Izabela Brodacka Falzmann: Miasto jest ich


Izabela Brodacka Falzmann Fot. naszeblogi.pl
Izabela Brodacka Falzmann
Fot. naszeblogi.pl

Trafiła do mnie miła pani dokarmiająca kotki na podwórzu, prosząc o podpisanie poparcia dla jej znajomych startujących w wyborach samorządowych. Podpisałam. Dopiero potem dotarło do mnie, że podpisałam poparcie dla listy „Miasto jest nasze”. Jest to organizacja , która przejęła fińskie domki na Jazdowie w Warszawie po wyrzuceniu z nich lokatorów na bruk i założyła tam kibuc. Jednym z organizatorów kibucu jest Jan Śpiewak. Pisałam niedawno o wszechstronnie zasłużonej rodzinie Śpiewaków w felietonie pod tytułem „Jak zającowi dzwonek”. Nie będę się więc powtarzać. Kiedy zgłosiłam się do sąsiadki z pretensjami zaczęła mi tłumaczyć, że najpierw ci młodzi, ideowi ludzie dzielnie bronili lokatorów Jazdowa przed wyrzuceniem na bruk, a dopiero potem, gdy i tak nie udało się ich obronić, zajęli ich miejsce.

Komitet „Miasto jest nasze” ma dla każdego coś miłego. Miłośnikom kotków obiecuje ich dokarmianie , lokatorom – tani wykup mieszkań, właścicielom kamienic – szybką reprywatyzację. To wszystko kanałami nieformalnymi. Przeczytałam natomiast ich oficjalny program wyborczy. Pierwszy punkt brzmi: „Będziemy lojalni wobec mieszkańców”. Następne: „Sprawimy, by rodziny nie musiały się martwić o swoje mieszkania” oraz: „Pozostaniemy w kontakcie z mieszkańcami”. Wszystko na tym poziomie ogólności. Każdy się może przekonać wpisując w wyszukiwarkę nazwę komitetu.

Jak się mają ich deklaracje do intencji? Dlaczego HGW pokornie oddała im w pacht Jazdów i to bez czynszu jeżeli podobno występowali przeciwko niej w referendum? Co myślą Warszawiacy o wyrzucaniu mieszkańców Jazdowa?

Pewien prominentny pracownik KIG ( Krajowa Izba Gospodarcza) powiedział wprost: „na bruk, pod most, mieszkali 50 lat i wystarczy”. KIG wsławił się ostatnio propagowaniem logo Polski zaprojektowanego przez niejakiego Wally Olins’a za milion złotych, które przedstawia zepsutą sprężynkę. Czteroletnia córka mojej dozorczyni zrobiłaby to lepiej i na pewno w charakterze zapłaty wystarczyłby jej lizak. Pracownicy KIG dobrze wiedzą na której półce stoją konfitury.

Wracając do młodych ludzi z kibucu Warszawa. Zastanawiałam się czy ich nie krzywdzę podejrzliwością. Może mają dobre intencje.

Jak w déjà vu wróciły wspomnienia.

Jest rok 1964. Kuroń i Modzelewski ogłaszają „List otwarty do partii”. Jego tezy wydają mi się banalne, a przesłanie wątpliwe. Krytykują władze z pozycji lewicowych, rewizjonistycznych. Dla mnie są to popłuczyny po Milovanie Dilasie. W tak zwanym „ środowisku” list wywołuje jednak wielkie poruszenie. Opublikowanie go wymagało oczywiście odwagi i autorzy ponieśli oczekiwane konsekwencje.

Pamiętam równie dobrze nastoje kilku następnych lat. Złośliwi mawiali: „ to zepsuł – ten naprawia”. A poważnie? Dominowało przeświadczenie, że lewicowi rewizjoniści są jedyną siłą sprawczą przemian, jedyną elitą intelektualną i moralną. Dobrze pamiętam dezorientację i „dyzgust” tego środowiska po wydarzeniach na wybrzeżu w 1970 roku. Nikt tego nie powiedział expressis verbis ale w podtekstach można było odczytać: „ jak ci głupi robole śmieli coś zrobić bez naszego światłego przewodnictwa?”.

Potem powstał KOR. Korowcy jeździli do Radomia na procesy „wichrzycieli”. Zbierali i rozdawali jakieś pieniądze. Organizowali pomoc prawną. Pomyślałam w duchu ,że (jak napisał Andrzej Mencwel) – podwójnie wyalienowani, chcą się za wszelką cenę wkupić, że chcą być au courant wszystkiego co się dzieje w kraju, że boją się marginalizacji, że chcą walczyć o to ,żeby zawsze być na czele. Potem się tego trochę wstydziłam. W tych czasach panowało przeświadczenie, że nie wolno wypominać nikomu zbrodni popełnionych przez jego rodziców. Nie zastanawiano się ,że sytuacja jest co najmniej dwuznaczna jeżeli dana osoba nie zamierza rezygnować z przywilejów uzyskanych za te rodzicielskie zbrodnie. Wychowani na przypowieści o synu marnotrawnym bardziej cieszyliśmy się z jednego nawróconego na antykomunizm niż z tysięcy prawdziwych jego przeciwników.

Potem była Magdalenka , Okrągły Stół i częściowo wolne wybory. Nie brałam w nich udziału. Szczegóły „ustawki” znałam rok przed wyborami. Uświadomił mi je mój kolega z czasów szkolnych Marcin Król spotkany przypadkiem w pociągu do Krakowa.

Większość ze znających szczegóły kontraktu z Magdalenki nie wierzyła jednak , że prezydentem ma zostać generał Jaruzelski. „ Nigdy do tego nie dopuścimy” – odgrażali się buńczucznie zaprzyjaźnieni solidarnościowcy.

Naczelny „opozycjonista” zdemaskował się sam przyjaźnią z Urbanem oraz obroną Jaruzelskiego. Następni kolejno odsłaniali przyłbicę. Na urodzinach pewnego profesora ASP usłyszałam na własne uszy jak mocno znieczulony guru kawiorowej opozycji, indagowany o jakieś demokratyczne procedury mówi: „ demokracja, demokracja – chamów trzeba za mordę trzymać i do roboty gonić, ot i wszystko”. Myślał biedaczek, że na przyjęciu są sami swoi, podobnie jak on znieczuleni. Nie doliczył się jednej trzeźwej i nieswojej osoby.

Ze wstydem przyznam, że się uspokoiłam. To wydarzenie zlikwidowało mój tak zwany „dysonans poznawczy”. Prawdziwą przykrość zrobił mi natomiast zachwycony rechot obecnych na przyjęciu młodych akolitów podstarzałego dobroczyńcy ludu. „Nigdy się z tego klinczu nie wyzwolimy” -pomyślałam sobie.

Komitet „ Miasto jest nasze „ w swoim programie obiecuje: „Sprawimy, by rodziny nie musiały się martwić o swoje mieszkania”. Jak rozumieć takie obietnice? Jak im zaufać? Co znaczy „nasze”? Kto jest MY, a kto ONI ?

Zamiast dywagacji odwołam się znowu do wspomnień.

Kiedyś mimo woli podsłuchałam rozmowę syna z kolegą na podwórku. Mieli wtedy po 14 lat.

Syn powiedział: „jeszcze raz się tu pokażesz, a obiecuję, że już nigdy nie będziesz musiał martwić się o zęby”.

„ Jak możesz mu obiecywać coś, czego nie jesteś w stanie spełnić?” – zapytałam zdumiona.

„ Nic się nie bój, on dobrze zrozumiał, że wybiję mu je wszystkie, co do jednego” – odparł syn.

„Sapienti sat” – mówi znana maksyma.

Tekst drukowany w numerze 44 (385) Gazety Warszawskiej

 

Izabela Brodacka Falzmann
Blog autorski

Źródło: http://naszeblogi.pl/50414-miasto-jest-ich , 2014-11.02

Zdjęcie  za FB. Wybór zdjęcia wg/PCO

Pozostałe artykuły Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.07

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann