Aleksander Ścios: SZPIEDZY TACY JAK MY…


Bez Dekretu

 

Kampania medialna towarzysząca tzw. aferze szpiegowskiej, to jedna z podstawowych przesłanek wskazujących na propagandowy wymiar „akcji kontrwywiadowczej”. Upatrywanie w tym wydarzeniu jakiejś zmiany jakościowej w pracy służb III RP, lub nadawanie mu rangi „walki z rosyjską agenturą”, byłoby poważnym nadużyciem.

W przypadku aresztowania dwóch osób współpracujących ze służbami Putina, nie może być również mowy o jakimkolwiek „sukcesie”. Pośpiech, z jakim kontrwywiad przeprowadził operację świadczy raczej o kompletnej amatorszczyźnie i pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z widowiskiem obliczonym na potrzeby sceny krajowej i zagranicznej.

Wybrano bowiem moment, w którym inscenizacja mająca potwierdzić skuteczność i profesjonalizm SKW, stała się wyjątkowo potrzebna.

Pod koniec września br. sejmowa komisja ds. służb specjalnych (przy głosach wstrzymujących posłów PiS) przegłosowała dezyderat w sprawie zwiększenia o 23 mln zł budżetu SKW w roku 2015. Przewodniczący komisji stwierdził wówczas, że propozycja większych pieniędzy dla kontrwywiadu wojskowego „ma związek z sytuacją na Wschodzie” i „z aktywnością różnych służb specjalnych na terenie Polski. (…) Musimy budować system zabezpieczenia w ten sposób, byśmy byli przekonani, że będzie zrobione wszystko, co możliwe. To wiąże się z pieniędzmi przede wszystkim na cele operacyjne„.

Nie można wykluczyć, że w tak pomyślnej perspektywie, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, mogła być szczególnie zainteresowana ogłoszeniem spektakularnego sukcesu. Tym bardziej potrzebnego, że mamy do czynienia z formacją, której szef, tuż po zamachu  smoleńskim podpisał tajną umowę o współpracy z rosyjską Federalną Służbą  Bezpieczeństwa. Umowę obowiązującą do dziś, o czym może świadczyć pozytywna opinia sejmowej speckomisji, wydana w maju br. Stwierdzono w niej, iż „zdaniem Komisji, na podstawie posiadanej przez nią wiedzy, współpraca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, na wzór współpracy krajów NATO ze służbami specjalnymi innych krajów, w tym Federacji Rosyjskiej, jest zgodna z polskim prawem i polską racją stanu”.

SKW-Sluzba-Kontrwywiadu-Wojskowego-logo_thumb.jpgZłapanie „rosyjskich szpiegów” byłoby zatem kombinacją wyjątkowo korzystną dla SKW. Wprawdzie nadal współpracuje ona z FSB, ale w chwili zagrożenia „naszych interesów” okazała się zdolna do działań „zgodnych z polską racją stanu”. Sukces odtrąbiony we wszystkich ośrodkach propagandy i nagłośniony przez polityków reżimu, stanowiłby dostateczny argument za zwiększeniem budżetu kontrwywiadu. Jestem przekonany, że już dziś szefostwo SKW może planować wykorzystanie tych dodatkowych milionów.

Warto przy tym zauważyć, że osłona propagandowa „afery szpiegowskiej” jest wyjątkowo szczelna i w żadnym ze środowisk tzw. fachowców od służb nie pojawiły się opinie podważające ów „niebywały sukces kontrwywiadowczy”. Tymczasem wytypowanie i aresztowanie dwóch (zapewne niewiele znaczących) osób, świadczy co najmniej o braku profesjonalizmu, a w najgorszym wypadku może być uznane za niezwykle groźny w skutkach bład.

O efektywności działań moglibyśmy mówić tylko wówczas, gdyby zlikwidowano całą grupę (siatkę) wywiadowczą, wraz z jej kierownictwem, lub wtedy, gdyby doszło do przewerbowania agentów pracujących na rzecz Rosji. Jeśli aresztowanie następuje już po dwóch miesiącach obserwacji i nie prowadzi do zatrzymania wszystkich osób współpracujących z rezydentami GRU, w żaden sposób nie może być nazwane sukcesem. Takie działanie powinno być ocenione raczej jako rażący błąd, skutkujący m.in. ostrzeżeniem agentury rosyjskiej i zmianą zasad pracy operacyjnej obcego wywiadu. Konsekwencją błędu może być zatem utrudnienie lub nawet zablokowanie działań kontrwywiadowczych w przyszłości.

Mówiąc wprost: po tak „udanej” akcji, rosyjscy szpiedzy mogą spokojnie prowadzić swoją działalność, zaś służby III RP spocząć na „zasłużonych laurach”. Bardzo trafnie ów „sukces kontrwywiadowczy” podsumował Antonii Macierewicz, mówiąc, iż „prawdziwym, większym zagrożeniem, są ci szpiedzy, którzy nie zostali złapani, a o których organy państwa dowiedziały się i to lekceważą”.

Jest wielce prawdopodobne, że „afera szpiegowska” ma jeszcze jedno dno, o którym nie wspomną reżimowi decydenci i ich media.

Zatrzymanie „rosyjskich szpiegów” poprzedziły bowiem wydarzenia związane z wrześniowym szczytem NATO oraz zapowiedzią kontraktów zbrojeniowych i sprzedażą Polsce amerykańskiego uzbrojenia.

Byłoby oczywiście nonsensem uważać, że obiecana nam „szpica NATO” jest czymś więcej niż symbolicznym gestem. Prawdziwe oblicze NATO ma dziś twarz lewaka Jensa Stoltenberga, którego kontakty z majorem KGB Borysem Kiriłłowem zaowocowały nadaniem norweskiemu politykowi kryptonimu „Stiekłow”. Organizacja militarna, która w obliczu agresji rosyjskiej powołuje na swojego szefa „przyjaciela KGB”, nie może być uznana za wiarygodną.

Nie sposób natomiast wykluczyć, że podczas szczytu NATO, na którym III RP występowała w tradycyjnej roli petenta, doszło do rozmów na temat zabezpieczenia kontrwywiadowczego wschodniej flanki. Dotychczasowa, prorosyjska polityka reżimu oraz nieudolność służb III RP, stawiają bowiem pod znakiem zapytania kwestię obecności wojsk sojuszniczych, a tym bardziej zaangażowania na naszym terytorium zaawansowanych technologii wojskowych.  Nie sądzę, by wyżsi dowódcy NATO nie wiedzieli o zachowaniach funkcjonariuszy służb w sprawie Smoleńska, lub nie byli w stanie ocenić zagrożeń związanych z obecnością rosyjskiej agentury i katastrofalnym stanem wojskowego kontrwywiadu.

Jeśli nawet sugestia „oczyszczenia” sił zbrojnych III RP z osób współpracujących z Rosją, nie wyszła z kręgu natowskich generałów, z całą pewnością politycy reżimu mogli ją usłyszeć od Amerykanów.

Od wielu miesięcy, w ramach tzw. modernizacji sił zbrojnych, prowadzone są rozmowy na temat wielomiliardowych kontraktów zbrojeniowych. Głównym partnerem w tych przedsięwzięciach, byłaby administracja amerykańska i firmy ze Stanów Zjednoczonych. Również w sprawie tarczy przeciwlotniczej (programu wartego ponad 16 mld zł) – MON wskazuje firmy pochodzące z USA. Jeden z największych kontraktów dotyczy zaś zakupu pocisków manewrujących dalekiego zasięgu.

M.in. o tych sprawach, podsekretarz stanu Robert Kupiecki rozmawiał podczas wizyty w USA, w sierpniu br. z amerykańskim wiceministrem obrony Derekiem Cholletem. Z kolei we wrześniu br. minister Tomasz Siemoniak spotkał się z sekretarzem sił lądowych USA Johnem McHugh’em. Z komunikatu wynikało, że rozmowa dotyczyła „zaangażowania Stanów Zjednoczonych w podnoszenie poziomu  bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO  poprzez lokowanie stałych rotacji komponentów armii amerykańskiej w Polsce.”

Dwa tygodnie przed ogłoszeniem tzw. afery szpiegowskiej, Departament Stanu USA zatwierdził sprzedaż Polsce 40 pocisków manewrujących dalekiego zasięgu powietrze-ziemia typu JASSM. Zezwolono także na sprzedaż oprogramowania do samolotów F-16, oprzyrządowania, części zamiennych, pakietu szkoleń i wsparcia logistycznego. Wartość zamówienia ma wynieść 500 mln USD.

To nie byle jaki kontrakt i niepospolita transakcja. Pociski JASSM są uważane za broń strategiczną, a ich eksport wymaga zgody rządu i Kongresu. Decyzję Kongresu poprzedziło też wydanie specjalnego certyfikatu przez amerykańską Agencję ds. Współpracy Obronnej (DSCA). Po tych rozstrzygnięciach, nowoczesne pociski dalekiego zasięgu mogą trafić do polskiej armii już za kilkanaście miesięcy.

Nie można wykluczyć, że podczas rozmów z amerykańskimi partnerami, padły sugestie dotyczące zabezpieczenia kontrwywiadowczego transakcji zbrojeniowych. Zapewne Amerykanie chcieliby mieć pewność, że sprzedawane dla armii III RP technologie nie trafią w niepowołane ręce. Niewykluczone również, że obserwując rekonstrukcję układu WSI i powrót ludzi związanych z tymi służbami, przypomnieli sobie nie tylko o moskiewskich szkoleniach szefów WSI, ale o innych dokonaniach owych „wybitnych fachowców”.

Jak choćby z roku 2004, gdy żołnierze WSI „wyprzedzając terrorystów” kupili w Iraku 17 rakiet wypełnionych rzekomo gazami bojowymi. Kiedy szefostwo służb i politycy SLD odtrąbili już „ogromny sukces wywiadu wojskowego”, Amerykanie ustalili, że rakiety były puste lub nie zawierały niebezpiecznych ładunków. Rok wcześniej, profesjonaliści z WSI błędnie odczytali oznaczenia na odnalezionych w Iraku rakietach „Roland2” i na podstawie liczby 2003 przypisali ich produkcję Francuzom. Gdy rozpętała się dyplomatyczna burza, okazało się, że rakiety wyprodukowano w 1984 roku, zaś liczba 2003 oznaczała… rok przeglądu technicznego w instytucie w Mosulu.

Służby amerykańskie mogły więc z dużym niepokojem odnotować informację, podaną przed dwoma laty przez sekretarza stanu w MON Czesława Mroczka, z której wynikało, że w okresie od października 2006 r. do 31 grudnia 2011 r. na stanowiska służbowe w jednostkach organizacyjnych MON wyznaczono 195 byłych żołnierzy WSI, spośród których 141 nadal pełni służbę. W tym samym czasie do Służby Wywiadu Wojskowego skierowano 264, a do Służby Kontrwywiadu Wojskowego – 461 byłych żołnierzy WSI. Łącznie na stanowiska służbowe wyznaczono lub skierowano w celu wyznaczenia 920 byłych żołnierzy WSI.

W tej sytuacji, kontrwywiad III RP potrzebowałby jakiegoś efektownego sukcesu, którego wydźwięk nie tylko utwierdziłby Amerykanów w profesjonalizmie polskich służb, ale dał dowód prowadzenia walki z rosyjską agenturą ulokowaną w siłach zbrojnych.

Jeśli służby wojskowe, wzorem rządzącego reżimu, postawiły w tej kwestii „na pijar”, nie sądzę, by udało się przekonać amerykańskich kontrahentów. Fachowa analiza działań SKW w ramach „afery szpiegowskiej” ujawni zapewne błędy lub zaniechania wojskowego kontrwywiadu, a „wielki sukces” może okazać się niewystarczający dla zabezpieczenia kolejnych kontraktów zbrojeniowych.

O wiele lepiej perspektywy takiego sukcesu kształtują się na scenie krajowej, gdzie wsparcie ośrodków propagandy i  tradycyjny rezonans „naszych” mediów, pozwalają wykreować dowolne mity i wyobrażenia.

Aleksander Ścios 
bezdekretu.blogspot.com   

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/10/za-wszystkich-ktorzy-nie-daja-sie.html , 23październik 2014

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

Foto: Pocisk manewrujący AGM-158 JASSM (Wikimedia Commons / US Air Force) – wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.10.25

Avatar

Autor: Aleksander Ścios