Aleksander Ścios: OD KALININGRADU DO MARSZU NA EUROPĘ


Bez Dekretu   

 

Jeśli przedstawiciele reżimu mogą dziś uchodzić za rzeczników Ukrainy i przeciwników kremlowskiego satrapy, mamy do czynienia z tak niebywałym zjawiskiem, że nie sposób wyjaśnić go w racjonalnych kategoriach. Pokolenia przyszłych historyków i socjologów będą musiały zmierzyć się z odpowiedzią na pytanie – jak to możliwe, że najbardziej prorosyjska i regresywna grupa polityków, jaka kiedykolwiek pojawiła się w polskiej rzeczywistości, mogła uchodzić za formację „postępową” i „liberalną”? Uważam, że na miano „liberałów” bardziej zasługują peerelowscy towarzysze Olszowski i Grabski, niźli ludzie, którzy decydują dziś o polityce III RP. Wielka w tym wina tzw. opozycji i związanych z nią mediów, że przez ostatnie osiem lat nie potrafiły pokazać oblicza tej obskuranckiej i twardogłowej zbieraniny.

Prowadzona od wielu miesięcy kampania medialna wykreowała owych „liberałów” nie tylko na przeciwników Putina i koalicjantów europejskich „sił postępu”, ale sprawiła, że są postrzegani jako proamerykańscy i pro natowscy.

To już wizja bardzo niebezpieczna i byłoby prawdziwym nieszczęściem, gdyby w roku wyborczym politycy USA mieli zostać przekonani, że reżim Komorowskiego gwarantuje skuteczny opór przed zakusami Putina. W perspektywie procesów zachodzących w Ameryce (mocna opozycja Kongresu wobec Obamy) i bliskiego odejścia  najgorszego w dziejach prezydenta, takie okoliczności mają niezwykle istotne  znaczenie.

Poza tworzeniem fałszywego wizerunku, celem kampanii propagandowej jest wzbudzenie przeświadczenia, jakoby przedstawiciele reżimu mogli zapewnić Polakom bezpieczeństwo i byli gotowi bronić nas przed rosyjską agresją.

Czytelnikom tego bloga nie muszę wyjaśniać, że taka teza jest kompletnie nonsensowna – dla każdego, kto posiada wiedzę o rodowodzie PO i zachowaniach tej grupy przed, w trakcie i po zamachu smoleńskim. Jej niedorzeczność ujawnia się w polityce zagranicznej III RP, sprowadzonej do roli rosyjskiego konia trojańskiego, w decyzjach dotyczących energetyki, czy służb specjalnych, w obszarze wojskowości i kultury, w rozlicznych „strategiach” środowiska Belwederu, w setkach rozstrzygnięć politycznych i ekonomicznych. Trzeba byłoby zapomnieć o realiach lat 2008-2013, by uwierzyć, że tak prorosyjski reżim może być zdolny do zrzucenia niewolniczych pęt.

I jeśli możemy dziś mówić o zatrważającej skuteczności tej kampanii, to tylko dlatego, że większość naszych rodaków nie jest w ogóle zainteresowana przyszłością kraju lub nie potrafi sięgnąć pamięcią dalej niż w bieżący przekaz propagandy.

Wydawałoby się, że przypominanie prorosyjskich „dokonań” reżimu PO-PSL leży jednak w interesie opozycji i będzie podstawą każdej, racjonalnej kampanii wyborczej. To temat niewyczerpany i dostępny do eksploatacji przez wiele miesięcy. Nie tylko w kontekście Smoleńska, ale poprzez ukazanie, jak szkodliwe i groźne dla Polaków były decyzje podejmowane w imię utrwalania „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. Tym bardziej, jeśli zagrożenia te nigdy nie zniknęły, a to, co robi reżim nadal sytuuje go w roli wykonawcy obcych dyspozycji.

W poprzednim tekście wskazywałem na priorytety interesów rosyjskich i niemieckich związanych z likwidacją polskich kopalni. Późniejsze wydarzenia potwierdziły intencje reżimowych graczy. By uniknąć nadmiernych emocji, ale też uchylić się od dosadnej krytyki, zaniechałem komentowania tego, co o tzw. porozumieniu z górnikami mówili  przedstawiciele „wolnych” mediów i politycy PiS.

Uważam jednak za konieczne, by jasno i bez niedomówień postawić postulat arcyważny dla polskiego bezpieczeństwa i zrozumiały dla każdego, kto zna intencje naszych wrogów: trzeba uczynić wszystko, by w roku 2015 zamknąć granicę z Kaliningradem.

Na temat tego antypolskiego projektu pisałem już wielokrotnie i poniżej zamieszczam linki do niektórych tekstów. Nie będę więc przypominał rzeczy oczywistych ani po raz kolejny wyjaśniał – dlaczego zamknięcie granicy leży w polskim interesie.

W ostatnim czasie pojawiły się jednak dodatkowe argumenty, o których warto wspomnieć.

W ciągu półrocza drastycznie spadła liczba osób zainteresowanych przekroczeniem granicy (w relacji styczeń 2014 – styczeń 2015 granicę przekroczyło dwukrotnie mniej Rosjan). Spadła także wymiana handlowa z obwodem kaliningradzkim (w okresie trzech kwartałów 2014 r. import z Polski zmniejszył się o 13,5 proc, a Polska znalazła się zaledwie na 7 pozycji wśród krajów-dostawców do Obwodu Kaliningradzkiego). Prawie dwukrotnie wzrósł za to eksport do Polski i dziś wynosi 102,2 mln USD (4,2 proc udziału w eksporcie obwodu). Warto przy tym zauważyć, że o ile Polska wysyłała do Kaliningradu głównie artykuły spożywcze, wyroby chemiczne i elektromaszynowe, to do Polski trafiają przede wszystkim odpady przemysłu spożywczego, pasze oraz tytoń i wyroby tytoniowe. Nie przypadkiem profil tej „wymiany” przypomina realia PRL-u.

Biura turystyczne w Kaliningradzie notują 70 procentowy spadek zainteresowania wyjazdami do Polski. Rosjanie nie tylko nie mają pieniędzy na zakupy w polskich sklepach, ale ich sytuacja bytowa wygląda wręcz tragicznie. W Kaliningradzie podrożały wszystkie artykuły spożywcze i opustoszały półki sklepowe. Szczęśliwcy, którym uda się wyjechać do Polski muszą liczyć się z drobiazgowymi kontrolami celników rosyjskich. Media kaliningradzkie codziennie informują o zatrzymaniu „przemytu” polskiego mięsa, sera, a nawet pieczywa.

Tych, którzy zwyczajowo bredzą o „argumentach ekonomicznych”, „ożywieniu gospodarczym” i „regionalnych korzyściach” płynących z otwartej granicy, odsyłam do oficjalnych statystyk, z których jednoznacznie wynika, że opowieści o Rosjanach – cennych klientach należą do mitologii. Powinni również zapoznać się z dziesiątkami antypolskich, wrogich wypowiedzi publikowanych w mediach kaliningradzkich. Oskarża się tam Polaków o „rusofobie” i wykorzystywanie „przejściowych trudności” w handlu, naśmiewa z „polskich sankcji” i jako przykład uzależnienia od Rosjan wskazuje na jedyną formę „polskiej turystyki” – tankowanie paliwa na rosyjskich stacjach.

Trzeba też przypomnieć o wydarzeniach z ostatnich tygodni. Wydana niedawno rosyjska „doktryna wojenna” przewiduje „koncentrację i umocnienie możliwości bojowych” w najważniejszych dla Rosji obszarach. Zaliczono do nich Obwód Kaliningradzki. Zgodnie z wolą Putina ten „przyczółek Rosji wobec najbardziej agresywnych i rusofobicznych państw NATO” ma stać się „militarną tarczą” oraz miejscem, w którym „Rosja skoncentruje swoją siłę bojową”. Nie sposób dziś zliczyć ćwiczeń i manewrów wojskowych, prowadzonych na terenie obwodu. W 2015 roku rozpocznie się tam budowa nowych radiotechnicznych kompleksów służących „kontroli przestrzeni kosmicznej”, a już dziś Rosjanie zgromadzili na granicy z Polską siły dostateczne do natychmiastowej agresji.

Dzisiejsza informacja o zatrzymaniu we Francji grupy rosyjskich terrorystów, wysłanych tam przez Kadyrowa (o tych ustaleniach wywiadu propaganda III RP już nie wspomina) powinna przypomnieć, że otwarta granica z Kaliningradem stwarza idealne warunki do przeprowadzenia dowolnej prowokacji lub akcji terrorystycznej, ułatwia przenikanie do Polski rosyjskiej agentury i jest zarzewiem potencjalnych problemów i konfliktów. W relacjach dotyczących zatrzymania terrorystów wspomina się, że ich dotarcie do Paryża było możliwe dzięki braku kontroli na granicach UE. Pojawia się pytanie – ilu „rosyjskich turystów”, przechodząc przez przejścia Obwodu Kaliningradzkiego dostało się następnie na teren państw UE? Ilu z nich jest już w Polsce i planuje akcje na Litwie czy Ukrainie?

Wydaje się oczywiste, że temat otwartej granicy z obwodem nie powinien schodzić z łam „wolnych” mediów i być wciąż przypominany przez polityków opozycji. Jeśli nie z uwagi na zagrożenia, których wielorakość (od epidemiologicznych, po militarne)  ukrywa się przed Polakami, to z tego powodu, że nie ma dziś tematu równie doniosłego i równie niezastąpionego, by obnażyć prawdziwą twarz moskiewskich marionetek i pokazać prorosyjski charakter reżimu. Nie sądzę, by w okresie przedwyborczym był to błahy argument.

Żądając natychmiastowego zamknięcia granicy z Kaliningradem (umożliwia to art. 12  umowy o zasadach małego ruchu granicznego) i wskazując na zagrożenia związane z projektem „Prusy Wschodnie”, można nie tylko przyczynić się do poprawy naszego bezpieczeństwa, ale łatwo udowodnić, że nie dba o nie grupa rządząca.

Utrzymywanie otwartej granicy z Rosją jest przecież wyrazem słabości i uległości reżimu. Potwierdza również, że jest on uzależniony od Moskwy i Berlina, zaś sprawy bezpieczeństwa Polaków traktuje z niebywałą nonszalancją i pogardą. Trudno znaleźć temat bardziej nośny i adekwatny, by wykazać fałsz obecnej narracji propagandowej i pokazać, że ludzie PO-PSL są bardziej „przyjaciółmi Putina” niż dbają o interesy Polaków.

Temat Kaliningradu musi być podnoszony na forum międzynarodowym – również dlatego, że stanowi element antypolskiego paktu, w którym współuczestniczą przywódcy unijni. Trzeba o nim mówić w USA i zainteresować nim opinię światową. Dla normalnych społeczeństw jest niezrozumiałe – dlaczego państwo zagrożone rosyjską napaścią i doświadczone półwieczem rosyjskiej okupacji, utrzymuje otwartą granicę z agresorem i pozwala na „ruch graniczny” z najbardziej zmilitaryzowanym miejscem na świecie.

Jeśli są dziś środowiska polityczne poważnie myślące o czekających nas wydarzeniach, powinni sformułować jasny przekaz: jak Ukraina jest etapem i „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina, tak „projekt Prusy Wschodnie” i otwarta granica z Kaliningradem mają stanowić symbol tego przymierza i prowadzić do reaktywacji historycznych demonów.

Utrzymując tak groźne status quo, reżim III RP nie może być wiarygodnym partnerem dla sił, które chciałyby ukrócić rosyjską dominację i powstrzymać „marsz na Europę”.

Linki:

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2015/01/od-kaliningradu-do-marszu-na-europe.html , 20 stycznia 2015

Na zdjęciu żołnierze rosyjscy stacjonujący w Kaliningradzie. Fot. za: wiadomosci24.pl – wybor zdjęcia wg.pco

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.21

Avatar

Autor: Aleksander Ścios