Aleksander Ścios: BEZ PYTAŃ – BEZ ODPOWIEDZI


Bez Dekretu 

 

Na pytania – która ze służb specjalnych III RP zajmuje dziś wiodącą pozycję, kto jest ich rzeczywistym decydentem i w jakim kierunku zmierzają projekty „reformatorów” służb, padłyby zapewne różnorodne odpowiedzi. Prawidłowa ocena sytuacji w tym obszarze, nie od dziś stanowi dla opozycji poważny problem.

Przez wiele lat publicyści i eksperci kojarzeni z PiS utrzymywali, że siła koalicji PO-PSL opiera się na „systemie Tuska” (to określenie zawarto w dokumentach programowych PiS), zaś w ostatnim okresie wszechwładnym decydentem służb specjalnych miał być szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Według błędnego wzorca – „systemu Tuska” oraz w perspektywie wszechwładzy jego ministrów, definiowano niemal wszystkie procesy zachodzące w służbach. Co więcej – o autorstwo tzw. reformy służb (w całości przygotowanej w środowisku Belwederu)  posądzano ludzi równie niekompetentnych, jak Cichocki, Siemoniak czy Sienkiewicz, zaś samą reformę, choć skrajnie niekorzystną i wymierzoną w grupę Tuska, okrzyknięto „rządową”.

Gdy w roku 2013 twierdziłem, że zapoczątkowane wówczas roszady zakończą się odejściem premiera i ujawnią rzeczywistych decydentów, były to tezy kompletnie odosobnione i tradycyjnie przemilczane. Mocnym preludium, zapowiadającym owe roszady była z całą pewnością tzw. afera podsłuchowa, w której ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów wymierzonych w grupę rządzącą. Dozowanie materiałów powierzono środowiskom medialnym, czasem  pozornie dalekim od ośrodka belwederskiego. Funkcjonujące w przestrzeni medialnej opowieści o niezłomnych biznesmenach i kelnerach rzucających wyzwanie „systemowi Tuska”, trzeba oczywiście włożyć między bajki. Tzw. afera wyglądała na klasyczną kombinację, w ramach której asekurowany przez jedne służby biznesmen miał podżyrować pochodzenie nagrań, a następnie wiedzą na ten temat obciążyć ludzi z konkurencyjnych formacji. Taka zagrywka zapewniała bezpieczeństwo faktycznym decydentom i nie groziła kontrakcją ze strony dotychczasowego „zbrojnego ramienia” partii rządzącej.

Wydawałoby się, że ucieczka Tuska do Brukseli, odejście jego wszechwładnych ministrów i głęboka „reorganizacja” rządu PO-PSL wpłyną trzeźwiąco na środowisko opozycji i wywołają refleksję nad błędną metodologią.  Z każdym dniem, upływającym od powołania tzw. rządu Ewy Kopacz, tezy o potężnym premierze i jego wpływowych ministrach doznają przecież kompromitacji, zaś rzetelna refleksja byłaby wielce pożądana w okresie wyborczym. Nawet dla kompletnego laika jest oczywiste, że  ludzie służb specjalnych mają realny wpływ na procesy polityczne III RP i są aktywnymi graczami polskiej sceny.

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałbym dziś analizę, w której padłyby odpowiedzi na pytania zawarte na początku tekstu. Bez wyjaśnienia tak ważnych okoliczności trudno przecież prowadzić sensowne działania polityczne lub tworzyć strategię wyborczą.

Niestety, od czasu powołania grupy figurantów po nazwą rząd Ewy Kopacz, nikt nie próbuje rozwiązać tej intrygującej zagadki i nie zaprząta uwagi elektoratu rzeczami tak nieistotnymi. Nie dowiemy się zatem, czy nowym, potężnym decydentem w sprawach służb specjalnych jest powiatowa lekarka (oddelegowana obecne na stanowisko premiera III RP), czy może absolwentka ATK na stanowisku ministra spraw wewnętrznych? Czy służby wojskowe są nadzorowane przez Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, czy też włada nimi były dyrektor programu I TVP?

Problem z odpowiedzią jest tym większy, że zgodny chór publicystów i polityków opozycji zapewnia nas o porażającej słabości i ułomności rządu Ewy Kopacz. Wprawdzie wśród dociekliwych obserwatorów taka teza może wywołać niebezpieczną refleksję i sprowokować pytanie – jeśli ów rząd jest tak niekompetentny, jak słaba musi być opozycja, która nie potrafi go obalić? – to opowieści o rządowych miernotach nie ułatwiają rozwikłania zagadki.

We wrześniu ubiegłego roku napisałem na blogu, że z zainteresowaniem będę śledził zabiegi „wolnych” i „niezależnych” mediów, które rozpoczynały wówczas pogoń za nowymi królikami. Liczyłem bowiem, że chcąc usprawiedliwić fałszywe tropy, będą również zmuszone namaścić nowych decydentów, co w przypadku obecnego rozdania, nie może być rzeczą łatwą. Pojawiała się zatem szansa, że mimo wytężonej pracy ekspertów kojarzonych z opozycją, pytanie – kto jest rzeczywistym decydentem i kto rozdaje karty w sprawach polskiego bezpieczeństwa – zostanie jednak postawione, zaś środowisko opozycji będzie zmuszone udzielić sensownej odpowiedzi.

Przyznaję, że popełniłem błąd i do głowy mi nie przyszło, że w tak dramatycznej sytuacji, w przededniu decydujących rozstrzygnięć, można nadal uciekać przed poważną refleksją, ignorować fakty i doswiadczenia.

Nie spodziewam się, by do czasu wyborów prezydenckich miało się to zmienić. Nie próbuję też powtarzać tez prezentowanych na tym blogu. Tym, którym nie wystarczają barwne opowieści żurnalistów ani analizy o cechach wypracowań gimnazjalnych, chciałbym przypomnieć fragment tekstu „ANTYTUSKOWA REFORMA SŁUŻB” z sierpnia 2013 roku i zwrócić uwagę na realizację groźnego scenariusza:

„Dodatkowym atutem Belwederu będzie tzw. Narodowe Centrum Kryptologii (NCK) –jednostka wojskowa powołana w kwietniu br. zarządzeniem ministra obrony narodowej, o której prawdziwych zadaniach nadal niewiele wiadomo. Oficjalnie NCK ma zajmować się „konsolidacją kompetencji i zasobów resortu obrony narodowej w obszarze kryptologii”, istnieje jednak obawa, że prace Centrum mogą służyć również monitorowaniu internetu i udoskonaleniu kontroli elektronicznej. Dowodzenie NCK powierzono Krzysztofowi Bondarykowi, co w obecnej sytuacji wydaje się decyzją logiczną i dalekowzroczna. Dla Belwederu wiedza byłego szefa ABW stanowi cenny depozyt, z którego nie należy rezygnować. Istota „rządowej reformy” sprowadza się zatem do wyłonienia nowego rozdania w służbach i przeniesienia ośrodka decyzyjnego do Belwederu. Po jej przeprowadzeniu, prezydent sprawujący zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi, stanie się – za pośrednictwem ministra obrony narodowej nie tylko faktycznym decydentem w kwestiach bezpieczeństwa, ale uzyska realny wpływ na działania służb specjalnych.”

Wiele wskazuje, że właśnie NCK może stać się najważniejszym ogniwem w belwederskiej „koncepcji kułaka”. Przed dwoma miesiącami pojawiła się informacja, że Narodowe Centrum Kryptologii buduje w Legionowie ogromny kompleks laboratoryjno-obliczeniowy, który w przyszłości ma stać się główną siedzibą tej instytucji. 14 sierpnia 2014 r. NCK  przejęło w używanie powierzchnię 27 ha na terenie kompleksu wojskowego nr 8602, znajdującego się w podwarszawskim Legionowie. Wcześniejszy przydział (12,27 ha) okazał się zbyt mały na projekt budowy 16 obiektów, z przeznaczeniem na „pracę merytoryczną” NCK. Wśród nich ma powstać największe w Polsce centrum przetwarzania danych, z którego będą mogły korzystać pozostałe służby. Na potrzeby NCK przekazano także nieruchomości zlokalizowane na terenie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, o powierzchni około 6300 m2 oraz pomieszczenia znajdujące się na poziomie piwnic w bloku VIII budynku głównego WAT.

Z zapisu posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej (nr 80 z dn. 7 maja 2014 r) wynika, że „przewidywany stan etatowy NCK został określony na 300 żołnierzy i pracowników wojskowych”, zaś prowadzona w ramach NCK „konsolidacja zasobów w sferze „cyber” i „krypto” jest wstępem do utworzenia  Centrum Operacji Cybernetycznych.”

Projekt zbudowania tak elitarnej i doskonale uposażonej służby trzeba oceniać w perspektywie planów ośrodka belwederskiego. Szef BBN Stanisław Koziej w tekście „omawiającym najważniejsze zadania i wyzwania, przed jakimi stanie polski system bezpieczeństwa narodowego w 2015 r” stwierdził: „W 2015 r. bez wątpienia nadal wzrastać będzie znaczenia bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Na początku roku planujemy wydanie Doktryny Cyberbezpieczeństwa RP, pierwszego takiego dokumentu, odnoszącego się do zagrożeń i zadań zarówno w sferze militarnej, jak i cywilnej, krajowej i międzynarodowej, publicznej i prywatnej, instytucjonalnej i obywatelskiej. Powinna ona dać impuls do przyspieszenia prac nad budową narodowego systemu cyberbezpieczeństwa, niezbędnego wobec coraz to nowych wyzwań i zagrożeń związanych z funkcjonowaniem państwa, jego struktur i obywateli w cyberprzestrzeni.”

Jeśli podobne plany ujawnia środowisko politycznego patrona Wojskowych Służb Informacyjnych, a dla ich realizacji przeznacza się ogromne kwoty z budżetu państwa, sytuacja powinna wzbudzać najwyższe zaniepokojenie.  Wolno bowiem przypuszczać, że w gronie owych fachowców od cyberbezpieczeństwa i kryptografii narodowej znajdą się przede wszystkim ludzie związani z byłymi WSI lub rekomendowani przez to środowisko. Na czym polega zagrożenie, można zrozumieć przypominając słowa śp. profesora Jerzego Urbanowicza, wykładowcy KUL, kierownika Katedry Kryptografii i Algorytmicznej Teorii Liczb, pracownika w Instytucie Matematycznym Polskiej Akademii Nauk, doradcy w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.

W kwietniu 2008 roku, w tekście „Budowaliśmy nowoczesne służby ochrony państwa” prof. Urbanowicz pisał:

„Media szeroko pisały o politycznym aspekcie likwidacji WSI, niesłusznie pomijając bardziej drastyczny aspekt merytoryczny, w tym aspekt technologiczny. To, co zobaczyliśmy w WSI w 2006 r. było obrazem z naszych najgorszych snów. Brak Kryptografii Narodowej, rosyjskie firmy obsługujące łączność WSI, zagraniczne urządzenia kryptograficzne z wątpliwymi certyfikatami lub bez certyfikatów do przetwarzania informacji narodowej dla najważniejszych osób w państwie i dla armii, borykające się z problemami polskie firmy zajmujące się kryptografią a w tle zbudowany za miliony złotych zdekonspirowany strategiczny system obrony państwa (polskiego) podarowany innemu państwu.

Kształceni w Związku Sowieckim oficerowie z mentalnością sowiecką nie byli w stanie oszacować zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa i ryzyka działań (i zaniedbań) podejmowanych przez kolejne rządy. W rezultacie Polska jest dzisiaj znacznie bardziej bezbronna niż we wrześniu 1939 r.”

Po śmierci prof. Urbanowicza, Antonii Macierewicz napisał o nim: „Uniezależnił Służbę Kontrwywiadu Wojskowego od firm rosyjskich i wyeliminował ich wpływ na urzędy centralne, w tym na Kancelarię Prezydenta. Stawiał sprawę jasno: jego zadaniem jest stworzenie polskiego systemu kryptograficznego i oparcie go na narodowym systemie teleinformatycznym.”

Ponieważ ośrodek belwederski, jak i cały obszar aktywności służb specjalnych są dziś poza uwagą opozycji i „wolnych” mediów, niewiele wiemy o rzeczywistych założeniach ”Doktryny Cyberbezpieczeństwa”, a jeszcze mniej o pracach służby zarządzanej przez Krzysztofa Bondaryka. Można jednak przyjąć, że to środowisko nie będzie zainteresowane kontynuacją budowy struktury polskiego bezpieczeństwa kryptograficznego, zainicjowanej w roku 2006, lecz oprze całą „doktrynę” na doświadczeniach ludzi o „mentalności sowieckiej”.

To oznacza, że w najbliższym czasie czeka nas perspektywa zakreślona przez prof. Urbanowicza – „Polska jest dzisiaj znacznie bardziej bezbronna niż we wrześniu 1939 r”.

Nie pytam nawet – skąd bierze się pewność, z jaką środowisko Belwederu tworzy wieloletnieprojekty bezpieczeństwa (wykraczające daleko poza kadencję 2015 r),  zaś rząd przeznacza środki na rozbudowę służby, o której działaniach Polacy nic nie wiedzą?  Trzeba jednak pytać – jak to możliwe, że sprawy tak ważne dla naszej przyszłości nie znajdują się w centrum uwagi opozycji i są powszechnie ignorowane?

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2015/01/bez-pytan-bez-odpowiedzi.html , 8 stycznia 2015

Autor zdjęcia: British GCHQ – fot. za polska-zbrojna.pl – wybor zdjęcia wg.pco

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.12

Avatar

Autor: Aleksander Ścios