Aleksander Ścios: W PERSPEKTYWIE MECHANIZMÓW OSZUSTWA


Bez Dekretu

 

Wegetując w realiach III RP nie chcemy dostrzec, że draństwa związane z farsą wyborczą przesuwają granicę reakcji społecznych poza krawędź zniewolenia. Nie jest rzeczą naturalną, jeśli po otrzymaniu tak dotkliwego policzka, Polacy nie próbują odeprzeć agresji napastnika i tłumaczą sobie, iż jest ona wyrazem słabości i nieudolności reżimu. Nie jest rzeczą naturalną, jeśli zwolennicy partii opozycyjnej przełykają ten upokarzający akt pogardy i nie próbują zmusić swoich reprezentantów do godnego zachowania.

Płynące z „wolnych” mediów nawoływania do nieulegania prowokacji oraz reakcje ograniczone dokonstruktywnych postulatów i żądań w ramach demokracji parlamentarnej, zbyt mocno przypominają taktykę koncesjonowanej opozycji z lat 80., by warto było poświęcać im uwagę. Pora zrozumieć, że to środowisko nie zerwie z mitologią III RP i nie odważy na myślenie w kategoriach antysystemowych. Ludziom, których zadowala logika: popełniono fałszerstwo wyborcze, zatem wzywamy do uczestnictwa w II turze wyborów i kierujemy postulaty do oszustów – nie mam nic do powiedzenia.

Nie można bowiem akceptować postawy, w której regularnie podważana jest legalność wyborów przeprowadzanych pod auspicjami obecnej koalicji (zarzuty opozycji z lat 2010, 2011 i 2014), regularnie doświadczamy bezkarności władzy i lekceważenia prawa przez najwyższe sądy, a jednocześnie podtrzymujemy fikcję demokracji wyborczej i odrzucamy tezę o totalitarnym obliczu III RP.

Nie odczuwam też najmniejszej satysfakcji, że na oczach zdumionych wyborców rozgrywa się scenariusz nakreślony w poprzednim tekście. Przyznaję, że perfidia tego planu przerosła moje rachuby, a w kontekście braku reakcji opozycji, narzuca refleksje dalekie od optymizmu.

Po tym, co zobaczyliśmy w wykonaniu PKW, po wystąpieniach reprezentantów reżimu i arogancji lokatora Belwederu – byłoby szaleństwem kreślić prognozy zwycięstwa. Kto próbuje wmówić Polakom, że ten ponury spektakl wytycza drogę do wygranej w wyborach 2015 roku, zasługuje po stokroć na pogardę. Są reguły dowodzenia i analizy politycznej, których nie wolno łamać – nawet w obronie partyjnych interesów lub w trosce o dochody „niezależnych” mediów.

Jednolita i w pełni skoordynowana reakcja reżimu na skandaliczny przebieg tzw. wyborów samorządowych, potwierdza tezę, że mamy do czynienia z zamierzoną kombinacją i spektaklem wyreżyserowanym przez ośrodek władzy. Decyzji związanych z przygotowaniem wyborów – począwszy od regulacji prawnych i rozstrzygnięć poszczególnych przetargów, poprzez nieudane próby systemu informatycznego, po procedurę liczenia głosów i elektronicznego przekazywania danych – nie można uznać za przypadkowe lub powstałe na skutek nieudolności i błędu.

Tylko ci, którzy posiadają realną władzę i z rozmysłem kształtują procesy polityczne, mogą dokonywać owocnych połowów w „mętnej wodzie” polskiego akwarium. Prawdziwi decydenci odbierając ludziom prawo do decydowania o wolnym wyborze, czynią to w tak wyrafinowany sposób, by podawany Polakom erzac wydawał się samą prawdą.

Jeśli od wielu lat, organ odpowiedzialny za przeprowadzenie wyborów selekcjonuje firmy powiązane z Rosją  lub wybiera podmioty niedoświadczone i niezdolne do sprostania obowiązkom – należy to uznać za postępowanie w pełni celowe i zmierzające do wywołania określonego efektu. Jeśli od wielu lat, organ odpowiedzialny za rozpoznawanie protestów wyborczych i stwierdzanie ważności wyborów, sankcjonuje ewidentne przestępstwa i z mocy prawa aprobuje bezsporne oszustwa – trzeba w tym widzieć celową praktykę i patologiczną normę.

Cechą wyróżniającą rozstrzygnięcia tych organów jest okoliczność, iż służą one interesom reżimu i sprawiają, że rządząca III RP grupa zachowuje „demokratyczny mandat” na kolejne kadencje. Nie może się zdarzyć, by powyborczy zamęt, wywołany przez instytucje odpowiedzialne za przebieg wyborów, doprowadził do utraty władzy przez ludzi reżimu lub skutkował konsekwencjami dla przedstawicieli tych instytucji.

Mechanizm oszustwa wyborczego jest od kilku lat perfekcyjny, a zarazem  prosty i opiera się na wytworzeniu chaosu oraz wywołaniu przeświadczenia, iż jest on zaledwie efektem pomyłek i systemowej nieudolności. Przedstawiciele reżimu odrzucą więc jakiekolwiek podejrzenia o fałszowanie wyborów, choć w pewnych okolicznościach potwierdzą (co może mieć miejsce obecnie), iż popełniono błędy lub nie dopilnowano obowiązków. Konstrukcja takiego mechanizmu może wymagać wskazywania „kozłów ofiarnych” oraz fingowania procesów „naprawy” i „modernizacji” systemu wyborczego.  Działania te  będą obliczone na wywołanie efektu propagandowego i m.in. posłużą wytrąceniu argumentów opozycji.

Ponieważ ta ostatnia uporczywie wspiera mitologię demokracji III RP i jest niezdolna do działań wykraczających poza normę konstruktywnego parlamentaryzmu, mechanizm oszustwa wyborczego staje się fundamentem komunistycznej hybrydy i skutecznie chroni interesy reżimu.

Od ponad tygodnia jesteśmy świadkami testowania odporności Polaków oraz tworzenia podwalin pod kolejne wybory 2015 roku. Reżim już wie, że naszych rodaków nie stać na reakcje Rosjan czy Ukraińców, zaś partia opozycyjna i „wolne” media uważnie pilnują, by nikt nie ważył się poddawać nastrojom prowokacji. Irracjonalne i z góry skazane na porażkę postulaty opozycji dopełniają obrazu klęski i potwierdzają jej niezdolność do sprzeciwu. To ważne doświadczenie zostanie z całą pewnością spożytkowane w przyszłości i prócz poczucia bezkarności, utwierdzi wiarę reżimowych macherów w  skuteczność  mechanizmów oszustwa.

Ogromną rolę w tym procederze będzie miała aktywność lokatora Belwederu, który nie tylko odgrywa życiową rolę opatrznościowego męża stanu, ale rozpoczął właśnie zwycięski pochód po drugą kadencję. Jest wielce prawdopodobne, że środowisko Belwederu (jak uczyniono to w wielu innych obszarach) zainicjuje szereg pozorowanych procesów naprawczych, a jednocześnie wykorzysta zaistniałą sytuację do przeprowadzenia zmian legislacyjnych, korzystnych dla reżimu prezydenckiego. Gotowe projekty tzw. „Doktryny Cyberbezpieczeństwa RP” mają wielką szansę na przeforsowanie, szczególnie w atmosferze powstałej po chaosie wyborczym. Działania podjęte przez Komorowskiego, na  siedem miesięcy przed wyborami prezydenckimi, mogą też wpływać na kształt prawa wyborczego i ugruntować uprawnienia prezydenckie w zakresie powoływania członków organów wyborczych. Ponieważ skandaliczne wypowiedzi polityka PO nie wywołują żadnej reakcji (nawet ze strony zatroskanych obrońców demokracji), a „nasze” środowiska godzą się z przewodnią rolą przyszłorocznego kandydata, nie dostrzegam dziś najmniejszych przeszkód na drodze ku drugiej kadencji.

W kontekście sytuacji wywołanej mechanizmem oszustwa wyborczego, nie sposób pominąć reakcji dwóch naszych zewnętrznych wrogów. Wczorajsze, (pozornie zaskakujące) stwierdzenie Putina, iż „Polska i Rosja powinny przenieść relacje na nowy poziom i rozwiązać problemy działając na podstawie wzajemnego szacunku i pragmatyzmu”, całkowicie odpowiada planowanej linii zbliżenia z Rosją i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przywódców Zachodu. Zaledwie przebrzmiały słowa kremlowskiego watażki, gdy identyczny głos usłyszeliśmy ze strony Angeli Merkel, która  w 25. rocznicę tzw. pojednania polsko-niemieckiego powróciła do projekt uczynienia z III RP „pomostu” między Rosją i Unią Europejską i wyznała: „Tylko wspólnie z Rosją możemy na dłuższą metę zabezpieczyć bezpieczeństwo Europy; dlatego musimy prowadzić dialog z Moskwą”.

To „historyczne” zadanie faktycznej likwidacji polskiej państwowości i uczynienia z nas pokracznego kondominium, przywódcy Europy i ich bracia na Kremlu, mogą powierzyć tylko obecnemu reżimowi.  Casus Ukrainy oznacza przyzwolenie na rozszerzenie wpływów Rosji – a zatem, sięgnięcie po Polskę. Jeśli nawet nie grozi nam otwarta konfrontacja militarna (tej Rosja boi się najbardziej i nie jest jej ona do niczego potrzebna) lecz gra obliczona na prowokacje, rozbrojenie Polski i eliminację ostatnich środowisk opozycyjnych, finał jest łatwy do przewidzenia. W tym dziele Putin może liczyć na bliską współpracę Niemiec i współudział „polskich przyjaciół”, dlatego otwarta granica z obwodem kaliningradzkim jest dziś warunkiem powodzenia projektu Prusy Wschodnie i zostanie wykorzystana  jako symbol odbudowy relacji rosyjsko-niemieckich.

Głosy Putina i Merkel oznaczają wsparcie dla obecnych działań reżimu i są formą zachęty dla kontynuowania mechanizmów oszustwa wyborczego. Przed kilkoma miesiącami pisałem, iż cała machina światowej dyplomacji jest nastawiona na „szukanie porozumienia” z Putinem, co w konsekwencji musi doprowadzić do poddania Ukrainy i zgody na dalszą ekspansję. To oznacza, że ta sama machina już dziś pracuje na kolejne zwycięstwo wyborcze reżimu Komorowskiego. Pracuje zaś, bo obecny układ nigdy nie sprzeciwi się antypolskiemu paktowi Moskwy i Berlina, zadba o „spokój nad Wisłą” i zagwarantuje zatroskanym przywódcom Zachodu, że Polsce nie zagrozi „epidemia rusofobii”.

Realizowany dziś scenariusz przynosi zapowiedź działań planowanych w przyszłym roku. Nie tylko w obszarze polityki krajowej, całkowicie zdominowanej przez Belweder, ale na gruncie znacznie szerszym  Najważniejsze będą zatem wybory prezydenckie. Poprzedzając tzw. wybory parlamentarne i decydując o „zabezpieczeniu” interesów reżimu (rola prezydenta w powołaniu nowego rządu), rozstrzygną również o powodzeniu misji „pojednania” Europy z Putinem.

Zakreślona tu perspektywa, nie może napawać optymizmem. Nie jest też obliczona na partyjny oportunizm i koniunkturę linii redakcyjnych. Oznacza, że obalenie układu rządzącego nie jest żadnym wyzwaniem demokracji ani wyborczym pojedynkiem, lecz powinnością, od której zależy los Polski i Polaków.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com      
Zródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/11/w-perspektywie-mechanizmow-oszustwa.html , 20 listopada 2014

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

fot. 123rf.com zwierciadło.pl – wybór wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.21

Avatar

Autor: Aleksander Ścios