Wywiad czytelników portalu Żelazna Logika z Leszkiem Żebrowskim


ŻELAZNA LOGIKA  

 

Wywiad Żelaznej Logiki – Leszek Żebrowski

 

Leszek Żebrowski, historyk. Fot. za zelaznalogika.net
Leszek Żebrowski, historyk. Fot. za zelaznalogika.net

Poniżej przedstawiamy pytania, które sami wybraliście i odpowiedzi na nie udzielone przez Pana Leszka Żebrowskiego. Dodamy tylko słowem wstępu, że Pan Leszek zgodził się odpowiedzieć na więcej niż zwyczajowo u nas przyjęte 10 pytań.

*******

Na początek uwaga ogólna. Każde z pytań – za które serdecznie dziękuję – to olbrzymi zakres tematyczny, wymagający sporego, odrębnego opracowania. Tu nie ma na to miejsca, ale polecam Czytelnikom korzystanie z mojej publicystyki, publikacji i wystąpień publicznych, gdzie staram się w miarę wyczerpująco poruszać najważniejsze zagadnienia.
Leszek Żebrowski

Pytanie pierwsze zadane przez Karola Kuchnio
Czy pańskim zdaniem II RP przykładała zbyt małą wagę do zwalczania komunistycznej infiltracji? Owszem była Bereza, zamykano różnych komunistów, ale jednocześnie dopuszczano do tego, że Wanda Wasilewska robiła dzieciom wodę z mózgu w jakiś Płomykach, a Wiadomości Literackie wydały także specjalny numer chwalący „kulturę” sowiecką.

W II RP podejmowano działania przeciwko podziemiu komunistycznemu na dużą skalę, choć na skutek przerwy w propagowaniu wolnej myśli i rzetelnego badania naszej historii (w latach 1939-1989) nadal bardzo mało o tym wiemy. Polskie służby miały dość dobrze rozpracowane sowieckie agentury. Problem był taki, że cywilizowane państwo nie walczy z przeciwnikiem, nawet tak ohydnym, jak komuna, jego metodami. A środki prawne nie zawsze były skuteczne. Ponadto w procesach o zdradę, terroryzm, morderstwa itp. przestępstwa nie zawsze można było ujawnić przed sądem całą wiedzę instytucji do tego powołanych, wynikającą z technik operacyjnych, podsłuchów, własnej agentury itp. Po prostu nie można ujawniać wiedzy, która z takim trudem była zdobywana. Służby sowieckie miałyby wtedy co robić, z bezwzględną likwidacją polskich funkcjonariuszy włącznie.

Bereza Kartuska nie była więzieniem. Osadzano tam osoby „w trybie administracyjnym”, bez wyroków sądowych i nie tylko komunistów, ale wszystkich, uznawanych za przeciwników ówczesnej władzy. Pierwszym więźniem Berezy był przecież Antoni Grębosz z Krakowa, młody prawnik i działacz Stronnictwa Narodowego, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, który z tego obozu wyszedł jako inwalida (sparaliżowany) po 9 miesiącach pobytu. Później był adwokatem, sekretarzem Zarządu Okręgu Kraków SN. Podczas okupacji niemieckiej został szefem wydziału propagandy Komendy Okręgu Narodowej Organizacji Wojskowej w Krakowie. Zginął w innym obozie, w Oświęcimiu, w styczniu 1941 r. To tylko jeden z wielu drastycznych przykładów.

Więźniami Berezy, czasem wielokrotnymi, były tak zasłużone dla naszej niepodległości osoby, jak Witold Borowski (oficer Dowództwa NSZ), Władysław Hackiewicz (później oficer Wydzielonej organizacji Dywersyjnej „Wachlarz” AK, zamordowany przez Niemców w 1943 r.); kpt. Edward Marcin Kemnitz, członek Delegatury Rządu na Kraj i oficer NSZ, „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów; mec. Piotr Kownacki, poseł na Sejm II RP, w czasie okupacji członek Rady Politycznej Okręgu Wileńskiego ZWZ (zginął w Oświęcimiu); ppłk Adam Misiak – m.in. uczestnik Powstania Wielkopolskiego i wojny 1920 r., oficer Brygady Karpackiej, walczył pod Tobrukiem i na Pustyni Libijskiej. Po wojnie wybitny działacz Polonii Kanadyjskiej; Józef Przybyszewski, działacz SN, podczas okupacji m.in. Okręgowy Delegat Rządu na woj. białostockie; mjr Stanisław Skrzeszewski, bohater spod Monte Cassino, w walkach z Niemcami siedmiokrotnie ranny, inwalida wojenny, odznaczony VM V kl. oraz brytyjskimi i francuskimi odznaczeniami bojowymi; Bolesław Świderski, po wojnie w Wlk. Brytanii, wydawca i księgarz, redaktor „Kroniki”; mec. Witold Świerzewski, członek Rady Politycznej Okręgu Wileńskiego ZWZ-AK, więzień Gestapo, w 1945 r. zastępca Delegata Rządu na Kraj.
Historię mamy bardziej skomplikowaną, niż nam się wydaje…

Agentura sowiecka w II RP była bardzo rozbudowana. Oprócz konspiracyjnych organizacji komunistycznych o obliczu politycznym, Sowieci względnie łatwo docierali do środowisk kultury i sztuki, wyszukując tam „pożytecznych idiotów” i pospolitych sprzedawczyków. Później, po 1944 r. ci ludzie bardzo im się przydali, zajmując eksponowane miejsca w „kulturze” Polski Ludowej.
Niektórzy byli już tak skompromitowani wcześniej, że drogą ratunku było dla nich zaprzaństwo i zdrada. Tak było z plagiatorem Wincentym Rzymowskim. W grę wchodziła też „obyczajówka” – Sowieci wynajdywali przedstawicieli „mniejszości seksualnych” i mościli im gniazdka u siebie. Warto zajrzeć np. do „Pamiętników” Jarosława Iwaszkiewicza i jego związków z Czesławem Miłoszem…

Pytanie drugie zadane przez Przemka Stolarskiego
Lewica zarzuca Panu, że zmyślił Pan słowa Stalina o nazywaniu obstrukcjonistów faszystami itd. Jak Pan odpowiada na ten zarzut, jakie jest źródło tych słów Stalina?
Co Panu wiadomo o sprawie Rajmunda Rajsa ps. Bury i jak Pan odnosi się do jego działalności?

Nie zmyśliłem. Ta sprawa została przeze mnie obszernie wyjaśniona na mym fan page na FB. To pojęcie – całkowicie zbieżne z praktyką sowiecką – powstało jeszcze w czasach zimnej wojny i posługiwało się nim bardzo wielu ludzi, znacznie mądrzejszych niż ja.

Wyjaśniałem tę sprawę publicznie i obszernie, można do tego sięgnąć TUTAJ

Sprawa Romualda Rajsa jest dla wrogów Żołnierzy Wyklętych, a więc de facto poputczików komuny w Polsce, sztandarowym przykładem, że polskie podziemie niepodległościowe po 1944 r. miało zbrodnicze oblicze. Kpt. Romuald Rajs przekroczył swe uprawnienia dowódcy Brygady Wileńskiej NZW, to nie ulega wątpliwości. Nie wszystkie okoliczności sprawy zostały do końca wyjaśnione i już nie będą.

Pamiętajmy, w jakiej rzeczywistości i w stałym zagrożeniu żyli ludzie, ścigani, tropieni i mordowani każdego dnia. Byli świadkami, jak zachowywały się określone warstwy społeczne, w tym przypadku niektórzy przedstawiciele mniejszości białoruskiej. Występowali oni czynnie przeciwko powstańcom niepodległościowym, oczekiwali przyłączenia do „Zachodniej Białorusi”, współpracowali z bezpieką, Informacją Wojskową i służbami sowieckimi. To był splot różnych okoliczności, bez których uwzględnienia i zrozumienia nic się nie da wyjaśnić.

Nie były to jednak proste porachunki „polsko-białoruskie”. Zastępcą „Burego” był przecież por. Mikołaj Kuroczkin „Leśny”, prawosławny, z pochodzenia Białorusin. W szeregach Brygady było sporo żołnierzy tej narodowości i tego wyznania, niektórzy pełnili bez przeszkód funkcje dowódcze, jak np. Władysław Jurasow „Wiarus”.

Pamiętajmy ponadto, że wyrok stalinowski wobec Romualda Rajsa został uznany w 1995 roku za nieważny, oraz że działał on w sytuacji stanu wyższej konieczności, zmuszającego do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie.

Pytanie trzecie zadane przez Jacka Tr
Czy wiedząc, że nie możemy liczyć na aliantów, a Sowieci po obronie Stalingradu przystąpią do kontrofensywy, istniała Pana zdaniem szansa by wówczas Polska była niepodległa i suwerenna? Jakie musiałyby zaistnieć czynniki?

Nie było takiej szansy. Wszyscy byli przeciwko nam, lub wykazywali niezainteresowanie sprawą polską. Jeśli istniał jakiś cień nadziei na zmianę tego układu sił, to mogło nią być zorganizowanie (przez blok państw Europy Środkowo-Wschodniej) poparcia dla wczesnej inicjatywy Winstona Churchilla, aby otworzyć front w Europie od strony Bałkanów i wtedy wojska alianckie weszłyby na nasze ziemie jako pierwsze. Ale tego z oczywistych względów nie chciał Stalin, a sowiecka agentura wokół Roosevelta pracowała usilnie, aby takie pomysły wybić Amerykanom z głowy. I jeszcze jedno. Europa Środkowo-Wschodnia była bardzo podzielona. Niektóre państwa były w obozie alianckim (Polska, Czechosłowacja…), inne w obozie niemieckim (Węgry, Rumunia, Finlandia…). Do tego Czechosłowacja była co najmniej „prorosyjska”, nie widząc z tamtej strony wielkiego zagrożenia.
Byliśmy sami.

Pytanie czwarte zadane przez Filipa Rembiałkowskiego
Czy wie Pan coś więcej niż pisze histmag,  na temat tego co właściwie stało się na cmentarzu Służewieckim w Warszawie? Chodzi o przerwane w lipcu 2014 prace ekshumacyjne dr. Szwagrzyka. Kiedy można się spodziewać kontynuacji tej sprawy.

Nie znam szczegółów, ale to były działania, jakie nie powinny się zdarzyć. Prof. Krzysztof Szwagrzyk od lat bada bardzo skutecznie takie sprawy i ma niezwykłe osiągnięcia, czyli wyszukiwanie miejsc tajnych pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w Polsce oraz ich identyfikacje. W Polsce nie ma na ten temat jednomyślności. Polska PO-Peerelowska nie jest zainteresowana ujawnianiem takich rzeczy i nagłaśnianiem spraw, które powinny być wyrzutem sumienia. Argumenty, jakie padają w sprawie zaniechania poszukiwań, są przeróżne. Dd „finezyjnych”, jak choćby „naruszanie spokoju zmarłych” (chodzi o późniejsze pochówki na szczątkach naszych Bohaterów) aż po najbardziej toporne, że to przecież… kosztuje a mamy inne wydatki…

Pytanie piąte zadane przez Tomasza Turzyńskiego
Organizacja Toma i sam Tom. Co o Pan o nich sądzi? Z jednej strony mamy opisy, jak z dreszczowca, jak to jeżdżą po Częstochowie, mają świetne wyposażenie, wille z lochami, terroryzują miasto. Z drugiej strony np. w Legionie Cherezińskiej został przedstawiony w dość neutralny sposób, a na pewno nie demoniczny. Bardziej jako rozsądny agent, ratujący Brygadę.

Sprawa „Toma” nie będzie wyjaśniona do czasu, aż ujawnione zostaną wszystkie archiwa na jego temat. Przede wszystkim brytyjskie, bo to Brytyjczycy decydowali o jego powojennych losach, nie pozwalając na pełne przesłuchania w kontrwywiadzie 2 Korpusu gen. W. Andersa we Włoszech. Następnie wyznaczali go na eksponowane placówki wywiadowcze na styku okupacji sowieckiej. Trudno sobie wyobrazić, aby pospolity rzezimieszek i agent Gestapo był tak wspaniałomyślnie potraktowany.

„Tom” był oficerem ZWZ-AK nas Lubelszczyźnie, szefem Kedywu w jednym z obwodów. Następnie trafił do NOW i w konsekwencji do NSZ. Niewątpliwie miał kontakty z gestapo, dochodzenia w tej sprawie prowadził szef Akcji Specjalnej Dowództwa NSZ, kpt. Andrzej Czajkowski „Chwalibóg”. Nie stwierdzono jednak, aby zakres jego współpracy powodował straty ludności polskiej. Trudno sobie wyrobić całościowe pojęcie o całej sprawie, posługując się jedynie fragmentami jego tajemniczego życiorysu. W internecie co jakiś czas pojawiają się na jego temat „sensacyjne” wywody i opracowania, niestety, nie są podparte solidną bazą źródłową.

Pytanie szóste zadane przez Dariusza Kobylasa
Czy zna Pan losy Michała Kunickiego „Muchy”? Wiem, że kierował oddziałem polsko-sowieckiej partyzantki i walczył między innymi z UPA, wspierał ugrupowanie Pawłusiewicza w Bieszczadach. Po przejściu frontu rozpuścił swój oddział aby NKWD nie mogło go wykorzystać do walki z polskim podziemiem. To co się działo wcześniej jest dla mnie nie jasne, acz ciekawe. Brał udział w kampanii wrześniowej, potem zdaje się że był szkolony przez Niemców ale zbiegł z bronią i grupą ludzi na wieść o czystkach na Wołyniu. Jak to było naprawdę? Skąd takie zwroty w jego życiu?

Chodzi tu o Mikołaja Kunickiego ps. Mucha. Bardzo ciekawy i skomplikowany życiorys… uczestnik wojny obronnej 1939 r., w 1942 r. członek niemieckiej Schutzpolizei w Kobryniu i dowódca kompanii w 104. batalionie Schutzmannschaft. Walczył w służbie niemieckiej z bandami UPA, mordującymi polską ludność. Następnie w lutym 1943 r. zdezerterował i trafił do sowieckiej partyzantki na Wołyniu.

W 1946 r. bronił jako świadek na komunistycznym procesie! – mjr. Franciszka Przysięniaka Оjca Jana, za co był aresztowany…

Nie interesowałem się nim bliżej, ale postać niewątpliwie warta dokładnego opisania.

Pytanie siódme zadane przez Wojciecha Ełskiego
Co Pan sądzi o Józefie Kurasiu „Ogniu” ? Skąd wokół niego tyle kontrowersji wśród mieszkańców terenów na których działał?

Wokół każdej postaci tego formatu panują kontrowersje na terenach ich działalności. Musimy pamiętać, że wojenni i powojenni partyzanci byli równocześnie przedstawicielami polskiej władzy, odpowiedzialnymi za ład i porządek, czyli reprezentowali wymiar sprawiedliwości… Miało to charakter ułomny i doraźny, nie było możliwości stosowania skomplikowanych procedur prawnych, aresztów, więzień, całościowych przesłuchań. Każdy dowódca był zmuszony walczyć także z pospolitym bandytyzmem i złodziejstwem, a podczas wojny i w latach następnych to zjawisko występowało na olbrzymią skalę.

Józef Kuraś „Ogień” był w tych sprawach bardzo surowy, zresztą trudno sobie wyobrazić miękkie postępowanie wobec podziemia kryminalnego na terenie działania partyzantki niepodległościowej.

„Ogień” jest także obiektem nagonki po 1989 roku – brał w tym aktywny udział m.in. Jacek Kuroń, minister w rządzie T. Mazowieckiego (który utrwalał władzę ludową piórem…).

Józef Kuraś był niewątpliwie bohaterem walk z Niemcami i następnie z komunistami. Nie tylko on jest obrzucany krzywdzącymi epitetami. Oddział majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” w jednej z publikacji historyka (a jakże!) Donalda Tuska jest oceniony jako „banda reakcyjnego podziemia”.

Pytanie ósme zadane przez Tomasza Kosa
Jakie jest Pana zdanie na temat filmu „Historia Roja”? W materiałach dotyczących filmu powoływano się na konsultacje historyczne z Panem, a jednocześnie zarzucano mu fikcję historyczną. Jak określi Pan swój wkład w ten film?

Miałem być konsultantem historycznym tego filmu, ale moja rola szybko się skończyła. Ani razu nie zostałem zaproszony na plan zdjęciowy, moje późniejsze uwagi i zastrzeżenia nie były uwzględniane, spotykałem się natomiast z zarzutami, że niedostatecznie bronię filmu na pokazach publicznych itp. Broniłem, usiłując jednocześnie wpłynąć na jego ostateczny kształt. Nieskutecznie.

Każdy film historyczny musi posługiwać się również fikcją, to oczywiste. Jest to sprawa chociażby dialogów, ukazania czyjejś osobowości, gdy nie wiemy, jaki ktoś był w codziennych zachowaniach. Najważniejszy jest jednak przekaz pewnego etosu, jakim kierowali się ludzie typu „Roja”. To jest możliwe do pokazania i nawet z nakręconego dotychczas materiału można to uzyskać, oczywiście kosztem wielu scen niepotrzebnych a nawet szkodliwych. Ale trzeba się wczuć w tamten klimat i chcieć to pokazać, nie kierując się doraźnym oczekiwaniem (jak np. epatowaniem bardzo śmiałymi scenami erotycznymi, z argumentem, że takie jest dziś… kino).

Pytanie dziewiąte zadane przez Tomasza Kosa
Proszę o opinię historyka w sprawie przejścia majora Adolfa Pilcha „Góry/Doliny” przez most pod Nowym Dworem Mazowieckim oraz złożonej sprawy ppłk. „Wilka”. Dlaczego bezrefleksyjnie jakakolwiek forma kontaktów z Niemcami jest wciąż podnoszona do rangi zdrady?

Nie wiem, dlaczego tak jest… ci którzy argumentem „zdrady” szafują na każdym kroku, nie widzą jej jednak tam, gdzie rzeczywiście była. Przecież kontakty z sowietami, z ich „partyzantką”, współpraca z sowieckim wywiadem – to było wbrew polskim interesom! I zapłaciliśmy za takie otwieranie się przed jednym z dwóch naszych wielkich wrogów straszliwą cenę.

Nie można było prowadzić rozwiniętej działalności konspiracyjnej, później zaś partyzanckiej, bez jakichkolwiek kontaktów z przeciwnikiem. Problemem jest tylko skala takich kontaktów i przede wszystkim – intencje. Praca dla przeciwnika, dla wroga, jest czymś innym niż doraźne kontakty bez naruszania podstawowych zasad. Przejście Zgrupowania AK mjr. Adolfa Pilcha „Góry”-„Doliny” aż do Puszczy Kampinoskiej było czynem chwalebnym i jedynym możliwym w ówczesnej sytuacji.

Kontaktów polskiego podziemia niepodległościowego z Niemcami, ale także z Sowietami, nikt dotychczas całościowo nie badał. Wkrótce dużo takich spraw zacznie wychodzić na światło dzienne i sporo osób będzie bardzo mocno zaskoczonych ich zakresem i skutkami. To konsekwencje wychowania na przygodach dzielnego wojaka Hansa Klossa, niezwykle skutecznego agenta NKWD (notabene grający go Stanisław Mikulski był funkcjonariuszem Kompanii Operacyjnej MO woj. łódzkiego, zwalczającej „reakcyjne podziemie”). Dotychczasowa niewiedza na ten temat powoduje, że znajomość najnowszej historii jest obecnie co najmniej ułomna.

Pytanie dziesiąte zadane przez Mateusza Budziakowskiego
Co – w świetle dokumentów – wiemy nt. organizacji tzw, „Muszkieterów” Witkowskiego? Na ile prawdopodobna jest hipoteza o kontaktach z Niemcami?

Przede wszystkim, brakuje na ten temat najważniejszych dokumentów i nie wiadomo, czy się w ogóle zachowały. Kontakty z Niemcami w przypadku przede wszystkim wywiadu, nie mogą być same w sobie zarzutem. Liczą się intencje, zakres „współpracy” i ich skutki. Organizacja „Muszkieterów” prowadziła bardzo skuteczny wywiad przeciwko Niemcom i miała ogromne osiągnięcia. O jej ideowości może świadczyć fakt, że jej członkowie byli następnie włączeni w skład struktur wywiadowczych i odegrali tam bohaterską rolę, jak choćby Kazimierz Leski, zapomniany, cichy bohater…

Pytanie jedenaste zadane przez Radosława Kubiaka
Którą z akcji Polskiego Podziemia uważa Pan za najbardziej brawurową i niebezpieczną oraz dlaczego?

Trudno wskazać jedną taką akcję, bo było ich bardzo dużo. Jeśli chodzi o skuteczność, to np. Akcja „Góral”, przeprowadzona przez Kedyw AK 12 sierpnia 1943 r. w Warszawie, na ul. Senatorskiej. Zdobyto 105 mln zł (wcześniej była akcja NSZ na Bank Emisyjny w Częstochowie 20 kwietnia 1943 r.).

Zamach na gen. Franza Kutscherę 1 lutego 1944 r. w Warszawie, dowódcę SS i policji na dystrykt warszawski w GG, przeprowadzony przez specjalny oddział Kedywu KG AK „Pegaz” (przeciw Gestapo). Ta jednostka od maja 1944 r. nosiła nazwę „Parasol”. Warta odnotowania jest „kradzież” tej akcji przez… żydowską dwuosobową bojówkę o nazwie „Parasol”. Oczywiście, nie było takiej bojówki. Na ten temat wyszła nawet książka w USA!

Ważne też były likwidacje najwyższych niemieckich oficerów frontowych, generałów, jak generał-majora Waltera Herolda, dowódcy 10 Dywizji Grenadierów Pancernych Wehrmachtu, wykonana 28 listopada 1944 r. w okolicach Bochni. Było to dziełem oddziału partyzanckiego NOW-AK „Chrobry I” pod dowództwem por. Józefa Lessera „Jastrzębskiego”.

Innym generałem niemieckim, zlikwidowanym przez polskie podziemie 26 sierpnia 1943 r. był gen. por. Kurt Renner (dowódca 174 Dywizji Piechoty Wehrmachtu. Akcję przeprowadził oddział NSZ pod dowództwem wachm. Tomasza Wójcika „Tarzana” pod Ożarowem na Kielecczyźnie.

Ale niewątpliwie największe zasługi miał polski wywiad antyniemiecki. Jego dokonania pozostają praktycznie nieznane a miały one niewątpliwy wpływ na przebieg wojny.

Pytanie dwunaste zadane przez Grega Kałużę
Panie Leszku, przeczytałem trochę prac i książek o podziemiu niepodległościowym ale nie mogę znaleźć nic o tym co się działo na ziemiach odzyskanych. Wiem, że były organizacje z opowieści rodzinnych. Szwagier mojego ojca był młodym chłopcem w jednym z takich organizacji. O ile wiem zajmowali sie sabotażem, itp. Zostali wszyscy wyłapani i wysłani do obozów pracy w kopalniach uranu. Ich dowódca został zastrzelony podczas aresztowania. Czy ktoś się zajmuję (może nawet pan) historią podziemia niepodległościowego na tych terenach?

Badania struktur niepodległościowych na ziemiach odzyskanych było do niedawna (do 1989 r.) utrudnione z powodu braku jakichkolwiek dokumentów. Dziś wiemy już dużo na ten temat i są profesjonalne publikacje. Eksterytorialne Okręgi AK, „przeniesione” tam wraz z ekspatriowaną ludnością polską, działały co najmniej do 1948 roku. Od 1945 roku tworzyły się tam lokalne organizacje niepodległościowe, wzorowane główne na etosie AK, w tym bardzo liczne organizacje młodzieżowe.

Z dotychczasowych publikacji polecam przede wszystkim „Zeszyty Historyczne WiN-u”, dotychczasowe wydawnictwa Instytutu Pamięci Narodowej, opracowania regionalistów, którzy cierpliwie i nader skutecznie odtwarzają ten fragment naszej historii. Niestety, nie jest to nagłaśniane w mediach, dlatego tak mało o tym dowiaduje się opinia publiczna.

Pytanie trzynaste zadane przez Tomasza Nogę
Chciałbym zapytać o ważny, a chyba zapomniany wątek węgierski w Postaniu Warszawskim. W czasie Powstania pod Warszawą znalazł się węgierski korpus. W tym samym czasie Węgry planowały odłączenie się od Osi i przyłączenie się do Aliantów. Trwały nawet negocjacje z AK w sprawie udzielenia przez nich pomocy powstańcom, planowano że polscy jeńcy internowani na Węgrzech od września 39′ utworzą tam polskie legiony. Nic z tego nie wyszło, gdyż Węgrzy uzyskali w końcu zgodę Niemców na wycofanie swojego korpusu do swojego kraju. Czy uważa Pan, że gdyby doszło do Węgierskiej rewolty w czasie powstania, te mogłoby ono być wygrane? Czy taki Polsko-Węgierski sojusz mógł jeszcze coś zmienić kształcie powojennego ładu?

Niewątpliwie wystąpienie Węgrów po stronie Powstańców radykalnie zmieniłoby stosunek sił. Węgrzy dysponowali znakomitą kadrą żołnierską i oficerską oraz bronią ciężką, czego Powstańcy w zasadzie nie mieli… ale i tak decydująca była rola Sowietów. A ci przecież nie ruszyliby palcem, żeby nam pomóc. Niemcy z pewnością – przy biernej postawie „sojuszników naszych sojuszników” – uporaliby się z buntem wojsk węgierskich, Powstanie Warszawskie mogłoby potrwać nieco dłużej dzięki temu, ale finał byłby taki sam.

Ciekawą rzeczą są kontakty Węgrów z NSZ. Były one bardzo przyjazne, NSZ-owcy dostawali trochę bardzo dobrej broni. Ale Węgrzy oczekiwali przede wszystkim gwarancji politycznych, co z nimi będzie po przejściu na stronę aliantów i wystąpieniu razem z Polakami. O tragizmie tej sytuacji świadczy fakt, że takich gwarancji nie mieli nawet Polacy, walczący z Niemcami od 1 września 1939 roku.

Pytanie czternaste zadane przez Filipa Rembiałkowskiego
Dlaczego Pana zdaniem na Wikipedii biogramy członków aparatu komunistycznego w Polsce mających na koncie grube przestępstwa, jak np. gen. Korczyński nadal brzmią jak żywcem wyjęte z historiografii wczesnego PRL? I co można zrobić by to naprawić?

To znacznie szerszy problem. Powinno się z tym zaciekle walczyć, powinniśmy walczyć o każde hasło, jeśli jego treść nie odpowiada prawdzie. Proszę przeczytać np. hasło poświęcone Narodowym Siłom Zbrojnym…

Wikipedia jest niewątpliwie opanowana przez „postępaków”, którzy w imię swych interesów pilnują przede wszystkim środków propagandy. Wiki jest „prezydenckim” źródłem wiedzy i posługują się nią nawet nauczyciele szkolni, co jest po prostu skandalem. Dba się tam o poprawność polityczną z zaciekłością godną lepszej sprawy. Swego czasu usunięte zostały wszelkie informacje w biogramie Danuty Huebner (europoślicy PO), świadczące o ubeckim rodowodzie jej rodziny (ojca i dziadka, funkcjonariuszy UB w Nisku).

Pytanie piętnaste zadane przez Żelazną Logikę
Opowiadał Pan w klubie Republikańskim swoja opinię po obejrzeniu Pokłosia. Poruszył Pan wtedy ciekawy wątek o podobnych historiach, w których ofiarami byli Polacy. Czy może Pan powiedzieć coś więcej i przedstawić swoją opinię nt. Jedwabnego?

O Jedwabnem wiemy już bardzo dużo, ale najbardziej istotnej wiedzy nie mamy. Postępowanie, prowadzone z takim rozmachem przez IPN, zostało umorzone i nie wykryto innych sprawców niż ci, którzy zostali ustaleni przez stalinowski sąd. Ale tamte postępowania nie były praworządne, metody, jakimi posługiwali się śledczy z UB i prokuratorzy, były czasami wprost zbrodnicze.

Nie ustalono, jaka była prawdziwa rola Niemców i ich obecność na miejscu zbrodni nie została wykluczona. Ale opinia publiczna została zalana falą tandetnej propagandy, oddalającej nas od prawdy. Nie została przeprowadzona ekshumacja ofiar, co pozwoliłoby ocenić rozmiar tragedii, czyli prawdziwą liczbę ofiar i sposób zadania im śmierci. Ze wstępnych badań archeologicznych, prowadzonych przez ekipę prof. Andrzeja Koli wyłonił się jednak zupełnie inny obraz niż ten, lansowany do dziś w mediach i oficjalnej propagandzie. Dlaczego jego nawet wstępny raport, mający jednak kapitalne znaczenie, bo oparty jest na rzeczywistych ustaleniach, do dziś nie został opublikowany?

Dlaczego notorycznie pomijano i pomija się wszelkie źródła archiwalne, które są niezgodne z oficjalnym przebiegiem wydarzeń i przesądzoną od początku rolą Polaków?

Sprawa Jedwabnego służy jako jedno z narzędzi do publicznego upokarzania Polaków na forum międzynarodowym, co już w 1996 r. zapowiedział w Buenos Aires Izrael Singer, sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów.

Ale spójrzmy na historię szerzej. 8 maja 1943 roku w Nalibokach a 29 stycznia 1944 r,. w Koniuchach doszło do popełnienia drastycznych zbrodni na polskiej ludności cywilnej. Olbrzymią rolę w ich dokonaniu miały grupy „partyzantki” żydowskiej, co jest faktem niezaprzeczalnym. Znamy imiona i nazwiska wielu uczestników, bo się tym publicznie w latach powojennych chwalili, przedstawiając pacyfikacje jako dorobek bojowy w walkach… z Niemcami. Śledztwa w tych sprawach IPN prowadzi od kilkunastu lat. Z jakim skutkiem? Gdzie są publikacje, analogiczne do sprawy Jedwabnego? Tam mamy wątpliwości, tu mamy twarde fakty…

A przecież Naliboki i Koniuchy (gdzie też ginęły w płomieniach kobiety i dzieci) to nie jedyne tego typu przykłady, ale te są najlepiej zbadane i udokumentowane.

Jeśli chodzi o Jedwabne, Naliboki, Koniuchy – odsyłam Czytelników do swych publikacji oraz nagrań z występów publicznych. Tu nie ma miejsca na rozwijanie wszystkiego.

*****

Administracja Żelaznej Logiki dziękuje Panu Leszkowi Żebrowskiemu za udział w naszym wywiadzie, a czytelnikom za zadane pytania, kolejny raz mamy nadzieję że taka formuła wywiadu się Wam spodobała.

Źródło:  http://www.zelaznalogika.net/wywiad-zelaznej-logiki-leszek-zebrowski/ , 22 sierpnia 2014

Więcej artykułów, wykładów i prelekcji video historyka Leszka Żebrowskiego  na naszym portalu znajdziesz   >    >    >   TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.25.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek