchnienia Ducha Świętego („Gazeta Wyborcza”, 30.05.2014).

W takiej sytuacji ruch prof. Wandy Półtawskiej, głoszący Deklarację Wiary, niewątpliwie w duchu św. Jana Pawła II, ogłasza nie tylko deklarację wiary, ale najpierw deklarację rozumu, deklarację mądrości ludzkiej, konieczną absolutnie deklarację miłości wobec zabijanych. Zwolennicy cywilizacji śmierci mogą nie wierzyć, że życie jest ostatecznie darem Bożym, ale muszą wiedzieć, że pozbawianie życia istoty żywej na jakimkolwiek jego etapie jest zabijaniem człowieka, bo istota zabijana nie staje się człowiekiem dopiero w momencie wyjścia z łona matki. Aborcjonista zabija też rozum własny i społeczny. I może mniej nawet odpowiada za to matka niż ludzie, którzy głoszą, że pozwala na to, czy nawet poleca, etyka.

Wielka chwała mądrości i wierze prof. Bogdana Chazana, dyrektora Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie, który wraz zresztą z tysiącami sygnatariuszy Deklaracji Wiary kieruje się głosem sumienia, a nie idzie za „prawem”, a nawet „obowiązkiem” zabijania, nawiązującym w Polsce do hitleryzmu i bolszewizmu. A chociaż źle postępujący w dziedzinie moralnej będą zawsze, to jednak zabijania nie można uznać za etyczne i obowiązujące. Rozumni ludzie, zwłaszcza wierzący w Boga, muszą stawić temu złu zdecydowaną tamę, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w Polsce zapanował ogólny chaos duchowy i moralny.

Zawsze prymat etyki

Kto odrzuca prymat etyki i sumienia przed prawem stanowionym, ten godzi w swoje człowieczeństwo. Owszem, i człowiek etyki może być sterroryzowany w działaniu, a także może ktoś mieć błędne sumienie i znać tylko błędne normy etyczne, np. z powodu niemoralnego wychowania, potężnej propagandy niemoralnej czy z powodu bardzo grzesznego życia, co zagłusza sumienie, a nawet znieprawia. Ale jeśli zachował jeszcze rozeznanie prawa rozumu i logiki, to może takie sumienie w pewnym momencie skorygować i przyjąć prawdziwe normy etyczne, choć to wymaga zdecydowanego nawrócenia. Normalnie wszakże tacy ludzie nie zachowują i prawa, jeśli jest ono dla nich niewygodne lub nie przynosi im korzyści.

Trzeba jednak widzieć, że na zasadzie prymatu prawa przed etyką rodzą się w historii niekiedy największe zbrodnie: eksterminacje ludności, szoah, holokaust, brutalny kolonializm, despotyzm, bolszewizm, hitleryzm, totalitaryzmy, wojny, komunizm wojujący, który m.in. wymordował na podstawie swego „prawa” wielkie miliony ludzi w Związku Sowieckim, w Europie, w Chinach i w wielu innych państwach świata. Po prostu są państwa i rządy do dna niemoralne, a mają zdolności prawotwórcze. Kategoria dobra i zła wobec człowieka i Boga nie wynika z prawa stanowionego, lecz prawo to ma wyrastać z prawa naturalnego, czyli ze struktury bytu i z istoty człowieka jako osoby.

Gdyby prymat prawa był słuszny, to np. mordercy Żydów i Polaków w czasie wojny nie byliby zbrodniarzami, lecz ludźmi bez żadnej winy, a nawet bohaterami o chwalebnych czynach, bo realizowali prawo, a porzucili sumienie. Prawa stanowione wbrew etyce są zwyczajnym bezprawiem, gangsterstwem, a stanowiący je dobrowolnie są rodzajem terrorystów. Taki terroryzm niemoralnego prawa uprawiają przede wszystkim zespoły wojującego ateizmu. Niestety, i Polska brnie w to coraz głębiej.

Pogarda mądrości

Cały Stary Testament był wielką pochwałą mądrości, która stanowi o człowieczeństwie. A także cały intelektualny geniusz grecki dążył do mądrości jako najwyższego atrybutu osoby ludzkiej. Skarby mądrości, odziedziczyło chrześcijaństwo i jeszcze ogromnie je ubogaciło. A do tego należała nie tylko czysta i żywa wiara w Boga, ale i mądrość moralności, etyka i moralność realizowana. Toteż należy poprzeć głosy wielu naszych profesorów, także ateistów, którzy domagają się przywrócenia statusu „filozofii”, czyli „miłości mądrości”, na uczelniach i w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym. Ministerstwa ostatnich lat niszczą filozofię w sposób szczególnie bolesny. Właśnie same nie mają należytej mądrości.

Tymczasem miejsce mądrości zastępuje emocjonalna ideologia, irracjonalizm, bełkot totalny, zakłamanie umysłowe i szał hedonistycznych obrazów. Coraz rzadziej na forum publicznym ktoś mówi z sensem i logiką, no i prawdę.

Całe szczęście, że ratują nas jeszcze trochę tradycja intelektualna, krytycyzm polski, humor i nauki ścisłe, do których Polacy mają duże zdolności, tylko że… nie mają na nie pieniędzy. Ale niestety u nas, jak i w całej UE, cała nowoczesność ma coraz bardziej polegać na wyrzucaniu mądrości z życia społecznego, politycznego, kulturalnego, literackiego, medialnego, w ogóle z instytucji, ze szkół, z uczelni wyższych i z życia codziennego. Mamy ciemną epokę w historii. I bywają często takie momenty w dziejach, że najwyższą władzę uzyskują jacyś „synowie nocy i ciemności” (1 Tes 5,5) i zdobywają przewagę nad „synami dnia i światłości”. Najprostszy katolik, jeśli postępuje etycznie, jest człowiekiem najwyższej mądrości i światłości. Natomiast za „nowoczesną i postępową” cywilizacją śmierci i wszechseksualizmu kryje się „Wąż starodawny” (Ap 12,9).

Państwo bez prymatu moralności

Zarówno „państwo prawa” (XIX-XX w.), jak i UE zostały pojęte jako instytucje doskonałe i nowoczesne, właśnie dlatego, że mają się rządzić samym prawem – bez etyki, bez religii i bez zapodmiotowania w osobie człowieka. W rezultacie przez to stały się nieludzkie. W rękach złych ludzi instytucja samego, a samorządnego prawa staje się „prawnym bezprawiem”. Bardzo dobrym przykładem jest zalegalizowanie w USA stowarzyszenia pastafarianów jako wyznania religijnego oddającego cześć cienkiemu, długiemu makaronowi z symbolem „Latającego Potwora Spaghetti”. Co znaczy brak etyki i mądrości!

Tak, niestety, jest i u nas z powodu przyjmowania błędnej ideologii: „Państwo polskie praktycznie nie istnieje” (B. Sienkiewicz), a jeśli jakoś istnieje, to powraca z całym rozmachem do PRL.

Demokracja prawna jest pozorowana, bo praktycznie rządzą układy nieformalne, a formalne ustawy i uchwały są dziełem nie tyle zwycięskiej partii, co samego jej prezesa, dyktatora całej swej partii. Parlamentarzyści muszą głosować tak, jak im każe przewodniczący partii, bez względu na sumienie i etykę. W razie czego, jeśli ktoś zagłosuje inaczej, to jest karany, często łącznie z wyrzuceniem z partii i ze stanowiska.

W ideologii społecznej, politycznej i prawnej bywa bardzo dużo bełkotu, niespójności intelektualnej, bez dążenia do prawdy i dobra wspólnego. Obrazuje to bardzo dobrze program „Minęła dwudziesta”, a także konferencje prasowe niektórych polityków.

W państwie narasta fala korupcji, afer, krętactwa dla zdobycia korzyści materialnych, narzucania swoich poglądów, deptania innych i piastowania władzy. Niektóre czynniki oficjalne mają też wykroczenia konstytucyjne, lecz sprawy są zamiatane pod dywan, a jeśli są poddane pod sąd, to rozprawy ciągną się latami, aż do przedawnienia. Ostatnio dodrukowano 10 mld zł i wszystko trzymano w tajemnicy aż do obecnej afery podsłuchowej, przy czym podsłuchy są krytykowane, a działania osób podsłuchiwanych, nieodpowiednie, prawie nie są ganione.

Niektóre sądy i prokuratury są niesprawiedliwe dla katolików i patriotów.

W ślad za UE Polska bardzo cierpi na biurokrację, która paraliżuje życie niemal we wszystkich dziedzinach, a obecnie mamy 500 tysięcy państwowych urzędników.

Poniżane są nadal przez pewne osoby: polskość, narodowość, katolicyzm, tradycja, historia, dobre imię, chłopi, robotnicy, ludzie prostoduszni itd., i dzieje się to bezkarnie.

Ostatnio została przyznana, bardzo słusznie, nagroda „Solidarności” bohaterskiemu obywatelowi Krymu, ale bez kontaktu z właściwą „Solidarnością” obecną, bo ta zachowała dawne wolnościowe i patriotyczne wartości.

Nadal rujnowane są różne gałęzie przemysłu, firmy, fabryki, zakłady, wyprzedawana jest ziemia rolna i inne – nie dla dobra Polski, lecz raczej na jej szkodę, a tylko dla łatania dziur w źle prowadzonym budżecie. Sama gospodarka lekami jest taka, że nasze leki są wyprzedawane na sumę 2-3 mld zł za granicę, by je tam sprzedać, a naszym pacjentom sprowadza się leki droższe lub ich brakuje.

Sprawa łupkowa wydaje się podejrzana, gdyż ciągnie się tak długo i niemrawo, że rodzi się wrażenie, że ulegamy naciskom rosyjskim czy zachodnioeuropejskim.

Zagrożona jest bardzo cała nasza energetyka, ale działania naprawcze i twórcze w tej dziedzinie są jakieś anemiczne i powolne, co może bardzo obniżyć poziom naszej gospodarki i naszego życia codziennego.

Nie ma odpowiednich działań przeciwko masowej emigracji zarobkowej, wyludnianiu się kraju i obniżaniu się kultury narodowej.

Parlament nie ma autorytetu z własnej winy, przede wszystkim z powodu wyboru wielu nieodpowiednich intelektualnie i moralnie osób.

Chaos w wielu instytucjach, rozboje i przemoc w zakładach i szkołach, wszędzie brak dyscypliny i pracowitości. Fatalne są reformy uniwersytetów, którym brakuje funduszy, ale też są rozłożone programowo i ideowo, a także biurokratycznie i naukowo, m.in. mają pogrzebać kulturę polską, gdyż do awansów naukowych liczą się już niemal tylko publikacje w języku angielskim, w którym nie czytają nas ani w Polsce, ani tym bardziej za granicą, bo dla nich jest to angielszczyzna marna i porusza niepotrzebne im tematy.

Jeszcze raz trzeba wrócić do popieranej przez państwo ohydy, zmierzającej do zabicia duszy katolika, a mianowicie do obrzydliwych bluźnierstw, profanacji i chamskiego plucia nie tylko na religię, ale nawet na zwyczajną ludzką godność, moralność i normalność. My jesteśmy bezradni, bo trzeba by użyć sił fizycznych, bluźniercy nie mają uczuć ludzkich, a władze i bluźniercy tylko się z nas śmieją, że np. nie znamy się na sztuce. Poszliśmy już za Francją, gdzie bluźnienie jest uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, za prawo wolności i za prawo wyznawania ateizmu wojującego.

***

Oczywiście wszystkich spraw łamania zasad mądrości i etyki nie da się naprędce wymienić. Pozostaje raczej jedno pytanie: jak zwykły, spokojny i uczciwy człowiek ma żyć godnie w takim „nowoczesnym” państwie? Powiedzmy sobie jasno: jest w tym zasadnicza wina polityków, rządów i importerów złych ideologii.

Ostatnio duchowy poziom naszego stanu pokazuje ogromna afera podsłuchowa, po której rząd winien ustąpić, bo się całkowicie obnażył. I nie ma właściwej na nią odpowiedzi. Ot, pan premier zganił fakt dokonania „nielegalnych” podsłuchów, ale nie zganił poczynań tych osób, które były podsłuchiwane, a które źle postępowały. Widać jednak, jak wielu naszych „najlepszych i wybranych przez naród” nie ceni sobie ani etyki, ani mądrości, ani samego prawa, które ma być rzekomo podwaliną nowego państwa. A za nimi ciągną coraz szersze kręgi społeczne, które miłują coraz bardziej pieniądz, seks powszechny i nieograniczoną wolność, a raczej swobodę. Społeczeństwo robi się coraz bardziej nieodpowiedzialne w życiu.

Ot, np. skarżymy się na służbę zdrowia, i słusznie, ale też w ciągu roku było 2,5 mln fałszywych i głupich wezwań karetki pogotowia. Co robić z takimi ludźmi? Jeśli się lekceważy w państwie wychowanie moralne i religijne, to nawet uchwalanie i 2,5 miliona nowych rozporządzeń czy praw nic nie da. Jak bardzo sprawdzają się słowa św. Augustyna napisane w 413 r. po Chr.: „Czymże są wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?” („De civitate Dei” IV, 4). W takiej naszej sytuacji duchowo-moralnej jest bardzo złowróżebne to, co mówi Aleksander Gielewicz Dugin, inspirator imperialnych idei Władimira Putina: „Niepodległe państwo polskie nie może istnieć, jeśli tak, to muszą być nowe rozbiory” (za W. Reszczyńskim).

Ks. Czesław S. Bartnik

Źródło:  http://www.naszdziennik.pl/wp/82776,prymat-prawa-czy-etyki.html  , 21-22 czerwca 2014.

  • Ilustracja tytułowa: Ks. prof. Czesław Bartnik.  Fot. Nasz Dziennik

Czesław Stanisław Bartnik (ur. 9 sierpnia 1929 w Źrebcach koło Szczebrzeszyna) – katolicki prezbiter, prałat honorowy Ojca Świętego, prof. dr hab. nauk teologicznych, dogmatyk, filozof, publicysta społeczno-polityczny, historiolog, poeta, twórca tzw. personalizmu uniwersalistycznego, profesor zwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, pracownik naukowy KUL (1956-2004), w latach 2006-2013 wykładowca WSKSiM w Toruniu, kanonik honorowy Kapituł Katedralnych: Lubelskiej i Zamojskiej. Związany ze środowiskiem Radia Maryja. (pl.wikipedia.org)

Przeczytaj więcej artykułów ks. prof. Czesława Bartnika na naszym portalu  >  >  >  > TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2014.06.23

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci