Ks. prof. Czesław S. Bartnik – Hejże! na sumienie!


NASZ DZIENNIK

 

Ks. prof. Czesław Bartnik. Fot. NDz
Ks. prof. Czesław Bartnik.
Fot. NDz

Wszystkiego już spodziewaliśmy się po naszych współczesnych władzach, notablach i koryfeuszach nowej myśli i kultury, ale kiedy teraz wzywają oni do walki z sumieniem jako największym wrogiem nowoczesnego człowieka i Polski, to po prostu osłupieliśmy. Co się z tymi ludźmi stało? 

Sumienie

Sumienie nie jest iluzyjnym wymysłem dewocyjnym, jak uważają owi nieszczęśni, lecz jest powszechną i kategoryczną funkcją rozumu ludzkiego, dzięki której człowiek jest moralną istotą osobową. Tak było od pierwszego człowieka na ziemi jako człowieka. A naukowo opracowali je genialni myśliciele starogreccy, jak Sokrates, Arystoteles, stoicy i następni. Potwierdzili oni, że człowiek ma wrodzoną zdolność rozumu do poznania i rozróżnienia dobra albo zła moralnego u siebie, a następnie i u innych w społeczeństwie. Z tego rozpoznania wynika od razu zasada powinności: czyń dobro, unikaj zła. I następnie człowiek ocenia spontanicznie swoje akty, czyny, postępowania, zachowania i intencje jako dobre albo złe.

Sumienie wypływa z istoty człowieka i jest najbliższą, wewnętrzną normą moralną, i uprzedza ona wszystkie obyczaje i prawa zewnętrzne otoczenia, jakkolwiek z czasem rozwija się, ubogaca, tematyzuje, odkrywa absolutną godność osoby ludzkiej, poznaje najwyższe wartości i ideały. Oczywiście, najbardziej normy moralne korzystały z idei Boga, wiary w Niego i własnej odpowiedzialności przed Nim. Rdzeń sumienia pozostaje zawsze ten sam, choć pod naporem wielorakiego zła, zwłaszcza osobistego, normy moralne mogą mieć treści wypaczone, a samo sumienie może być zagłuszone lub też znieprawione.

Sumienie decyduje, że człowiek jest bytem osobowym. I dobro moralne różni się od dobra fizycznego. Nie mogą być utożsamiane z zasady. Bo wtedy człowiek nie różniłby się od robota czy od zwierzęcia (nie można jednak poniżać wszystkich zwierząt, bo bywa np., że dobrze wychowany, inteligentny pies, gdy coś źle zrobi dla swego pana, to jakby się wstydzi i chowa).

Skąd taki atak na sumienie?


Współczesny, wściekły atak na sumienie, nie tylko w Polsce, ale i w całej upadającej cywilizacji euroatlantyckiej, jest po prostu jedną z następnych sekwencji ateizmu. Jak to się dzieje? Oto ateista neguje Boga jako Stwórcę. Tym samym poniża naturę, przyrodę, świat, ale jednocześnie siebie stawia na miejscu Boga i Kreatora wszystkiego. Nie tylko opanowuje twórczo naturę, jak zlecił to istocie rozumnej Stwórca, lecz sobie przypisuje atrybuty Stwórcy. I niejako ucieka od natury w kierunku swojego świata, tworzonego przez technikę. Stopniowo przetwarza człowieka natury w człowieka technicznego. Odrzuca coraz więcej praw natury: życie zgodne z prawami ciała i organizmu, małżeństwo, rodzinę, naród, rodzaj ludzki jako całość organiczną. Próbuje nawet uciekać od rodzenia dzieci przez naturę. Zwłaszcza skrajne feministki nie chcą rodzić, wstydząc się tego jako czegoś prymitywnego. Kobieta, kojarzona bardziej z łonem natury niż mężczyzna, chce przejść w całości na status mężczyzny nawet somatycznie. Woli rodzić in vitro. Ale i tu kobieta żyjąca w osłabiających naturę luksusach nieraz bierze sobie inną kobietę „prymitywną” jako swoją zastępczynię w rodzeniu za pieniądze. Ale często nawet tak „wyprodukowanego” dziecka nie chce wychowywać, bo zabiera jej zbyt wiele jej świata. Traktuje je więc jako czasową maskotkę lub jako domowe zwierzątko. Już po dwóch-trzech latach oddaje je do „przechowalni” społecznych. Z czego korzystają coraz więcej najrozmaitsi łowcy dzieci, żeby je wychować według swoich obłędnych ideologii. Tak zresztą było jeszcze w starożytnej pogańskiej Sparcie.

A wreszcie odrzucana jest też moralność, opierająca się na idei Stwórcy i na „prawach natury”. Dąży się do „moralności technicznej”. A więc normy moralne zastępuje w całości prawo stanowione przez człowieka dowolnie. I prawo to nie może być ograniczane przez sumienie, które miałoby być „głosem” Stwórcy i natury. Sumienie bardzo denerwuje współczesnego liberała, gdyż według niego odbiera mu najbardziej wolność. Przy czym w zaślepieniu swym przez nienawiść do Boga liberał nie rozumie, że u niego „prawo” ma już charakter boski, absolutny, jak u Hegla, i nie daje ono wolności, a tylko jako państwowe jeszcze bardziej zniewala osobę człowieka. Nie winię więc za to wszystko normalnych, rozumnych ludzi, lecz zdegenerowanych inteligentów, którzy tracą zdrowy rozsądek. Miałem kiedyś dyskusję ze studentami filozofii marksistowskiej, którzy byli uczeni, że Bóg i moralność Dekalogu odbierają wolność człowiekowi. Ale bardzo garnęli się do mnie, gdy im otwierałem oczy, że jest odwrotnie. A co do mitu technicznego, to może ktoś sądzić, że to całkowita przesada. Ale znowu chcę powiedzieć, że wielu profesorów marksistowskich dowodziło mi, że technika rozwija się tak gwałtownie, iż może już za sto lat człowiek stanie się fizycznie nieśmiertelny. Taka była ucieczka w mit wysoko uczonych ludzi.

Jeszcze raz w związku ze sprawą Chazana


Jeden z poważnych profesorów wysunął myśl, czy nie powinno się odmówić prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz Komunii Świętej. Myślę, że kanon 1398 kodeksu prawa kanonicznego o ekskomunice jeszcze jej nie obejmuje, bo nie współdziałała bezpośrednio przy aborcji. Kanon ten mówi: „Kto powoduje przerwanie ciąży (abortus), po zaistnieniu skutku podlega ekskomunice wiążącej z samego prawa”. Sądzę natomiast, że jeśli przystępuje do Komunii, to powinna sama zawiesić to przystępowanie do czasu naprawienia szkód i przystąpienia do sakramentu pokuty. Zaatakowała bowiem czyjeś sumienie. Wyrządziła wielką krzywdę prof. Bogdanowi Chazanowi, naraziła na wielkie szkody Szpital Świętej Rodziny, otworzyła drogę do gwałcenia sumień wszystkich lekarzy, pielęgniarek i położnych w Polsce i idąc za obłędną ideologią, zaatakowała frontalnie Episkopat Polski. A wreszcie ośmieliła adwokata Marcina Dubienieckiego do żądania miliona złotych za niezłamanie sumienia lekarza, i tak może warszawiacy lepiej zrozumieją, kogo obronili przed utratą stanowiska prezydenta stolicy. Przy okazji 70. rocznicy Powstania Warszawskiego ujawniło się wyraźnie, jak bardzo, mimo wszystko, byliśmy wszyscy zbyt optymistyczni, nie wiedząc jak strasznymi potworami są Hitler, Stalin, a potem też grupy naszych zdrajców. Trochę podobnie również dziś nie zdajemy sobie sprawy, jakie straszliwe zło niosą nam posłańcy ateistycznej ideologii unijnej. Jeszcze raz przypominam, że wielu już i u nas uważa, że wystarczy nam wiara prywatna, a w państwie może panować ateizm. Tymczasem ateizm państwowy i polityczny niesie nam wielkie nieszczęścia. Ateista „osobisty”, jeśli jest szczery, bywa często bardzo moralny.

Po całej tej sprawie pojawiają się już perfidne głosy, że „ludzie zaczynają się bać sumienia”, czyli lekarzy z sumieniem. Tymczasem jest odwrotnie. Dociera do nas, że Holendrzy po sześćdziesiątce boją się iść do szpitali, bo mogą zostać podstępnie poddani eutanazji, żeby nie pomniejszać budżetu na leczenie starych. A w Belgii po uchwaleniu eutanazji chorych dzieci kobiety kochające naprawdę swoje pociechy za żadne skarby nie oddają ich do szpitali w przypadkach, kiedy mogą je jeszcze leczyć w przychodniach lub w swoich domach. Demon śmierci szaleje swobodnie. Przypominam sobie, jak trwała u nas dyskusja nad prawem aborcyjnym w Konstytucji. Nawet katolewacy wołali, że aborcja może być szeroka i nie powinno się karać za wykroczenia, bo katolicy nie muszą przecież się jej poddawać. Tymczasem obecnie już każdy katolik może być poważnie ukarany za to, że nie dokonał aborcji. Czyli katolewica albo nie znała potworności prawa aborcyjnego na Zachodzie, albo nas po prostu, „tradycjonalistycznych ciemniaków”, oszukiwała.

Sumienie nauczyciela katolickiego


Po Deklaracji Wiary kilku tysięcy polskich lekarzy i pracowników służby zdrowia pojawiła się także idea analogicznej deklaracji nauczycieli, na co władze na zasadzie „łapaj złodzieja” odpowiedziały, że jest to „wojna religijna” wypowiedziana rządowi i szermierzom liberalizmu. Warto przyjrzeć się wywiadowi w tej sprawie Joanny Kluzik-Rostkowskiej, ministry MEN, w „Gazecie Wyborczej” (30.07.2014 r.).

Na pytanie prowadzącej Justyny Sucheckiej, dlaczego nauczyciele muszą się bronić klauzulą sumienia, pani ministra odpowiada, że nie ma żadnej przyczyny tego w programie polskiej szkoły. „W konstytucji – powiada – jest napisane wprost, że każdy obywatel ma takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd. W Karcie nauczyciela [art. 6 – moje uzupełnienie] zapisano, że nauczyciel jest obowiązany do kształcenia w poszanowaniu konstytucji, w atmosferze wolności sumienia. Ma dbać o kształtowanie postaw moralnych i obywatelskich zgodnych z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni pomiędzy ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów”. Odpowiedź jest unikowa. Bo nie chodzi o brzmienie słów prawa, bardzo ładne brzmiało też w konstytucji sowieckiej, lecz o gorsze traktowanie nauczycieli przyznających się do Kościoła katolickiego i o narzucane niektóre treści programowe. Chodzi o to, że coraz szerzej są otwarte drzwi szkół dla różnych nieodpowiedzialnych drapieżników, którzy lżą wiarę, Kościół, ogólnoludzką etykę, a szczególnie w negatywnym świetle przedstawiają Polskę, jej dzieje, historię, kulturę, ludność. Chyba nie przypadkiem w art. 6 Karty zostały opuszczone słowa, że „nauczyciel ma wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny”. Widocznie „umiłowanie Ojczyzny” jest już anachroniczne. Prawdopodobnie będzie chodziło o umiłowanie na to miejsce Europy, ale jakiej konkretnie? Może samej idei Europy?

Głównie zatem chodzi o pomniejszanie religii katolickiej i tradycji polskiej. „Czy autorzy projektu tej deklaracji – precyzuje pani ministra – pomyśleli o tym, że mogą nie być jedyni? Jeśli przygotowują deklarację w przeświadczeniu, że spokój ich sumienia jest ważniejszy niż prawo, muszą pozwolić na podobne deklaracje nauczycielom: muzułmanom, buddystom, świadkom Jehowy itd. Można tak wymieniać bez końca”. Znowu występuje tu potworna teza, że prawo szkolne jest ważniejsze niż sumienie, czyli moralność, a jednocześnie że ta moralność katolików jest partykularna, egoistyczna, nacjonalistyczna i nietolerancyjna wobec innych wyznań i religii. Przy czym sumienie przypisuje tylko ludziom religijnym, a nie wszystkim. Oczywiście lekceważy te inne sumienia, chyba z wyjątkiem Żydów, bo ich nie wymienia, a są w naszej kulturze bardzo ważni. Zachodzi też pytanie, czy deklaracja nauczycieli katolickich, broniąca etyki klasycznej i godności człowieka, zabrania innym religiom zgłaszania ich deklaracji i kierowania się swoim sumieniem. Przecież nauczyciel katolicki nie uczy dzieci tamtych religii katolicyzmu, one mają swoich nauczycieli religii i światopoglądu. Natomiast pani ministra sugeruje implicite, że wszyscy mają być poddawani w szkole ateizacji, bo tylko ateizm przynosi demokrację, pokój i przyjaźń. I wreszcie jest kpina ze „spokoju sumienia” katolików, z sugestią, że sumienia egoistycznego, bo katolicy w Polsce chcą dominować. Ale najgorsze, że w drugim dnie różnych wypowiedzi ministry MEN może pobrzękiwać groźba, że niezłomni nauczyciele katoliccy mogą być usuwani ze swoich stanowisk. Nie jest to zaskakujące, bo nasza „demokracja”, która jest „dyktaturą jedno- lub dwupartyjną”, zaczyna w wielu dziedzinach usuwać katolików nieposłusznych ateizacji, np. takich właśnie jak prof. B. Chazan czy aktor Marek Cichucki, który nie chciał grać kloacznie w „Golgota Picnic”, i wielu dziennikarzy, urzędników itd.

Ministra Kluzik-Rostkowska strzela z ciężkich dział: katoliccy zwolennicy klauzuli sumienia w szkole winni się zastanowić, do czego prowadzą, a mianowicie „do wojny domowej w polskiej szkole”. Oczywiście w tej wypowiedzi jest supozycja, że nie mają oni żadnego powodu. Dopiero Justyna Suchecka inteligentnie postawiła ministrę na nogi: „Wojna już się zaczęła przy okazji tematyki gender”. Właśnie ta sprawa miała być zamilczana. „W ostatnim czasie – odpowiada znowu nie na temat – mam wrażenie, że pewne środowiska – bo nie wszyscy katolicy [tak też mówiły władze komunistyczne, że nie wszyscy biskupi są zdrajcami Polski] – chciałyby po prostu poszerzyć swoją strefę wpływów. Zaingerować w neutralność światopoglądową państwa i szkoły. Myślę, że środowiska walczącego katolicyzmu będą miały sojuszników po prawej stronie sceny politycznej. I to niestety stanie się częścią programu politycznego, choć nie powinno”. Co pani zrobi? – pada pytanie – Będzie stała na straży świeckiej szkoły? „Oczywiście. Szkoła musi być neutralna światopoglądowo. I nauczyciele publicznych szkół muszą to uszanować”. I tak wyszło wielkie szydło z małego worka: szkoła musi być ateizowana, żeby PO nie przegrała wyborów, teraz i w przyszłości, i żeby do władzy nie doszedł Kaczyński z PiS. Oto cały prawdziwy, nieskrywany program szkolny nowej pani ministry.

Poza tym będzie wprowadzana ideologia gender. Podobno już w pierwszej części elementarza do klas pierwszych są pewne cienie genderyzmu i nie ma żadnej wzmianki o Bożym Narodzeniu, jak w Ameryce i w Anglii. Sączy się pewien zapaszek, że koszty druku podręcznika nie są z polskich pieniędzy. W ogóle we wszystkich klasach jest forsowana ideologia gender jako sztandarowy dogmat dzisiejszej umysłowości i kultury. Robi się to pod przykrywką, że przecież chodzi o równość społeczną, polityczną i kulturalną między kobietami a mężczyznami, a nawet jakiś idiota katolicki napisał, że i Matka Boża realizowała gender, ale faktycznie chodzi o obsesyjne niszczenie ludzi somatyczne i psychologiczne, o zniesienie małżeństw i rodzin, a wreszcie o złamanie religijnego kodeksu etyki seksualnej i rozwinięcie szału seksualnego u wszystkich, poczynając od przedszkolaków.

W zapale propagandowym znalazło się też, rzekomo oficjalne i prawne sformułowanie: „szkoła neutralna światopoglądowo”. Tymczasem w Konstytucji jest tylko mowa o „bezstronności religijnej i światopoglądowej władzy publicznej i państwowej” (art. 29 ust. 2). I „nigdzie nie jest powiedziane, że szkoła ma być świecka” (ks. abp Stanisław Gądecki). Mamy tu zatem wyskok propagowania ateizmu w szkole. Przy tym ateizm jest potraktowany jako neutralny wobec światopoglądów, gdy tymczasem on jest bardzo określonym światopoglądem.

Bardzo osobliwe jest też rozumowanie, że obrona katolickiego światopoglądu i etyki ogólnoludzkiej jest wszczynaniem „wojny religijnej”. Zakłada to, że wojujący ateiści to potulni i przemili barankowie. Według tej nowej logiki potężny atak ateistów publicznych na Kościół i na katolicyzm nie jest wypowiedzeniem wojny, natomiast nasza obrona jest wypowiedzeniem wojny i to własnemu społeczeństwu? Podobnie zresztą mówi bardzo wielu naszych prześladowców. Raz podobno pewien żandarm niemiecki schwytał akowca, a kiedy matka tego partyzanta bardzo rozpaczliwie wstawiała się za synem i błagała o litość, ów żandarm zastrzelił ją i powiedział: „Musiałem to zrobić, bo była zbyt agresywna i napastliwa”.

„Przede wszystkim – czytamy dalej – nauczyciel jest zobowiązany do realizowania podstawy programowej. Nie może unikać pewnych tematów, bo mu nie pasują. A deklaracja sumienia zakłada, że będzie uczył tylko tego, czego chce. Dlatego każdy rodzic ma prawo rozliczyć nauczyciela, a jeśli będzie zaniepokojony treściami niezgodnymi z podstawą programową, może zgłosić się do wojewody”. Nauczyciel, który będzie się kierował klauzulą sumienia, „będzie uczył tylko tego, czego chce” – jest w tym wielki mętlik, ale może się zdarzyć interpretacja niezwykle groźna: albo że nie będzie uczył zgodnie z ateizmem państwowym, tylko ze światopoglądem katolickim, albo że będzie taki nawiedzony, że odrzuci wszystkie pewniki naukowe, nawet w naukach ścisłych, jako niezgodne z wiarą, albo po prostu, że będzie miał inne poglądy niż PO na życie polskie. Wydaje się, że owym „rodzicem zaniepokojonym treściami nauczania niezgodnymi z podstawą programową” może być tylko ten ktoś, kto zechce bronić dziecko przed znieprawieniem przez gender i deprawację etyczną. Może to ma być taka otwartość nowej szkoły, ale odesłanie do wojewody, to tyle co – „pisz na Berdyczów”. Bo przecież ideologia gender będzie jak najbardziej zgodna z podstawą programową. Toteż chyba raczej możliwa będzie interpelacja rodzica tylko wtedy, kiedy nauczyciel będzie bronił Kościoła i tradycyjnej etyki przed dziećmi ateistów. W każdym razie nasuwa się refleksja, że ostatecznie zamieszanie w szkole będzie teraz nie z tej ziemi.

Braki wymienienia spraw programowych uzupełnia, jak się wydaje, zawsze usłużna i otwarta, choć napastliwa, prof. Magdalena Środa („Religijna rewolucja w edukacji”, „Gazeta Wyborcza”, 30.07.2014 r.). Jakie według niej będą mieli problemy katoliccy nauczyciele dziś? Oto one: świat współczesny nie uznaje prymatu sumienia, szkoły nie mogą już być wyznaniowe, wiara sprzeciwia się nauce, ewolucja przeczy stworzeniu, dogmat Trójcy jest nielogiczny, bo trzy to nie jeden, dziewictwo Maryi to mit, Królestwo niebieskie jest na miejsce państwa obywatelskiego, po co rozwój gospodarczy, skoro bogaty się nie zbawi i inne. Będą się ośmieszali takimi twierdzeniami, jak to że Bitwę Warszawską wygrała Matka Boża, że Jan Paweł II doprowadził do powstania „Solidarności”, że w ogóle święci kierują wydarzeniami historycznymi, że opisy życia świętych mają dziś jakieś znaczenie. Jak będą sobie radzili z literaturą dziś niedewocyjną, a zwłaszcza z krytyką Kościoła, nawet z taką jak Ignacego Krasickiego „Monachomachią”? Będą się natomiast cieszyli, że w szkołach nie ma ani filozofii, ani etyki [ateistycznej – uwaga moja], ani żadnej możliwości krytycznego myślenia, wyrażania siebie, dyskusji czy racjonalnej argumentacji. 

Tak. Szkoda tylko, że to znów płyciutka propaganda, oparta na statusie wiedzy marksistowskiej.
 Na przykład ewolucjonizm, zarówno antropologiczny, jak i kosmiczny, jest dziś wielkim problemem dla wszystkich, choć już według mitu sumeryjskiego gdzieś z IV tysiąclecia przed n.Chr. „Lahar i Asznan” człowiek wywodzi się z niższych zwierząt, a według Azteków z XII wieku małpy są zdegenerowanymi ludźmi z poprzedniego świata. Nasza epoka jeszcze wiedzy nie zakończyła na zawsze.


***

Żalimy się często, że telewizja publiczna jest zbyt submisyjna i bezkrytyczna wobec coraz bardziej upadającego rządu państwa. Ale nie jest tak źle. Przy okazji omawiania Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 2014 r. pewien dziennikarz telewizyjny spuentował, że „Powstanie Warszawskie to dla nas lekcja, którą mamy odrobić”. Chyba tego zdania nie można zrozumieć inaczej, jak tylko żeby powstanie powtórzyć.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Źródło:  http://www.naszdziennik.pl/wp/90425,hejze-na-sumienie.html  , 9-10 sierpnia 2014. (Podkolorowanie tekstu za KSDz O. w Łodzi)

Czesław Stanisław Bartnik (ur. 9 sierpnia 1929 w Źrebcach koło Szczebrzeszyna) – katolicki prezbiter, prałat honorowy Ojca Świętego, prof. dr hab. nauk teologicznych, dogmatyk, filozof, publicysta społeczno-polityczny, historiolog, poeta, twórca tzw. personalizmu uniwersalistycznego, profesor zwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, pracownik naukowy KUL (1956-2004), w latach 2006-2013 wykładowca WSKSiM w Toruniu, kanonik honorowy Kapituł Katedralnych: Lubelskiej i Zamojskiej. Związany ze środowiskiem Radia Maryja. (pl.wikipedia.org)

Przeczytaj więcej artykułów ks. prof. Czesława Bartnika na naszym portalu  >  >  >  > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.14

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek