Stanisław Bulza: Nowa Era według Britisch Association


 

„Titanic”

 

RMS Titanic, brytyjski transatlantyk, zatonął w nocy 14/15.04.1912 podczas dziewiczego rejsu z Anglii do Nowego Jorku. fot. za wikipedia.org
RMS Titanic, brytyjski transatlantyk, zatonął w nocy 14/15.04.1912 podczas dziewiczego rejsu z Anglii do Nowego Jorku.  fot. za wikipedia.org

Pasażerski statek „Titanic” zatonął w 1912 r., w pierwszym rejsie przez Atlantyk z Anglii do Stanów Zjednoczonych. Olbrzymi ten statek był cudem techniki okrętowej na ówczesne czasy. Był największym i najbardziej luksusowym statkiem pasażerskim świata. Na jego pokładzie w chwili katastrofy było 1316 najbogatszych ludzi ze Stanów Zjednoczonych i Europy oraz 891 członków załogi. Kapitanem statku był Smith.

Pycha ludzka nie zna żadnych granic, bowiem na kilu „Titanica” wymalowano bluźnierczy i prowokujący Bożą sprawiedliwość napis: „Ni Dieu, ni maitre”. Napis złowieszczo głosił, że dla tego statku nie potrzeba „Ani Boga, ani Pana”, gdyż był zbudowany z tak wspaniałej angielskiej stali, że żadna siła na świecie nie zdoła go pokonać i Bóg go nie zwycięży (Miller B., Osiem dni z księdzem Michałem Kozalem, Warszawa 1987).

Nazwa statku nawiązywała do tytanów, których w starożytności zaliczono do bogów olimpijskich. Hezjod w „Teogonii” opisuje walkę, znaną jako tytanomachia, po której tytani zostali strąceni do piekieł. W pierwszym swoim rejsie z Southampton do Nowego Jorku „Titanic” uderzył w górę lodową, która się pojawiła niespodziewanie w miejscu, gdzie się jej nikt nie spodziewał. Statek zaczął tonąć, część pasażerów zdołano ewakuować na szalupy ratunkowe, lecz wkrótce okazało się, że było ich stanowczo za mało, tak że duża część pasażerów skazana była na zatonięcie wraz ze statkiem. Załoga była nie przeszkolona, gdyż zaniechano próbnych ćwiczeń. Uratowało się tylko 711 osób. Prasa angielska ogłosiła, że katastrofa była rezultatem haniebnej lekkomyślności, ryzykanctwa i braku poczucia odpowiedzialności.

W 1928 r. w jednym z portów francuskich wyłowiono tajemniczą i hermetycznie zamkniętą butelkę. Po jej otwarciu, według dokumentu w niej umieszczonego okazało się, że wyrzucił ją w morze jeden z pasażerów „Titanica”. Z tego autentycznego dokumentu, jaki dotarł z „Titanica” po tylu latach do opinii publicznej, wiadomo obecnie dokładnie jakie dramatyczne sceny rozgrywały się na tonącym statku. Dziwne, że w filmach, które zostały nakręcone, tych scen nie ukazano. Na pokładzie zanurzającego się w głębiny oceanu, tego niezatapialnego olbrzyma, rozgrywały się dantejskie sceny. Ludzie po prostu wariowali ze zgrozy i śmiertelnego strachu. Wielu nie wytrzymując psychozy strachu strzelało sobie z pistoletów w głowę lub serce, inni skakali wprost w odmęty morskie, by nie czekać zatonięcia, byle zginąć jak najprędzej. Na statku było wielu milionerów, ale znajdowali się również międzynarodowi gangsterzy. W chwili katastrofy gangsterzy ci, jak opętani, biegali z workami po opuszczonych kabinach i wygarniali z szaf i biurek złoto, biżuterię, klejnoty, zegarki, portfele pełne pieniędzy, papiery wartościowe, futra oraz wszystko co przedstawiało jakąś wartość. Uginając się pod ciężarem zrabowanego bogactwa tonęli, jak inni. Jednak byli również na pokładzie ludzie, którzy w chwili śmiertelnego strachu i zgrozy zachowali się do końca w sposób godny. Wierzący skupili się wokół dwóch księży, Polaka i Anglika, i wyznawali przed nimi swoje grzechy. Klęczeli na pokładzie i odmawiali modlitwy. Z modlitwą zanoszoną do Boga zstępowali wraz z „Titanicem” w wodną otchłań oceanu (Miller B., „Osiem dni z księdzem Michałem Kozalem”, Warszawa 1987).

Świat to statek w miniaturze. Piotr Skarga w swoich sejmowych kazaniach porównywał upadającą Rzeczypospolitą do tonącego statku, natomiast szlachtę i magnaterię do majtków, którzy zamiast ratować statek, myśleli tylko o własnym dobytku. Na statku są klasy odpowiednio do zamożności pasażerów. W pierwszej znajdują się najbogatsi, w drugiej średnio zamożni, a w trzeciej najbiedniejsi. Taki podział występuje również na świecie. Tak jak na statku zdarzają się bunty, w wyniku których buntownicy dążą do przejęcia sterów i władzy, tak samo są buntownicy na świecie, czyli masoneria, która dąży do narzucenia antyludzkiego porządku świata i panowania nad ludźmi.

 

„Narodziny przyszłości w retorcie uczonych”

 

W latach 30. XX w. w Anglii wydano książkę napisaną przez Ritchie Caldera pt. „Narodziny przyszłości w retorcie uczonych” („The birth of the future”). W Polsce książkę przełożył i opracował inż. Ignacy Rogala Sobieszczański, a wydało wydawnictwo Trzaska, Ebert i Michalski S. A. Nie podano jednak roku wydania książki.

Ritchie Calder. Fot. National Library of Scotland
Ritchie Calder.
Fot. National Library of Scotland

Dziennikarz Ritchie Calder uzyskał rekomendację od Franka Smitha, sekretarza Towarzystwa Królewskiego oraz Wydziału Badań Naukowych i Przemysłowych. Sir Frank Smith pomógł dziennikarzowi zaprojektować Idealne Państwo. Ich zadaniem było wyposażyć Idealne Państwo, tę utopię naukowej cywilizacji, ten kraj wszelkiego dostatku – w zdrowie, pożywienie, odzież, energię, środki transportu i łączności, mieszkania, rozrywki oraz w racjonalny podział olbrzymiej ilości wolnego czasu, która państwo to otrzyma, jako szczodry dar nauki.

Dziennikarz, dzięki uzyskanej rekomendacji, odbył wędrówkę do naukowych pracowni lekarskich (włącznie z Narodowym Zakładem Badań Medycznych oraz dzięki uprzejmości dyrektora Henryka Dale’a dziennikarz zobaczył najmniejsze drobnoustroje świata: wirusy); do pracowni profesora Mellanby’ego i jego małżonki w Sheffield, gdzie zapoznał się z doniosłym znaczeniem witamin; do Zakładu Badawczego Rowetta w Aberdeen, gdzie dr John Orr wznosił gmach nauki, mającej w przyszłości stać Urzędem Odżywiania, powołanym do ochrony i uodpornienia przeciwko chorobom; do Instytutu Badania Rybołówstwa w Torry, Aberdeen; do Pracowni Badań nad Owocarstwem w Ditto, Kent; do fabryk konserw i do chłodni; do Zakładu Badawczego Rozpłodu Zwierząt w Edynburgu, w którym prof. Crew i jego zespół międzynarodowych uczonych oddawali się badaniom nad tajemnica płci, reprodukcji i ulepszeniami w dziedzinie rozmnażania rasowych gatunków; do Narodowej Pracowni Fizycznej w Teddington dla przestudiowania stanu badań nad elektrycznością, budowy statków, lotnictwa, zagadnień hałasu, tajemnic barw i wszelkich innych cudów tego wielkiego warsztatu nauki; co więcej, do znakomitej Pracowni Cavendisha w Cambridge, której samo imię wymawiało się wśród uczonych świata ze szczególnym nabożeństwem; w pracowni tej lord Rutherford zademonstrował dziennikarzowi rozbijanie atomu.

Dziennikarz zbadał tajemnice zdjęć pozaczerwonych; widział jak w Slough uczeni badacze radia ujarzmiali burzę, ciskająca gromy, i pędzili ją wzwyż o 200 km, w sferę jonów. Autor brał też udział w zebraniach Britisch Association. Uczeni przestrzegali dziennikarza: „Nie rozgłaszaj tego wśród swoich znajomych i nie podawaj do protokółów Towarzystwa Królewskiego; sprawiłbyś wielką uciechę filistrom”.

 

Apokaliptyczna wizja

 

Sir Frank Smith. Fot. TSF / L&AC
Sir Frank Smith.  Fot. TSF / L&AC

Na jednym z zebrań Britisch Association powołano zespół składający się z przedstawicieli różnych działów nauki. Zespół ten opracował plany, które miały urzeczywistnić Nową Erę. Przewodniczącym zespołu został sir Frank Smith, sekretarz Towarzystwa Królewskiego. Powstał nawet ruch Nowej Ery. Uczeni ci doszli do wniosku, że finanse i przemysł eksploatują odkrycia naukowe przy niedostatecznej kontroli praw ekonomicznych. Winą obarczono przemysłowców, ekonomistów, bankowców, polityków i handlowców. W dyskusji biolog spokojnie przekonywał: „Usuńmy wszystkich przeciwników, a więc ekonomistów, polityków, przemysłowców i handlowców. Wymiećmy wszystkie przeszkody”. „Lecz jak to zrobić?!” Biolog odpowiadał: „Przez wojnę eliminacyjną”. Dziennikarz podniósł bezskutecznie samotny głos w obronie cierpiącej ludzkości i rozbrojenia. Chemik rzekł: „Nauka była zawsze poniewolnem narzędziem wojny”. Uczeni zostali niesłusznie spotwarzeni, jako sprzymierzeńcy śmierci i zniszczenia. Nie chemicy, lecz szafarze wojny i pokoju wyzyskali te niewinne odkrycia dla swoich złowrogich celów. Bakteriologowie, badający mikroby dla dobra ludzkości, będą wezwani w najbliższej wojnie do dostarczenia ich dla zniszczenia ludzkości. To też dla odmiany teraz my wystąpimy, jako reżyserowie wojny”. Dziennikarz dla dobra cywilizacji naukowej i dla wypełnienia tego, o czym w tej książce mowa, podpisał wypowiedzenie wojny.

Postanowiono, wykorzystując odkrycia naukowe, wywołać wojnę eliminacji, która pochłonie trzecią część ludności świata, a zarazem usunie wszystkich przeciwników „postępu”. Autor pisze: „Byłaby to wojna, mająca za sobą wszystkie zasoby nauki. Rozporządzałaby materiałami o wybuchowej sile, o jakiej w przeszłości nawet marzyć nie śmiano. Wielokalibrowe działa pozostawiałyby daleko za sobą przestrzeń, przebieganą przez pociski 1916 r. Samoloty leciałyby z szybkością dźwięku – 1200 km na godzinę, wioząc malutkie bomby o takiej sile wybuchowej, że zburzenie jednego miasta mogłoby stać się dziełem nawet jednej szybkobieżnej jednostki, posiadającej zupełnie niewielką nośność. Rozporządzałoby pociskami gazowymi, które prócz śmierci, zadawanej milionom, przepełniającym wielkie miasta, zatrułyby tak gruntownie powierzchnie kraju, ze z głodu wyginęłyby nawet państwa samowystarczalne, lekceważące sobie wszelkie blokady.

Zaplanowano, by na przeludnione obszary świata, a w szczególności na Chiny, Japonię i Indie, zrzucić bombę bakteriologiczną z zarazą, która łączyć będzie w sobie tyfus, cholerę, dżumę i ospę. Nie było możności rozpoznać właściwej natury zarazy, znaleźć antidotum i zwalczyć ją.

Oczom uczonych ukazały się w całej rozciągłości spustoszenia dokonane przez wynalazki naukowe, cierpiąca najokropniejsze męki ludzkość, cywilizacja obalona przez szaleńcze zastosowanie odkryć naukowych.

 

Zagłada ekonomistów, finansistów i mężów stanu

 

Dalej autor pisze: „Naukowcy zdecydowali się nagle wojnę przerwać. Okazało się, że mężowie stanu, którzy swoim zwyczajem proklamowali wojnę dla skończenia z wojnami, w tym jednym wypadku mieli słuszność. Hasłu ich stało się zadość.

Nie minęło jeszcze dwunastu miesięcy, a już, zgodnie z odwieczną tradycją, finansiści i ekonomiści poróżnili się ze sobą. Ponieważ wojna była altruistyczna i, co za tem idzie, wszystkie narody były zgodne, że należy prowadzić ją aż do naprawy świata i jego storturowanych finansów, więc przesady patriotyczne podporządkowano wyższemu hasłu dobrobytu wszechświatowego. Zatem ekonomiści, jako główni lekarze światowych bolączek, korzystali z dyplomatycznej nietykalności i należycie odbywali zjazdy. (…) Bratali się wiec ekonomiści w sojuszniczych i nieprzyjacielskich stolicach i badali wszelkie drogi, prowadzące do finansowego pokoju. Konferencje rozbijały się jednak raz po raz, gdyż Ameryka nie tylko żądała spłaty wszystkich sojuszniczych długów, ale również ciążących na przeciwnikach odszkodowań. Co więcej, przeciwnik upierał się, żeby płacić rzeczowe odszkodowania wyłącznie z zasobów własnej nadprodukcji, a bez tego wcale nie chciał godzić się na przegraną.

Sojusznicy ze swej strony, pamiętni nauczek, otrzymanych po wersalskim pokoju, obydwa żądania odrzucili i nie tylko uchylali się od wygranej, lecz nawet oświadczyli się z gotowością uznania siebie za pobitych.

Te pertraktacje raptownie urwały się, a to w myśl okrutnych pomysłów, zrodzonych w głowie inżyniera.

I oto, co się stało z ekonomistami i finansistami. Zebrani z całego świata, w charakterze głównych rzeczoznawców, znajdowali się na zjeździe w podziemiach Banku Angielskiego; byli pewni, że w tej nieprzeniknionej twierdzy nawet gazowe pociski nie dosięgną ich. Nie omylili się. Ratownicze oddziały, przybyłe dla odgrzebania i odnalezienia ich, nie mogły dać rady gruzom całego Londynu, spiętrzonym nad ich głowami na skutek działania dalekonośnego pocisku. Spotkał ich los Midasa, ginącego głodową śmiercią na stosach złota.

Natomiast naukowiec-medyk zaofiarował się uwolnić świat od mężów stanu. Według jego pomysłu, mężowie stanu państw sojuszniczych zbierali się jako wojenny gabinet koalicyjny. Zebrania były tłumne, gdyż każdy dyplomata i każdy polityk zabiegał, żeby zostać wybranym do gabinetu. Był to jedyny sposób uwolnienia się od poboru. Ta gromadność przypieczętowała finał sprawy piętnem doskonałej skończoności. Dalekonośny samolot, lecący w rozrzedzonej atmosferze na wysokości 15 km, z fenomenalną szybkością, przeciął osłonę statków, zawieszonych w powietrzu, a czuwających nad zebraniem, i rzucił bombę atomową („Proszę, panie fizyku, o poprawienie w razie błędu”).

„Moi panowie” – dodał – opłaci się odbyć wędrówkę na wyspy Salomona (na których sądzili się zabezpieczonymi nawet od dalekobieżnych samolotów) po to jedynie, by widzieć ten piękny nadgrobny napis: „Tu spoczywają mężowie stanu państw sojuszniczych, którzy poświęcili swe życie dla zakończenia wojen…”.

„Za pozwoleniem” przerwał dziennikarz – „zostawiliście przy życiu jeszcze druga połowę mężów stanu…”. „Proszę o nie przerywanie – odrzekł naukowiec medyk. – „Kończąc o cmentarzu, szykowałem się do zaproponowania wam okrężnej drogi powrotnej przez Zaginione Miasto w pustyni Gobi, ażeby zobaczyć katakumby, do których, po odwetowym rajdzie, zostali przewiezieni nieprzyjacielscy mężowie stanu, zabalsamowani przez gaz, który ich zgubił”.

„Zdaje się, że to załatwia wszystko. Teraz możemy zażądać rozejmu” – rzekł inżynier. – „Skończyliśmy z mężami stanu, politykami, ekonomistami i finansistami. Z pewnością zniszczyliśmy też sporo tradycyjnych, skapitalizowanych przemysłów, które zagradzały drogę postępowi. Zatem samych przemysłowców możemy obdarować życiem. Co do handlowców, to, spodziewam się, porobili niezłe interesa na Ministerstwie Zaopatrywania. Śmiało możemy, po dojściu do władzy, zredukować ich”.

„A więc” – dodał, czyniąc na palcach rachunek – ukróciliśmy zapalny stan na Wschodzie, zmniejszyliśmy wszędzie liczebność ludności i zostawiliśmy aż nazbyt wiele wolnego miejsca dla odpowiedniego eksperymentu nad światem”.

 

Koniec Atlantydy

 

Szaleńcy ci, kiedy doprowadzili świat do katastrofalnej sytuacji, załadowali się na statek, lecz zamiast zwierząt Noego, zabrali do swojej arki plany, wykresy i formuły, według których mieli zbudować nową cywilizację. Wylądowali na Antarktydzie, gdyż według ich teorii, zaginiona Atlantyda znajdować się ma głęboko pod zamarzniętym antarktycznym lądem. Czekając na powrót, układali plany urzeczywistnienia Nowej Ery.

Nowy porządek świata opiera się na platońskiej filozofii i jego idei „państwa doskonałego”, Atlantydy. Jest on bluźnierczy i prowokujący sprawiedliwość Bożą. Tak jak budowniczowie „Titanica”, tak i masoni budują nowy porządek świata, którego ponoć żadna siła nie zdoła zniszczyć. W tym nowym porządku nie ma miejsca dla Boga i Praw Bożych. Kościół Katolicki ma być sprowadzony do roli sekty. Atlantyda Platona kończy się wielkim kataklizmem, gdyż „tym, którzy nie potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są osobliwie piękni i szczęśliwi, kiedy napełniała ich chciwość niesprawiedliwa i potęga”. Dlatego „później przyszły straszne trzęsienia ziemi i potopy, i nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod powierzchnią morza i zniknęła”.

 

„Dzieci z probówki”

 

W latach 30. XX w. była to wizja przyszłości, która współcześnie staje się rzeczywistością. O ile ktoś nie daje temu wiary, to trzeba jeszcze dodać, że ponad osiemdziesiąt lat temu uczeni ci projektując „państwo doskonałe” wyposażyli je we wszelakie dostatki, a mianowicie w służbę zdrowia, pożywienie, odzież, energię, środki transportu i łączności, w samoloty przekraczające barierę dźwięku, broń atomową, szklane domy i mieszkania, rozrywki, oraz w racjonalny podział olbrzymiej ilości wolnego czasu, jako szczodry dar nauki. Z dziedziny medycyny, uczeni ci zakładali przedłużenie życia i unicestwienie chorób, zmianę płci, czy też płeć dziecka zostanie poddana woli rodziców, oraz stworzenie człowieka z probówki, jako zaprzeczenie istnienia duszy. Dzisiaj wiemy, że zapłodnienie in vitro jest faktem. Dzieci urodzone przy użyciu tej techniki często są nazywane „dziećmi z probówki”.

Ritchie Calder w książce „Narodziny przyszłości w retorcie uczonych” pisze: „Macierzyńska miłość jest dla większości duszą macierzyństwa, tchnieniem boskości tak w ludziach, jak i w zwierzętach. A jednak dane mi było ujrzeć miłość matki w chemicznej próbówce.

Wyznaję, że gdy dr B. P. Wiesner podawał mi w Zakładzie Genetyki Zwierząt w Edynburgu próbówkę z zawartym w nie płynem, mającym być zaprzeczeniem istnienia duszy, uczułem niepohamowaną chęć wychluśnięcia jej. Byłoby to jednak bezcelowe. Wiedza jest podobna do posągu krokodyla, który czołga się po kamiennym murze Pracowni im. Monda Królewskiego Towarzystwa w Cambridge. Jest krokodylem dociekań, niemogącym zawrócić wstecz, zmuszonym iść naprzód z otwartą paszczą, zagrażając wszystkiemu, co napotka po drodze”.

 

Ubóstwo pośród obfitości

 

Współczesny świat to arogancja i pycha polityków, bezwład i chaos, wszechświatowa nadprodukcja i głód, wysokie bezrobocie i siedliska ludzkiej nędzy, narkomania i samobójstwa, aborcja i eutanazja, homoseksualizm i pedofilia. Państwa Europy Zachodniej, USA, oraz Chiny i Rosja są uzbrojone od stóp do głów w najnowocześniejszą broń, a dziesiątki państw nie są w stanie poradzić sobie z wysokim zadłużeniem, kryzysem gospodarczym i z biedą. Wydany w 1996 r. przez ONZ Raport o Rozwoju Ludzkości (Human Development Report), stwierdza, że zróżnicowanie w rozwoju ludzi i gospodarki stale się powiększa. Wielki wzrost gospodarczy piętnastu państw w latach 1980 -1995, który objął 1,5 miliarda ludzi, zasadniczo kontrastował z pogarszającą się sytuacją około stu państw skupiających większą liczbę ludności świata. Raport również szacuje, że majątek 358 światowych miliarderów rażąco przewyższa połączone roczne dochody państw skupiających 45 procent ludności świata. Kiedy w tym samym czasie około 1,5 miliarda ludzi żyje w skrajnej nędzy to najbogatsi toną w dobrach konsumpcyjnych. W latach dziewięćdziesiątych Światowa Organizacja Zdrowia oszacowała, że 1,2 mld ludzi na świecie cierpiało wskutek chronicznego niedożywienia, a każdego roku od 40 do 60 mln ludzi umierało z głodu i związanych z nim chorób. W tym samym czasie w zamożnych państwach Zachodu miliony ludzi cierpi z powodu chorób związanych z nadwagą.

Slamsy Rio de Janeiro w Brazylii nazywaja się favelas.  Fot. katiekatie.com
Slamsy Rio de Janeiro w Brazylii nazywaja się favelas.   Fot. katiekatie.com

Wysokie bezrobocie, ale również masowa migracja ludności ze wsi do miast doprowadziła do powstania na obrzeżach wielkich miast dzielnic nędzy. Na obrzeżach Rio de Janerio w Brazylii żyje około 2 mln. ludzi. Baraki, w których żyją ci nieszczęśliwcy nazywają się favelas. W stolicy Filipin Manilii baraki takie nazywają się barong – barong, a w Carracas w Wenezueli ranchos. Przeważnie są to baraki budowane z byle czego, a więc z tektury, gliny, odpadów śmietnikowych, ale też są to ziemianki wydrążone w ziemi. Domy biedaków pozbawione są urządzeń sanitarnych i bieżącej wody. Sprzyja to roznoszeniu chorób zakaźnych, co przybiera często skalę epidemii. O Argentynie w czerwcu 2002 r. agencje informacyjne donosiły: „Najgorszy w historii kryzys ekonomiczny dotknął ludzi biednych do tego stopnia, że niektórzy zaczęli jeść żaby, szczury i koninę, powiedział burmistrz jednego z biednych przedmieść Buenos Aires. Każdego wieczoru armie żebraków rozszarpywały otwarte worki śmieci w centrum stolicy. Na przedmieściach znikły koty, a wielu ludzi, którzy zbierali butelki zabijało swoje konie, ich narzędzie pracy, i zjadało je. Dzieci przestały chodzić do szkoły, ponieważ to one ciągną teraz furmanki zamiast koni. Połowa z 36 mln Argentyńczyków żyje poniżej ubóstwa”.

W Kalkucie tysiące ludzi koczuje na ulicach, a w nocy śpią na chodnikach. Dla wielu mieszkańców Kalkuty jedynym domem są zbudowane z gliny lepianki. Kalkuta leży nad Zatoką Bengalską, więc w porze deszczowej często występują powodzie. Niekorzystne położenie Kalkuty sprawia, że slumsy są regularnie zalewane przy każdej powodzi. W Indiach jest system kastowy. Do najniższej piątej kasty należą nietykalni, których jest około 170 mln.

Jak wynika z danych unijnego biura statystycznego Eurostat w 2011 r. biedą i wykluczeniem społecznym zagrożonych było 119 mln obywateli UE (24,2 proc.). To więcej niż w 2010 roku, kiedy odsetek takich osób wynosił 23,4 proc. i w 2008 roku, gdy było to 23,5 proc. populacji.

Naukowcy twierdzą, że gdyby żywność była rozprowadzana równomiernie, to wystarczyłoby jej dla wszystkich mieszkańców świata. Problemem wielu państw jest ogromne zadłużenie, którego obsługa pochłania znaczną część dochodów budżetowych. W 1991 r. długi państw Ameryki Łacińskiej osiągnęły wartość 430 miliardów dolarów. Obecnie wynoszą ponad 500 miliardów dolarów. Wysokie zobowiązania wobec Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego ograniczają środki, jakie państwo mogłoby inwestować w rozwój gospodarki, oświaty i służby zdrowia.

 

Przewidywana wojna w Indiach

 

Francois Heisbourg. Fot. za Iconicon Post
Francois Heisbourg.  Fot. za Iconicon Post

W XXI wieku w książce „Wojny” Francois Heisbourg przewiduje, że Daleki Wschód będzie do złudzenia przypominał Europę z 1914 r. lub Bałkany pod koniec XX wieku. Francois Heisbourg jest głównym strategiem wielkiej europejskiej firmy, która zajmuje się sprawami obrony i przestrzeni kosmicznej W latach 1981-84 był doradcą do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego w Ministerstwie Obrony Francji, a następnie w latach 1987-92 był dyrektorem Międzynarodowego Instytutu Badań strategicznych w Londynie.

Indie zamieszkiwane przez 1,1 miliarda ludzi, w przeciwieństwie do Chin, stanowią zbieraninę różnych grup i kast etnicznych, językowych i religijnych. Indie są państwem wielonarodowym, zróżnicowanym pod względem etnicznym, religijnym i kulturowym. W latach dziewięćdziesiątych, religijne i etniczne animozje, zwłaszcza między hinduistami i sikhami oraz między hinduistami i muzułmanami, doprowadzały wielokrotnie do krwawych walk. Indie posiadają broń atomową.

François Heisbourg przewiduje rozpad rządu centralnego i lokalnymi władzami hinduskimi. Maharasztra, jeden ze stanów secesjonistycznych, ma użyć przeciwko siłom federalnym broń bakteriologiczną. W odwecie siły federalne użyją pociski balistyczne Prithwi, które zostaną wyposażone w głowice nuklearne Indii poprzez straszną wojnę. Karnataki, Maharasztra i Bengal będą dążyć do niepodległości. Etnicznej kruchości Indii towarzyszy geograficzne i polityczne rozproszenie terytorialne nie połączonych, lecz indywidualnych silnych secesjonistów, co ma doprowadzić szczególnie do gwałtownego konfliktu. Silny gospodarczo Pendżab podzieli trójstronna wojna domowa między separatystami sikhijskimi, siłami. Zostaną zniszczone wielkie miasta i zginie miliony ludzi. Świat będzie się trzymał z dala od tej masakry. Jednak gospodarkę światową ogarnie dewastujący kryzys społeczny i ekonomiczny(François Heisbourg, Wojny”, Prószyński S-ka, Warszawa 1998).

Więc wszystko będzie się odbywać tak, jak zaplanowali w latach trzydziestych uczeni z Britisch Associaton.

 

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu > > > TUTAJ .

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.23

Avatar

Autor: Stanisław Bulza