NIEDYSKRETNY UROK REŻIMU PREZYDENCKIEGO


Bez Dekretu

Utworzenie tzw. nowego rządu otwiera kolejny rozdział budowy reżimu prezydenckiego. Tym razem, działania Belwederu były na tyle jawne, że nawet piewcy „żyrandolowej prezydentury” dostrzegli poważną rolę Bronisława Komorowskiego i uznali, że ma on udział w stworzeniu tej groteskowej konstrukcji. Jednak tylko pozornie wydaje się ona pozbawiona sensu.

Marionetkowy premier i niekompetentni ministrowie, dają gwarancję, że nikt nie będzie przeszkadzał w realizacji planów Belwederu. Dotyczy to szczególnie obszarów: zarządzania armią, zwiększenia nakładów na przemysł zbrojeniowy, polityki zagranicznej oraz kontroli nad służbami specjalnymi. Nominacja Schetyny, pozostawienie Siemoniaka oraz powierzenie MSW osobie całkowicie przypadkowej, dowodzi, że lokator Belwederu zapewnił sobie realny wpływ na najważniejsze resorty i stał się faktycznym decydentem w sprawach bezpieczeństwa. Jeśli nie musi już tego ukrywać, oznacza to, że zbliżamy się do momentu, w którym reżim prezydencki przechodzi do ofensywy.

Taka sytuacja nie powinna zaskakiwać. Odsunięcie nadto skompromitowanego Donalda Tuska i kilku innych osób, szczególnie zaangażowanych w sprawę kłamstwa smoleńskiego, jest zabiegiem od dawna planowanym i korzystnym dla triumwiratu III RP. O strategii „nowego rozdania” pisałem już przed dwoma laty. W tle obecnej roszady znajdziemy bez wątpienia interesy środowiska belwederskiego, ale ma ona również szerszy wymiar dotyczący interesów rosyjskich i niemieckich.

Dotychczasowa ekipa nie tylko traciła poparcie Polaków, ale stawała się coraz bardziej nieskutecznym i uciążliwym przedmiotem w rozgrywkach europejskich. Ludzie Donalda Tuska współdziałali z Putinem przeciwko polskiemu prezydentowi i stali się zakładnikami kłamstwa smoleńskiego. Wiedza o tych działaniach, dawała Rosjanom potężne narzędzia nacisku i mogła być wykorzystana w rozgrywkach międzynarodowych. Informacje o spotkaniach z wysłannikami Putina, czy ustalenia dotyczące współpracy w obszarze służb specjalnych, są jednak mocno niewygodnym depozytem. Oczywiście – nie dlatego, iżby Tusk i spółka odważyli się wykorzystać tę wiedzę lub próbowali uwolnić od kurateli Moskwy. Jest to raczej kłopot, jaki sprawia skompromitowany i wyeksploatowany wspólnik, dla przestępcy, który potrzebuje nowych twarzy i ludzi nieobarczonych „błędami przeszłości”.

W takiej konfiguracji – szef rządu III RP, rozdarty między moskiewskimi powinnościami, apetytem na unijną posadę i rolą „chłopca do poklepywania” dla Merkel – był nie tylko kłopotliwym, ale mało wydajnym pomocnikiem. Odsunięcie go na pozycję unijnego figuranta, pozwoliło zadowolić ambicje pani Merkel i zagwarantowało nienaruszalność wpływów rosyjskich.

Błędem jednak byłoby sądzić, że mamy do czynienia z „rosyjską grą”, w której ekipa Tuska odgrywa rolę ofiary. W takiej koncepcji, chętnie wspieranej przez niektórych publicystów, kryje się szczególnie wredna sugestia. Bo jeśli za obecną hucpą stoi Moskwa, w doskonałym świetle stawia to ekipę Tuska, jako tych, którzy byliby niewygodni dla Putina. Tymczasem Rosja, wprawdzie miesza w naszym politycznym kotle, to gry i kombinacje operacyjne są dokonywane rękami rodzimych kreatorów. Wymiana jednej grupy na mniej skompromitowany model, nie wymaga angażowania moskiewskich przyjaciół. Dość, by akceptowali takie działania.

W rozdaniu obowiązującym po 10 kwietnia 2010 roku, to lokator Belwederu i budowany przezeń reżim, mają stać się najmocniejszym gwarantem interesów rosyjskich. Hierarchia została ustalona na początku 2010 roku, zaś ówczesna rezygnacja Tuska z ubiegania o prezydenturę, nadal determinuje ten podstawowy podział. Bez uwzględnienia roli Belwederu, jako ośrodka decyzyjnego – nie można odczytać  logiki dzisiejszych zmian.

Mocnym preludium, zapowiadającym te roszady była bez wątpienia tzw. afera podsłuchowa, w której ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów. Ich dozowanie powierzono środowiskom medialnym działającym na rzecz Komorowskiego. Opowieści o odważnych biznesmenach i kelnerach rzucających wyzwanie „systemowi Tuska”, trzeba włożyć między bajki. Rzecz wyglądała na klasyczną kombinację, w której kierowany przez jedne służby biznesmen miał podżyrować pochodzenie nagrań, a następnie wiedzą na ten temat obciążyć ludzi z konkurencyjnych formacji. Taka zagrywka zapewniała bezpieczeństwo faktycznym decydentom i nie groziła kontrakcją ze strony dotychczasowego „zbrojnego ramienia” partii rządzącej.

Odejście Tuska oraz schemat tzw. rządu pani Kopacz, są dowodem, że groźba ujawnienia dalszych nagrań, została właściwie zrozumiana.

Prezydentura Komorowskiego to rzecz bez wątpienia najgorsza, jaka mogła przydarzyć się Polakom w czasie zagrożenia rosyjską agresją Chodzi nie tylko o stan polskiej armii (obezwładnionej już reformą dowodzenia i poczynaniami „czerwonej” generalicji) czy prorosyjskie sympatie środowiska Belwederu, ale o zasadnicze cele tej prezydentury oraz działania służące zabezpieczeniu kolejnej kadencji.

Umocnienie reżimu prezydenckiego będzie możliwe wówczas, gdy w powszechnym przekonaniu, środowisko to stanie się gwarantem naszego bezpieczeństwa. Skierowanie przez Komorowskiego projektu ustawy o „kompetencjach naczelnego dowódcy na czas wojny”, stanowi istotny element tych zabiegów. Po pierwsze – to prezydent ma odtąd określać „w którym dniu rozpoczyna się czas wojny na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej”. On również postanawia o „dniu, w którym czas wojny się skończył”. Po drugie – prezydent ma kierować obroną państwa (we współdziałaniu z RM) w zakresie użycia sił zbrojnych. Po trzecie – wszystkie plany obronne i organizacyjne mają podlegać zatwierdzeniu przez prezydenta. Po czwarte – Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych zostanie wyznaczony przez prezydenta, zaś organem doradczym „w procesie kierowania obroną państwa” będzie Szef Sztabu Generalnego WP (powoływany również na wniosek Belwederu).

Według podobnych zasadach skonstruowano także „reformę służb”, której wykonawcą był rząd Donalda Tuska. Komunikat BBN z czerwca br. głosił, iż „w zakończonym w 2012 r. Strategicznym Przeglądzie Bezpieczeństwa Narodowego wskazano pożądane kierunki reform służb specjalnych w Polsce(…). Proponowane [przez rząd- dop.mój] przepisy w przeważającej części są zbieżne z tymi  rekomendacjami, z wyjątkiem proponowanego modelu koordynacji służb”.

Ów wyjątek dotyczył aktu pewnej niesubordynacji ze strony ówczesnego premiera. Projekt rządowy przewidywał, że w nowym organie ds. kontroli służb – Komisji Kontroli Służb Specjalnych, przedstawiciel prezydenta powoływany byłby w zależności od woli premiera. W konsekwencji takiego rozwiązania, Komorowski zostałby pozbawiony możliwości wpływu na niektóre decyzje oraz uzyskiwania istotnych informacji o funkcjonowaniu służb specjalnych.

Z chwilą utworzenia rządu Kopacz ta przeszkoda przestała istnieć.

Umocnieniu reżimu prezydenckiego służą także rozliczne zabiegi ośrodków propagandy, w tym sączenie w umysły Polaków lęku przed rosyjską siłą i bliską agresją militarną. Przed tym zagrożeniem ma nas chronić „doktryna Komorowskiego” i pomysły jego światłych strategów. Rozgrywanie „strachów na Lachy” powierzono nie tylko „niezależnym publicystom” i domorosłym analitykom, ale grupie ekspertów i generałów, których rozprawki o rychłym „konflikcie zbrojnym na terytorium Polski”, konkurują z poradami udzielanymi Ukrainie, by racjonalnie przyjęła „cichą kapitulację”.

Efektem tych zabiegów ma być m.in. zwiększenie środków na zbrojenia (kto w tej sytuacji zaprzeczy, że armia potrzebuje pieniędzy?) oraz poszerzenie uprawnień służb wojskowych. Dokonywana według projektu Belwederu tzw. konsolidacja przemysłu zbrojeniowego oraz powiązane z nią zapisy ustawy offsetowej pozwolą na odsunięcie MON od decyzji dotyczących zakupów i przeniesienia tych uprawnień na przedstawicieli zbrojeniówki. Tam też trafią pieniądze przeznaczane na modernizację sił zbrojnych i surrealistyczne pomysły w ramach „doktryny Komorowskiego”. Można się spodziewać, że przy umiejętnym rozgrywaniu rozmaitych straszaków i demagogicznych haseł, będą to największe pieniądze, jakie wypłyną z budżetu III RP w najbliższych latach.  Posłużą one nie tylko umocnieniu lobby zbrojeniowego ( w którym główną rolę będą odgrywali ludzie związani z byłymi WSI), ale staną się jednym z najważniejszych „grantów” stabilizujących reżim prezydencki.

Artykuł opublikowany w nr 40/2014 Gazety Polskiej

 

Aleksander Ścios 
bezdekretu.blogspot.com   

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/10/niedyskretny-urok-rezimu-prezydenckiego.html , 7 październik 2014

fot. za Niezalezna.pl

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

Foto za niezalezna.pl – wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.10.07

Avatar

Autor: Aleksander Ścios