Robert Borzęcki: URAN PONAD WSZYSTKO


MUZEUM MINERAŁÓW

 

Żołnierze-górnicy kierowani do przymusowej pracy w górnictwie uranowym

„Uran ponad wszystko” to tytuł wystawy w Muzeum Techniki w Warszawie zaprezentowanej przez Muzeum Minerałów Roberta Borzęckiego z Nowej Rudy.

Szyb drzewny kopalni "Staszic" w Rudkach
Szyb drzewny kopalni „Staszic” w Rudkach

Ponad 2000 okazów, prawie 800 różnych minerałów a także kamienie szlachetne, meteoryty i skamieniałości stanowiły niejako wykopaliskową część wystawy.

Przedstawione również tragiczne warunki pracy panujące w polskich kopalniach uranu dały obraz wcześniej niedostępny, tajny niewolniczej eksploatacji człowieka; wbrew głoszonym hasłom liczył się jedynie urobek uranu a nie zabójcza radioaktywność warunków górników, żołnierzy w nich pracujących.

Wystawa zilustrowana była oryginalnymi pamiątkami (fotografie, dokumenty) po żołnierzach-górnikach kierowanych do przymusowej pracy oraz narzędziami i urządzeniami stosowanymi w górnictwie uranowym. Całość uzupełniały materiały obrazujące historię eksploatacji rud uranu na ziemiach polskich, wielkość wydobycia, plany kopalni itp.

Ze wspomnień górników uranowych:

Z podanych opisów warunków pracy przez górników pracujących w kopalniach uranu dowiadujemy się jak ciężka i niebezpieczna była ich praca.

1. „… w ścianie borowało się 9-12 otworów grubych na trzy palce i robiono odstrzał. Kurz był przy tym taki, że jak dwóch ludzi pracowało obok siebie na wyciągnięcie ręki, to nic, tylko dwa światełka mrugały. Nie było żadnej wentylacji i człowiek się dusił. Gdy wychodziliśmy z kopalni, widać było tylko zęby i oczy, cała reszta w uranowym pyle …”

2. „… w 1952 roku wprowadzono maszyny do borowania na wodę. Ludzie ich nie chcieli i gdy nikt nie widział, odłączali wodę od świdra. Na sucho robiło się dwa razy szybciej …”

3. „… dopiero po latach wprowadzono przeciwpyłowe maski radzieckie, w których filtrem była zwykła wata, a później w 1957 roku maski francuskie SUPERTUCAN, które jeszcze łatwiej się zatykały pyłem i groziły uduszeniem. Ludzie ich nie używali bo kto by chciał sobie jeszcze robotę utrudniać …”

Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach. Przechodząca przez teren zakładów linia kolei kamiennogórskiej.
Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach. Przechodząca przez teren zakładów linia kolei kamiennogórskiej.

Prymitywne warunki pracy i brak należytego zabezpieczenia potwierdza dla przykładu to ze górnicy pracowali nie w hełmach a zwykłych czapkach roboczych. Urobek jednego górnika wyposażonego w ręczny młotek pneumatyczny klęcząc zgarniał gołymi rękami do metalowego pojemnika zgarniał drugi.

4. „… wydobywano na żywioł, aby do przodu. Nikt nie wiedział, że po odstrzale trzeba odczekać kilka godzin aż pył opadnie. Normy goniły, ludzie chcieli dorobić. Przepisy przepisami – mówili – wchodzili i rudę wybierali …”

5. „… gdy natrafiono na gniazdo rudy młotkiem pneumatycznym odłupywano kawałki, później resztki sypano łopatą na blachę, miał rudny zgarniano gołymi rękami do puszek. Żadnych ubrań ochronnych nie było, żadnych masek, rękawic, odkażania, niczego. Pracowano w tym samym ubraniu, w którym potem wracało się do domu. Urobek wynoszono w blaszanych puszkach po około 50 kilogramów w każdej. Później wprowadzono unowocześnienie: jedni rudę wydobywali, inni wynosili na powierzchnię. Przez osiem godzin wynosiłem kilka, czasem kilkanaście puszek.”

W chodniku transportowym inny górnik – dozymetrysta pracował z przewieszonym przez ramię radiometrem i z sądą dozymetryczną w ręku. Urobek transportowano rynną wstrząsową i wagonikami kopalnianymi.

6. „… pewnego dnia gdy biliśmy nowy chodnik, pojawił się dozymetrysta. Coś pomierzył i szybko się wycofał. Później przyszedł inny i bez przerwy powtarzał: kopcie chłopaki, kopcie, nie ma niebezpieczeństwa. Myśmy myśleli że mu chodzi o niebezpieczeństwo zawału, a dozymetrysta dostawał premię za wydobytą rudę …”

7. „… w dużych kopalniach to była mechanizacja. Już nie dbano o jakość rudy, wybierano wszystko jak leci. Gdy radiometr wykazywał obecność uranu w skale – podstawiano pojemniki lub sypano urobek wprost do wagoników, a skałę płonną i rudy ubogie wywożono taśmociągami na hałdy …”

8. „…gdy kopalnie przejęli Polacy poprawiono wentylację i zmniejszono zapylenie. Później wprowadzono nawet badania okresowe i osobiste kasety dozymetryczne, ale dla większości górników i tak było już za późno…”

Uran-ponad-wszystko-nekrologZaprezentowana w Muzeum Techniki wystawa obrazująca pracę górników uranowych kończyła się wymownym akcentem. Ostatnim elementem był taśmociąg na którym stała prosta trumna. Na trumnie ustawiony był nekrolog.

 

HISTORIA EKSPLOATACJI RUD URANU W POLSCE

W 1947 roku podpisano Polsko-Radziecką umowę określającą zasady poszukiwania, wydobywania i przeróbki rud uranu w Polsce. Na mocy tej umowy w dniu 1 stycznia 1948 roku utworzono Przedsiębiorstwo Państwowe o nazwie „Kowalskije Rudniki” (Kowarskie Kopalnie). W ramach tego przedsiębiorstwa rozpoczęły działalność trzy grupy poszukiwawczo-rozpoznawcze które wkrótce wskazały 11 miejsc występowania złóż rud uranu o wartości przemysłowej a następnie podjęły ich eksploatację. W 1951 roku przedsiębiorstwo skryło się pod kryptonimem „Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach”. W tym czasie jego załoga liczyła już 7926 ludzi (wg danych na dzień 31 grudnia 1950 roku).

Pod koniec lat 50-tych w związku ze stopniowym ubożeniem naszych rud uranu przy stale wzrastających kosztach wydobycia radzieccy specjaliści zaczęli wycofywać się z terenu Polski. Od 1957 roku prace geologiczno-poszukiwawcze prowadziły już wyłącznie ekipy polskie.

W 1963 roku zamknięto ostatnią polską kopalnię rud uranu. Od tej pory Zakłady Przemysłowe R-1 zajmowały się tylko odzyskiwaniem ubogich rud składowanych przedtem na hałdach przykopalnianych. Rudy te przerabiano w zaprojektowanym w całości przez polskich inżynierów zakładzie wzbogacania w Kowarach. Na przełomie lat 1964-65 ostatni Rosjanie opuścili Kowary. Zredukowano też polską załogę Zakładów. Od tej pory liczyła ona już tylko 800 osób. Przerób odpadów pokopalnianych trwał w zakładzie wzbogacania do końca 1972 roku.

Hałda kopalni „Grzmiąca” koło Głuszycy.
Hałda kopalni „Grzmiąca” koło Głuszycy.

W dniu 1 stycznia 1973 roku decyzją Ministra Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach postawione zostały w stan likwidacji.

Ze wspomnień górników uranowych:

„… Chodniki były bardzo wąskie, jeden człowiek ledwie mógł się przecisnąć. Po pewnym czasie chodniki poszerzono, ale i tak nie było żadnej wentylacji i człowiek się dusił. Obudowy zabezpieczające stawiano tylko tam gdzie była ruda. Często zdarzały się zawały, spękane skały nie raz przygniotły ludzi …”

„… Nikt nie wiedział że woda, która strumyczkami w kopalni płynęła, była skażona. A gorąc panował okrutny, pragnienie paliło to się ją piło …”

„… My po prostu nie wiedzieliśmy, promieniowania nie było widać, nie było czuć, ono nie dotykało …”

Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach, miały własny posterunek Urzędu Bezpieczeństwa współpracujący z placówką NKWiD, własny komitet PZPR (aby nazwiska i liczba członków partii nie trafiły poza teren zakładów), w pobliżu stacjonował Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, natomiast w Urzędzie Miejskim w Kowarach o żadnej kopalni uranu – przynajmniej teoretycznie – nikt nie miał prawa wiedzieć. Liczne posterunki na ulicach i wzmożone patrole tłumaczono strefą przygraniczną.

Ze wspomnień górników uranowych:

„… produkcja objęta była ścisłą tajemnicą, przepustki upoważniały tylko do wejścia na swoje stanowisko pracy, przy każdych drzwiach stał żołnierz. Wielu nie wiedziało nawet co wydobywają, bo lepiej za dużo nie wiedzieć. Było i tak że niektórzy specjalnie na rozmowy naciągali. Nieraz koledze mówiłem: uważaj Kazik, masz niewyparzony jęzor, nie pytluj bo to się źle skończy. Kiedyś przyszli po niego i od tamtej pory nikt go już więcej nie widział …”

Uran-tabela-1

Uran-tabela-2Uran-tabela-3Uran-tabela-4

W początkowym okresie działalności (lata 1948-1956) gdy polskimi kopalniami uranu zarządzali Rosjanie panowały tam tragiczne warunki pracy. Nie istniały żadne zabezpieczenia, nie prowadzono nawet kontroli skażenia. Liczył się tylko uran.

Duże zagrożenie stanowiły promieniotwórcze pyły powstające przy mechanicznym urabianiu i ładowaniu rudy. Najbardziej szkodliwy był jednak bezbarwny i silnie promieniotwórczy gaz radon, który nieustannie przenikał ze skał do wyrobisk górniczych. Źródłem radonu były także wody kopalniane. Pracujący w kopalniach górnicy nawet nie zdawali sobie sprawy z jego obecności. Sama technika stała na bardzo niskim poziomie.

Dążąc do zminimalizowania kosztów wydobycia oszczędzano praktycznie na wszystkim. Czynniki te sprawiały że śmiertelność wśród górników była bardzo duża. Ci których ominęły różnego rodzaju wypadki z czasem umierali na nowotwory lub pylicę płuc.

Systematyczne pomiary dozymetryczne w kopalniach uranu wprowadzono dopiero w 1957 roku, po ich przekazaniu władzom polskim. Kontrolę przeprowadzano we wszystkich wyrobiskach kilka razy w miesiącu. Skażenie powietrza i wód kopalnianych oraz zapylenie kilkunastokrotnie przekraczało wówczas wszelkie dopuszczalne normy.

Zabudowania kopalni "Kopaliny" w Kletnie.
Zabudowania kopalni „Kopaliny” w Kletnie.

Aby zmniejszyć szkodliwość pracy podjęto decyzję o modernizacji kopalń. W pierwszym rzędzie usprawniono wentylację stosując system intensywnego przewietrzania ssąco-tłoczącego wyrobisk. Przenikanie radonu z nie eksploatowanych części kopalni ograniczono zamykając wszystkie stare wyrobiska tamami. W celu zmniejszenia zapylenia zastosowano zraszanie wodą przy wierceniu otworów i transporcie urobku.

W latach 1948-1972 przez Zakłady Przemysłowe R-1 przewinęło się około 26 tysięcy ludzi. Z tych którzy pracowali bezpośrednio przy wydobyciu rud uranu do dzisiaj pozostało niewielu. Starość robi swoje, uran też…

Publikacji dotyczących górnictwa uranu w Polsce właściwie prawie nie było. Wyjeżdżając z Polski w 1954 roku, Rosjanie zabrali wszystkie archiwa pokopalniane. Gdy polscy geologowie wkraczali do kopalń uranu większość stref zmineralizowanych była już całkowicie wyeksploatowana a udostępniające je wyrobiska zawalone. Na podstawie relacji górników udało się jednak dotrzeć w kilku miejscach do pozostałości rud. Zaczęły się żmudne badania.

W pierwszym rzędzie starano się ustalić jaki charakter miała mineralizacja uranowa w danym złożu oraz czy istniały jakieś związki między złożami i otaczającymi je skałami. Po analizach pokuszono się o wytypowanie w innych miejscach podobnych stref, w których mogła występować mineralizacja uranowa, a następnie wybrane miejsca rozpoznano wierceniami i robotami górniczymi.

Działania te doprowadziły do odkrycia złóż uranu w pod Śnieżnikiem w 1961 roku i Kopańcu w 1965 roku oraz nowych gniazd rudnych w Kletnie i Radoniowie. Wyniki niektórych z tych prac opublikowano następnie w wydawnictwach Państwowego Instytutu Geologicznego. Nigdzie jednak nie podano nazw miejscowości których dotyczyły. Prace w których podano nazwy konkretnych złóż zostały utajnione.
Autor: Robert Borzęcki – Muzeum Minerałów w Nowej Rudzie 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z artykuły źródłowego i są własnością Autora i Muzeum Minerałów w Nowej Rudzie.

Zobacz więcej zdjęć i przeczytaj cały artykuł ….
(skrót, wybór zdjęć i opracowanie redakcja PCO)

Zródło:  http://www.redbor.pl/artykuly/wystawa_uran.htm ,

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.29

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci