Prof. Jacek Bartyzel: Gotyckie sklepienie Europy rozbite kilofem demokracji


POLONIA CHRISTIANA

 

Fot. za pch24.pl
Fot. za pch24.pl

Doktrynerów „czystej demokracji” do tego stopnia mierziło obce dla nich ciało tradycji dynastycznej, że woleli zwalić gotyckie sklepienie starego świata, zagruzowując pod nim miliony ludzi, aby tylko uzyskać ideologiczną jednorodność.

Pierwszą wojnę światową – nazywaną po prostu Wielką Wojną, zanim dwadzieścia lat po jej zakończeniu traktatem pokojowym w Wersalu wybuchła druga – my, Polacy, mamy skłonność postrzegać, pomimo wszelkich jej okropności, jako wydarzenie w sumie szczęśliwe, a nawet poniekąd opatrznościowe, jako że jej rezultatem było również odrodzenie się niepodległego państwa polskiego, tym samym zaś – wynagrodzenie tej niewątpliwie wielkiej zbrodni, jaką było w XVIII wieku rozebranie Rzeczypospolitej pomiędzy trzy potencje zaborcze. Z tego punktu widzenia nawet prawie jednoczesny upadek trzech tronów – rosyjskiego, niemieckiego i austriackiego – jawi się jako słuszna kara Boża za uprzedni grzech „ekumenicznej”, świętokradczej „komunii” polskim corpus politicum pomiędzy heretyckimi Prusami, schizmatycką Rosją i, co najgorsze, katolicką Austrią. Mocą bowiem tajemniczego, acz oczywistego dogmatu solidarności w grzechu, grzech przodków karany bywa też na ich potomkach, gdyż – jak powiada Joseph de Maistre – suwerenność odpowiada za wszystkie czyny suwerenności. Wiążą ją wszystkie długi, wszystkie traktaty, wszystkie zbrodnie. Jeśli przez jakiś niezgodny z porządkiem czyn pocznie ona dziś zarodek zła, który za sto lat doprowadzi do katastrofy, cios ten faktycznie spadnie na koronę za sto lat (Wieczory petersburskie, rozmowa dziesiąta).

Z perspektywy ponadpolskiej

Nasz punkt widzenia jest zrozumiały i usprawiedliwiony. Niemniej, jeśli zdołamy wielkodusznie wznieść się ponad ów partykularyzm i spojrzeć na te zdarzenia z uniwersalistycznej perspektywy cywilizacji chrześcijańskiej, której jądrem była zawsze Europa, to przebieg i generalny rezultat tej wojny musi jawić się jako potworna katastrofa, i to nie tylko dlatego, że wojna ta była niespotykaną dotąd w dziejach świata masową rzezią, umożliwioną przez „perfekcję techniki”, i ogromem spustoszeń materialnych (w szczególności zresztą dotykających ziemie polskie, będące jednym z dwu głównych teatrów wojny). Również nie tylko z tego powodu, że poprzedzający wybuch wojny, syty i szczęśliwy tą sytością świat mieszczańskiej Europy jawił się jako la belle epoque, w której (jak powiada Nicolás Gómez Dávila) nawet burżuazja prawie się ucywilizowała, toteż do powszechnych należy sąd wypowiedziany przez wielkiego historyka – a ideowo klasycznego liberała – Guglielma Ferrero, iż to najszczęśliwsze ze stuleci, które zaczęło się w 1815 roku na polu bitwy pod Waterloo, a zakończyło się w 1914 roku nad brzegami Marny, można nazwać okresem najstalszego porządku i największej w dziejach świata wolności (Przemowy do głuchych).

O wiele istotniejsze jest wszakże to, że ów wychwalany (zapewne przesadnie) przez Ferrera porządek był wprawdzie już oddalony o kilka epok i pięter od religijno‑moralnego porządku Christianitas, niemniej, jeśli porównamy go z dwu stron, czyli zarówno z tym, co poprzedziło owo stulecie, a więc z (XVIII) wiekiem „oświeconej”, zorganizowanej bezbożności i kulminacją jego idei w postaci rewolucji francuskiej oraz jej eksportem do Starego i Nowego Świata, jak i z tym, co nastąpiło wskutek i po Wielkiej Wojnie Białych Ludzi, czyli triumfem masońskiej, liberalnej demokracji oraz z trzema rewolucjami nihilizmu (komunistyczną, faszystowską i narodowosocjalistyczną), to ów daleki od ideału porządek Europy „powiedeńskiej” musi jawić się mimo wszystko jako ostoja kultury, dobrych obyczajów i moralności, a przede wszystkim jako powstrzymanie na kilka pokoleń nowego barbarzyństwa – na wskroś zatem „katechonicznie”.

Za cytowanym wyżej Ferrero możemy powiedzieć, że w aspekcie ustrojowo‑politycznym porządek ów trwał dzięki pomysłowemu skombinowaniu monarchicznej i demokratycznej zasady władzy, [które] pozornie zwalczały się, a w rzeczywistości podtrzymywały się wzajemnie, tak jak dwa łuki w gotyckim sklepieniu. Wola ludu wspierała się na tradycji dynastycznej, a tradycja dynastyczna na woli ludu.

Nieokiełznany fanatyzm neojakobinów

Właśnie to „skombinowanie” było solą w oku doktrynerów „czystej demokracji”, którzy nie chcieli już dłużej tolerować obcego dla nich ciała tradycji dynastycznej, woleli przeto zwalić całe gotyckie sklepienie, zagruzowując pod nim miliony ludzi, aby tylko uzyskać ideologiczną jednorodność. W tym tkwi przyczyna zarówno samego wybuchu wojny, której w gruncie rzeczy – jeśli chodzi o panujących i ich gabinety – nikt nie chciał, jak i bezsensownego jej przedłużania i odrzucania wszystkich inicjatyw pokojowych, płynących przede wszystkim ze Stolicy Apostolskiej oraz od książęcego Domu Burbonów Parmeńskich, których członkowie (książęta Sykstus i Ksawery) działali w porozumieniu z cesarzem austriackim i królem Węgier (ich szwagrem) bł. Karolem I (IV).

Nie ulega wątpliwości, że winowajcami storpedowania tej najpoważniejszej próby przerwania rzezi byli, z jednej strony, pangermańscy szowiniści, z drugiej zaś – fanatyczni antyklerykałowie i neojakobińscy demokraci francuscy pokroju premiera Georges’a Clemenceau. Uczciwie i pięknie skontrastował ze sobą te postaci lewicowy skądinąd pisarz Anatole France, pisząc te słowa: Nikt mnie nie przekona, że ta wojna nie mogła się zakończyć już dawno temu. Cesarz Karol zaproponował pokój. Był jedynym porządnym człowiekiem, który podczas wojny piastował wysokie stanowisko, ale nikt go nie słuchał. (…) Cesarz Karol wykazał szczerą wolę zawarcia pokoju i dlatego każdy go nienawidzi. Ribota [Alexandre Ribot, francuski premier gabinetu wojennego od 20 marca do 12 września 1917 roku – JB] należałoby nazwać starym łajdakiem za to, że zaprzepaścił taką okazję. Król Francji – tak, król – zlitowałby się nad biednymi ludźmi, doprowadzonymi do ostateczności, u kresu sił, ale demokracja jest pozbawiona serca i wnętrzności. Jest niewolnicą pieniądza, bezlitosną i nieludzką.

Nienawiść i pycha sekciarzy

Równie oczywiste jest, że najbardziej dalekosiężne plany związane z demokratyczną transformacją świata na zgliszczach monarchicznego porządku mieli ideolodzy i praktycy amerykańskiej way of life – i to było zasadniczym powodem przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny w roku 1917. Stara, purytańska nienawiść zrejudaizowanego, skrajnego odłamu anglosaskiego protestantyzmu do królów, którzy lizać będą kurz ze stóp prostego ludu, idąca w parze z pychą sekciarzy, chełpiących się, iż są świętymi Boga i najlepszymi w państwie ludźmi, znalazła podczas wojny swój spersonifikowany wykładnik w demokratycznym prezydencie Woodrowie Wilsonie, synu prezbiteriańskiego pastora, owładniętym misjonistyczną manią uleczenia zepsutego Starego Świata na obraz i podobieństwo jankeskiego miasta na wzgórzu. Marzeniem Wilsona, który z radością przyjął obalenie caratu i natychmiast uznał rewolucyjno‑republikański rząd Kiereńskiego, było – jak pisze austriacki pisarz i historyk Erik von Kuehnelt‑Leddihn – to make the world safe for democracy (Ślepy tor. Ideologia i polityka lewicy 1789–1984). Z tej pozycji prezydent pouczał nawet arogancko (za pośrednictwem swojego sekretarza stanu Lansinga) papieża Benedykta XV, że w tej wojnie chodzi o kwestię moralną, która nie może zniknąć tylko dzięki uczuciom religijno‑kościelnym lub kierowaniu się rozsądkiem. Ceną owego moralniactwa musiało więc być kontynuowanie wojny za wszelką cenę, aż do ostatecznego zwycięstwa. Wszyscy zgadzają się co do tego, że przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny było decydujące dla zwycięstwa ententy, lecz w konsekwencji był to triumf nie tyle Francji, Włoch czy Anglii, lecz Ameryki nad Europą – początek dominacji tej pierwszej nad Starym Kontynentem, a zatem także anty‑Tradycji nad Tradycją. Nawet pomysł wybrania Genewy na siedzibę przyszłej Ligi Narodów nie był przypadkowy: chodziło przecież o to, że było to miasto ojca reformacji – Kalwina i ojca demokracji – Rousseau, a zatem protestancko‑demokratyczne „Nowe Jeruzalem”!

Pod dyktando opętanego idioty

Wspomniany von Kuehnelt‑Leddihn przypomina również mało znaną, a kluczową dla sprawy postać doradcy prezydenta USA, mającego wielki wpływ na jego koncepcje i podejmowane decyzje. Był nim (przemilczany przez większość historyków) chorobliwie idealistyczny człowiek, George D. Herron, „doktor teologii”, kongregacjonista, socjalista i – co zakrawa na ponury humor w kontekście roli, jaką odegrał – pacyfista. W jego oczach bowiem tocząca się w Europie wojna była zmaganiem sił postępu, demokracji i wolności z nieświętym przymierzem Watykanu, cesarzy: austriackiego i niemieckiego, pruskich junkrów i kapitalistycznych magnatów z Zagłębia Ruhry.

Kiedy zatem pojawiła się „groźba” zawarcia pokoju – i to zanim Stany Zjednoczone w ogóle zdążyłyby przystąpić do wojny – doktor Herron napisał broszurę pod osobliwym, nie tylko jak na pacyfistę, tytułem: Zagrożenie wskutek pokoju. Jeszcze bardziej osobliwa była jej zawartość, z której można było się dowiedzieć, że kompromisowy pokój złamałby Bogu serce, a narody Ziemi popadłyby w kosmiczną zażyłość (cosmic intimacy) i posiadłyby nieskończoną wiedzę (infinite knowledge). Właśnie dzięki tym mądrościom Herron został doradcą zachwyconego nim Wilsona i uzyskał wpływ na podejmowane przezeń decyzje, w szczególności zaś na odrzucenie planu cesarza Karola zawarcia separatystycznego pokoju Austro‑Węgier z ententą i przekształcenia monarchii naddunajskiej w federację państw pod berłem Habsburgów.

Ostateczny upadek cesarstwa rzymskiego

Właśnie los tej monarchii, która stała się największą ofiarą morderczego pokoju/dyktatu w Wersalu i Trianon, w szczególności zaś Węgier okrojonych do kadłubowej postaci kosztem zachłannych sąsiadów, unaocznia prawdziwe cele ideologiczne demokratycznych decydentów tej wojny. Zniszczono bowiem ostatnią w Europie Środkowo‑Wschodniej monarchię katolicką, będącą również depozytariuszką tradycji Sacrum Imperium Romanum. Szczególnym beneficjentem zaś okazały się husyckie Czechy, które – ustanowione jako demoliberalna republika parlamentarna o jednoznacznie masońskiej ideologii – otrzymały w prezencie katolicką Słowację, z którą nigdy nie łączyła ich historia, w sztucznym i oszukańczym tworze pod nazwą Czechosłowacji.

W imię antymonarchicznej i antykatolickiej doktryny pozwolono również na ostateczne zniszczenie partykularnych niemieckich królestw i księstw, na czele z katolicką Bawarią – zamiast przeto złamać pangermański centralizm i preponderancję protestanckiej Północy z Prusami na czele, wzmocniono go w nowej, demokratycznej postaci, stwarzając tym samym (wraz z narzuceniem drakońskich reparacji wojennych) podstawy do niemieckiego rewanżyzmu i wznowienia wojny. Wszystko to przewidział w swojej genialnej, opublikowanej tuż po traktacie wersalskim książce Konsekwencje polityczne pokoju, francuski rojalista Jacques Bainville, który pisał, iżchirurdzy, którzy otworzyli ciało Europy, nie usunęli jednak wrzodu z jego wnętrza, pozwalając na utrzymanie jedności zdemokratyzowanych Niemiec, likwidując zaś przeciwwagę dla nich w postaci monarchii habsburskiej.

Prof. Jacek Bartyzel
– profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli politycznej, publicysta. Członek Kapituły Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Powyższy artykuł w całości został opublikowany w dwumiesięczniku „Polonia Christiana”. Magazyn jest dostępny w kioskach, dobrych salonach prasowych oraz na stronie ksiegarnia.piotrskarga.pl.
Tekst można również przeczytać w e-wydaniu na stronie epch.poloniachristiana.pl.

Zródło: http://www.pch24.pl/gotyckie-sklepienie-europy-rozbite-kilofem-demokracji,20274,i.html , 2014-07-31

Przeczytaj więcej artykułów prof. Jacka Bartyzela na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE , 2014.08.02

 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek