Czy Zen może być chrześcijański? Studium z filozofii porównawczej religii.


KSIĘGARNIA PATRIOTYCZNA ANTYK

 

Szanowni Państwo!

Z prawdziwą przyjemnością polecam Państwu lekturę wybitnej i wyczerpującej pracy profesora Włodziemirza Wilowskiego „Czy Zen może byc chrześcijański? Studium z filozofii porównawczej religii„:

Na początku tej ważnej książki umieszczone są aż trzy przedmowy: ks. prof.
Władysława Kowalaka, ks. dr. hab. Aleksandra Posackiego oraz s. Michaeli Pawlik OP.

zen/…/ Przedmiotem głębokich, merytorycznych analiz autora jest zen, japońska
odmiana buddyjskiej szkoły mahajanistycznej, która rozwinęła się w Chinach na
skutek styku taoizmu z buddyzmem; można go określić mianem niedogmatycznej
parareligii ukierunkowanej na samorealizację i całkowite przebudzenie
(oświecenie), które osiągnął Budda po okresie intensywnych ćwiczeń
medytacyjnych. Na skutek orientalizacji Zachodu stał się wielce poczytny również
w naszym kraju. Autor skoncentrował swoją uwagę na akcentowanej przez zen
doniosłości osobistych doświadczeń, a także bezużyteczności rytualnych praktyk i
intelektualnej analizy doktryny jako dróg prowadzących to satori (oświecenia) w
relacji do zachodniej medytacji i chrześcijańskiej mistyki oraz na możliwości
przejęcia niektórych komponentów w praktyce i liturgii Kościoła w świetle nauki
Soboru Watykańskiego II, dokumentów posoborowych oraz autorytetów, znawców
zagadnienia. Według autora taka możliwość nie istnieje.

W polskiej literaturze przedmiotu jest to dzieło jedyne i wyjątkowe, stanowiące
dojrzałą i – trzeba przyznać – udaną próbę obszernej analizy zen w relacji do
chrześcijaństwa. Szczególnym walorem dzieła jest jego aktualność z punktu
widzenia informacyjnego i praktycznego.

/…/

Problem zagrożeń duchowych

Problem, który podejmuje prof. Włodzimierz Wilowski w książce Czy zen może być
chrześcijański?, jest właśnie tego pokroju, a właściwie tej rangi -najwyższej
rangi. Na ile zen może być chrześcijański, na ile zaś jego adaptacja w łonie
chrześcijaństwa zmienia (a może nie zmienia) serce naszej wiary? Na ile nie
zmienia dogmatyki? Kiedy nie staje się zagrożeniem duchowym? A może jednak jest
zagrożeniem duchowym, którą to ewentualność często się wycisza, zamykając
dyskusję, a nawet ośmieszając? Tymczasem chodzi o sprawy najwyższej wagi, gdyż
dotykamy tu problemów soteriologii, życia wiecznego i warunków jego zdobywania,
czyli zbawienia. Łączy się to z niezrozumieniem zbawczej tajemnicy Krzyża przez
buddystów, o czym pisał jasno, cytowany i analizowany przez Autora, Suzuki.

W tym kontekście, upraszczając nieco wnikliwe analizy Autora, które czytelnik
spotka w tej książce i o których samodzielnie wyrobi sobie zdanie, ja zadam
kilka pytań od siebie.

1. Czy da się „wysterylizować” doświadczenie zen, a przynajmniej ducha zen, z
kontekstu światopoglądu, ściśle związanego z kultem, z którego zen przecież
wyrasta? Czy można zostawić ten kult na boku? Czy da się pominąć, a nie tylko
zapomnieć fundamentalne filozoficzne i teologiczne błędy buddyzmu? Czy mamy
prawo zignorować błędy monizmu, panteizmu, możliwej idolatrii stworzenia czy
natury? Czy można zostawić na boku fatalizm koncepcji karmy i antypersonalizm
doktryny reinkarnacji, przeciwstawnej orędziu Zmartwychwstania? Czy można też
nie dostrzegać realnych zagrożeń duchowych ze strony obecnego w buddyzmie
klimatu podstawowych (a nie tylko marginalnych) antychrześcijańskich herezji, a
nawet grzechów: ducha gnozy, pelagianizmu czy otwarcia na magię, spirytyzm i
mediumizm?

2. Czy doświadczenie – załóżmy, że już uwolnione od problematycznego ideowego,
światopoglądowego czy kultycznego kontekstu – o którym mowa, ma charakter
naturalistyczny (naturalny) czy może spirytystyczny (praeternaturalny)? Jak to
rozeznać, skoro odrzuca się w zen wszelką obiektywną wiedzę i przedmiotowy punkt
odniesienia, co wielokrotnie podkreśla Wilowski?

3. Jakie są dowody na związek zen z tym, co absolutne i transcendentne (jaka
jest natura samadhi?), a nie tylko naturalne czy – co gorsza – praeternaturalne
(pozanaturalne)? Tego ostatniego nie należy mylić z nadprzyrodzonym, które
dotyczy świata duchów, zwykle nieżyczliwych, a nawet złych i zwodniczych, wedle
tradycji judeochrześcijańskiej oraz islamskiej. Jak pisze Autor, cytując
Lassalle’a, jest on przekonany, iż w jego czasach nikt już nie kwestionuje, że
oświecenie w zen, podobnie jak inne porównywalne przeżycia w religiach
niechrześcijańskich, są prawdziwym przeżyciem Absolutu, choć mają charakter
nieosobowy. Tymczasem nie jest to do końca jasne.

Niejasny problem demonologii w buddyzmie

Problematyczne jest w tym kluczu nie tylko usuwanie rozumu oraz problemu dobra i
zła (pod hasłem niedualistycznego odrzucenia przedmiotowości), ale też
generowanie w sobie pojęcia, a następnie doświadczenia pustki. Tak rozumiana
„medytacja bezprzedmiotowa” (pozbawiona „zabezpieczeń” zarówno Rozumu, jak i
Objawienia, czyli dogmatycznej Wiary – inaczej niż medytacja ignacjańska), może
być formą mediumizmu(złej pustki, otwarcia), otwierającego na opętanie
diabelskie. Niepokoi w tym świetle obecność mediumizmu na najwyższym szczeblu
buddyjskiego nauczania, czyli podczas wyboru dalajlamy. Korzysta się tam z
wyroczni, czyli medium, przez które przemawia Neczung, osobisty opiekun
dalajlamów od setek lat. Z chrześcijańskiego punktu widzenia mediumizm
radykalnie sprzeciwia się prawdziwej mistyce. Mamy więc kolejny problem.
Niepokojący jest także – w świetle powyższego – stosunek buddyzmu do złych
duchów czy demonów (chodzi o symbole zła). Buddyzm zen również posiada swoje
doświadczenie tego, co demoniczne, a nawet rozwija swoistą demonologię. Wydaje
się wszakże, że występuje w tradycji buddyjskiej swoista akceptacja, afirmacja,
a nawet kult złych duchów (właściwy dla pogaństwa), który oczywiście może być
różnie intepretowany, co jednak i tak ciągle niepokoi, choć dla wielu nie ma to
żadnego znaczenia. Czy opis pewnych zaburzeń w praktyce zen, zwanych też”stanami
demonicznymi”, w jakimś sensie może nawiązywać do doświadczeń opętania,
opisywanych przez ks. Malachi Martina cytowanego przez Autora? Jak pisze
Wilowski, te ostatnie są interpretacją chrześcijańską możliwych stanów,
natomiast nie negując ich istoty, mistrzowie zen wskazują, że demoniczne maky?
są oznaką wskazującą na to, iż adept znalazł się na błędnej drodze do
oświecenia. Wizje są czasami tak mocne i trwałe, że adept nie jest w stanie
uwolnić się od nich, nie jest mu w stanie pomóc także prowadzący go mistrz.

Przeciwstawić się ideologizacji nauki i psychologizmowi

W tym kontekście praca prof. Włodzimierza Wilowskiego wydaje się głosem długo
oczekiwanym i potrzebnym. Autor zadaje niezwykle odważne pytania, a ich liczba
oraz jakość – nawet jak na znawcę tematu- jest czymś zadziwiającym. Wilowski ma
odwagę przeciwstawić się nie tylko poprawności politycznej, ale też związanej z
nią ideologizacji nauki, idącej od czasów oświecenia w kierunku materializmu,
jako swoistego antymetafizycznego dogmatyzmu czy nihilizmu ontologicznego.

Ów ponowoczesny dogmatyzm otwiera drogę dla ekspansji redukcyjnego i
profanicznego zarazem pokantowskiego psychologizmu (np. jungizmu), gdy chodzi o
interpretację zjawisk religijnych i duchowych. Ten błąd odrzucił właśnie, także
w odniesieniu do jungizmu (do którego odnosi się aż na trzech stronach),
dokument watykański na temat New Age z 2003 r. Również tradycja prawosławna
mylenie duchowości z psychologią określa jako prelest’. Jest to ponadto forma
błędu messaliańskiego, który ciągle powraca w rozmaitych kontekstach. Nie
sposób, więc lekceważyć zasad rozeznawania obecnych w duchowości
chrześcijańskiej, do których odwołuje się też Autor.

Rozeznanie duchowe a Zbawienie

W tym kontekście fundamentalną kwestią jest stosunek do rzeczywistości zła i
cierpienia, który w buddyzmie zbliża się do religii gnozy (ks. prof. T.
Dajczer). Łączy się to ze swoistym rozumieniem kwestii fundamentalnej, jaką jest
sprawa zbawienia wiecznego. Gnoza akcentuje samopoznanie, ale jako samozbawienie
i samowystarczalność pelagianizmu (te aspekty wymienia dokument watykański na
temat New Age jako negatywne). Nieprzypadkowo buddyzm (podobnie jak hinduizm),
który doskonale odpowiada wszystkim zachodnim ezoterykom (nawet jeśli go
upraszczają i deformują), miał silny wpływ na ideologie masońskie (w lożach są
często wykłady na temat buddyzmu). Miał też fundamentalny wpływ na poglądy
głoszone przez H. Bławatską (związaną z ruchami spirytystycznymi i masonerią) i
jej Towarzystwo Teozoficzne, które P.G. Gramaglia określił jako jedną z
najbardziej antychrześcijańskich organizacji ostatnich czasów.

Podobnie radykalne pytania – dotyczące kwestii Zbawienia, często dziś pomijanej
– stawiają Bracia Prawosławni i Protestanci, dla których niektóre niefrasobliwe
eksperymenty duchownych i zakonników stają się poważnym powodem do zgorszenia,
co w epoce otwarcia na ekumenizm (a nie tylko na dialog międzyreligijny) ma
wielkie znaczenie. Sami katoliccy zakonnicy, jak Jurgens, wycofali się z tych
eksperymentów w poczuciu zdrady Chrystusa i Jego Krzyża – w przeciwieństwie do
Th. Mertona i H. Lassalle’a, których problematyczne poglądy analizuje Wilowski.

Ważne jest więc stawianie pytań, które wskazują, że różnice mogą być w tej
sytuacji większe od podobieństw. Prezentowana książka może wnieść w tym
kontekście wiele światła, ze względu na kompetencje Autora w omawianym temacie,
który ponadto konfrontuje On z teologią chrześcijańską, także w sposób
krytyczny, czego się dzisiaj raczej nie robi lub robi bardzo rzadko.

/…/ mistrzowie zen reklamują go jako medytację, która „jest przed myśleniem i
przed religią”, więc każdy może praktykować zen i być przez to „lepszym
katolikiem, judaistą, muzułmaninem, buddystą” itp. Równie wielu myślicieli
powoływało się na daleko idące zbieżności pomiędzy praktyką zen i mistyką
chrześcijańską, przypisując zen rolę cudownego leku na duchowe niedomagania
ludzi Zachodu. Na jakiej podstawie formułowano tego typu sądy?

W niniejszej pracy prof. Włodzimierza Wilowskiego znajdziemy wyczerpującą
odpowiedź na powyższe pytanie. Podziwiam Autora za wielostronną oraz wnikliwą
analizę literatury i poglądów różnych myślicieli oceniających wartość praktyki
zen. Przyznam, że nie spotkałam równie obiektywnego podejścia do tego
zagadnienia. Liczni piszący na temat ćwiczeń zen w jakimś sensie albo je
reklamują, albo dyskwalifikują. Tu Autor jest bezstronny. Chcąc dać odpowiedź na
pytanie: „Czy zen może być chrześcijański”, owe rozmaite opinie na temat zen
dogłębnie przeanalizował i porównał z klasyczną mistyką chrześcijańską, by w jej
świetle, niezależnie od swoich przekonań, wniknąć w jedną i drugą duchowość. W
efekcie tych zabiegów wyciągnął wniosek, że jednak nie da się pogodzić obu
duchowości – co zgadza się też z prawami logiki, zgodnie z którymi dwa zdania ze
sobą sprzeczne nie mogą być jednocześnie prawdziwe.

Życzę Państwu Do Siego Roku 2015!

Marcin Dybowski
502 225 232

POLISH CLUB ONLINE, 2014.12.30

Materiały nadesłane

Autor: Materiały nadesłane