Stanisław Tymiński: Niepokoi mnie przepaść pokoleniowa…


WIRTUALNA POLONIA

 

Ze Stanisławem Tymińskim rozmawia Andrzej Kumor

– Panie Stanisławie, wrócił Pan z Polski, był Pan tam pierwszy raz po dziewięciu latach, i zawsze jesteśmy zainteresowani Pana opisem sytuacji, człowieka, który Polskę zna jak gdyby od wewnątrz, bo działał Pan tam politycznie, więc zna Pan i ludzi, i polityków. Jaka jest Pana ocena polskiej sytuacji dzisiaj? Czy to jest tak, jak mówi rząd, że wszystko jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej – bo w Warszawie słyszymy propagandę sukcesu niemal jak za Gierka?

– W czasie mojej krótkiej wizyty w Polsce – co było dla mnie po dziewięciu latach przeżyciem bardzo emocjonalnym – spotkałem się z dużą liczbą ludzi z różnych warstw społecznych. I z tymi bardzo biednymi, i z tymi bardzo bogatymi, którzy skorzystali z przemian ustrojowych.
Wszyscy są zaniepokojeni swoim losem, ale zniszczenie ludzi, szczególnie tych, którzy pracują lub są na emeryturach, jest potworne. Jestem tym porażony, że w tak krótkim czasie ci ludzie są po prostu rozwaleni. Jest to dla mnie bardzo przykre.

 

– Rozwaleni w jakim sensie?
– Fizycznie, widzę fizyczne objawy wielu chorób, widzę fizyczne objawy zniszczenia. To jest spowodowane chęcią utrzymania się przy życiu przy bardzo mizernych dochodach.
Po prostu to, co ludzie zarabiają w Polsce, nie pokrywa ubytku sił fizycznych. Nie starcza ludziom na zdrową żywność, nie starcza ludziom na opiekę nad samym sobą.
To jest nowoczesne niewolnictwo, które wykorzystuje ludzi poniżej ich możliwości utrzymania.

 

– Ale spotykał się Pan również z bogatymi ludźmi…
– Bogaci ludzie też są zaniepokojeni. Ogólne przeczucie jest takie, że Polskę czeka zawierucha i będzie taki moment w historii, gdzie wszystko się może zmienić. Oni są zaniepokojeni, ponieważ mogą utracić swoje bogactwa, czy też stracić możliwość stałego zarabiania pieniędzy.

 

– Pojechał Pan również, by wręczyć Order Patriota. Jaki jest sens stworzenia społecznego odznaczenia w dzisiejszych czasach? W końcu w Polsce też jest mnóstwo różnych odznaczeń.
– Od wielu lat słyszę, że my, Polacy, nie mamy własnej elity, bo nasza elita została zamordowana w Katyniu czy zniszczona w taki czy inny sposób.
Według mnie, to nie jest prawdą. Według opinii mojego znajomego Romana Kafla z Teksasu, który jest wielkim patriotą, elita, ta patriotyczna, altruistyczna elita w każdym kraju rodzi się każdego dnia. Jest to co najmniej trzy do pięciu procent ludzi.
W niektórych krajach rozpoznają tę elitę, opiekują się nią i wychowują na przyszłość, czego my w Polsce nie robimy. My nie wychowujemy i nie pielęgnujemy naszych patriotów, tych ludzi, którzy są zdolni do przywództwa, mają charyzmę, mają zdolności i mogą los Polski zmienić w przyszłości na lepsze.
Więc postanowiłem, żeby powstał taki mechanizm uhonorowania i promocji naszej obecnej elity. Zebrała się wokół tego grupa ludzi, która pomogła stworzyć Order Patriota, czyli nasza kapituła, i miałem wielki zaszczyt, na uroczystym bankiecie, wieczorem w Dniu Niepodległości odznaczyć 23 zacnych patriotów. Ich lista jest na stronie internetowej orderpatriota.com.

 

– Mówił Pan również, że ludzie, którzy będą tym orderem odznaczani, stworzą jak gdyby sieć poparcia; że kapituła będzie „opiekowała się nimi, jeżeli komuś będzie potrzebna pomoc…
– Jak najbardziej. Taką grupę patriotów nie tylko trzeba promować, ale trzeba ich chronić przed atakami naszych wrogów.
Myśmy się spodziewali, że po opublikowaniu tej listy zaczną się złośliwe ataki ze strony ludzi, którzy są prawdopodobnie opłacani przez naszą opozycję. To się już zaczęło. Bronimy naszych odznaczonych patriotów przed tego rodzaju akcją naszych wrogów.

 

– Jak Pan ocenia sytuację polityczną w Polsce? Cały czas wracamy do tej mantry, czy jest nadzieja na odrodzenie, czy jest szansa, czy w obecnej sytuacji, gdy Polska straciła wiele swoich aktywów, finanse są w obcych rękach, przemysł jest w obcych rękach? Na ile Polskę można odbudowywać?
– Mleko zostało rozlane. Właściwie trudno to zbierać. Ale ja nie mogę tracić optymizmu, ja i grupa moich znajomych uważamy, że czasem trzeba stary dom zburzyć i na jego miejsce wybudować nowy. Przy budowie nowego domu jest wielka radość i dużo pracy.
Nasi przodkowie odbudowali Polskę, odbudowali Warszawę, po straszliwej niemieckiej okupacji. I wtedy było dużo pracy i powstało wiele zakładów przemysłowych – nie było bezrobocia. Więc dzisiejszą sytuację można zmienić, ale musimy przerwać ciągłość antypolskich rządów, które trwają nie tylko od czasów okrągłego stołu, ale powiedziałbym od 1944 roku, kiedy nasz rząd powojenny został porwany z Pruszkowa do Moskwy i został wymieniony na polskojęzyczny rząd w Lublinie.
Musimy przerwać to pasmo nieszczęść, i do tego jest konieczna zmiana elit.
Zadaniem kapituły Orderu Patriota jest nie tylko promocja naszej elity. Mamy listę patriotów, która jest kontrastowa do ludzi odznaczanych Orderem Orła Białego przez prezydenta Komorowskiego – jest więc potencjał, że ta lista ludzi wartościowych pozwoli stworzyć nowy, patriotyczny rząd.

 

– Uważa Pan, że patrioci mogą wygrać w Polsce wybory? Może układ jest zbyt ukorzeniony, żeby normalne mechanizmy wystarczyły do przejęcia władzy?
Ten układ będzie się bronił pazurami, ponieważ ci ludzie są beneficjantami władzy, dzisiaj mają olbrzymie korzyści finansowe.
To jest olbrzymia gratka, zniewolić kraj tak duży jak Polska i wykorzystać Polaków poniżej możliwości sił fizycznych. To jest nowoczesne niewolnictwo. Oni od tego nie odejdą. Każda zmiana polityczna wymaga siły.
W mojej opinii, są tylko dwie możliwości zmiany. Jedna to jest rewolucja, co jest niedopuszczalne, ponieważ Polacy, mając bardzo skromne zarobki, nie mają możliwości przetrwania. W przypadku rewolucji wielu ludzi umrze z głodu, bo nie będą mieli tej oczekiwanej emerytury czy wypłaty, jedzenie się skończy w lodówkach i klapa, a głód nie popuści. Więc rewolucja jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Jedynie pozostaje możliwość drogi demokratycznej. I to wymaga siły. Kraj taki jak Polska niestety wymaga na taką batalię pewnych środków finansowych do komunikacji, w celu przedstawienia racji nowej grupy polskich patriotów, którzy zmienią tę sytuację. I tutaj, pomimo trudności z Państwową Komisją Wyborczą, do tej pory wybory prezydenckie są przy ordynacji większościowej.
Jeżeliby się kraj zmobilizował i poparł swego lidera, patriotę na prezydenta, wtedy ten prezydent, mimo że jego uprawnienia są dosyć ograniczone, mógłby doprowadzić do sytuacji, gdzie będzie wiele zmian ustawowych, ponieważ prezydent ma do dyspozycji wielką kancelarię, gdzie te ustawy mogą być przygotowane. Mogą powstać zmiany konstytucyjne i ten prezydent patriota będzie bronił polskiej racji stanu nawet w przypadku, gdy Sejm jest wyjątkowo złośliwy. Innej drogi nie widzę.
Czy Polacy są zdolni, żeby zebrać fundusze do promocji i komunikacji ze swoim liderem, ja tego nie jestem pewien. Inne kraje to zrobiły, na przykład na Węgrzech. Nie wiem, czy Polacy, będąc narodem anarchistycznym z natury, naprawdę chcą, żeby Polska była wolna.

 

– No właśnie. To, że Polska jest taka, jaka jest, jest wygodne dla tych państw, które mają siłę w Europie, zarówno Rosji, jak Niemiec. Polska jest również wykorzystywana przez Amerykanów i Żydów do różnego rodzaju celów. Izrael jest geopolitycznie zainteresowany rozwojem sytuacji wokół i w Polsce. Jak Pan w tym momencie widzi możliwość odzyskania niepodległości, kiedy ta niepodległość tak na dobrą sprawę nie jest na rękę żadnemu z tych krajów?
– Jeśli będziemy mieli sytuację, gdzie prezydent, rząd i Sejm mają tzw. odchylenie patriotyczne, w tym przypadku powstanie możliwość ostrej negocjacji z tymi krajami, które chcą nas wykorzystać czy zniewolić gospodarczo.
Takie wysiłki są w tej chwili robione na Węgrzech, gdzie mimo wielkiej krytyki Viktor Orban wykonuje swój plan wyzwolenia Węgier z tej gospodarczej opresji. I mam nadzieję, że mu się to uda.

 

– Wróćmy do Orderu Patriota. Jakie kryteria Pan przyjął, czy kapituła orderu przyjęła, typując ludzi do odznaczenia, i jakie kryteria będą obowiązywały, bo rozumiem, że ordery będą przyznawane corocznie?
– Jak najbardziej. To jest order, który będzie przyznawany w Dniu Niepodległości każdego roku. Głównym kryterium nominacji jest wieloletnia praca dla dobra Polaków. To nie jest order za jakiś czyn bohaterski. Jeśli ktoś wykazał się czynnym patriotą i pracuje dla Polaków przez dziesięć czy dwadzieścia lat, to taki człowiek powinien być odznaczony.

 

– A tymi odznaczonymi są ludzie mieszkający w Polsce i poza Polską.
– Tak. To jest order przeznaczony tylko dla Polaków. Nie ma możliwości, żeby ktoś z zagranicy, np. król szwedzki, dostał tego rodzaju odznaczenie (śmiech).

 

– Zawsze jak się pojawia wyrażenie tylko dla Polaków, to od razu pojawia się pytanie, a kto jest Polakiem, jak Pan to rozpoznaje? Kto dla Pana jest prawdziwym Polakiem patriotą, czy to jest Polak etniczny, czy to może być na przykład Żyd lub Niemiec?
– To jest w dzisiejszej sytuacji, bym powiedział, kłopotliwe pytanie, ale formalnie trzeba uznać, że Polakiem jest każdy obywatel, który ma polski paszport, czy też dowód osobisty.
Więc obywatelstwo polskie w konwencji międzynarodowej tworzy sytuację, tak jak tutaj w Kanadzie, że wszyscy są Polakami, ale zaznaczam, że tutaj chodzi o wieloletnią pracę dla dobra Polaków. Nie każdy obywatel polski, który ma polski dowód osobisty, czy też obywatelstwo, czy też paszport, przez długie lata pracuje dla dobra Polski. I to jest zasadnicza definicja tego, kto zostanie odznaczony.

 

– Są też ludzie, którzy nie mają obywatelstwa tej Polski czy nigdy go nie mieli, a czują się Polakami.
– No tak, ma pan rację. Jest wielu ludzi, Polaków np. na Wschodzie, którzy są zupełnie zlekceważeni i zapomnieni.

 

– Jak pani Maria Pyż-Pakosz.
– Tak, nie ma wątpliwości, że jest naszą polską patriotką we Lwowie.

 

– I otrzymała order.
– Za wieloletnią pracę dla dobra Polaków w bardzo trudnym terenie, i to jeszcze z ryzykiem życia – promuje polskość, będąc otoczona przez banderowców.

 

– Jest dla mnie ciekawe, że wśród tych nagrodzonych byli ludzie ze Wschodu, z Ameryki, byli ludzie, którzy kiedyś działali w Ameryce Południowej nawet, byli ludzie z Europy Zachodniej, byli ludzie z Polski. To podkreśla, jak wielkim narodem jesteśmy, że Polacy to nie tylko ludzie mieszkający w Polsce.
– Ma pan rację, kapituła nie jest taka formalna, żeby poprosiła kogoś, kto ma być na liście nominacyjnej, proszę mi pokazać paszport czy dowód osobisty. Widzimy po czynach, poznajemy ludzi po czynach, a nie po dokumentach. I tu jest właśnie ta zasadnicza definicja: za długoletnią pracę dla dobra Polaków. Bo to jest dowód patriotyzmu. A nie za jakiś jeden czyn bohaterski.
Na Orderze Patriota jest napis „Strategia, walka, odwaga”, więc to też są parametry, które oceniają kogoś do nominacji. Bo to musi być człowiek, który myśli strategicznie dla Polski, też musi być człowiek walczący, bojownik. I to widać po charakterze, zachowaniu człowieka przez wiele lat. I też musi być odważny, czego niestety w Polsce wielu brakuje.

 

– Jak by Pan zdefiniował tę odwagę, na czym ona polega dzisiaj w Polsce?
– Zauważyłem, że ludzie bardzo biedni boją się o swoje emerytury, o swoje miejsca pracy, od których są całkowicie uzależnieni przy tak wielkim bezrobociu. U ludzi bardzo bogatych też nie ma odwagi, bo boją się tego układu politycznego, który w każdej chwili przez machinację prawną może im wszystko zabrać. Więc niestety, niewielu ludzi dzisiaj w Polsce stać na odwagę.

 

– Był Pan w Polsce razem z żoną i synem. Jak im się Polska podoba?
– Moja żona, gdy zapytałem, czy chce jechać ze mną do Polski, to powiedziała ochoczo: tak, jak najbardziej, i dodała, że ze wszystkich krajów, do których ze mną podróżowała, Polska jej się najbardziej podoba.
Była bardzo szczęśliwa w czasie naszej wizyty, że tam jest, i wszystko jej się w Polsce podobało. Mówi, że dla niej Polska to jest prawdziwa Europa. Więc bardziej by chciała być polską Europejką niż Kanadyjką. Po prostu ta kultura jej bardziej odpowiada.
Ona jest bardzo dobrą obserwatorką, więcej słucha niż mówi, i ocenia Polskę bardzo pozytywnie. I tu nie chodzi o budynki i szosy, chodzi o ludzi, o naszą kulturę, bo ona potrafi to docenić. W porównaniu do kultury chińskiej mamy bardzo wysoki poziom kultury.
A ona widzi nasze niuanse i nas bacznie obserwuje.
Natomiast mój syn George, który jest już doświadczonym kuchmistrzem z wieloletnią praktyką, pojechał do Polski na trzy tygodnie. Ale myśli poważnie o pozostaniu w Polsce na stałe, więc jemu też, wychowanemu tu, w Kanadzie, Polska tak się podoba, że teraz, w wieku trzydziestu lat, nagle chce być Polakiem. Znalazł sobie dziewczynę, pojechali teraz razem do Krakowa, no i zobaczymy, co z tego będzie. Dostał już ofertę pracy w Warszawie.

 

– Był Pan w Polsce w bardzo szczególnym dniu, bo w Święto Niepodległości 11 listopada. W Warszawie przechodzi od kilku lat Marsz Niepodległości. Pan uważa, że moment tego marszu minął, dlatego że nie przerodził się w żaden ruch polityczny, który mógłby odrodzić kraj na miarę aspiracji Polaków i na miarę potencjału ludnościowego, terytorialnego itd. Jak Pan to oceniał, patrząc z bliska?
– Marsz Niepodległości jest bardzo emocjonalnym wydarzeniem.
W czasie mojej wizyty w Dniu Niepodległości stałem przed Pałacem Kultury z moją żoną, z moją siostrą, dołączył do mnie syn i dwóch kuzynów. Słyszeliśmy przemówienia na początku marszu i potem wraz z żoną przeszliśmy kilka ulic w marszu. Moja żona, będąc Chinką, była zachwycona. Powiedziała: Pierwszy raz biorę udział w takiej wspaniałej demonstracji. A widok był przepotężny. Race, petardy hukowe.
Osobiście miałem na to trochę inne spojrzenie. Patrzyłem się na tę młodzież, w której gotowała się krew do akcji, i byłem zaniepokojony, żeby się nic w czasie tego marszu nie stało. To byli młodzi ludzie, po 17 – 20 lat, i miałem nadzieję, że ich nikt nie poprowadzi na manowce.
Sytuacja, jeżeli chodzi o organizację Marszu Niepodległości i cały Ruch Narodowy, jest dla mnie trochę niezrozumiała, ponieważ organizuje to grupa pięciorga ludzi i nie zbudowała z tego wydarzenia żadnej konkretnej organizacji, która byłaby zdolna do walki o wyzwolenie Polaków z tego układu, który jest.
Wiem, jak się buduje partie polityczne, i kilka miesięcy temu wysłałem raport do tych pięciorga ludzi w Ruchu Narodowym, którzy tym kierują, i zostało to zbyte milczeniem. Głównym motywem tego było to, że zaniepokoiła mnie przepaść pokoleniowa, ponieważ tych pięcioro młodych ludzi prowadzi tych bardzo młodych ludzi nie wiadomo do czego. Tak jak w tym słynnym filmie amerykańskim „Forrest Gump” on biegał, bo był z czegoś niezadowolony, od jednego wybrzeża do drugiego i z powrotem, a za nim biegła grupa ludzi. Jak stanął, to wszyscy się rozeszli, bo nie wiedzieli, po co biegali. On biegał, to wszyscy biegali.
Więc to samo tutaj. Ta przepaść pokoleniowa mnie niepokoi. W moim raporcie napisałem: Jak staniecie przed kamerami, niech chociaż za wami stoją siwe głowy, żeby dodać powagi temu, jako doradcy, konsultanci, żeby nie było tej przepaści pokoleniowej. I do tej pory to się nie stało. Z tego powodu uważam, że ta grupa jest niewiarygodna.
Nie wiem, dokąd oni prowadzą tych młodych ludzi, bo nie widzę żadnego konkretnego programu, nie widzę żadnego konkretnego wysiłku w budowaniu normalnej organizacji politycznej, co wymaga mozolnego budowania i dużo pracy. Tego nie widzę. Jeżeli chodzi o wydarzenie coroczne, które prowadzi donikąd, to ja już tego w ogóle nie rozumiem.

 

– Wróćmy do sytuacji w Kanadzie. Jak Pan ocenia to, co się dzieje tutaj? Mówi się, że od 2008 roku trwa kryzys, a że teraz wychodzimy z kryzysu, że jest coraz lepiej. Czy Pan uważa, że gospodarka kanadyjska zaczyna nabierać obrotów?
– W mojej opinii, Kanada – jeśli chodzi o rozwój gospodarczy – jest całkowicie uzależniona od sąsiada, tzn. Stanów Zjednoczonych.
Nasza gospodarka jest bardzo mała w porównaniu do tego, co nasz sąsiad robi na południu, i jeśli nasz sąsiad ma zastój, to my mamy zastój. Mnie to bardzo niepokoi, ponieważ brak rozwoju to jest śmierć dla Ameryki.
Kiedy rozpoczynałem swój interes komputerowy, wzrost w tym segmencie gospodarki wynosił około 30 – 40 procent na rok. To były wspaniałe czasy. Potem to się skurczyło, aż doszło do wzrostu zerowego, a potem nawet był spadek handlowy o 10 – 20 proc.
A niektóre firmy w ogóle wyszły z interesu, poddały się, ponieważ biznes komputerowy przejęli Azjaci. No więc widziałem na przestrzeni lat, jak smutni są Amerykanie, kiedy ten rynek się kurczy. Wtedy stworzyłem powiedzenie, że koniec świata to jest koniec rynków.
Niestety, nasza kula ziemska, nasz świat tutaj, na ziemi, jest ograniczony. Amerykanie próbowali znaleźć rozwój w Afryce – nie udało się, w Ameryce Południowej – nie udało się, więc postawili na Chiny, aby wyeksportować pewne pracochłonne procesy do Chin. No i wiadomo teraz, czym to się wszystko skończyło.
Istnieje w tej chwili sytuacja, że mocarstwo amerykańskie, które jest wspaniale uzbrojone, powiedziałbym, że jest ubrane na bal, i balu nie ma. To jest dla nich bardzo smutna, niebezpieczna sytuacja, niebezpieczna dla świata.
W międzyczasie Chiny stały się hegemonem. Chiny są bardzo konsekwentne w swoich działaniach, bardzo pragmatyczne, ale dążą do swoich celów. Mają dobrą strategię, mają bardzo prężny naród, mają wielki rynek wewnętrzny, więc czeka nas wielka zmiana. Tutaj niestety spodziewam się dalszego zastoju.

 

– Panie Stanisławie, może tą nieoptymistyczną, ale realną oceną zakończymy. Czasem w życiu realizm jest bardzo potrzebny. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany: sobota, 29 listopad 2014 19:14
Zdjęcie: Stanisław Tyminskie z malżonką, fot. wirtualnapolonia.com .
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci