Izabela Brodacka Falzmann: Tajniacy i jawniacy


Wspominając dawne czasy uświadomiłam sobie, że we wszystkich znanych mi środowiskach obok tajniaków, których najbardziej wszyscy się bali pojawiali się- jak ich nazywaliśmy- „ jawniacy”. Ludzie, którzy nie tylko nie kryli swoich poglądów lecz również swoich podejrzanych powiązań. Byli przymilni, często

Izabela Brodacka Falzmann Fot. naszeblogi.pl
Izabela Brodacka Falzmann
Fot. naszeblogi.pl

pomocni w różnych sprawach, starali się uwiarygodnić i dochodziło wreszcie do sytuacji, że zgodnie z zasadą Teosia Klincewicza („ lepszy jest ubek znany niż nieznany”) wiele osób fundowało sobie zaprzyjaźnionego ubeka, z którym jakoś tam kolaborowali- we własnym mniemaniu oczywiście – na rzecz solidarnościowej rewolty. Potem okazywało się na ogół, że to ubek ich wykorzystywał, a nie oni ubeka, a mogło się skończyć nawet tak, że ich kontakty zostały po 89 roku uznane za agenturalne. Dlatego jeżeli ktoś przypadkiem odsłonił przede mną swoją ubecką proweniencję natychmiast zrywałam z nim znajomość. Nie byłam tak zarozumiała jak ludzie z „Tygodnika Powszechnego”, żeby uważać, że uda mi się „ prowadzić” ubeka. Dobrze wiedziałam, że niezależnie od okoliczności, to ja będę prowadzona.

Oto jedna z takich sytuacji. Opisuję ją ku przestrodze.

Był to rok 1985. Tadek, kolega z pracy męża miał niespotykany w naszym środowisku zwyczaj, wpadać do nas niespodziewanie. Bez zaproszenia i nawet telefonu. Swoją drogą zasady dobrego tonu zostały wtedy zawieszone i wiele razy nocowaliśmy nieznanych, czy wręcz ukrywających się ludzi. Mieszkamy blisko Dworca Centralnego. Mąż, żeby nie przedłużać zażenowania nieproszonych gości, miał zwyczaj pytać ich w progu :„ nocleg, herbata, siusiu czy zatelefonować?”.

Tadek kilka razy pojawił się z jeszcze innym kolegą. Jak pamiętam rozmowa tak bardzo nam się nie kleiła, że siadaliśmy w końcu do brydża. Dodam, że panowie grali w brydża na poziomie sportowym, a ja kart nie lubię i gram fatalnie. Nie mogłam zrozumieć dlaczego dobrzy gracze, zupełnie obcy ludzie, chcą się ze mną męczyć. Założyłam, że przez litość wobec słabej, również intelektualnie, płci. Zdarzały się jednak trudne do wyjaśnienia incydenty. Na przykład złapałam Tadka na tym,że pracowicie wertuje mój kalendarz. „ Interesują cię moje miesiączki?” – zapytałam brutalnie, czym mocno zbiłam go z tropu. Kładłam to wszystko na karb jego złego wychowania. Gdy jednak trudne do wyjaśnienia wybryki, na przykład szperanie po szafkach, powtarzały się, stanowczo wymówiłam panom dom. Powiedziałam, że nie życzę sobie ich wizyt. Tadek wpadł jeszcze niespodziewanie tylko raz, poszukując rzekomo męża w ważnej służbowej sprawie. Męża nie było, Tadek chciał czekać, był jakiś zmarznięty i zmęczony, poczęstowałam go zupą. W naszym domu nikomu nie żałowano przysłowiowej miseczki zupy.

Tadek zawsze interesował się wydawnictwami bezdebitowymi, które poniewierały się u nas w mieszkaniu. Dostawałam książki z Paryskiej Kultury i rozprowadzałam je wśród studentów za pośrednictwem pewnej studentki polonistyki Alinki, która robiła to niezwykle uczciwie, sprawnie i inteligentnie. Książki były rozdawane, a nie sprzedawane (co niestety zdarzało się innym kolporterom) i trafiały do osób naprawdę zainteresowanych. Przesyłanie tych książek do kraju to osobna historia, zupełnie jak z kryminalnej powieści. Paczki udawały przesyłki charytatywne, książki były na przykład zawieszane na gumkach w firmowym pudełku z zachodnim proszkiem do prania. W pudełku umieszczano również trochę prawdziwego proszku, tak żeby było słychać,że się przesypuje przy ewentualnym potrząśnięciu. Waga pudełka też była odpowiednio dobrana. To wszystko dla zmylenia celników. Zastanawiam się teraz czy te zabezpieczenia faktycznie działały czy też zostałam wytypowana do rozprowadzania książek. Zaprzyjaźniony drukarz dowiedział się kiedyś, właśnie od Teosia Klincewicza, (a Teoś od „swojego ubeka”), że został jako mało ważny działacz wytypowany przez SB do drukowania. Był bardzo rozżalony. „Gdybym to wiedział wcześniej, mogłem drukować w ogródku, nie musiałem tracić zdrowia w piwnicy” – mawiał potem. Gdyby to wiedział, zerwałby zapewne wszelkie kontakty z Teosiem i zaczął się ukrywać. Trudno nam było przyjąć do wiadomości, że nasza działalność to były „takie podchody”. Tak w każdym razie, w czasie sprawy sądowej, określił działalność „taterników” goprowiec Michał Jagiełło, „jawniak”.

Trudno mi dziś uwierzyć, że tak się bawiliśmy (a w naszej opinii ryzykowaliśmy) dla przemycenia do Polski, wywożonych przedtem tajnie z Polski na Zachód, tekstów Leszka Kołakowskiego, ale przecież tak było.

Tadek był ostatnią osobą, z którą chciałabym o tym wtedy mówić choćby dlatego, że ciągle ponawiał próby wyciągnięcia ode mnie informacji. Chciał wiedzieć kto te książki przysyła, kto je dostaje, kto je rozprowadza? Jakąś książkę nawet pożyczył okazało się, że niefortunnie cudzą. Właściciel zażądał natychmiastowego zwrotu, więc pojechaliśmy z mężem w nocy taksówką pod adres Tadka, który mąż spisał swego czasu z dowodu osobistego, angażując go do pracy. Pod tym adresem był pusty parking. W naiwności swojej pomyślałam, że kamienicę niedawno rozebrano ale parkingowy wyprowadził mnie z błędu. „W tym miejscu nigdy nie było żadnej kamienicy”- powiedział. Sytuacja stała się jasna. Fałszywy adres w dowodzie osobistym mógł być wpisany tylko przez służby. Tadek przestał się u nas pojawiać. Pewnego dnia, późnym wieczorem, zadzwonił do mnie bardzo pijany z jakiejś knajpy. W tle słychać było dźwięk sztućców i gwar rozmów. Szlochając powiedział: „ Nie zapomnę ci, że dałaś mi zupę choć dobrze wiedziałaś kim jestem”. Nigdy więcej go nie spotkałam.

W środowisku górskim i żeglarskim też kręciło się sporo „jawniaków”. Pomagali załatwiać paszporty, karcili za spóźnienia z wyjazdów zagranicznych, informowali o spodziewanych przeszukaniach. Taki „jawniak” znany wszystkim z imienia i nazwiska działał również w spółdzielni robót wysokościowych „Świetlik”, która stała się kuźnią gdańskich liberałów.

O wiele ciekawsze byłoby dla mnie jednak ustalenie, kto w tym środowisku był i nadal jest tajniakiem.

Tekst drukowany w numerze 2 ( 395) Gazety Warszawskiej

Izabela Brodacka Falzman
Blog autorski

Źródło: http://naszeblogi.pl/52036-tajniacy-i-jawniacy , 2015-01-11

Zdjęcie główne:  Malowanie kominu w EC Siekierki. Fot. Bartosz Bobkowski, AG / Wybor zdjęcia wg.PCO

Więcej felientonów pani Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu   >   >    TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.12

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann