Piotr Górka: Wojna, która się nigdy nie rozpaliła


POLONIA CHRISTIANA

 

Tej wojny wyglądali Polacy, choć na dobre jeszcze nie skończyła się II wojna światowa. O niej myślał gen. Anders mówiąc o swym powrocie do kraju na białym koniu. Pragnienia te wyrażał prosty wierszyk propagowany w środowiskach NSZ: „Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa, jedna mała, ale silna i wrócimy znów do Wilna”. III wojna światowa, choć nigdy nie wyszła poza stan zimnej wojny, trwała przez ponad 40 lat. Toczyła się na frontach wojen zastępczych, w wyścigu zbrojeń i w sztabach, gdzie wciąż planowano jej przebieg.

Pierwsze ofensywne plany tej batalii powstały jednak nie na Kremlu jak się powszechnie sądzi, ale nad Tamizą, gdzie dręczony pojałtańskim kacem Churchill nakazał opracowanie operacji o kryptonimie „Unthinkable”, czyli „Niewyobrażalne”. Te ujawnione w 1998 plany miały na celu zmuszenie Sowietów do rewizji ustaleń jałtańskich, narzucenie im uczciwego układu dla Polski, a w ich realizacji ogromną rolę miała odegrać polska armia na Zachodzie i konspiracja w kraju. W operacji, której początek wstępnie ustalono na 1 lipca 1945, obok polskich i alianckich sił zbrojnych walczyć miał też Wehrmacht, któremu pozostawiono pewną swobodę w quasi-państewku na północy Niemiec, zawiadywanym z Flensburga przez nowego prezydenta Rzeszy, admirała Doenitza. Brytyjczycy utworzyli wokół Flensburga strefę nieokupowaną dążąc do zgromadzenia tam 100 tysięcy niemieckich żołnierzy i nie bacząc na protesty Rosjan i Amerykanów. Ostatecznie plan upadł, gdy 22 maja brytyjski sztab stwierdził, że operacja jest „wysoce ryzykowna”. Brytyjczycy odtąd skupili się na opracowywaniu defensywnych planów, Niemców rozbrojono i internowano a Polacy pozostali sami ze swymi złudzeniami.

 

Sytuacja międzynarodowa diametralnie się zmieniła w sierpniu 1945 gdy w Hiroszimie doszło do pierwszej w historii eksplozji jądrowej. Błyskawiczna inwazja Sowietów na Europę przestała być koszmarem spędzającym sen z powiek zachodnim politykom a inicjatywa przeszła w ręce Waszyngtonu. Mimo chwilowej przewagi strategicznej, w Waszyngtonie doskonale zdawano sobie sprawę z tego, że jest ona właśnie chwilowa, zaś ZSRS w ciągu kilku lat wejdzie w posiadanie broni jądrowej. Dlatego też powstał tam kolejny ofensywny plan wojny, nazwany „Dropshot”. Był to projekt wojny prewencyjnej, zakładający zniszczenie 85 proc. sowieckiego potencjału przemysłowego, do czego miało posłużyć 300 ładunków nuklearnych. To w kontekście tego planu najłatwiej będzie nam umieścić zacytowany na wstępie wierszyk, choć nie o taki kontekst zapewne chodziło autorom. W amerykańskim bowiem planie, Lwów był jednym z celów ataku, na który przeznaczono dwie bomby atomowe. W końcu dla Amerykanów był to tylko wrogi ośrodek, ani tam nie zamierzali wracać, ani też podzielać polskich tęsknot i miłości do tego pięknego miasta.

 

Opracowany w 1949 plan Dropshot zakładał rozpoczęcie działań zbrojnych w ciągu najbliższych 8 lat. Amerykanie nie docenili jednak determinacji Stalina, sądząc że swój pierwszy test jądrowy Sowieci będą w stanie przeprowadzić między 1950 a 1953 rokiem. Tymczasem stało się to wcześniej, a w okolicach zakładanej daty wybuchu wojny Rosjanie zaczęli dominować, zwłaszcza w technologiach rakietowych, czego demonstracją było wystrzelenie sztucznego satelity. Państwom NATO nie pozostało zatem nic innego, jak rozwijanie defensywnych planów. Ich elementem była na przykład budowa na zachodniej granicy RFN potężnych zapór zwanych też „jądrowymi polami minowymi”, które miały powstrzymać sowieckie natarcie. Zapory te spełniły inne, dużo ważniejsze zadanie, zmuszając ZSRS do koncentracji na broni pancernej, z której znaczna część miała być przeznaczona „na odstrzał”. Pod koniec lat 80-tych XX wieku Sowieci rzeczywiście osiągnęli swój cel i przygotowali do ataku oszałamiającą ilość czołgów i wozów bojowych, jednak stało się to kosztem rozwoju innych bardziej nowatorskich typów uzbrojenia a sama modernizacja dziesiątek tysięcy czołgów zaczęła pochłaniać lwią część budżetu.

 

Sowieckie plany inwazji na Europę rozwijane były od chwili uzyskania przewagi przez ten kraj niemal do końca jego istnienia. Co ciekawe, aż do lat 80-tych są to głównie plany ofensywne, dopiero w schyłkowym okresie zaczynają im towarzyszyć obronne. IPN ujawnił kilka lat temu, podpisany w 1970 przez gen. Jaruzelskiego plan ataku na Europę Płn. w którym miało wziąć udział 450 tysięcy żołnierzy LWP. Celem ofensywy była Belgia a na zajęcie Danii polscy planiści dali sobie trzy dni. Atak miał być prowadzony z użyciem ok. 200 ładunków jądrowych i gdyby doszło do takiej operacji, kosztowałaby ona życie 30-40 proc. atakujących. Planom i strategiom towarzyszył cały szereg działań, które – choć cywilne – miały także swój militarny podtekst. Za takie można uznać program 1000 szkół na tysiąclecie, który zapewniał dodatkowe możliwości skoszarowania wojsk lub uruchomienia punktów medycznych, czy w jeszcze większym stopniu budowę rurociągu „Przyjaźń”. Ten gigantyczny rurociąg miał zapewnić, jak twierdzi prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk z UKSW, zaplecze surowcowe na potrzeby ofensywy.

 

Sowieckie plany odnośnie LWP i Polski były starannie przygotowane a ich celem było uniknięcie sytuacji, w której polska armia stanęłaby naprzeciw amerykańskiej. Sowieci zdawali sobie sprawę z żywych nawet wśród komunistów sympatii do USA i dlatego jako przeciwników wybrano nam Bundeswehrę i Duńczyków. Według przewidywanych scenariuszy, przez nasz kraj miał przejść drugi rzut wojsk Układu Warszawskiego, ok. 3 milionów żołnierzy i 40 tysięcy czołgów i pojazdów pancernych i właśnie to założenie w największym stopniu przyczyniło się do decyzji pułkownika Kuklińskiego o nawiązaniu współpracy z Amerykanami. Nie trzeba być żadnym geniuszem strategii, by przewidzieć, że w takim wypadku jedynym sposobem zatrzymania sowieckiej ofensywy byłby zmasowany atak jądrowy, prawdopodobnie w pasie Wisły, by uchronić przed zniszczeniami Ziemie zachodnie. Po takiej uwerturze z Polski zostałyby tylko nuklearne zgliszcza.

 

Wielu uważa, że do odprężenia i w efekcie zakończenia zimnej wojny w największym stopniu przyczynił się Kukliński i informacje przez niego przekazane. Z pewnością wprowadziło to niemałe zamieszanie, ale nie ten fakt był dla losów sowieckiego imperium decydujący. O katastrofie w Siewieromorsku mało się pisze, choć jest to jedno z najbardziej brzemiennych w skutki wydarzeń drugiej połowy XX wieku. Źródła chrześcijańskie w kontekście tej historii mówią o pełnym znaków Bożej Opatrzności wydarzeniu, ateiści nie mogą wyjść ze zdumienia, że jeden niedopałek papierosa obalił militarną potęgę ZSRS. Co zatem wydarzyło się w Siewieromorsku 13 maja 1984?

 

Podstawowym założeniem wszystkich opracowywanych w Moskwie planów wojennych było odcięcie Europy od amerykańskiej pomocy i opanowanie północnego Atlantyku. Flota Północna stacjonująca właśnie w Siewieromorsku była wyposażona w okręty klasy Tajfun, uważane za „broń pierwszego uderzenia”. Ich zadaniem było niezauważone podejście jak najbliżej wschodniego wybrzeża i zadanie śmiertelnego ciosu, praktycznie bez możliwości reakcji ze strony przeciwnika. 13 maja 1984, czyli w rocznicę objawień fatimskich i dokładnie w Pięćdziesiątnicę zawierzenia Rosji NMP, którego dokonał papież Jan Paweł II, w Siewieromorsku, ponoć w wyniku zaprószenia ognia, doszło do serii eksplozji w wyniku których zniszczeniu uległo 580 z 900 znajdujących się w posiadaniu floty rakiet ziemia-powietrze SA-N-1 i SA-N-3 oraz prawie 320 z 400 zdolnych do przenoszenia ładunków nuklearnych pocisków SS-N-3 i SS-N-12.

Według Alberto Leoni, eksperta historii militarnej „po zniszczeniu arsenału w Siewieromorsku, komuniści nie mieli żadnej szansy na zwycięstwo w konfrontacji nuklearnej.” W ten sposób opcja użycia siły przez blok sowiecki stała się nierealna a widmo wojny światowej zostało na kolejne 30 lat odsunięte w cień. Czy tego mógł dokonać niedopałek papierosa?

Piotr Górka

Zdjęcie za World History Archive / IAM
Źródło: http://www.pch24.pl/wojna–ktora-sie-nigdy-nie-rozpalila,33031,i.html#ixzz3OBNQJ0Eg , 6 stycznia 2015

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.07

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci