Zbigniew Wierzbicki „Zbigwie”: Los Putina i Rosji


Władimir Putin liczy na przezwyciężenie kryzysu dzięki powrotowi wysokich cen na ropę naftową. Niektórzy bliscy mu kremlowscy doradcy wieszczą, że ceny ropa naftowej mogą osiągnąć poziom nawet do 200 USD za baryłkę już w przyszłym roku. Droga ropa ma rozwiązać wszystkie problemy gospodarcze Rosji i przyspieszyć jej przekształcanie w mocarstwo światowe. A te problemy to przede wszystkim kompletny brak pieniędzy w budżecie Rosji w perspektywie najbliższych 3 lat. Jeśli ropa nawet niespodziewanie podrożeje to Rosja będzie mogła tylko wypełniać swoje zobowiązanie socjalne wobec społeczeństwa, których już nawet teraz nie jest w stanie  realizować. I oczywiście nie będzie mogła stać się nawet tylko światowym mocarstwem gospodarczym. Jeśli ceny ropy jednak nie wzrosną i nie zostaną zdjęte sankcje Zachodu, to w tym i w przyszłym roku musi Rosja mocno ciąć dochody sfery budżetowej. Spowoduje to poważne i nieprzyjemne, wewnętrzne następstwa polityczne.

Ceny na ropę mogą wzrosnąć, tylko w przypadku wojny w jednym z krajów wydobywających ropę naftową. OPEC nie jest zainteresowany wzrostem cen na ropę – wiązałoby się to przede wszystkim np. ze spadkiem wydobycia w Arabii Saudyjskiej. A zmniejszenie produkcji ropy nie leży w interesie OPEC bez względu na cenę, nawet jak baryłka będzie kosztowała 20 USD, twierdzi saudyjski minister ropy Ali al-Naimi.

Na Bliskim Wschodzie na duży konflikt wojenny też się nie zanosi. Nie ma też przesłanek, aby gospodarka Chin zaczęła mocno przyspieszać.

Teraz cena ropy utrzymuje się na poziomie ok. 50 USD/baryłkę. Przy tej cenie Rosja może przeżyć 2015 rok bez większych wstrząsów. Lecz już w 2016 r. jej fundusz rezerwowy może się wyczerpać i rozpocznie się silne przykrawanie wydatków budżetu. W tym roku też pojawią się cięcia, ale jeszcze nie będą katastrofalnymi.

Jeśli cena ropy upadnie do 30 USD to cięcia będą musiały następować tak szybko, że dymisja rządu i wyjście na ulice milionowych demonstracji emerytów i pracowników stanie się nieuchronnym scenariuszem. Nie będzie miał kto te demonstracje rozganiać. OMON będzie miał pieniądze ledwie tylko na standardowe płace funkcjonariuszy.

Nie da się określić jakie jest prawdopodobieństwo spadku cen ropy do 20 USD i poniżej tej kwoty.

Oczywiste jest, że skutki spadku cen ropy dla reżimu Putina będą  bardzo poważne. Ludzie zaczną protestować, nie dlatego, ze przestał się im podobać Putin, czy też znudziła się lansowana państwowa idea „Rosyjskiego świata”, a dlatego, że przekonają się, że Putin nie jest kompetentnym przywódcą. Nabiorą pewności, że doprowadził Rosję do kryzysu, rozpoczął wojnę z Ukrainą, której nie był w stanie wygrać.

Społeczeństwo rosyjskie zostało „naelektryzowane agresją” przez posłuszne środki masowego przekazu tak silnie, że może nastąpić „rewolucja głodnych żołądków”.

Emerytka  Rauza Galimowa przeżyła niemiecką blokadę Leningradu, lecz  obwiniona o kradzież kostki masła, umarła w policyjnym komisariacie w Sankt Peterburgu.

 

 

Należy jednak być niemal pewnym, że w Rosji pojawi się władza europejskiego typu – przecież historia świata toczy się w kierunku demokracji i kapitalistycznego systemu tynkowego. Nastąpi to prędzej, czy później. To tylko kwestia czasu .

W Rosji żyje już sporo wykształconych i kulturalnych ludzi, stanowiących jej prawdziwą, najbardziej wartościową elitę, która występuje przeciwko wojnie, przeciw restauracji totalitaryzmu i samoizolacji Rosji. Oni dobrze wiedzą, co to jest demokracja i kapitalizm. Dzięki nim proces zmiany reżimu może przejść łagodniej niż to było z Rosją sowiecką, kiedy nikt nie wiedział jak żyć w gospodarce rynkowej.

I dlatego jest szansa, że kryzys może nawet  nie sprowokować „rewolucji głodnych żołądków”. Ten kryzys umożliwi zrozumienie w całej Rosji, że jeśli nie walczy się z sąsiadami i nie zagarnia się cudzych terytoriów, to znowu można żyć w sytości i bezpieczeństwie.

Lecz totalna propaganda kremlowska doprowadziła do strat w umysłach tego społeczeństwa. Telewizor poddawał i poddaje każdego, całodobowemu praniu mózgu przekształcającemu człowieka w „zombie” w warunkach pełnej zewnętrznej izolacji informacyjnej.

Alternatywne środki przekazu są ciągle przecież blokowane, a alternatywne siły polityczne represjonowane. Większość Rosjan nie ma pojęcia i nawet nie podejrzewa w jakiej próżni wypełnionej samymi kłamstwami i manipulacjami żyje.  Skutki tego ogłupiania społeczeństwa mogą jeszcze trwać długo.

Wydarzenia na Ukrainie w Mariupolu, w Debalcewie powodują, że sankcje nie będą zdjęte w tym roku, a pewnie będą jeszcze wzmocnione.

A przecież sankcje mają ogromny wpływ na gospodarkę Rosji. I wraz ze wzrostem eskalacji konfliktu na Ukrainie powinny i zapewne będą rosnąć.

Zachód nie ma zamiaru i nie będzie ingerował siłami wojskowymi w wojnę Rosji z Ukrainą.  Zachód nie ma zamiaru walczyć z kimkolwiek w Europie.  W Europie ceni się wysoko życie każdego człowieka i dąży do zatrzymania przelewu krwi na Ukrainie metodami pokojowymi. Trzeba przekonać Rosję, aby zakończyła swoja wojnę i zaprzestała zdobywania nowych terytoriów. Zachód żąda wyprowadzenia rosyjskich wojsk z Donbasu i zwrotu zagrabionego Krymu Ukrainie.

Celem sankcji jest powrót do starych granic oraz zmiana zachowań Putina, a nie pozbawienie go władzy. Zachód nie jest zainteresowany, aby w sąsiednim państwie z bronią jądrową nastąpił kryzys i zawierucha  z „buntem głodowym”.

Choć rosyjski emigrant Michaił Iwanow, który w ramach loterii „Green Card” wyjechał w marcu 2014 r. do Stanów Zjednoczonych i realizuje tam swój projekt biznesowy „Smart Reading”, po niedawnej wizycie w Rosji dostrzega tam narastanie sytuacji rewolucyjnej i pisze: „Kiedy wyjeżdżałem z Rosji, był rok 1913, a teraz jest bliżej do 1917 r.” – to nie wydaje się, aby w 2015 r. nastąpiły jakieś poważne bunty w Moskwie.

Przecież Zachód chce Rosji pokojowej i rozwijającej się. Takiej, jaka wydawała się wszystkim i Georgowi W. Bushowi, który w 2002 r. nadał Putinowi przydomek „Pootie-Poot”.

Jeszcze nikt na Zachodzie jak dotąd nie uważa Putina za niebezpiecznego psychopatę, o czym piszą niektórzy dziennikarze . Niektórzy podejrzewają tylko, że Władimir Putin jest chory na zespół Aspergera. Jak podaje „USA Today” nie jest to pewne, a potwierdzenie tej diagnozy wymagałoby przeanalizowanie jego obrazu mózgu.  Jednak nikt już nie wierzy w jawne kłamstwa  Putina, że na Ukrainie nie było i nie ma regularnych oddziałów Armii Rosyjskiej.

z

Główni przywódcy Zachodu: Angela Merkel i François Hollande pragną wypracować plan pokojowy dla zakończenia tej wojny, który umożliwiłby Putinowi nawet zachowanie twarzy przy jednoczesnym zakończeniu agresji na Ukrainę

Gdy Putin odda Ukrainie anektowany Krym, to znowu stanie się równoprawnym partnerem w sferze międzynarodowej. Jeśli nie uczyni tego, to część sankcji nigdy nie będzie z Rosji zdjęta.

Putin może to jednak uczynić. Przecież rok temu nikt nie wierzył, ze Rosja dokona aneksji Krymu i rozpęta wojnę z Ukrainą – tak samo teraz nikt nie wierzy, że Rosja może zwrócić Krym. To może nastąpić – przecież Rosja musi rozwiązać swoje bezprecedensowe problemy gospodarcze. Putin raczej nie zechce stać się analogiem Hitlera w XXI wieku. Zwrot Krymu będzie silnym ciosem dla jego reputacji i rankingu Putina w społeczeństwie rosyjskim. Jest to jednak bez porównania mniejszy kłopot dla niego niż ewentualna współczesna „Norymberga”.

Aktualnie w Rosji dominuje strach, który obejmuje wszystkich. I oligarchowie stosują się do wymagań Putina.  Żaden z nich nie powie „Putin do dymisji – pora na zmiany!”. Po takiej wypowiedzi natychmiast przestanie być oligarchą, wszystko utraci i wyląduje w obozie zwanym w dzisiejszej Rosji „kolonią”.

Lecz sytuacja może dojrzeć i ulec zmianie. Nawet czołowi rosyjscy biznesmeni ponoszą przecież w rezultacie agresywnej polityki Putina, ogromne straty: 胡润百富. Putin jednak mówi, że interes kraju jest ważniejszy od pieniędzy. I póki co oni boją się nie zgadzać z nim publicznie.

Tragedia Rosji polega na tym, ze na razie wojna z Ukrainą odciąga naród od problemów związanych z rozwijającym się wielorakim kryzysem gospodarczym.

I nikt nie zwraca uwagi, że ta wojna łamie rosyjskie prawo i jest przestępstwem według prawo karnego samej Rosji. A wydarzenia m.in. w Mariupolu są zbrodnia wojenną.

Europejczycy wiedzą, że większość Rosjan popiera Putina w różnych badaniach opinii publicznej wyłącznie dzięki wysokiemu poziomowi cenzury i strachu, który utrzymuje reżim Putina na całym terytorium Rosji.

Za cara Piotra I znana była jego słynna pałka trzcinowa – „dubinka” zakończona kulką z kości słoniowej. Dubinka była przeznaczona do wbijania „posłuszeństwa” w oporne łepetyny dworskich domowników cara i bojarów – służyła dla ich dobra. Dla poddanych był knut, wiele lepszy i skuteczniejszy. Dziś dla współczesnych bojarów – oligarchów o raz poddanych Kremla – całego społeczeństwa, rolę knuta pełnią służby specjalne, wymiar sprawiedliwości i wszelkie organy państwa rosyjskiego. W warunkach braku swobody słowa, wolnych wyborów, otwartej debaty społecznej, konkurencji politycznej – nie jest jasne jakie są rzeczywiste poglądy społeczeństwa rosyjskiego.

Agresja totalitarnego reżimu Putina była zawsze związana ze światowymi cenami na ropę naftową. Im wyższa stawała się cena baryłki ropy, tym bardziej agresywna stawała się polityka zagraniczna i zachowanie Moskwy. Gdy cena spadała, polityka Rosji stawała się bardziej pokojowa. Doskonale zilustrowała tę regułę redakcja znanego czasopisma „The Economist”.

zPowiększ!

W grudniu 1979 wojska sowieckie zaatakowały Afganistan. Cena ropy w tym czasie była na szczytowym poziomie 101 dolarów za baryłkę. Wysoka cena w połączeniu z szybko rosnącym wydobyciem ropy naftowej w Zachodniej Syberii, stała się niespotykanym  wcześniej w historii Rosji sowieckiej źródłem dochodów. Zamiast oszczędzać pieniądze i unowocześniać gospodarkę, Moskwa finansowała swoje zagraniczne awantury i rozwijała import żywności.

Siedem lat później cena ropy spadła do około 30 dolarów za baryłkę i Michaił Gorbaczow rozpoczął politykę pierestrojki i zbliżenia  z Zachodem.

Wysoka cena ropy zbiegała się z sowiecką agresją, ale jak cena spadła Związek Sowiecki stawał się bardziej demokratyczny i przyjazny dla Zachodu.

Ceny na ropę były skorelowane z polityką Moskwy. Gospodarka Rosji Sowieckiej nie była konkurencyjna – 67% eksportu było związane z ropą i gazem. Lecz po przejściu na gospodarkę rynkową, nadal głównym źródłem dochodów Rosji była ropa i gaz.

I korelacja cen ropy i agresji Rosji trwa po dzień dzisiejszy!

Gdy Putin przyszedł na Kreml, ropa kosztowała 25 USD za baryłkę. I rosyjski prezydent współpracował z Zachodem. W 2008 roku ropa znowu przekroczyła 100 USD – Rosja wtargnęła do Gruzji psując swoje stosunki z Zachodem. Kryzys zniżył jednak znowu ceny ropy poniżej 50 USD i w 2009 roku stosunki między Putinem i Obamą uległy poprawie – nastąpił słynny „reset”.

W zeszłym roku  nastąpiła aneksja Krymu i wojna z Ukrainą, kiedy to znowu cena ropy mocno przekroczyła poziom 100 USD.

Teraz cen ropy utrzymują się od kilku dni na poziomie ok. 50 USD za baryłkę i teoretycznie należałoby oczekiwać zmiękczenia polityki Kremla.

Jednak, jak dotąd to nie następuje.

Ba! Wewnętrznemu kryzysowi Rosji przeciwstawia się agresję zewnętrzną – wojnę z Ukrainą i paternalistyczno – patriotyczna euforię w wewnętrznej polityce Rosji. Taką właśnie rekompensatę za spadek cen ropy, brak rozwoju i kryzys gospodarczy zaproponował prezydent Putin swoim poddanym.

Rok 2015 trwa.

Co będzie dalej.

Jak zadziała tym razem reguła korelacji cen ropy i agresji Rosji?

Sądzę, że zaobserwowane dla tej korelacji prawidłowości zadziałają, choć być może  będzie musiało nastąpić wspomaganie poważnymi sankcjami w ramach pomocy dla społeczeństwa rosyjskiego!

A może w ramach tej korelacji zostanie wypracowany i zadziała plan pokojowy do przyjęcia przez Ukrainę i Rosję?

 

 

Zbigniew Wierzbicki - Zbigwie

Autor: Zbigniew Wierzbicki - Zbigwie