Marian Bagiński: PO ROCZNICY MORDU ŻYDÓW W JEDWABNEM: IPN wynalazło orczyki , z których można strzelać?


No własnie były o bchody mordu w Jedwabnem. Oto skrót mojej pracy na ten temat PO ROCZNICY MORDU ŻYDÓW W JEDWABNEM: IPN wynalazło orczyki , z których można strzelać?

 

Jedwabne 10.07.2014. 73. rocznica mordu na Żydach. Fot. PAP / Artur Reszko Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/3502205,73-rocznica-pogromu-w-jedwabnem-ta-zbrodnia-niestety-obciaza-wszystkich-polakow-zdjecia,1,5,id,t,sm,sg.html#galeria-material
Jedwabne 10.07.2014. 73. rocznica niemieckiego mordu na Żydach.
Fot. PAP / Artur Reszko / polskatimes.pl

Pomnik postawiono w częsci stodoły, gdzie 10 lipca 1941 r. spalono Żydów. Został on pobudowany w rocznicę mordu 10 lipca 2001 r. Tym razem odbyło się bez przeprosin ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, ani też nie czytano żadnego listu obecnego presidenta, jak to było w 2012 roku.

Jak się okazuje nadal w sprawozdaniach z owego zgromadzenia, jego uczestnicy powołuja się na ustalenia kilkuletniego śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej. IPN przyjął wtedy, że to polska ludność miała w tej zbrodni – jak to określono – „rolę decydującą”, ale „można założyć”, że jej inspiratorami byli Niemcy. Obecnie hypoteza ta nie ma najmniejszego potwierdzenia ani nie ma jakiejkolwiek podstawy w dokumentach opublikowanych przez IPN , jak tez innych zródłach obecnie dostępnych.

25 czerwca 1941 pierwsze morderstwo Zydów w Jedwabnem. Data, która była.

Juz żydowski kalendarz pisał, ze “W 30-tego Sivan(w naszym kalendarzu jest to data 25 czerwca 1941) 5701 roku w Polsce w Jedwabne zaczęto mordować Zydów. Robili to miejscowi mieszkańcy Polski”. Wprawdzie wtedy nie było Panstwa Polskiego, jak tez nie jest możliwe okreslić kto należał do Polskich obywateli( mogli to być również Żydzi uwazani za polskich obywateli, Rosjanie czy Białorusini , którzy nie zdażyli uciec przed Niemcami, Niemcy , ktorzy byli już obecni w Jedwabnem 23-24 czerwca 1941).

O tym morderstwie z datą 25-tego czerwca mówi również Datner w swoich poszukiwaniach naukowych. Shmul Wassertejn, którego tak uwielbiał Jan Tomasz Gross, w swoich coraz to innych wersjach zeznań tez wymienia datę 25 czerwca 1941 roku.

Tą samą datę wymienia sąd w Łomży, ktory robił dochodzenie w sprawie morderstw, jak tez jest wiele listów pisanych przez żydów , zeznań swiadków, skarga Wisniewskiej na uczestników tego morderstwa. Można tez wspomnieć angielskie zródła mówiące o tej dacie. Jest chyba też znane miejsce pochówku tych nieszczęsników niedaleko Przystrzela.

Wiadomym jest na 100% że Żydom kazano dźwigać rozbite popiersia Lenina na rynek w dniu 10-tego lipca 1941, a stamtąd do stodoły na skraju miasteczka. Grupa ta mogła liczyć około 40 zdrowych i silnych Żydów na czele z rabinem. Grupę tą zgładzono w nieustalony sposób według IPN, choć jest tam sugestia, ze uczestnicy zbrodni byly wyposażeni w klonnice i orczyki. Dziwne to były orczyki, z których można było strzelać, bo w obrebie stodoły znaleziono około 200-tu łusek z pistoletów i karabinów produkcji niemieckiej i rosyjskiej.

Na dodatek w czasie prac archeologicznych, bo innych nie przeprowadzono na miejscu mordu, znaleziono nawet resztki niemieckiego bagneta, nie wspominam o złotych monetach czy kluczach od domów znalezionych w grobach. W szkieletach znaleziono też naboje, jak też slad po kuli w przestrzelonej czaszce. Zamordowane ciała ułozono szeregowo w grobie wykopanym wewnątrz stodoły. Na nie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina.

Potem grupę około 150-200 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku przygnano do stodoły. Zamknięto budynek, w jego wnętrzu spalono żywcem wspomnianą grupę. Tych , którzy próbowali uciekać z palącej się stodoły zabito z broni maszynowej, wykopano grób obok stodoły i tam ich pochowano. Zwłoki rzucono bezładnie. Nie ma innych grobów pomordowanych Żydów z wyjątkiem tych dwu, chciaż opłaceni swiadkowie wskazywali inne miejsca pochówku Zydów.

Według IPN, zbrodnia ta została dokonana z niemieckiej inspiracji mieli to poswiadczyć liczni przesłuchani świadkowie i wskazali na przybyłych w tym dniu do Jedwabnego umundurowanych Niemców , chociaż badacz IPN Dimitrow rozmawiał z Hermannem Schaper główno dowodzącym wykonawcami tej masakry, Dimitrow nie pofatygował sie dokonczyć z nim wywiadu, jak tez nie badał dokumentów mówiących o jego skazaniu na więzienie w Niemczech. A Hermann Schaaper żył jeszcze długie lata w spokoju.

Wprawdzie IPN podawał w komunikacie o końcowych ustaleniach śledztwa, wydanym w lipcu 2002 roku , że wykonawcami zbrodni było co najmniej czterdziestu polskich mieszkańców Jedwabnego i okolic , ale nie podał żadnego imienia ani nazwiska.

Pospiesznie sledztwo zostało umorzone, bo niby nie udało się wykryć innych żyjących sprawców niż ci, którzy byli za to osądzeni przez polski wymiar sprawiedliwości. Zapomniano jednak o Hermannie Schaper , ktory jeszcze długo zył i dobrze się miewał.

W czasie uroczystosci, przy pomniku spotkali się m.in. przedstawiciele: środowisk żydowskich z Polski i Białorusi, ministerstwa kultury, Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, wojewody podlaskiego,oraz przedstawiciele IPN z Białegostoku. Obecnścią swoją zaszczyćili dyrektorzy biur podlaskiego posła PO Roberta Tyszkiewicza i niezależnego senatora Włodzimierza Cimoszewicza. Byli tez przedstawiciele organizacji społecznych z różnych miast, jak też osoby prywatne. Był również przyjeżdżający od lat do Jedwabnego ksiądz Wojciech Lemański, ktory wraz z parafianami z Jasiennicy modlił się w jedwabienskim kosciele. Modlił sie chyba o zdrowie tylko, bo o rozum to już za pózno.

A dalej, Pani Katarzyna Markusz z żydowskiego portalu karmi nas wiadomoscią , ze byli tam obecni „ Mieszkańcy Jedwabnego” (skądinąd wiemy , ze z Jedwabnego nie było tam nikogo). Katarzyna wspomina równiez przedstawicieli MSZ z dyrektorem Sebastianem Rejakiem, (ten, który dokonał chybionego wyboru pogadanek na temat Jedwabnego opublikowanych w „Inferno of Choices” dla czytelników języka agnielskiego), byli tez przedstawiciele Kancelarii Premiera. Była obecna również Alicja Schnepf – Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, delegacja z Białorusi na czele z Prezesem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Grodnie Borysem Baruchem Kwiatkouskim i Dyrektorem Przedstawicielstwa Programu Dialogu Żydowsko-Chrześcijańskiego „Shomer International” na Białorusi Eugeniuszem A. Kolodzinem oraz członkowie Towarzystwa Przyjaciół Kultury Żydowskiej na czele z prezesem Zbigniewem Siwińskim i wiceprezesem, reżyserem Dariuszem Szada-Borzyszkowskim”.

A co mówiono.
„Spotykamy się tu po raz kolejny,” mówiła przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, Anna Chipczyńska i zachęcała w swoim przemówieniu: „Nasza modlitwa ma przypomnieć prawdziwy zakres nieszczęścia, które spotkało Żydów z małych miast i miasteczek. Powinniśmy współpracować z mieszkańcami tych miejscowości, nie tylko przy okazji rocznic. Warto zastanowić się nad tym co razem możemy zrobić dla naszej wspólnej historii.” I dalej nieprawdziwe informacje o ekshumacji.

Ekshumacja, której nigdy nie było w Jedwabnem.
A jednak z radia Białystok dowiadujemy się, prace archeologiczne w Jedwabnem ujawniły: stodoła miała 19 metrów długości i 7 metrów szerokości. Z kolei mogiła, w której pochowano spalone osoby, ma wymiary 7,5 x 2,5 m i znajduje się przy dłuższym z boków budynku. Jej głębokość nie była dokładnie badana – na prośbę środowisk żydowskich. Ustalono jedynie, że grubość warstwy ziemi na mogile, tzw. nadkładki, wynosi od 50 do 130 cm.

I czym dalej częstuje nas prezenter radia „Na przełomie maja i czerwca 2001 roku IPN przeprowadził w Jedwabnem ekshumację (ktorej nie było jak wiemy od Prof. Koli), która – wobec stanowiska Żydów, że nie wolno naruszać spokoju zmarłych – miała ograniczony charakter. W obrębie stodoły znaleziono m.in. łuski i naboje produkcji niemieckiej. Śledztwo wykazało jednak, że nie pochodzą one z 1941 roku”, co jest nieprawdą.

Oddajmy więc głos ekspertowi Profesorowi Kola w cytowanym poniżej wywiadzie: ”Natrafiliśmy m.in. na pocisk kalibru 9, wystrzelony prawdopodobnie z niemieckiego parabelum – krótkiej broni stanowiącej uzbrojenie oficerów niemieckich. Pocisk musiał trafić w tkankę miękką, bo się nie zdeformował.). W dwóch odkrytych wtedy przez IPN mogiłach znaleziono szczątki około 200 ofiar.
W czasie ekshumacji, (której nie było) odkryto drugą mogiłę ofiar masakry. Znajduje się ona w obrębie fundamentu stodoły. Znaleziono tam – oprócz szczątków ofiar – fragmenty pomnika Lenina”. O tym własnie mówił Profesor Kola – badacz i ekspert na miejscu masakry w Jedwabnem.

Nemere Kinga: Konstanty Gebert zamieścił w „Rzeczypospolitej” artykuł na temat badań w Jedwabnem, w którym napisał, że archeologowie byli wściekli, iż nie pozwolono im prowadzić prac w pełnym zakresie. Jak Pan to skomentuje?

– „Trochę przesadził, wściekli może nie byliśmy, ale pewien dyskomfort odczuwaliśmy. Otrzymaliśmy zlecenie wykonania badań archeologiczno-ekshumacyjnych i chcieliśmy się z niego wywiązać. Nie było to jednak do końca możliwe ze względu na stanowisko strony żydowskiej, która nie pozwoliła naruszyć szczątków, mogliśmy je tylko odsłonić. Ekshumacją usiłowano nazywać więc to, co nią właściwie nie było”. Są to autentyczne słowa Profesora Koli opublikowane w Glosie Uczelni Uniwersytetu Torunskiego z lipca 2001 roku.Tak trudno było przenterowi zajrzec własnie do tego wywiadu.

I dalej ten sam wywiad: – Skoro nie było ekshumacji, antropologowie i specjaliści medycyny sądowej nie mieli co badać… Kola – „Wynegocjowano, że mogliśmy przesiać przez sito wszystkie destrukty, całe pogorzelisko i materiał pozyskany w ten sposób następnie im przekazaliśmy. Ale był to margines naszej pracy, bo mieliśmy na to zaledwie dwa dni, podczas gdy badania archeologiczne stodoły trwały łącznie dwa tygodnie” – Profesor Andrzej Kola.

Mimo tak oczywistego stwierdzenia, wspomniani uczestnicy są przekonani o ekshumacji, bo widzieli „destrukty” wzięli udział we wspomnianej ceremonii, odspiewano psalmy, jak też odczytano imiona i nazwiska około trzystu żydowskich mieszkańców przedwojennego Jedwabnego, zaczerpnięte z książki Anny Bikont „My z Jedwabnego”.

Po zakończeniu ceremonii pojechano do Radziłowa, Wąsosza, Bzur. Uczestnicy jedwabienskich obchodów „zapomnieli” o Wiżnie odległej tylko 8km od Jedwabnego, o Blaszczatce przy Stawiskach odległej tylko o 7 km od Jedwabnego.

Dobrze byłoby udać się do Naliboków czy Koniuchów , gdzie żydowscy partyzanci pospołu z Sovietami wymordowali i spalili całe wsie Polaków.

Warto też byłoby zbadać ilu Polaków winnych czy niewinnych zabili jedwabinscy żydzi of 1939 do 1952.

A tymczasem, dalej trwa szopka Jedwabienska pełna mitów , kłamstw i propagandy , sa to jednak nasi współbracia w wierze, jesli taką mają.


Marian Baginski 
[email protected]

Powyższy tekst zatytułowany „prosto z mostu” został wpisany przez autora na portalu Prawica.pl w środę, 23 lipca 2013 roku o godz. 15:15 jako głos w dyskusji nad recenzją Jana Bodakowskiego do książki „Złote serca czy złote żniwa” wydaną nakładem The Facto  .

Zródło: http://prawica.net/38948#comment-6317900

POLISH CLUB ONLINE, 2014.07.25

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek