Czy stać nas na nowy zryw, na porzucenie iluzji i świecidełek, a zajęcie się konkretami?


 OPCJA NA PRAWO, Październik 2009.

 

Adam Maksymowicz:   Teatr Okrągłego Stołu

 

Teatralne spektakle mają swoją publiczność, która potrafi docenić dobrze grane sztuki Szekspira, Czechowa, Sofoklesa i Dürrenmatta. W polskiej polityce teatr zawsze odgrywał bardzo ważną rolę, a czasem nawet najważniejszą. Przykładem jest rola „Dziadów” Adama Mickiewicza w wydarzeniach 1968 r., które zapoczątkowały studencką rewoltę przeciwko realnemu socjalizmowi w PRL.

Do kategorii tej należy jeszcze bardziej popularny spektakl, jaki został odegrany w Telewizji Polskiej w 1989 roku pod nazwą „Obrady Okrągłego Stołu”. Trwające przez 58 dni, od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku przedstawienie obejrzeli zapewne wszyscy Polacy. Oficjalnie to podczas obficie zakrapianych zaciętych dyskusji i sporów politycznych miano ustalić warunki tzw. kontraktowych wyborów, które odbyły się 4 czerwca tego samego roku. Zahartowana w bojach stanu wojennego i popierana przez większość polskiego społeczeństwa opozycja miała otrzymać około trzeciej części mandatów do Sejmu. Do Senatu wybory miały być całkowicie wolne.

Jak wiadomo, w każdym teatrze musi być reżyser, scenograf, sztuka rozpisana na poszczególne role, próby i niezawodna publiczność, która zapłaci każdą cenę, byleby się dobrze zabawić.

 

Scenariusz

Napisał go ktoś bardzo utalentowany i dobrze znający tajniki powodzenia sztuki teatralnej. Jak wynika już z pobieżnej analizy faktów, podstawą do wszystkich działań stała się sławna powieść Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Wiadomo, że rzecz dzieje się w Moskwie. To tam jeszcze za czasów rewolucji opracowano idealną technikę magii, złudzeń i zachwytów nad wszystkim „cudami” teatru dla mas. Teraz przyszedł czas na powtórkę z rozrywki. Kto nakazał wykorzystać dzieło Bułhakowa w polskich sprawach, nietrudno zgadnąć, choć z wiadomych powodów, nie ma na to żadnych dowodów. Tym magiem, który wszystkim w teatrze dowodził, był zapewne najinteligentniejszy szef KGB – Jurij Antropow. Następcy na tym stanowisku tylko doskonalili, twórczo uzupełniali i dostosowywali jego pomysły do aktualnych potrzeb.

Pomijając tu opis tysięcy trików i podstępnych wyłudzeń, dzięki którym rozbawiona publiczność oddaje swoje złoto i dolary magom i czarodziejom na scenie, zauważmy jedynie najbardziej spektakularne efekty tej mistyfikacji. Oto podczas przedstawienia iluzjonista wyczarowuje nieprawdopodobną ilość pieniędzy. Sypią się one z sufitu w nieograniczonych ilościach. Publiczność szaleje. Zbiera je na czworakach, kłócąc się o każdy banknot, każdy papierek. Podczas następnego aktu elegancka dama zaprasza widzów do paryskiego magazynu mody. Widzowie otrzymują ubrania, stroje i wszelkie fatałaszki z najnowszej kolekcji. Pod jednym tylko warunkiem, że pozbędą się własnej, starej i wysłużonej odzieży. Kiedy wszyscy są już bogaci, doskonale ubrani i szczęśliwi, opuszczają teatr. Tuż za progiem okazuje się, że kobiety są nagie, a mężczyźni zamiast pieniędzy mają czyste kartki. Zaskoczonych widzów aresztuje policja za nieobyczajne zachowanie.

 

Reżyser

Inspirującą rolę w przygotowaniu całej scenerii i reżyserii w powieści Bułhakowa odegrał kot Behemot. Samo pojawienie się kocura na dwóch nogach, który mówi ludzkim głosem na ogół nieprzyjemne, aczkolwiek prawdziwe sentencje, budziło podziw i uznanie. Jego magiczne zdolności i szarmancki ukłon, który składa, szurając prawą tylną łapą, za każdym razem wywoływało niewiarygodną owację. Jest oczywiste, że kot Behemot, aby dopilnować całości wydarzeń, musiał być nie w Moskwie, ale w Warszawie. Jego kociej fizjonomii, zaprzeczającej z uśmiechem każdej niemiłej dla niego wiadomości, mógł odpowiadać ze względu na stanowisko, jak i fizjonomię tylko jeden człowiek, którym był generał Czesław Kiszczak. Zawsze tak samo szarmancki, szczególnie wtedy, kiedy uda mu się w żywe oczy udowodnić, że białe jest czarne. Od kota Behemota różni się tylko tym, że nie szura prawą tylną łapą po każdym udanym numerze swego przedstawienia. Próby generalne przed każdym przedstawieniem organizował on w pobliskiej Magdalence, gdzie miał swoją letnią siedzibę.

 

Aktorzy i statyści

Podobnie jak w powieści Bułhakowa tłum aktorów i statystów gotowych odegrać każdą rolę pchał się na scenę. Niemniej, aby osiągnąć właściwy efekt na widzach reżyser wybierał najbardziej odpowiadających mu ludzi. Przede wszystkim byli to sprawdzeni aktorzy, którzy grali dotąd z powodzeniem pod dyrekcją tegoż reżysera. Byli to Teatralni Współpracownicy (TW). Oni w pierwszym rzędzie obsadzali wszystkie role w „Teatrze Okrągłego Stołu”. Czasem w sztuce dawano drugoplanową rolę komuś, kto nie był z „rodziny” TW. Taki aktor, a nawet statysta usiłował wtedy grać własną rolę, a nie przypisany mu scenariusz. Kończyło się to zwykle skandalem i wyrzuceniem delikwenta na przysłowiowy bruk. Jako że role władców, ministrów i prezydentów były tu hojnie rozdawane, wielu z nich tak przywiązało się do nich, że podobnie jak u Bułhakowa innych już grać nie potrafiło. Jeden z aktorów, mimo że minęło już prawie trzydzieści lat, stale opowiada niestworzone rzeczy, których nauczył się ze scenariusza, o tym jak skakał przez płot, ratując cały kraj od niechybnych nieszczęść. Inny statysta, kierowca autobusu, przekonuje, jak to nieprzeciętnego we Wrocławiu majątku dorobił się „tymi oto ręcami”, pokazując w TV wypielęgnowane dłonie z manicure. Tych aktorów i statystów z „Teatru Okrągłego Stołu” zajmujących najwyższe miejsca w hierarchii władzy gospodarczej, rządowej i samorządowej można liczyć przynajmniej w setkach tysięcy, a każdy z nich jest zdolny do wszystkiego, zna się na wszystkim i wszystko potrafi. To ich cechy charakterystyczne.

 

Publiczność

To my wszyscy, pozostali, którzy wpadamy w nabożną cześć dla sypiących ze strony prestidigitatorów politycznych i wszelkich innych, jak w teatrze Bułhakowa, obietnic, przyrzeczeń i działań mających uczynić nas szczęśliwymi bez żadnych problemów materialnych, moralnych i etycznych. Po każdych jednakże wyborach i fajerwerku obietnic zdziwiona publiczność dostrzega, że jest coraz bardziej naga, biedna i bezwolna. Coraz mniej entuzjastycznie patrzy na scenę „Teatru Okrągłego Stołu”. Tak dłużej być nie może. Wszak publiczność zgodnie ze scenariuszem ma reagować zachwytem na obietnice płynące z teatralnej sceny. Wydaje się, że możliwości tego teatru zostały już wyczerpane. Czas na nową sztukę w tej samej konwencji. Tymczasem zbiedniała publiczność wpada w stany schizofrenii, szukając winnych wszędzie wokół siebie, tylko na ogół nie tam, gdzie są oni rzeczywiście. Młodzi ludzie chcąc uniknąć choroby psychicznej, jaka ich czeka w wyniku oglądania „Teatru Okrągłego Stołu”, masowo wyjeżdżają za granicę, licząc, że tam spotkają się z bardziej normalnymi zasadami życia i pracy. Do głosu dochodzą w coraz większym wymiarze patologie, zbrodnie i wynaturzenia, o jakich dawniej nikt nawet nie słyszał. Każdy dziennik TV podaje ich niezliczone przykłady. Powoli wszyscy czują się jak w domu wariatów. O ile na samym dole społecznym jest to zawsze jakoś usprawiedliwione lub zrozumiałe, to te same zachowania na szczytach władzy budzą przerażenie u ludzi zdrowych jeszcze na umyśle. Tytułem przykładu można podać ostatni projekt ustawy mającej regulować korzystanie z naszych zasobów naturalnych, pt. „Prawo geologiczne i górnicze”, które liczy sobie ok. 1200 stron i jest prawie trzykrotnie objętościowo większe od Traktatu Lizbońskiego. Jednym z punktów, nad którym może rozpętać się prawdziwa burza polityczna, jest wygląd i wyposażenie toalety górniczej! To, co kiedyś było oczywistością, dziś już jest problemem rangi państwowej, a nawet europejskiej. Zakaźna choroba umysłowa, która wywodzi się z „Teatru Okrągłego Stołu” sięga już samych szczytów władzy.

 

Ratunek

Nie ma choroby, na którą nie byłoby lekarstwa. Tak i na „Teatr Okrągłego Stołu” znajdzie się mikstura. Trzeba zaprzestać rozmawiać i spotykać się z aktorami, statystami, reżyserami i scenarzystami z tego teatru. Diabelskie sztuczki rodem z dzieła Bułhakowa doprowadzają bowiem wszystkich do większego lub mniejszego szaleństwa. Trzeba tworzyć nie teatr, który daje ludziom złudzenie rzeczywistości, ale rzeczywistość, w której ludzie poczują się lepiej. Łatwo to powiedzieć, lecz trudniej zrobić. Tu warto przypomnieć, że wolności i niepodległości nasi przodkowie nie otrzymali za darmo, lecz je wywalczyli. Zdobyli je, nie tylko w wyniku porozumień i kompromisów, ale przede wszystkim z tytułu posiadanej siły, tak politycznej, jak i militarnej. Czy stać nas na nowy zryw, na porzucenie iluzji i świecidełek, a zajęcie się konkretami? Na to wszystko zapewne ludzie z „Teatru Okrągłego Stołu” krzykną, że to „ciemnogród”, „nacjonalizm” i „klerykalizm”. Będzie to znak, że jesteśmy na dobrej drodze do zdjęcia z afisza „Teatru Okrągłego Stołu”.

 

Adam Maksymowicz

Podane za: OPCJA NA PRAWO – X.2009   http://www.opcja.pop.pl/?id_artykul=2790&id=4&id_dzial

 

Zdjęcie: Okrągły Stół, od prawej: Jacek Kuroń, Lech Kaczyński, Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki. fot. Forum 

POLISH CLUB ONLINE, 2014.12.16

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci