Grzegorz Braun: Sierpniowa lekcja


POLONIA CHRISTIANA

 

Jagielski-Walesa-akceptacja„O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!” – ten incipit XII księgi „Pana Tadeusza” powtórzy każdy Polak, także niżej podpisany, wspominając z autopsji Sierpień 1980 i następnych kilkanaście miesięcy pierwszej „Solidarności”. Było to bowiem wspaniałe doświadczenie zbiorowej inwencji i żywiołowej samoorganizacji narodu – ostatnie polskie pospolite ruszenie o sile tak wielkiej, że choć samo ulec musiało w starciu z profesjonalnym aparatem przemocy, to jednak zdołało nieodwołalnie zmienić nie tylko Polskę, ale i cały pojałtański świat. I to na zawsze pozostanie powodem do dumy tych ludzi, którzy pod szyldem pierwszego niereżimowego związku zawodowego na wschód od Łaby w istocie upominali się o polskie tradycje wolnościowe i prostowali ścieżkę do niepodległości.

Pierwotnie strajki w lipcu i sierpniu 1980 r. miały być zapewne kolejnym w historii PRL  „kryzysem kontrolowanym”. Ekipa urzędująca (Gierek, Jaroszewicz) miała być ostatecznie (po nieudanej próbie z roku 1976) wysadzona z siodła przez ekipę aspirującą (Jaruzelski, Kania) – co wymagało podniesienia „fali niezadowolenia społecznego” na tyle wysoko, by usprawiedliwić przewrót pałacowy. Jednak uruchomiona wówczas dynamika zdarzeń okazała się ostatecznie destrukcyjna dla całego bloku sowieckiego. Czynnikami, których wpływu na sytuację w Polsce z pewnością nie docenili komuniści, były z jednej strony słowa modlitwy Papieża Wojtyły, a z drugiej – pieniądze zainwestowane przez Zachód w rozwój opozycji za żelazną kurtyną.

Tak, czy inaczej, prowokacja przerosła prowokatorów. Podczas strajków sierpniowych minister Kowalczyk mógł jeszcze uspokajać sekretarza Gierka tłumacząc, że na czele strajku w Gdańsku stoi „nasz człowiek” (według relacji Rolickiego i Bożyka). Do czasu wszystko zdawało się być pod dobrą kontrolą operacyjną. Do Gdańska wysłani zostali np. specjalnym samolotem eksperci-doradcy, którym władza powierzyła misję temperowania „nierozsądnych” postulatów robotniczych (wg relacji Staniszkis i Cywińskiego). Nawet podpisanie porozumień, zwanych nie całkiem ściśle sierpniowymi (30 VIII Szczecin, 31 VIII Gdańsk, 3 IX Jastrzębie-Zdrój, 11 IX Huta Katowice/Dąbrowa Górnicza), nie musiało oznaczać końca systemu – skoro Wałęsa – ”Bolek” nie stanowił tu wcale wyjątku, a większość sygnatariuszy była związana więzami lojalności z aparatem władzy (SB, PZPR). Skala zjawiska jakim okazał się NSZZ „Solidarność” (10 milionów członków w ciągu paru miesięcy) przerosła  najczarniejsze obawy jednych i najśmielsze oczekiwania drugich.

Sowieci popełnili fatalny w skutkach dla siebie błąd – z przyczyn politycznych, finansowych i wizerunkowych (m.in. koszta olimpiady oraz wojny afgańskiej) nie działając wedle sprawdzonego wielokroć wzorca i nie dokonując pokazowej masakry (por.: Berlin 1953, Poznań, Budapeszt 1956, Nowoczerkask 1962, Czechosłowacja 1968, Wybrzeże 1970, Radom, Ursus 1976). Kiedy ostatecznie po 15 miesiącach zdecydowali się na pacyfikację – powierzając wykonawstwo swym polskim plenipotentom – było już za późno. „Demoralizujący” przykład „Solidarności” doprowadził do zmian praktycznie nieodwracalnych nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach bloku sowieckiego.

„Solidarność”, jak wiadomo, odegrała tu rolę prometejską – niczym w tragicznym micie: sama nie przeżyła swej dziejowej misji. Co nie udało się w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy, to powiodło się aż nadto dobrze w ciągu kolejnych lat stanu wojennego: infiltracja, eliminacja przez zabójstwo lub wypchnięcie na emigrację „oszołomów”, selekcja „konstruktywnej opozycji” do udziału w inscenizacji „okrągłego stołu”. Polskojęzyczni sowieci, Jaruzelski i Kiszczak doskonale zrealizowali program wytyczony jeszcze w roku 1981 przez Geremka (w dialogu operacyjnym z Cioskiem, według depeszy ambasadora Neubauera) – ów prominentny autorytet rekomendował wówczas  szybką pacyfikację, by następnie wykreować nowy związek, już „bez programu gdańskiego” i „bez Matki Boskiej w klapie”. Istotnie, dla większości członków władz Związku wybranych na pierwszym Zjeździe w roku 1981 nie znalazło się miejsce w Neo-Solidarności reaktywowanej w roku 1989. To jednak temat na osobne wypominki.

Jakie są tymczasem najcenniejsze lekcje na dziś, jakich udziela nam własna historia sprzed niespełna trzech i pół dekady? Po pierwsze: nie dać się więcej nabrać na żadnego Wałka -”Bolka”; w świetle tamtych doświadczeń ta prawda powinna być już dziś oczywistością dla polskich państwowców: nie należy szukać pozytywnego rozstrzygnięcia sprawy polskiej w drodze konkursu na męża opatrznościowego – bo bezpieka kreuje takie „genialne jednostki” w tempie szybszym niż możemy się połapać.

Po drugie: okazuje się, że każdą koniunkturę można jakoś wykorzystać – dla podniesienia kwestii polskiej na wyższy poziom.

Tymczasem najważniejsze: nie dać się ostatecznie ograbić i pozabijać. A kiedy nasza aktualna „władza ludowa” zafunduje nam następny „kryzys kontrolowany” (zgodnie z zasadą: „Wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu”) –  wówczas właśnie pamiętajmy o kluczowym doświadczeniu Sierpnia ’80: prowokacje zawsze ostatecznie przerastają prowokatorów.

Grzegorz Braun

Zródło: http://www.pch24.pl/grzegorz-braun–sierpniowa-lekcja,25141,i.html , 2014-09-02

Więcej materiałów Grzegorza Brauna na naszym portalu  >   >   >    TUTAJ .

POLIS CLUB ONLINE, 2014.09.02

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci