Aleksander Ścios: NUDIS VERBIS – 2 Terapia


Bez Dekretu

Przeczytaj część 1 – Diagnoza

 

fot. zwyklyfacetxx.onet.pl
fot. zwyklyfacetxx.onet.pl

Realizm wykuty z doświadczeń historii, nakazywałby budować państwowość w oparciu o własną, polską drogę. Bez oglądania na Wschód i na Zachód, bez liczenia na zachodnioeuropejskie gwarancje i współpracę z Rosją.

Polska nie ma najmniejszego interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE. Od czasu „ładu jałtańskiego”, polityka ta stanowi największą barierę dla naszych dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Istota tej polityki nie polega na zapewnieniu bezpieczeństwa i równego rozwoju państwom Europy Wschodniej, lecz na zabezpieczeniu potrzeb ekonomicznych najbogatszych graczy Unii (ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec) oraz zagwarantowaniu Rosji „miejsca wśród narodów świata”. W oczach Zachodu, koegzystencja z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje.

Każda forma akceptacji tej polityki, wyrażana przez czynniki polskie, jest aktem głupoty, ocierającym się o zdradę i tak powinna być traktowana przez ludzi świadomych obecnych zagrożeń.

Niedawna wypowiedź wicekanclerza Niemiec Sigmara Gabriela: „To jest tak, że Europa potrzebuje Rosji. Jesteśmy bezpośrednimi sąsiadami i dobre sąsiedztwo jest niezbędne” – ukazuje, jak bardzo priorytety niemieckie i unijne są sprzeczne z naszymi interesami.

Polska nie potrzebuje bowiem – ani Rosji ani Niemiec. Sąsiedztwo tych państw jest dla nas źródłem nieustannych konfliktów, wojen i ograniczeń państwowości. Jeśli syta i próżna Europa „potrzebuje Rosji” – niech brata się z nią na własny rachunek. Nigdy zaś kosztem Polski i naszej niepodległości.

Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że w najżywotniejszym interesie Polaków leży, by Rosja została rozbita i zniknęła z mapy świata, Niemcy zaś stały się krajem słabym militarnie i gospodarczo.

Jeśli taka teza wydaje się niektórym kontrowersyjna lub obrazoburcza, dowodzi to, jak bardzo zatraciliśmy instynkt zachowawczy i jak obce jest myślenie w polskich kategoriach.

Doświadczenia historyczne aż nadto udowadniają, że budowanie dobrosąsiedzkich relacji z tymi państwami, musi być skazane na klęskę. Podejmowane po roku 1989 próby prowadzenia takiej polityki, dowodzą (w najlepszym przypadku) skrajnego infantylizmu i nieznajomości historii. Nie powiodło się to w okresie międzywojennym, gdy mieliśmy autentyczną suwerenność i polityków na miarę mężów stanu. Tym bardziej jest nierealne dziś, gdy hybrydą PRL-u rządzą miernoty i tchórze. Podobne mrzonki kosztowały nas zbyt wiele, by można sobie pozwolić na kolejne eksperymenty w ramach „dobrosąsiedzkich kontaktów”.

Niezależnie, ile pustych deklaracji zostanie  złożonych, ile umów podpisanych, Moskwa i Berlin zawsze  będą wrogami polskości. Historycznym dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata.  To, czego nie sformułuje dziś żaden polityk niemiecki, jest już realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i dokonywane przy współudziale „elit” III RP. Różnica między obecną sytuacją, a rokiem 1939 polega jedynie na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów: dziś konflikt zbrojny ma wywołać Rosja, zaś Niemcom przewidziano funkcję politycznego i ekonomicznego wspornika. Udawać, że tego nie widzimy – byłoby szaleństwem.

Prawdziwy georealizm nie polega zatem na myśleniu dostosowawczym i akceptacji ambicji rosyjskich i niemieckich, lecz na ich zanegowaniu i odrzuceniu.

Dopiera taka refleksja może być punktem wyjścia dla poszukiwania skutecznej terapii.

Mamy dostateczny potencjał, by polską rację stanu oprzeć się na dwóch filarach: silnej armii i gospodarce i wśród odwiecznych wrogów wywalczyć pozycję autentycznego mocarstwa. Jeśli Polacy ze wzruszeniem ramion przyjmują takie wizje – zawdzięczamy to ludziom, którzy przez dziesięciolecia zabijali w nas dumę z polskości i wmówili moim rodakom, że tylko zależność od sąsiadów oraz kultywowanie mitologii „niepodważalnych sojuszy” pozwoli zachować szczątki państwowości.

Trzeba jednak przyjąć, że ta droga – budowania samodzielnego, niezależnego państwa, jest dziś dla Polski zamknięta. Nie tylko dlatego, że nie mamy społeczeństwa zdolnego do walki ani mężów stanu gotowych podjąć takie wyzwanie. Ostatnie dwie dekady stracono bezpowrotnie na powielanie błędów przeszłości i proces tzw. integracji z państwami Unii Europejskiej. W praktyce, proces ten został sprowadzony do narzucenia nam dyktatu ekonomiczno-politycznego, ze szczególnym uwzględnieniem interesów niemieckich. Przeprowadzono go według wzorców „ładu jałtańskiego” – nie przecinając wpływów sowieckich, lecz zabierając Polakom te dobra, które pozostały jeszcze po półwieczu okupacji. Osłabiona, zdezintegrowana i zdegenerowana Polska – ma stanowić tym łatwiejszy łup.

Nasza obecność w strukturach UE nie daje zatem żadnych gwarancji bezpieczeństwa i nie ma wpływu na status III RP. Ten bowiem nie jest zależny od papierowych umów i werbalnych deklaracji, lecz od stopnia samowystarczalności i siły militarnej państwa.

Doświadczenia płynące z wojny na Ukrainie powinny potwierdzać, że przywódcy UE nadal kierują się niewolniczą logiką i są gotowi do najpodlejszych ustępstw na rzecz Rosji. Dlatego tysiące Ukraińców, którzy minionej zimy demonstrowali wolę podążania „europejską drogą”– zostało zdradzonych przez pupilkę Stasi, a ich państwo oddane kremlowskiemu bandycie.

Kto wierzy, że podobny los nie spotka Polaków – nie zasługuje na poważne traktowanie.

Nadal natomiast osiągalny jest projekt, o którym Józef Mackiewicz napisał: „Żadnej współpracy z bolszewikami! Zasadą polskiej polityki zagranicznej winno być szukanie przeciwko Niemcom sprzymierzeńców na zachodzie, nigdy na wschodzie”.

Jest oczywiste, że takich sprzymierzeńców nie znajdziemy wśród państw Unii Europejskiej, w której Niemcy odgrywają rolę decydenta, zaś Rosja jest postrzegana jako partner, posiadający prawo do ingerowania w sprawy innych narodów. Z ujawnionej niedawno rozmowy Putin-Poroszenko, warto zauważyć fragment, w którym rosyjski satrapa ostrzega prezydenta Ukrainy, by ten nie liczył na pomoc UE. Putin zapewnia, że Rosja jest w stanie utworzyć szeroką koalicję państw europejskich, która zablokuje niekorzystne wobec Kremla decyzje. W tym zakresie, można mu całkowicie wierzyć.

Realizm nakazywałby zatem poszukiwać sprzymierzeńca w państwie, które w równym stopniu jest przeciwnikiem imperialnych dążeń Rosji, jak zagraża politycznym interesom Niemiec w Europie.  Możemy mówić wyłącznie o jednym państwie, nie zaś o międzynarodowych paktach i sojuszach, których polityka jest naznaczona  wpływami Niemiec lubi Rosji.

George Friedman w opublikowanym niedawno artykule „Strategia dla Polski” napisał wprost:

Członkostwo w organizacjach międzynarodowych jest rozwiązaniem wątpliwym także z tego względu, że zakłada, iż NATO i Unia Europejska są instytucjami stabilnymi. Jeżeli Rosja stanie się agresywna, zdolność paktu do wystawienia sił zdolnych powstrzymać Rosjan będzie w większym stopniu zależeć od Amerykanów niż od Europejczyków.

Nie przypadkiem, od kilku lat obserwujemy przekształcanie NATO z sojuszu obronnego w polityczną organizację bezpieczeństwa. Jaki udział w tym procesie ma agentura rosyjska (o  jej działaniach informowano już w roku 2009), dowiemy się zapewne po upadku Rosji. Uczestnictwo niektórych państw członkowskich w zbrojeniu rosyjskiej armii i policji, okrojenie budżetów na obronę, umacnianie osi Moskwa-Berlin, wstrzymanie procesu rozszerzania Sojuszu – to tylko niektóre dowody erozji spoistości NATO i zaniku więzi euroatlantyckich. Obrazu dopełnia rezygnacja USA z postrzegania Starego Kontynentu jako centralnego punktu geostrategicznych interesów oraz zwijanie parasola ochronnego nad Europą.

Największy udział w dezintegracji i osłabieniu NATO mają bez wątpienia Niemcy i Francja, ale warto pamiętać, że w tym dziele współuczestniczy również reżim III RP. Wiele z działań rządu PO-PSL, by wspomnieć utworzenie pod patronatem Niemiec i Francji tzw. Wyszehradzkiej Grupy Bojowej, jako reakcji państw „zawiedzionych i niezadowolonych” z dotychczasowej współpracy w ramach Sojuszu – służyło temu właśnie celowi. Zawarty w tzw. doktrynie Komorowskiego zamysł „usamodzielnienia systemu bezpieczeństwa narodowego” oraz mrzonki o„polskiej tarczy antyrakietowej” od dawna sygnalizowały zmianę dotychczasowych preferencji i wpisywały się w plany marginalizacji USA w NATO. Zapewne niewiele osób pamięta, że największym orędownikiem projektu „europejskiej tarczy” była Angela Merkel, która już przed przyjazdem do Polski w roku 2007 namawiała nas do „budowania tarczy antyrakietowej w ramach NATO” i zabiegała o „otwartą dyskusję z Rosją”.

Wśród tzw. priorytetów belwederskiego SPBN na pierwszym miejscu stawiano zatem surrealistyczny postulat „utrzymywania i wykorzystywania zdolności, gotowości i determinacji do samodzielnego reagowania na wszelkie zagrożenia” oraz  „wzmocnienia Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE”. Wskazanie na ostatnim miejscu – „partnerstwa strategicznego z USA”, odzwierciedlało hierarchię zawartą w jednej z wcześniejszych rekomendacji SPBN, w której zalecano Polsce „odejście od polityki bezwarunkowego, a wręcz bezrefleksyjnego popierania wszystkich działań tego mocarstwa.”

Jeśli NATO przypomina bardziej pacyfistyczny klub dyskusyjny niż pakt militarny i nie jest w stanie powstrzymać zakusów Putina, zawdzięczamy to w równej mierze słabości przywódców Zachodu, jak działaniom rosyjskiej agentury i konsekwentnej polityce Niemiec, której celem była dezintegracja Paktu i wyparcie USA z obszaru europejskiego.

Przynależność Polski do sojuszu, w którym warunki użycia siły dyktuje sprzymierzeniec Putina, zaś o zasadach bezpieczeństwa decydują czynniki geopolityczne oraz obawa przed „drażnieniem Rosji” – nie daje nam żadnych gwarancji. Ostatni szczyt NATO potwierdził to wyraźnie. Przesłanie skierowane do Polaków: radźcie sobie sami, jest aż nadto czytelne i powinno przywołać analogie z rokiem 1939.

W tej sytuacji, jedynym racjonalnym rozwiązaniem, byłby militarny sojusz polsko-amerykański, zawiązany poza strukturami NATO. W praktyce miały prowadzić do: instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej (bez dodatkowych warunków), trwałej obecności wojsk USA na terytorium Polski oraz zreformowania (poprzez opcję zerową) wszystkich formacji specjalnych. Efektywna współpraca służb USA z najbardziej nieudolnymi służbami Europy, nie jest możliwa.

Ponieważ Stany Zjednoczone nie mają najmniejszego interesu we wspieraniu państwa słabego, zależnego od Moskwy i Berlina, warunkiem zawarcia układu byłoby wyrugowanie z naszej przestrzeni politycznej sił, które wspierają tzw. integrację z UE lub działają na rzecz „porozumienia” z Rosją. Sojusz z USA jest możliwy wówczas, gdy Polska wykaże, że stać ją na rolę państwa działającego aktywnie przeciwko interesom Berlina i Moskwy. Dla Ameryki, sprawy polskie staną się ważne tylko wtedy, gdy będziemy silnym i nieodzownym partnerem, nie zaś wówczas, gdy jesteśmy kłopotliwym ciężarem. Polska słaba, infiltrowana przez agenturę i poddana wpływom sąsiadów, nie może liczyć na wsparcie Ameryki.

Sięgając po istniejące analogie, można byłoby powiedzieć (jeśli nawet porównanie to nie znajdzie akceptacji), że w naszym interesie leży, byśmy byli „Izraelem w Europie”, krajem otoczonym wprawdzie przez wrogów i skazanym na ciągłą walkę, lecz znajdującym oparcie w największym mocarstwie świata. Analogia jest tym bardziej uprawiona, że kwestie energetyczne, odgrywałyby niemałą rolę również w polskim przypadku.

Jeśli nasi sąsiedzi są szczególnie zainteresowani osłabieniem więzi amerykańsko-europejskich, chcieliby wyprzeć USA z przestrzeni Starego Kontynentu i zminimalizować wpływy amerykańskie w NATO – należy czynić wszystko, by pokrzyżować te  plany. To, co nie służy Niemcom lub byłoby szkodliwe dla Rosji –  leży jak najbardziej w polskim interesie.

Polska powinna zatem budować swoją strategię bezpieczeństwa na najgorszym możliwym scenariuszu, a to oznacza, że antyniemieckość i antyrosyjskość musi stać się polską racją stanu i decydować o  naszych wyborach politycznych.

Aleksander Ścios 
bezdekretu.blogspot.com   

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/09/nudis-verbis-2-terapia.html

 , 19 września 2014.

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.09.20

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek