Artur Pietrzak: Wdzięczność– pojęcie w polityce nie znane


Gazeta Obywatelska

 

W czasie podróży po Afryce Henryk Sienkiewicz był świadkiem rebelii, która wybuchła w jednej z brytyjskich kolonii. Rozmawiając z tamtejszymi Anglikami stwierdził, że buntującym się ludziom zapewne chodzi o wolność. W odpowiedzi usłyszał: „Kiedy wy, Polacy mówicie o wolności – szybko tracicie rozsądek…”

Umiłowanie wolności, zdolność do poświęceń w jej imię,  walka o nią na rzecz innych krajów – to przepiękne, wspaniałe cechy naszego narodu. To część polskiej tradycji, z której powinniśmy być dumni i którą powinniśmy kontynuować. Zarazem jednak uważam, że nie bluźniąc narodowym świętościom i ofiarom naszych przodków – warto zastanowić się nad słowami cynicznego Anglika.

Przez nas bez nas 

Pod koniec XVII stulecia uratowaliśmy Austriaków. Działaliśmy tu pośrednio także w naszym, choć bezpośrednio i przede wszystkim – w interesie austro – niemieckim. Za co ocaleni przez nas odpłacili potem likwidując nasze państwo.

Powstanie Listopadowe zakończyło się dla nas tragicznie, choć bez niego niepodległości nie odzyskałaby Belgia. Ciekawe ilu Belgów o tym wie i to docenia?

Bez nadludzkiego wysiłku Polaków żaden z krajów nadbałtyckich nie miał cienia szansy na niepodległość. Tymczasem to Litwa – kraj, którego bez wylanej wtedy polskiej krwi w ogóle by nie było – darzył nas w międzywojennym dwudziestoleciu zdecydowanie największą wrogością.

Francuzi i Anglicy 

Hitlera skłoniliśmy do ataku na nas a nie na Francję, gdyż nikt nie miał wątpliwości, że w obronie Francji Polacy rzucą się na Niemców choćby i z gołymi rękami. Tymczasem Francja nie tylko nie zrobiła dla nas nic, ale od dziesięcioleci przyczynia się  znacząco do kreowania jak najgorszego obrazu Polski w świecie i ze skrajnym cynizmem wykreśla naszą rolę w walce o wolność Francji i w roku 1940 i 1944. Kto nie wierzy – niech poogląda francuskie książki i filmy, z których dowiedzieć się często można dużo o słoweńskim plutonie sanitarnym, ale o dywizji gen. Maczka nawet w opasłych tomach można nie uświadczyć jednego słowa.

Nie inaczej w Anglii, w obronie której ginęli nasi ludzie, za co zapłatę dostaliśmy w postaci rachunków nie tylko za samoloty użytkowane przez polskie dywizjony, broniące Anglii przed Luftwaffe, ale nawet za opatrunki naszych rannych i mandaty za wykroczenia drogowe, popełnione przez naszych lotników, kiedy był alarm i trzeba było spieszyć do jednostki. Jeśli ktoś nie wie – to informuję: za każdą kroplę benzyny, każdy nabój, łyk zupy i każdą skarpetkę polskiego żołnierza z Sił Zbrojnych na Zachodzie płaciliśmy Anglikom polskim złotem, którego oczywiście nie starczyło, więc długi z tego tytułu nasz kraj spłacał Wielkiej Brytanii aż do roku 2007.

Operacja iracka

Podobne fakty można by wyliczać jeszcze bardzo długo. Po co o nich piszę? Po to, by raz na zawsze wytłuc z polskich głów wszelkie rojenia o czymś takim, jak „wdzięczność w polityce”. Takie zjawisko występuje tylko w Polsce i w polskiej wyobraźni. Jeśli ktoś jeszcze tego nie zrozumiał to niech przypomni sobie rok niedawny – 2002. Stanom wtedy naprawdę mogło zależeć na uczestnictwie choćby garstki Polaków w operacji irackiej. Bo tylko i wyłącznie my nadawaliśmy tej operacji walor „międzynarodowości”. Oprócz Amerykanów na wojnę tę wybierali się bowiem wyłącznie Anglosasi – Amerykanie, Anglicy i Australijczycy.

Do tej „koalicji” przyłączyliśmy nie zgłaszając żadnych oczekiwań, więc kiedy przestaliśmy już być potrzebni, usłyszeliśmy to, co w 1944 gen Sosabowski usłyszał od Montgomerego a w 1945 gen. Anders od Churchilla. Wtedy brzmiało to „już nie jesteście nam potrzebni”, teraz: „przecież robiliście to tylko w swoim własnym interesie”.

„Polacy nas podjudzili” 

Podzielam pogląd, że dziś Ukraińcy walczą także w polskim interesie. Zgadzam się z Marcinem Wolskim, wg którego „lepsza za Bugiem ukraińska Bandera, niż jakakolwiek ruska flaga”. Jeśli jednak liczymy na to, że nasze zaangażowanie po stronie Ukraińców zaowocuje jakąkolwiek polityczną wdzięcznością – to pewni możemy być tylko jednego. Tego, że bardzo się przeliczymy.

Już dziś coraz częstsze są wśród Ukraińców opinie, że „to Polacy nas podjudzili”, że to z naszej zachęty wpędzeni zostali w rozgrywające się na wschodnich rubieżach ich kraju nieszczęścia. Na szczytach ukraińskiej polityki nie jest inaczej. W imię ich interesu Polska zaogniała swoje stosunki z Rosją, ściągnęła na siebie  gospodarcze retorsje, lecz to dla polskiego mięsa ukraińskie granice były zamknięte. A otwarte – nawet dla Rosji, dla kraju z którym Ukraina – prowadzi wojnę!

Nie zdziwiło mnie to, że na konferencjach w sprawie Ukrainy nie są obecni przedstawiciele Polski. Dyplomatołectwo, konsekwentnie realizowane przez Radosława Sikorskiego a potem Grzegorza Schetynę od ośmiu lat skutkuje głównie tym, że Polska na arenie międzynarodowej znaczy coraz mniej.

Nieobecność przedstawicieli państwa na konferencji w sprawie wojny toczonej między dwoma sąsiadami tegoż państwa – to kompromitacja rzadkiego kalibru. Znając jednak jakość szefów naszego MSZ – u nic tu nie może dziwić. Świadczy to też jednak i o tym, że i sama strona ukraińska naszą obecnością na tych spotkaniach nie była zainteresowana. I z tego też powinniśmy umieć wyciągać wnioski.

Nie zwrócili kościołów 

Wielu liczyło na to, że popieranie Ukraińców zaowocuje z ich strony jakimiś analogicznymi gestami. Kończą się one jednak na serdeczności pojedynczych ludzi. Tych, którzy liczyli na to, że może Polacy odzyskają teraz na Ukrainie któryś ze swoich kościołów, choćby tych od lat nieużytkowanych i stojących w ruinie, bardzo się przeliczyli.

Na Białorusi, której wcale przecież nie „głaskaliśmy”, Polacy odzyskali dziesiątki świątyń (w tym kilka w samym Mińsku, gdzie Polaków najmniej). We Lwowie – Ukraińcy nie oddali dotąd ani jednego. W rękach katolików jest dziś dokładnie tyle samo lwowskich świątyń, co za Stalina – czyli: dwa.

Pomniki dla ludobójców 

Pomniki Stepena Bandery i innych architektów dokonanego na Polakach ludobójstwa, od lat stoją w dziesiątkach ukraińskich miast. Teraz sformowane nawet zostały oddziały, noszące imię ludzi, których dziełem życia było bestialskie wymordowanie, wg najostrożniejszych wyliczeń – stu dwudziestu tysięcy naszych rodaków.

Tłumaczymy sobie ten fakt tym, że podobno Ukraińcy nie wiedzą, co tak naprawdę UPA zrobiła, że dla UPA sprawa Polaków była „tematem drugorzędnym” a bohaterem dla nich jest dlatego, że walczył z Sowietami. Argument taki trudno mi zaakceptować, podobnie jak uwierzyć w to, że czciciele OUN – UPA nie wiedzą o skali dokonanego przez te formację antypolskiego ludobójstwa. Obawiam się, że wiedzą o nim dobrze i często właśnie dlatego oddają cześć banderowcom, gdyż za dokonane przez nich dzieło – są im wdzięczni. Obecny prezydent Ukrainy też nie jest ignorantem aż takim, by nie wiedzieć o antypolskich zbrodniach UPA. A dokonania tych zbrodniarzy uczcił niedawno ustanawiając kolejne,  upamiętniające ich święto.

Powtórzę, że nie mam wątpliwości, po czyjej stronie jest racja i której należy sprzyjać. Ukraina broni swojej niepodległości i integralności terytorialnej a walka ta toczy się także w polskim interesie. Nie miejmy jednak złudzeń, że bezwarunkowym poparciem zbudujemy jakiekolwiek wartościowe relacje.

Artur Pietrzak

 

Bardzo trzeźwy tekst z jednym zastrzeżeniem.
Gdy Kijów posłał swe czołgi i samoloty, gdy zaczął zdobywać bronione przez ukraińskich separatystów z Donbasu milionowe miasta, wtedy zaprzeczył własnym racjom o integralności terytorialnej kraju. Faktycznie wzniecił wojnę domową między obywatelami państwa. Wojnę, w której Zachód popiera jednych, Rosja drugich.
Mówienie o ukraińskich czy polskich interesach nie znajduje obrony w rzeczywistości zniszczeń i krzywd wywołanych tym konfliktem. Głównym naszym polskim zadaniem i dalekosiężnym interesem winno być sprzyjanie nie Kijowowi a pokojowi. Tego nie czynimy.

Red. nacz. Kornel Morawiecki, Gazeta Obywatelska.

Źródło: http://gazetaobywatelska.info/news/show/2515 , 2 luty 2015

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.02.08

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci