Stanisław Michalkiewicz: Kontrasty nad rozbitym korytem


Wirtualna Polonia

stanislaw-michalkiewicz-d
Stanisław Michalkiewicz. Fot. NaszaPolska.pl

Minęło Święto Niepodległości, w ramach którego ulicami wielu miast, a szczególnie ulicami Warszawy przeciągnęły marsze. W jednym marszu w Warszawie maszerowali dygnitarze, urzędnicy, czyli zadowoleni z siebie konsumenci podatkowych pieniędzy, a w drugim – obywatele płacący podatki. Nie ma chyba potrzeby dodawać, że o ile pierwszy marsz, w którym uczestniczył pan prezydent Bronisław Komorowski z małżonką, pani premierzyca Ewa Kopacz i dygnitarze drobniejszego płazu, np. pan marszałek Radosław Sikorski, który formalnie jest drugą osoba w państwie, ale w rzeczywistej hierarchii znalazł się chyba za marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem, znajdującym się na pozycji baaardzo dalekiej – więc ze o ile ten pierwszy marsz przebiegał spokojnie i – jak to się mówi – „godnie”, o tyle temu drugiemu towarzyszyły zwyczajowe prowokacje i awantury. Ich celem było nie tylko pokazanie kontrastu – co zresztą posłusznie uczyniły niezależne media głównego nurtu – ale przede wszystkim dostarczenie uczestnikom marszu dygnitarskiego pretekstu do zakazania wszelkich marszów podatników. Wystarczającym dowodem patriotyzmu podatników jest bowiem zapłacenie co do grosza wyznaczonego przez Umiłowanych Przywódców haraczu, którym po bratersku dygnitarze podzielą się z policjantami, a skoro tak, to po co tu jeszcze jakieś marsze?

Niby ich trasy są wyznaczone, ale wiadomo, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi, więc na ogół pewne jest tylko jedno: skąd marszowa kolumna wyrusza, bo dokąd dojdzie – to już zależy od policji. Tak też było i tym razem; policjanci tu i ówdzie drobiazgowo kontrolowali autobusy podejrzane o przewożenie uczestników, niektórych powygarniali z pociągów od razu na dworcu, no a tych, którzy mimo wszystko do Marszu Niepodległości się włączyli, zatrzymali na Moście Poniatowskiego, skąd nie było już żadnej szybkiej ścieżki ewakuacji – chyba, że w nurty Wisły. Pewnie dlatego wzięta do rządu pani premierzycy Ewy Kopacz na ministra spraw wewnętrznych pani Teresa Piotrowska, co to od razu zrzekła się kontroli nad tajnymi służbami, oświadczyła, że policja zachowała się „prawidłowo”. No naturalnie, jakże by inaczej!

Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej, więc w okolicach Ronda Waszyngtona, już po praskiej stronie, pojawiły się zorganizowane grupy „zadymiarzy”, którzy zaatakowali policjantów kostka brukową, na co ci odpowiedzieli strzałami z broni gładkolufowej i potężnym gazowaniem. Postrzelony został podobno nawet sam Artur Zawisza, a ponad 200 osób zostało zatrzymanych. Ciekawe, czy w tej liczbie są również osoby wygarnięte z pociągów – bo jeśli tak, to podejrzenie, iż „zadymiarzami” byli policyjni i bezpieczniaccy konfidenci, wykonujący zadanie zlecone, byłoby jeszcze bardziej prawdopodobne. Skoro mamy w naszym nieszczęśliwym kraju siedem tajnych służb prowadzących działalność „operacyjną”, to znaczy – korzystających z agentury, to zmobilizowanie w Warszawie kilkuset konfidentów nie stanowi przecież dla pierwszorzędnych fachowców żadnego problemu.

Podobnie było w 2010 roku, kiedy to z inicjatywy niejakiego Dominika Tarasa, na Krakowskie Przedmieście „skrzyknęło się” kilkuset osobników ze złotymi łańcuchami z tombaku na byczych karczychach, którzy starszym paniom proponowali, by pokazały im „cycki”, obszczywali wszystko dookoła – nie zwracając w ogóle uwagi na licznie obecnych policjantów, którzy ze swej strony też taktownie udawali, że ich nie widzą. Skoro raz się udało, to dlaczegóż by nie powtórzyć tego drugi raz, zwłaszcza gdy konfidenci poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu też zostali zadaniowani, by ćwierkać z nakazanego klucza? Jak wiadomo z „Reduty Ordona” „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia” – więc upodabniająca się w szybkim tempie do organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym III Rzeczpospolita musi niszczyć wszelkie inicjatywy wypływające ze strony podatników, bo mogłoby to zagrozić nie tylko dobremu samopoczuciu konsumujących podatki dygnitarzy, ale przede wszystkim – ich alimentom, do których zarówno oni, jak i ich żony, zdążyły się przecież przyzwyczaić.

A właśnie za sprawą poselskich żon wybuchła afera samolotowa, która za sprawą marszałka Sikorskiego i politycznego zapotrzebowania ze wszystkich stron nabiera charakteru rozwojowego. Zaczęło się od tego, że podróżujący tanimi liniami lotniczymi do Madrytu trzej posłowie PiS z żonami popijali sobie na pokładzie, korzystając również z własnych trunków – co jak wiadomo, nie jest przez linie lotnicze dobrze widziane. Toteż stewardessa zwróciła im uwagę, na co jedna z żon zareagowała wyzywająco. W rezultacie kapitan przestrzegł Umiłowanych Przywódców, że w tej sytuacji może dojść do międzylądowania, którego kosztami linia lotnicza ich obciąży. To trochę posłów zreflektowało, ale awantury niestety nie dało się ukryć. W rezultacie posłowie Adam Hofman, Mariusz Kamiński i Adam Rogacki zostali wyrzuceni z PiS, zaś marszałek Sikorski nakazał posprawdzać wszystkie poselskie delegacje, nie wykluczając donosu do niezależnej prokuratury. Podobno wykryte zostały co najmniej dwa przypadki bilokacji, to znaczy – jednoczesnej obecności tego samego Umiłowanego Przywódcy w Londynie i Warszawie, więc jeśli rzecz się potwierdzi, to nie tylko przodująca nauka będzie miała z tego pożytek, ale również niezawisłe sądy, w których posypią się piękne wyroki.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się niczym w bajce o rybaku i złotej rybce, gdzie – jak wiadomo – wszystko było ładnie-pięknie, dopóki na skutek zachłanności żony, której zwyczajnie przewróciło się w głowie, czar prysnął i wszystko wróciło do stanu poprzedniego – czyli rozbitego koryta. I w tym przypadku koryto na razie wygląda na rozbite, chyba, żeby Platforma Obywatelska przygarnęła do swego łona również i te ofiary pryncypialności – jak w swoim czasie przygarnęła inne, w osobach „spin doktora” Michała Kamińskiego, czy pobożnego senatora Jana Filipa Libickiego. Wtedy oczywiście koryto zostałoby sklejone, ale za cenę odpowiedniego ćwierkania, któremu zarówno pan Kamiński, jak i pobożny senator oddają się ze skwapliwym zapałem. Kto wie, czy dzięki temu nie zostaną odsłonięte jakieś wstydliwe zakątki PiS, bo poseł Hofman, to i owo musiał przecież wiedzieć.

Na razie jednak prezes Kaczyński zaskoczył wszystkich nominacją posła do Parlamentu Europejskiego Andrzeja Dudę z Krakowa na kandydata PiS na prezydenta. Okazało się, że poseł Duda ma „odwagę i determinację Józefa Piłsudskiego” – taka samą, jak miał nieżyjący prezydent Lech Kaczyński. Tak w każdym razie uważa prezes Jarosław Kaczyński, co pokazuje, jak niewiele dotychczas wiedzieliśmy o zmarłym prezydencie Kaczyńskim – na przykład, że miał „odwagę i determinację Józefa Piłsudskiego”. A przecież kampania prezydencka dopiero się rozpoczyna, więc nikt nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! Nominacja posła Dudy musiała głęboko rozczarować te kręgi sympatyków PiS, które lansowały kandydaturę prof. Andrzeja Nowaka na prezydenta Polski. Od samego początku wydawało mi się, że to lansowanie jest zawieszone w próżni w sytuacji, gdy prezes Kaczyński jeszcze nie objawił swoich preferencji. Wprawdzie nominację tę musi jeszcze zatwierdzić Rada Polityczna PiS, ale w sytuacji, gdy trzech ważnych posłów w jednej chwili z PiS wyleciało, nie ma najmniejszej obawy, by Rada odważyła się sprzeciwić prezesowi Kaczyńskiemu.

Wszystko to jednak pozostaje w cieniu niedzielnych wyborów do samorządów terytorialnych, które nie tylko przesądzą o rozdawnictwie posad nie tylko w administracji centralnej, ale na terenie całego nieszczęśliwego kraju, ale również – o pozycjach startowych poszczególnych komitetów wyborczych w przeddzień przypadających w przyszłym roku wyborów parlamentarnych i prezydenckich, w których samorządowcy będą stanowili trzon aparatów wyborczych.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Za: http://wirtualnapolonia.com/2014/11/16/kontrasty-nad-rozbitym-korytem/ , 16 listopada 2014

Fot. za www.trwanie.com / wbór wg.pco

Przeczytaj więcej tekstów Stanisława Michalkiewicza    >     >     >     TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.16

Stanisław Michalkiewicz

Autor: Stanisław Michalkiewicz