Dr Jerzy Jaśkowski: Kolejna nagonka na lekarzy. Z cyklu: „Polskie państwo istnieje formalnie”


Dlaczego urzędnicy nie mają sumienia.

 

„Wolność sumienia jest prawem podstawowym”. prof.A.Zoll
Zdrowie to sprawa zbyt poważna aby zostawiać ją w rękach urzędników.  jj

Od wielu dni trwa nagonka na lekarzy pod pretekstem rzekomego nadużycia pojęcia wolności sumienia. A kto to się nie włączył już do dyskusji, udając eksperta! A kto to już nie zabierał głosu: od indywidualnych celebrytów, do zawodowych dezinformatorów, szczególnie związanych z żydowska gazetą dla Polaków, jak to mówi pan St. Michalkiewicz. W typowy dla żółtego dziennikarstwa sposób postępowania – nie jakość, ale ilość czyni fakty – usiłuje się ogłupić społeczeństwo.

Próbować ustosunkować się do wszelkiego rodzaju dezinformacji nie sposób, zresztą nie o to chodzi. W tym przypadku uwidocznił się cały system azjatyckiej cywilizacji, od turańszczyzny, po cywilizację bizantyjskiej. Wyraźnie widać, skąd pochodzą „nasi” urzędnicy.

Przypomnę, że cywilizacja  bizantyjska, szczególnie w wydaniu pruskim, to omnipotencja państwa nad obywatelem. „Ty obywatelu, głupi c….u, masz wykonywać wszelkie zalecenia, które my tu, zresztą za twoje, podatnika, pieniądze wymyślamy, abyś był szczęśliwszy.

A jak nie jesteś szczęśliwszy, to twoja wina, ponieważ i tak twoje pieniądze wydamy jak będziemy chcieli, i tobie nic do tego”.

Taki jest mniej więcej tok rozumowania tych wszelkiej maści darmozjadów na stołkach urzędniczych, od samego początku, to jest od 1944 roku, kiedy do nas przyszli. Obecnie jest to już oczywiście któreś tam z rzędu pokolenie. Przecież po 1990 roku nie nastąpiło odcięcie się od pępowiny, tylko uznano ciągłość państwa,  na przykład przejmując długi komunistów.

Ad rem.
Poczynając od cywilizacji greckiej, poprzez rzymską i na łacińskiej kończąc, zawsze zdrowie było sprawa indywidualną każdego człowieka. Dopiero wschodnie nacje, w trosce o nasze pieniądze, ufundowały nam coś, co nazwano zdrowiem publicznym. Jak to powtarzam wielokrotnie, publiczne, to są domy, zwane pospolicie burdelami.  Jak wiadomo, burdele są doskonale dochodowymi instytucjami dla właścicieli. I stąd właśnie to pojęcie.

Otóż przez całe 2500 lat leczenie chorych to była cywilno – prawna umowa pomiędzy pacjentem, a lekarzem, bez wtrącania swoich 3 groszy przez niedouczonego urzędnika.  Przecież gdyby taki cokolwiek umiał, to nie siedziałby za biurkiem, tylko leczył ludzi na przykład, naprawiał samochody etc.

Nawet w „komunie” lekarz miał prawo wyboru metody leczenia chorego. Dopiero po  utworzeniu tzw. Narodowego Funduszu Zdrowia [zapomniano podać jakiego narodu, bo Polska zawsze była wielonarodowa, więc może o to chodzi], nagle jacyś urzędnicy zaczęli tworzyć wytyczne i procedury jak dla debili.

Fot. Przemek Wierzchowski /Agencja Gazeta - za natemat.pl
Fot. Przemek Wierzchowski /Agencja Gazeta – za natemat.pl

Jak już nie raz podawałem i uzasadniałem, cały ten cyrk ze stowarzyszeniami, Izbami lekarskimi, prawniczymi itd.,  miał na celu objęcie lepsza kontrolą społeczeństwa, pod pretekstem demokracji. Po to stworzono system grantów, aby ten, kto płaci, miał prawo żądać. Jest to tak oczywiste, że nie wymaga chyba specjalnego uzasadnienia. Wiadomo, że ubóstwo społeczeństwa sprawia, że jedynym, decydującym płatnikiem, jest administracja wszelkiej maści. Chodziło o budowę tzw. piramidy władzy, czyli typowa turańszczyzna.

Widzimy to wyraźnie w przypadku NFZ, którego urzędnicy za nic nie odpowiadają, a maja prawo kontroli medycyny i wtrącania się do wszystkiego. Ustawa natomiast mówi, że za „zdrowie” na danym terenie odpowiada NFZ. I jak to się ma do wielomiesięcznych, czy nawet kilkuletnich kolejek chorych, czekających na operację zaćmy, czy ortopedyczną. Nawet z chorobami nowotworowymi czeka się kilka miesięcy. Mogę podawać konkretne fakty!!!

W województwie pomorskim choruje rocznie na raka ponad 17 000 ludzi, umiera ponad 5000 rocznie. A NFZ przeznacza na ich leczenie tylko ok. 100 milionów złotych. Biorąc podawane przez NFZ dane, to koszt leczenia jednego chorego wynosi ok. 200 000 złotych. Sam możesz obliczyć sobie, PT Czytelniku, ilu chorych jest leczonych w jednym województwie, a ilu skazanych na śmierć. I oczywiście dla WAADZY [Jacek Fedorowicz] nie ma to znaczenia. Kogo by tam w NFZ obchodziła Konstytucja. A Ministerstwo Zdrowia [czyjego]? „A co ich to obchodzi, oni musza zajmować się reklamą i sprzedażą szczepień”.

Proszę zauważyć, że taki pan dr Arłukowicz ociera się o wszelkiego rodzaju stanowiska administracyjne i sejmowe od ładnych kilkunastu lat. I co? I nic! Do tej pory nie obchodziło go, że instytucja, której szefuje, nie zrobiła formalnie nic w sprawie podania do publicznej wiadomości miejsc, gdzie mogą odbywać  się skrobanki. A powinna albo wyznaczyć takie miejsca albo przekazać sprawę do Ministerstwa Sprawiedliwości, jako kompetentnego w sprawie kata.

Jak podał konsultant krajowy z chirurgii dziecięcej, ponad 3000 dzieci umiera rocznie z powodu braku dostępu do operacji, tylko serca. Czy jakikolwiek prokurator zajął się tą sprawą? Tyle zgonów, i cisza?

„Chazana wykończyć”, to jest problem! By innym odebrać chęć samodzielnego myślenia. Lekarze mają być trybikami w maszynie robienia pieniędzy przez Big-farm. A nie jakieś tam leczenie.

Czy przypadkiem słyszeliście, Drodzy Czytelnicy, aby chociaż jeden przedstawiciel prawa zabrał w tej sprawie głos i „przyczepił się” do NFZ? A przecież Prokuratura, jak wynika z ustawy, jest odpowiedzialna za przestrzeganie prawa. Takiego prof. Chazana, to od razu stawia w stan oskarżenia. A takiego dyrektora NFZ, to nawet nie śmie ruszyć. Ci wszyscy profesórowie, taki na przykład Wojciech  Sadurski, ekspert od konstytucji, ani razu nie zabrał głosu, że NFZ łamie konstytucję, że przecież jeżeli konstytucja daje prawo do właściwej opieki medycznej obywatelom, to czekanie w kolejce na operację zaćmy przez 5 lat, dyskwalifikuje chorego jako pracownika i ponosi on ciężkie straty, które NFZ powinien mu wyrównać! Oczywiście, może, czekając w kolejce, nie doczekać operacji.

Wyjątkowo zabawne są uzasadnienia prof. W. Sadurskiego odnośnie niewykonania aborcji przez prof. Chazana. Ten Pan pomieszał i poplątał od razu religię z rozdziałem  kompetencji państwo – kościół i całą masę innych rzeczy. A przecież jedno z drugim ma niewiele wspólnego. To nie tylko Kościół Katolicki zabrania mordowania nienarodzonych dzieci. Buddyści także uważają mordy za zło.

Sprawa mordowania leży w wychowaniu i przyjętej cywilizacji, co powinno być jasne dla profesora prawa. Widzieliśmy to przecież w bestialskich mordach UPA, czy w czasie tzw. rewolucji październikowej. Proponuję zapoznać się z filmem „Czekista”.

Nie wspomnę o tych jednorazowych, na potrzeby GW ekspertach, którzy nie widzą nic złego w kolejkach do specjalistów, ale zajmują się jednym przypadkiem – sumienia. Te wszystkie odrestaurowane dziennikarki, nagle stające się ekspertami w dziedzinie medycyny i konstytucji, z litości nie wymienię ich nazwisk, nigdy nie zabierały zmasowanego i skoordynowanego głosu w zaniedbaniach i łamaniu prawa i konstytucji przez NFZ. Czy to już samo w sobie nie jest dziwne?

Można by zadać pytanie bezczelne: Za ile to robią? Ale nie jestem taki wredny.

Przykład pierwszy lepszy: to nie lekarze narzucają taki, a nie inny rodzaj badań, jaki wolno wykonać choremu, ale urzędnicy. 95% ludzi w Polsce ma niedobory witaminy D-3. Wie o tym każdy student medycyny, z wyjątkiem urzędników NFZ i Ministerstw.

Niedobór  witaminy D-3, a właściwie hormonu zawiadującego ok. 3000 genów [człowiek posiada ok. 30.000 genów] jest odpowiedzialny między innymi za raka piersi u kobiet, raka jajnika, cukrzycę, osłabienie odporności, szczególnie ludzi po 40. roku życia, itd.

I zauważ proszę, Szanowny Czytelniku, że mamy kobietę – marszałkę sejmu, uprzednio ministra zdrowia i ona nic o tym nie wie, a głośno krzyczy o dbaniu o interesy kobiet. Te wszelkiej maści sufrażystki, w tej podstawowej dla zdrowia sprawie, biorą wodę w usta i nawet się nie zająkną z trybuny sejmowej, te dziennikarki i Stokrotki, tak walczące z sumieniem, milczą w sprawie witaminy D.

A przecież ten niedobór witaminy D-3, to jest nic innego jak eutanazja, wprowadzana tylnymi drzwiami. Stąd przecież ta osteoporoza, a większość starszych osób umiera z powodu powikłań po złamaniu kości. Prowadzone przez nas badania wskazują, że po 50. roku życia u kobiet poziom witaminy D-3 spada nawet poniżej 5ng, a powinien wynosić 50- 60 ng.

Musisz sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, Szanowny Czytelniku, ale musisz także posiadać wiedzę, że w przypadku podniesienia poziomu witaminy D-3 u  obywateli do co najmniej 50-60 ng, spora ilość chorób by znikła, na przykład grypa, a na czym zarabiałby przemysł big-farmu i jego dilerzy?

Przecież taka p. Nowicka, tym razem wicemarszałkowa, była oficjalnie dofinansowywana przez organizację aborcyjną Parenthood, której prezes zarabia ok. 300 000 dolarów rocznie [słuszne pytanie: skąd ma tyle forsy?].

Wracając do tematu wolności sumienia. Wszystkich naganiaczy możemy podzielić na dwie grupy.

Do pierwszej zaliczyć można tych dezinformatorów, KTÓRZY TWIERDZĄ, ZGODNIE Z CECHAMI CYWILIZACJI BIZANTYJSKIEJ, że lekarz to urzędnik państwowy i musi słuchać i wypełniać procedury, ustalone przez starszych i mądrzejszych. I nic ich nie obchodzą Wyroki Norymberskie, gdzie odrzucono taki tok rozumowania już 70 lat temu.

Druga grupa twierdzi co prawda, że lekarz może mieć sumienie, ale w domu.

Odrzucam także wszelkie głupoty w rodzaju, że jeżeli lekarz podpisał umowę z NFZ to musi wykonywać jego polecenia. NFZ nie ma żadnych pieniędzy, dysponuje tylko częścia pieniędzy przmusowo zabieranych podatnikowi. A więc nie NFZ jest panem tych pieniędzy tylko SPOŁECZEŃSTWO.  NFZ jest tylko wynajętym pracownikiem.

Chciałbym się zapytać, jak to się ma do twierdzenia innego urzędnika państwowego, jakim był prof. Zoll? Przecież on twierdził, że wolność sumienia jest prawem podstawowym. W tym czasie żyli zarówno profesor Wojciech Sadurski, jak i marszałka Ewa Kopacz, co to ziemię do głębokości metra w sejmie przekopywała i te wszystkie inne wydmuszki gazetowe. I co? I nic, żadna nie odważyła się zabrać głosu i zakwestionować wypowiedzi prof, Zolla. Tak więc stare przysłowie: „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, sprawdziło się. To nie był ten etap przyzwolenia, by broń Panie Boże, robić nagonkę na profesora Zolla. Z jego poglądami wszyscy się zgadzali. A tera, no, to  zupełnie co innego. Teraz jest przyzwolenie na łamanie sumienia.

Zupełnie niezrozumiała jest logika profesóra W. Sadurskiego. Pan ten twierdzi, że lekarz to urzędnik i ma wykonywać obowiązki narzucone przez państwo [GW. z 04.07.2014]. Ale jaki to rzekomo obowiązek narzuciło państwo na lekarzy, który dodatkowo ma wynikać z Konstytucji? Jak mówią prawnicy, od 1997 roku do Konstytucji można się odwoływać bezpośrednio. Nie trzeba żadnych interpretacji i przepisów wykonawczych.
Zaraz, zaraz. A w którym to paragrafie konstytucji stoi napisane, że lekarz ma dokonywać aborcji, czyli mordować dzieci. To samo zresztą dotyczy eutanazji, o czym pisałem już przed laty.

 

Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jest jak najbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski 
[email protected]

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   > > > > TUTAJ  .

Wybór zdjęcoa wg/PCO.

POLISH CLUB ONLINE, 2014.07.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek