Janusz Niemczyk: Spotkanie elit. Stąd do wieczonści.


goniec_thumb.jpg

Inżynierowie w osiemnastym i dziewiętnastym wieku byli siłą napędową rozwoju ludzkości. Oni tworzyli elity elit. Oni stawali się najbogatszymi ludźmi. Oni cieszyli się największym poważaniem i szacunkiem. Początek dwudziestego wieku był podobny. Tu też dominowali inżynierowie. Ale powoli inżynierów w popularności zawodów zaczęli wyprzedzać ci, którzy tworzyli dla nich otoczenie: prawnicy, ekonomiści, finansiści.

Kiedyś oceniało się projekty na podstawie ośmiu lat ich życia. Ekstrapolację i spłatę długów długoterminowych oceniano w perspektywie 25 lat. Później zaczęto przedłużać ekstrapolację życia pomysłu inżynieryjnego. A jeszcze później weszły nowe instrumenty finansowe jeszcze bardziej ekstrapolujące w przyszłość życie projektów. Pojawiły się derywatywy, czyli pochodne pożyczek. I już chyba dzisiaj nikt się nie zastanawia, na jak długi okres można tak naprawdę ekstrapolować w przyszłość rozwiązania inżynieryjne dnia dzisiejszego. A i korekty w postaci recesji przychodzą. Doszło przecież do recesji w 2008 roku, recesji derywatyw, recesji pochodnych. Okazało się, że niektóre państwa mogą ominąć budowę bogactwa w oparciu o materialny rozwój i później ekstrapolację jego wykorzystania. Okazało się, że można tworzyć instrumenty finansowe obiecujące to, że taki rozwój istnieje. Te instrumenty nazwano derywatywami oraz quantitative easing (druk pieniądza).Okazało się, że za pomocą tych instrumentów finansowych można żyć na kredyt innych państw. Później zaś za pomocą śmiałych bankructw banków i funduszy inwestycyjnych można ominąć konieczność spłaty ewentualnych długów, czy też zwrotu inwestycji innych krajów czy obcokrajowców. Rzadko kiedy zdarza się jednak, by w mediach krytykowano prace inżynierów finansowych, tych którzy wprowadzili pochodne pożyczek do obiegu finansowego i w końcu spowodowali jeden z największych ekonomicznych kryzysów światowych w historii ludzkości. Inżynierowie finansowi, prawnicy są górą. Ich mitologia stała się religią świata Zachodu.
Inżynierowie budowlani, elektrycy, mechanicy przycupnęli, ukryli się gdzieś w zakładach pracy, media ich nie pokazują i jest tak, jakby ich w ogóle nie było.

W Polsce od 25 lat inżynierowie borykają się z innego rodzaju problemem. Po upadku ideologii i mitologii komunistycznej w Polsce rządzi mitologia prywatyzacji skutkująca wyprzedażą majątku państwowego. Trzeba tu jeszcze raz podkreślić – jest to mitologia niesprzyjania prywatnej inicjatywie i skutkująca powiększaniem prywatnego i państwowego majątku trwałego, lecz mitologia jego wyprzedaży. Ta mitologia miała niedawno swoje konsekwencje w próbie przegłosowania przez koalicję rządzącą zmiany ustawy zasadniczej dotyczącej lasów państwowych. Po zmianie tej ustawy lasy państwowe mogłyby być sprzedawane.

Ludzie rządzący Polską nie zdobyli się na ochronę praktycznie żadnej z dziedzin wytwórczości. Nie zdobyli się na ochronę i wsparcie żadnej z dziedzin, w której Polska mogłaby się specjalizować, sprzedawać coś z dużym zyskiem i zdobywać rynki innych krajów. Wokół takiej dziedziny mogłyby żyć i tworzyć się inne rodzaje wytwórczości inżynierów, czy też powstawać usługi. Był taki moment, kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych Roman Kluska stworzył Optimusa, który był trzecią co do wielkości na świecie firmą produkcji komputerów osobistych. Państwo w osobie ministerstwa finansów, ale również i przy pomocy polskiego wojska zmusiło właściciela Optimusa do rozprzedania swojej firmy. W każdym razie tak jak w trakcie pierwszych lat powojennych, a później w czasach komunizmu, w Polsce dominowała ideologia tworzenia i budowania, często przy ponoszeniu olbrzymich kosztów ludzkich (w tym i przy utracie życia tysięcy ludzi) i przy wyrzeczeniach całych grup społecznych, tak przez ostatnie 25 lat w Polsce rządzi mitologia sprzedaży majątku trwałego kiedyś wytworzonego przecież przez inżynierów. Oni sami zaś zostali zepchnięci gdzieś do tyłu. O nich się nie mówi, nie pisze, nie są ani poważani, ani popularni w społeczeństwie. Na społecznej drabince znajdują się gdzieś za finansistami i prawnikami. Jednak ci ostatni tworzą tylko otoczenie sprzyjające pracy inżynierów. Finansiści pomagają gromadzić i zdobywać kapitał. Przynajmniej tak jest w teorii. Prawnicy mają chronić pomysły i wyniki pracy inżynierów. Bez inżynierów finansiści nie mieliby dla kogo gromadzić kapitału, prawnicy nie mieliby kogo ochraniać.

Zawody prawników i finansistów są elementem wtórnym wobec zawodu i pracy inżyniera. Ale to co wtórne, stało się w wyobraźni powszechnej ważniejsze, a to co naprawdę istotne, zostało zepchnięte w społecznym odbiorze gdzieś daleko do tyłu.

Mitologia sprzedaży zwyciężyła zarówno w Polsce, jak i w świecie tak zwanego Zachodu. Są jednak kraje, takie jak Korea czy Finlandia, które nie wpadły w pułapkę mitologii sprzedaży i narzucają światu wzorce rozwoju. Postawiły na naukę, w tym na naukę od wychowania podstawowego do inżynieryjnego. Później opiekują się ludźmi, którzy są dobrze wykształceni, którzy wymyślają i tworzą nowe rzeczy. Szczególnie mała, zacofana kiedyś Korea może być dla mitologii sprzedaży i druku pieniędzy bez pokrycia przykładem rzeczywistego postępu i triumfu pracy inżyniera. To inżynier stworzył dobrobyt w tym kraju, a nie prawnik, nie finansista sprzedający derywatywy. Realny sukces gospodarczy Korei to wzorzec dla postępu i możliwości rozwoju krajów – czy tego chcemy, czy nie chcemy. W tym koreańskim sukcesie inżynierowie odgrywają główną rolę.

Na dzisiejszy spadek etosu i estymy, jakimi cieszyli się inżynierowie, ma również duży wpływ gwałtowny rozwój różnych specjalizacji inżynierskich.

Kiedyś, jeszcze stosunkowo niedawno były dwie specjalizacje inżynierskie: inżynier budowlany i inżynier mechanik. Dzisiaj mamy dziesiątki, jeśli nie setki różnych specjalizacji. Inżynieria wkracza również na pogranicze dziedzin niezaliczanych z pozoru do zawodów inżynierskich. Przykładem takiego zawodu może być zawód programisty.

Czy wobec różnorodności specjalizacji inżynierskich jest potrzeba jakiegoś wspólnego organizowania się inżynierów? Niewątpliwie tak! Stowarzyszenie Inżynierów Polskich w Kanadzie wyszło z propozycją zorganizowania zjazdu rady inżynierów Ameryki Północnej. Zjazd odbył się w dniach 23-25 października ubiegłego roku w Toronto. Na zjazd udało się zaprosić inżynierów z Polski w osobach rektorów i prorektorów kilkunastu uczelni politechnicznych z Polski, wykładowców z uczelni z USA i z Kanady oraz inżynierów praktyków. Na spotkanie udało się też zaprosić prezesa PERI Polska pana Michała Wrzoska. Firma PERI zajmuje się produkcją i wynajmem rusztowań na potrzeby budownictwa. Organizatorami zjazdu był prezes Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie Hieronim Teresiński oraz inżynier Andrzej Nowak z Uniwersytetu Auburn w Alabamie w USA i jednocześnie prezes Rady Polskich Inżynierów w Ameryce Północnej.

W programie spotkania Rady Inżynierów Polskich Ameryki Północnej było między innymi zwiedzanie elektrowni w Durham (elektrownia w Durham jest jednocześnie zakładem utylizacji i spalania śmieci), wizyta w nowoczesnych zakładach produkcji części samolotowych Cyclone Manufacturing, odwiedziny na Uniwersytecie Waterloo, zwiedzanie miasta Toronto, no i z tradycyjna wyprawa nad wodospady Niagara. Główną jednak częścią spotkania były krótkie wykłady uczestników zjazdu obejmujące zakres wiedzy ujęty w czterech sesjach tematycznych. Zatrzymam się na dwóch wykładach. Pierwszym był niezwykle ciekawy wykład byłego prezesa Ontario Society of Professional Engineers, pana Paula Acchione. W ubiegłym roku pan Acchione powołany został na członka Canadian Academy of Engineering. Mówca niezwykle krytycznie odniósł się do niektórych projektów wytwarzania tzw. energii alternatywnej, takich jak wiatraki czy też panele słoneczne. Projekty te, jego zdaniem, nie są przemyślane pod kątem kosztów realizacji i eksploatacji oraz także pod kątem ich geograficznej lokalizacji. Decyzje o powstaniu projektów podejmowane są przez polityków bez współuczestnictwa inżynierów i bez należytej analizy kosztów. W efekcie niektóre z projektów powstałych na terenie Ontario są niezwykle kosztowne. Tradycyjne metody wytwarzania energii elektrycznej, w tym energia atomowa uzupełniona energią elektryczną wytwarzaną za pomocą turbin napędzanych węglem lub ropą, są znacznie tańsze, a co najważniejsze – produkcja energii może być przewidziana i dostarczana zgodnie z aktualnym zapotrzebowaniem. Wobec bariery technicznej, jaką jest składowanie energii elektrycznej, jest to aktualnie jedyny sposób na tanie tworzenie i dostarczanie energii elektrycznej.

Wykład ten był ostrzeżeniem dla tych decydentów i tych polityków w innych częściach świata, którzy kierując się modą, mogą podejmować bardzo kosztowne decyzje dotyczące rozbudowy bezsensownych projektów na energię alternatywną – na przykład budowy wiatraków w regionach, gdzie nie wieje wiatr, lub budowy paneli słonecznych w regionach, gdzie nasłonecznienie jest niewielkie.

Innym ciekawym prelegentem był pan Ryszard Trykosko, który jest prezesem firmy Spółka Gdańskie Inwestycje Komunalne Sp. z o.o. (GIK). Spółka ta budowała między innymi stadion Amber Arena w Gdańsku. GIK jest spółką, która była i jest zaangażowana w wykonanie dziesiątków projektów budowlanych. Pan Trykosko przedstawił działalność spółki, w tym i budowę stadionu Amber Arena w Gdańsku. Amber Arena dostał w 2012 roku prestiżową nagrodę The Stadium Business Award, a także wiele innych nagród w dziedzinie architektury i funkcjonalności obiektu. Po prelekcji pana Ryszarda Trykoski wszedłem na portal spółki GIK. Przynajmniej ze zdjęć zamieszczonych na portalu można stwierdzić, że wszystkie budowle, w których wykonanie GIK jest zaangażowana, są po prostu piękne.

Będąc w Kanadzie, gdy spotkałem się ze wzornictwem przemysłowym, uderzyło mnie to, że na przykład osobom włoskiego pochodzenia łatwo przychodzi tworzyć projekty wzornicze. Podobnie jest z Hiszpanami i Francuzami. Tłumaczę to sobie tym, że ich kraje nie były zniszczone. Artyści, architekci, projektanci mody wyrastali w pięknych miastach pełnych pięknych, niezniszczonych domów, wspaniałych budowli, wielkiej sztuki, która była tworzona przez setki lat. Nikt nigdy jej nie zniszczył. Mogli obserwować i wzorować się na otaczającym ich pięknie, w tym wytworzonym pracą umysłów i ludzkich rąk. Polacy tak naprawdę dopiero teraz tworzą coś, z czego kiedyś będą czerpały wzorce tysiące projektantów i artystów. Pan Trykosko i jego pracownicy współtworzą przyszłość tysięcy ludzi. Jest przy tym osobą bardzo miłą i skromną. To rzadki przykład człowieka sukcesu, który nie chowa się za maską oschłości lub zarozumiałości. Ma poczucie, że to, co robi, przetrwa materialnie oraz przetrwa w pamięci i wyobraźni ludzi dziesiątki lat, jeśli nie całe wieki.

Prawdziwy twórca i inżynier. Stąd do wieczności

Należy wyrazić raz jeszcze serdeczne podziękowanie organizatorom zjazdu, w tym panu Hieronimowi Teresińskiemu i panu Ryszardowi Nowakowi, którzy włożyli dużo serca i pracy w organizację zjazdu. Serdeczne podziękowania za przyjazd tylu utytułowanych osób. Serdeczne podziękowanie dla PERI Polska. Okazało się również, że nie bez znaczenia przy organizacji zjazdu było to, że na miejsce zjazdu wybrano Kanadę. Wpływ na to, że na przyjazd zdecydowało się tak wielu zajętych sprawami zawodowymi rektorów i prorektorów, miał fakt, że między Polską i Kanadą jest ruch bezwizowy.

Inżynieryjna godzina pracy w kosztorysach jest wyceniana w Polsce średnio na 500 złotych na godzinę, w Kanadzie na 500 dol. na godzinę. W przypadku rektorów i prorektorów ta stawka godzinowa jest chyba jeszcze wyższa. Kiedy na tym zjeździe miałem kontakt z rektorami, prezesami, z ludźmi tej rangi, czułem nie tylko przyjemność, ale i wartość tej chwili i tego momentu w moim życiu.

Szkoda tylko, że zjazd został niechcący przez wiele osób potraktowany jako impreza zamknięta, przeznaczona tylko dla wybranych uczestników, przez co wiele osób w nim po prostu nie uczestniczyło.

Janusz Niemczyk, Toronto

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci