Stanisław Bulza: „Poznacie ich po ich owocach” – Część I.


Zagłada polskiej elity

 

Od wieków pokolenia Polaków są kształcone w oparciu o wielką epopeję walk o wolność i niepodległość: Insurekcja, Powstanie Listopadowe, Wiosna Ludów, Powstanie Styczniowe i Powstanie Warszawskie. Wszystkie te zrywy i powstania były wielką tragedią narodową. Ich źródłem była masoneria. Powstania i tzw. zrywy niepodległościowe wygrywane były przez rządy państw obcych, które były zainteresowane powstaniami tylko o tyle, o ile służyły one ich własnym dyplomatyczno-politycznym rozgrywkom. W ówczesnej sytuacji politycznej Europy powstania w Polsce skazane były z góry na porażkę. To zaborcy z powstań odnosili największą korzyść, gdyż najbardziej patriotyczny żywioł ginął w nich, lub szedł na Sybir. Inni udawali się na emigrację. Powstania rujnowały Ojczyznę, niszczyły pokolenia, gubiły instytucje narodowe. Ściągały najstraszliwszy terror, germanizację, rusyfikację i doprowadzały do kurczenia się polskiego stanu posiadania (Aleksander Gella, „Naród w defensywie”, Veritas, Londyn 1987 r.). W sferze moralnej narodu przynosiły spustoszenia i zniszczenia. Po każdym powstaniu następował dalszy upadek moralny narodu.

Historia narodów jest pełna przykładów, że żaden naród nie może utrzymać swej tożsamości, jeżeli zostanie zniszczona jego warstwa przewodnia. Niestety w/w powstania przyniosły narodowi likwidację jego elity. Inteligencja polska poniosła również największą ofiarę w czasie II wojny światowej, by wspomnieć Katyń, czy mordy popełnione przez Niemców w ramach realizacji tzw. „Akcji Inteligencja” (niem. Intelligenzaktion). Łącznie, w wyniku „Akcji Inteligencja”, zginęło ok. 100 tys. Polaków, spośród których 50 tys. zamordowano w ramach tzw. „akcji bezpośredniej” (tj. rozstrzelano), a kolejne 50 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych, gdzie przeżył jedynie znikomy procent.

Podczas II wojny światowej część inteligencji znalazła się na emigracji, po 1945 r. w większości bez prawa powrotu do Ojczyzny. Natomiast ci, co pozostali w Polsce i uniknęli pogromu hitlerowskiego i bolszewickiego, padli ofiarą komunizmu.

 

Represją towarzyszyła agresja propagandowa. Jej symbolem stał się wydany przez resort informacji i propagandy PKWN jesienią 1944 r. plakat „AK – zapluty karzeł reakcji”. Na plakacie przedstawiono biegnącego z bronią gotową do strzału żołnierza LWP i opluwającego go karłowatego człowieczka z zawieszoną na szyi tabliczką z napisem „AK”. Choć komuniści w swoje walce z polskim podziemiem używali haniebnych metod, to tym plakatem przekroczyli wszystkie granice podłości. Jak pisze w swej książce „X Pawilon” Stanisław Krupa „plakat ten wyrządzał olbrzymią krzywdę żołnierzom AK, pozostawił w psychice i tak dostatecznie obolałych żołnierzy AK dodatkowy, dotkliwy uraz”. Żołnierzy AK, WiN, NSZ i NOW nazywano „hitlerowskimi kolaborantami” i „polskimi faszystami”. Katownie UB były w wielu polskich miastach. Wymordowano tysiące polskich patriotów, tysiące wywieziono na Sybir. Mordowano też działaczy z organizacji narodowych.

 

Ich miejsca szybko wypełnili ludzie, którzy idąc po trupach elementarnych cnót, fałszowali historię, a swoją publicystyką komunistyczną zagłuszali krzyki mordowanych patriotów, chcieli w Polsce budować czerwony raj. Raj bez Boga. Ci, co rzeczywiście kolaborowali z okupantem w latach 1939-45, później oskarżali o kolaborację tych, którzy walczyli z okupantem i organizowali im procesy pokazowe. Celem było wykazanie im zdrady w czasie wojny. Ileż razy oskarżano największych patriotów o nacjonalizm, faszyzm, ksenofobię.

Komuniści zwalczając polskość, jednocześnie prześladowali, torturowali i mordowali patriotów. Oskarżeni nie mogli się bronić, bo cała władza polityczna i środki masowego przekazu, znajdowały się w rękach komunistów.

 

W szczególnie okrutny sposób torturowano narodowców. Jednym z nich był Adam Doboszyński (1904-1949), Wielki Polak, który przez wiele miesięcy w katowni ubeckiej był torturowany w nieludzki, przekraczający wyobrażalne granice okrucieństwa, sposób. Postawiono mu absurdalny zarzut „usiłowanie pozbawienie Państwa Polskiego niepodległego bytu” poprzez działanie na rzecz obcych wywiadów. Śledztwo przeciw Adamowi Doboszyńskiemu prowadził płk Różański i podlegli mu oficerowie. Jeden z nich por. Laszkiewicz, stosował specjalne, bardzo przemyślne chwyty, aby wymusić na Doboszyńskim zeznania. Wsypywał mu do posiłków i do płynów proszki na rozwolnienie żołądka. Doprowadził do tego, że Doboszyński chciał co chwilę wychodzić do ustępu. Ale por. Laszkiewicz nie pozwalał na to, i przez kilka długich tygodni trzymał go w takim stanie na przesłuchaniach bez przerwy. A. Doboszyński, mimo ciężkich tortur do końca zachowywał się godnie. Wyrok zamykający pokazowy proces, wydany 11 lipca 1949 roku w imieniu komunistycznej władzy Polski Ludowej brzmiał: kara śmierci.

 

Literaci, poeci, dziennikarze, reżyserzy tworzyli dzieła, w których opiewali socjalizm. Po 1956 r. odmienili się w humanistów (humanizm marksowski w praktyce) i dalej zwalczali polskość, przeciwstawiając polskości internacjonalizm. Tak jak wtedy, również i dzisiaj pozują na „patriotów”. Zapomnieli już, że swoje kariery zawodowe, robili w czasach komunizmu. Tak jak wówczas i dzisiaj, również ich synowie, bez żadnego wstydu, bez skrupułów, przy pomocy środków masowego przekazu, posługują się najhaniebniejszymi słowami i karmią społeczeństwo fałszem.

 

Aleksander Gella w znakomitej książce „Naród w defensywie” wydanej w 1987 r. w Londynie przez Veritas, pisze:

 

„Ale nie zapominajmy, że nasza opozycja, o której się dzisiaj nie pamięta (a opozycja z lat 1970-tych i 1980-tych stale się nam przedstawia jako „pierwsza demokratyczna opozycja” w PRL), została doszczętnie zlikwidowana już w końcu lat 1940-tych. A po tym zapanowała w życiu narodu już tylko śmiertelna cisza, przerywana wrzawą ZMP-owców, wielkimi przymusowymi manifestacjami „przyjaźni z bratnimi narodami Związku” zwanego Radzieckim, „walka o pokój”, i masowymi pochodami 1-Majowymi. Polityczne uśpienie wzmacniała dawka opium w postaci corocznych festiwali Chopinowskich. Równocześnie, eliminując dostęp do prawdy historycznej. Garstka sprzedajnych literatów i dziennikarzy (zmieniając swe wcielenia od etapu do etapu) tworzyła dla polskiej masy etnicznej fałszywą legendę niedawnej przeszłości. Tej nowej „elicie kulturalnej” zawdzięczamy fakt, że przeciętny Polak w kraju i za granicą nie wie prawie nic o historii polskiej samoobrony narodowej w latach 1945-48. Starano się tę żywa historię nie tylko odsunąć w niepamięć, ale co gorzej, to co się o niej zachowało w pamięci starszego pokolenia, zostało zafałszowane i obrzydzone”. Tyle autor.

Książka ta została wydana w 1987 r., czyli dwa lata przed tzw. przełomem 1989 r. Upłynęło 28 lat, i co się zmieniło od tamtego czasu? A no zmieniło się to, że po 1989 r. jeszcze z większą mocą przystąpiono do walki z patriotyzmem, Kościołem, Ojczyzną, kulturą, rodziną, historią, Dekalogiem i wartościami chrześcijańskimi.

 

____________________________________________

 

Tytuł zaczerpnięty z Ewangelii według św. Mateusza: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach” (Mt 7:15-20).

 

Szokujący artykuł

 

Henryk Pająk w książce „A Naród śpi” zamieścił artykuł Konstantego Geberta vel Dawida Warszawskiego, który ukazał się w miesięczniku amerykańskim „Moment” w 1998 r. pod tytułem „By 2050 Poland will become an economic powerhous with Polish News as it driving force” („Przed 2050 rokiem Polska będzie ekonomiczna potęgą z polskim Żydami jako siłą napędową”). Oto obszerny fragment:

„Z perspektywy czasu wszystko wydaje się tak oczywiste, iż zastanawia niemożność zauważenia kierunków zmian przez świadków wydarzeń końca XX w. Już ponowne pojawienie się polskiego żydostwa w ostatnim ćwierćwieczu obecnego stulecia, powinno stanowić wskazówkę co do kierunku zachodzących wydarzeń. Pomimo shoah, powojennych pogromów, pół wieku komunizmu i chaotycznej demokracji, wyłaniającej się z bałaganu skorumpowanego systemu, polscy Żydzi przetrwali. Gdy tylko stało się to bezpieczne, dzieci i wnuki tych, którzy powodowani złudzeniem bądź pod przymusem, porzucili swą żydowskość, odnaleźli drogę powrotna do żydowskich instytucji. Jedni przystąpili do Synagogi, inni nagle zakładali świeckie stowarzyszenia. Wszyscy współpracowali w celu ponownego zorganizowania przedszkoli, szkół i programów młodzieżowych.

Do roku 2000 Polska będzie miała społeczność żydowską liczącą około 30 tys., sześć razy większą niż w 1989 r., kiedy to żydowskie odrodzenie rozpoczęło się na serio. Demograficzne wyzwanie zakończyło się sukcesem i społeczność ta poczęła wzrastać, aczkolwiek w wolniejszym bardziej naturalnym tempie. Polityczne wyzwanie okazało się wykonalne. W swojej determinacji przystąpienia do Unii Europejskiej i wyzbycia się przekonań politycznych, które czyniły naród polski zakładnikiem historii przez 2000 lat, młodzi Polacy porzucili zarówno złe, jak i dobre tradycje. Wolą uczyć się niemieckiego niż historii wojen z Niemcami. Uczą się raczej programowania komputerowego niż mętnych teorii spiskowych. Antysemityzm został zmarginalizowany do księżycowych peryferii. Zarazem całe połaci tożsamości narodowej i tradycji zostały zapomniane. „Bardzo niepatriotycznie” – mówią polscy Żydzi z dezaprobatą. Jak tylko polscy Żydzi zakończą odbudowę swojej tożsamości i instytucji, rozpoczną program specjalny mający na celu zachowanie polskiej tradycji. W roku 2100 żydowscy profesorowie zdominują wydziały polskiej historii na uniwersytetach (już zdominowali! – H. P.).

Kiedy Polska ostatecznie przystąpi do Unii Europejskiej, doprowadzi to do odkrycia sojuszników poza Polską. Pokolenia polskich Żydów, które uciekły z kraju i odbudowały swoje życie gdzie indziej na kontynencie (w Europie), wychowały swoje dzieci w nostalgii do starego kraju, kraju płaczących wierzb, szarżującej kawalerii, wódki i Fryderyka Chopina. Polskie lobby żydowskie wzrośnie w siłę powiązaną z zadziwiającym rozwojem polskiej gospodarki, pomagając w stworzeniu polskiego cudu gospodarczego. W połowie przyszłego wieku Polska stanie się kontynentalną potęgą gospodarczą, a polscy Żydzi, w całej Europie, będą jej siłą przewodnią”.

(…) „Izrael od dłuższego czasu wściekły na Europę Środkową za jej manifestacyjny brak sympatii syjonistycznych, przyłączy się do Amerykanów. Potomkowie polskich Żydów w Ameryce i w Europie Środkowej będą negocjować zawieszenie broni z polskimi Żydami. Celem uhonorowania roli żydostwa środkowoeuropejskiego w dziele wspomagania integracji kontynentu – nade wszystko to Żydom będzie łatwiej zaprzysiąc lojalność wobec Europy, niż mogliby to uczynić inni obywatele z państw narodowych – rząd Unii Europejskiej w Brukseli nagrodzi barona de Rothschilda pierwszym wyróżnieniem dla polskiego Żyda” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Lublin 2001).

 

Zmiana nazwisk

 

Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski w swoim artykule podaje, że „do roku 2000 Polska będzie miała społeczność żydowską liczącą około 30 tys.”. O jakiej Autor pisze społeczności żydowskiej liczącej około 30 tys. osób, jeżeli w Narodowym Spisie Powszechnym z 2011 r. narodowość polską zadeklarowało 97,09% ankietowanych. Jest więc tylko niespełna 3 proc. odmienności. Według tego spisu, tylko 7508 ankietowanych podało narodowość żydowską. Autor zapewne pisze o Żydach, którzy po przyjeździe do Polski ze ZSRR zmienili swoje żydowskie nazwiska na polskie.

Oto fragment na ten temat z portalu fronda.pl „(…)Podczas, gdy liczni wyżsi oficerowie sowieccy przybywali do Polski na prośbę Bieruta, do wojska Polskiego napłynęła też z ZSRR duża grupa średniej kadry oficerskiej pochodzenia żydowskiego. Bezpośrednim celem tej grupy było przede wszystkim wyjechać z ZSRR, bądź pod pretekstem polskości bądź pod pretekstem chęci służby w polskim wojsku. Rzeczywistym zamiarem tej grupy nie był zamiar obrony polskich interesów, lecz jak się później okazało służba obcym interesom. Perfidia tych zamiarów widoczna stała się już w roku 1948, kiedy duża ilość Żydów oficjalnie, ale potajemnie zmieniła nazwiska na polskie. Umożliwiał to im dekret z dnia 10 listopada 1945 roku, o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk. 3 Artykuł 18 tego dekretu ma następujące brzmienie: „Dla osób, które przybrały inne imię lub nazwisko w czasie pełnienia służby w Wojsku Polskim w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 9 maja 1945 r., do uznania zmiany imienia lub nazwiska za prawnie wystarczające jest zaświadczenie o zmianie wydane przez Ministerstwo Obrony Narodowej (http://www.fronda.pl/blogi/ciekawostki-o-zydach/zmiany-nazwisk,23100.html).

Stanisław Mikołajczyk w książce „Gwałt na Polsce” pisze, że tylko do jego ucieczki zaraz po sfałszowanych wyborach w 1947 roku: było to sprowadzonych ok. 400 tys. sowieckich obywateli pochodzenia żydowskiego.

Kiedy na przełomie kwietnia i maja 1946 r. opublikowano wstępne wyniki Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności w I Zeszycie Specjalnym Wiadomości Statystycznych okazało się, że w Polsce żyło 23 mln 911 tys. obywateli, w tym Polaków 20 mln 520 tys., Niemców 2 mln 288 tys., inne mniejszości 399 526 osób, i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób.

O Żydach spis nic nie mówił, ale według CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, z czego repatriantów z ZSRR 157 tys. 420 osób. Wiele osób, które w czasie wojny ukrywały się na „aryjskich papierach” z różnych względów po wojnie nie ujawniało swej narodowości, często uchodząc w opinii polskiego otoczenia za Polaków. Te osoby rzadko decydowały się na rejestrację w KŻ.

Jakub Berman 9 kwietnia 1946 w Wałbrzychu do 730 zebranych Żydów z Polski wygłosił referat. Oto jego fragment dotyczący zmiany nazwisk: „Koniecznie zmieniać nazwiska na czysto polskie. Jak trzeba to dwa razy zmieniać nazwiska. Zatajać swoje żydowskie pochodzenia. Wytwarzać i szerzyć wśród społeczeństwa polskiego opinię i utwierdzać go w przekonaniu, że rządzą Polacy, a Żydzi, nie odgrywają żadnej roli w państwie – celem urobienia opinii społecznej i światopoglądu narodu polskiego w pożądanym dla nas kierunku.”

Przyjmuje się, że w latach 1949-1951 z Polski wyjechało około 30 tys. Żydów. W latach 1956-1960 wyjechało do Izraela, według danych Biura Paszportów i Dowodów Osobistych MSW, 47 tys. 770 osób. Według źródeł izraelskich w 1958 r. w Polsce było około 41 tys. Żydów. Od 1956 r. podania o wyjazd z Polski składały masowo także osoby uważające się jak dotąd (bądź uważane) za Polaków. Nie wiadomo ile takich osób żyje wśród nas. Po 1968 r. z Polski wyjechało około 20 tys. Żydów.

Łącznie więc wyjechało z Polski 97 tys. 770 Żydów. Jeżeli CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. podał, że w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, to gdzie się podziało 142 tys. 719 Żydów.

Według Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności z 1946 r., jeżeli od 23 mln 911 tys. obywateli polskich odejmiemy 20 mln 520 tys. osób narodowości polskiej, to wychodzi, że w Polsce powinno być 3 mln 391 tys. obywateli polskich należących do mniejszości narodowych, ale po podliczeniu podanych w spisie mniejszości narodowych okazuje się, że było 3 mln 105 tys. osób należących do mniejszości narodowych. Różnica wynosi 286 tys. osób należących do nieznanej mniejszości narodowej.

 

Żydzi w strukturach władzy komunistycznej

 

Żydzi piastowali wysokie funkcje nie tylko w Wojsku Polskim, ale przede wszystkim w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Według raportu, jaki w 1945 r. pułkownik Nikołaj Sieliwanowski (sowiecki doradca przy MBP) pisał do Ławrientija Berii wiadomo, że Żydzi stanowili 18,7 proc. ogółu pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Ale aż 50 proc. wśród zajmujących kierownicze stanowiska. Odsetek Żydów w MBP regularnie wzrastał przekraczając w późniejszym okresie 37 proc. ogółu. Biorąc pod uwagę, ze w okresie powojennym Żydzi w Polsce stanowili mniej niż 1 proc. w społeczeństwie, ich udział w nowej władzy komunistycznej i w systemie represji był bardzo wysoki.

Poważna koncentracja osób narodowości żydowskiej wystąpiła w Departamencie Służby Sprawiedliwości Wojska Polskiego, Najwyższym Sądzie Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sądach i prokuraturach terenowych. Nazwiska zmieniały również osoby cywilne, i to niektórzy po kilka razy.

Żydzi byli też w rządzie. Jakub Berman (1901-1984), zbrodniarz komunistyczny żydowskiego pochodzenia, należał do najściślejszego kierownictwa PZPR, wicepremier Rady Ministrów. W latach 1949–1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Koordynował przygotowywania licznych procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków AK, BCh i NSZ. Miał kierowniczy udział w morderstwach politycznych. W drugiej połowie lat 40. XX wieku tak umocnił swoją pozycję w Rzeczypospolitej Polskiej, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru.

Po dojściu Gomułki do władzy zakończył się w Polsce ponury okres stalinizmu. Były to lata bandyckiego terroru połączone z ludobójstwem. W 1956 r. przyszła październikowa odwilż. Okres ten został nazwany „przełomem październikowym”. Przełomowe znaczenie tej daty w historii PRL było uznawane powszechnie.

Po 1956, podczas procesu destalinizacji za rządów Władysława Gomułki, niektórzy żydowskiego pochodzenia funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, m.in. Roman Romkowski (właśc. Natan Grunspau-Kikiel), Józef Różański (właśc. Józef Goldberg) czy Anatol Fejgin, zostali osądzeni pod zarzutami „nadużywania siły” i torturowania polskich antykomunistów (m.in. Witolda Pileckiego). Kilku z nich trafiło do więzień. Zdecydowana większość pozostała bezkarna, zwłaszcza poza granicami Polski, m.in. Stefan Michnik, Helena Wolińska, Salomon Morel. Funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa, Józef Światło (właśc. Izaak Fleischfarb), po ucieczce na Zachód w 1953, za pośrednictwem Radia Wolna Europa, ujawnił metody stosowane przez UB, co doprowadziło do jego rozwiązania w 1954 r.

Na Zachodzie zbrodniarz stał się bohaterem.

 

Upadł komunizm, niech żyje komunizm

 

Henryk Pająk wizje Konstantego Geberta vel Dawida Warszawskiego pozostawił bez komentarza. Pisze: „Niech pozostaną wizjami żydowskiego pogrobowca żydo-bolszewizmu”. Mnie artykuł zainteresował, gdyż zawiera kilka interesujących wątków. Pierwszy dotyczy wyzbycia się przez Polaków przekonań politycznych, tożsamości narodowej oraz tradycji, następny dotyczy „polskiego cudu gospodarczego”. Są to tylko wizje, teorie, ale sens jednak nadaje im praktyka (spiskowa praktyka dziejów).

Adam Schaff (1913-2006), polski filozof pochodzenia żydowskiego, był uważany za głównego i oficjalnego ideologa marksizmu, napisał scenariusz podboju Polski przez komunizm. W 1965 r. Państwowe Wydawnictwo Naukowe w serii „Omega” wydało jego skróconą wersję książki „Marksizm a jednostka ludzka”. Wydawać by się mogło, że opinie autora zawarte w tej książce dotyczą okresu minionego i obecnie są już nieaktualne. Po co czytać jakieś bzdury. Przecież komunizm upadł i już nie powróci. Nic bardziej mylnego, bowiem książka jest scenariuszem wydarzeń, które nastąpiły w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej po 1989 r. Postulaty zawarte w książce A. Schaffa mogą być zrealizowane tylko w systemie liberalnym, nie mogły więc być zrealizowane w PRL. Dlatego rewizjoniści, czyli wyznawcy młodego Marksa, walczyli po 1956 r. o liberalizację systemu.

Adam Schaff odczytuje Marksa po nowemu, i wysuwa na pierwszy plan elementy systemu, które były nieznane, i z tego powodu nie mogły być wprowadzone w życie. Twierdzi, że odkrycie młodego Marksa, tzn. publikacja nowych, nie znanych dotąd tekstów marksowskich, przed wszystkim zaś jego „Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne” z 1844 r., które zostały dopiero opublikowane w 1932 r. wnoszą nowe treści w marksizm. Pisze, że wystarczy powołać się na fakt, że zarówno „Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne” jak „Niemiecka ideologia” zostały po raz pierwszy opublikowane w całości w języku oryginału w 1932 r., a „Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa” w 1927 r., by zrozumieć, jak wielka był luka w wiedzy o Marksie, a więc i w rozumieniu marksizmu poprzednich pokoleń. Stwierdza: „Nie znając tych, a także szeregu mniejszych tekstów marksowskich, zarówno Kautski, jak Róża Luksemburg, Plechanow, Gramsci i Lenin dysponowali tylko niepełną wiedzą o marksizmie, której nie mógł uzupełnić największy geniusz. Tym bardziej, że szło tutaj o genezę myśli marksowskiej, genezę, która rzuca nowe światło na cały dalszy rozwój tej myśli”.

Autor wymienia cztery powody, dlaczego opublikowane w latach trzydziestych teksty Marksa nie wywarły do wybuchu drugiej wojny światowej większego wrażenia. Według autora, jednym z powodów był okres stalinowski, w którym nie było miejsca dla problematyki jednostki ludzkiej, filozofii człowieka i humanizmu. Pisze: „Tradycyjny, surowy i nieraz do granic mechanizmu posunięty stereotyp marksizmu został w tej atmosferze, w kontekście określonych potrzeb bieżącej polityki, nie tylko usankcjonowany, ale jeszcze bardziej usztywniony”.

(…) „Dopiero po drugiej wojnie światowej publikacja nie znanych dotąd prac młodego Marksa była prawdziwym odkryciem. Na Zachodzie pisma te przyciągały do marksizmu szerokie rzesze inteligencji, zwłaszcza młodzieży oraz myślicieli jak Sartre, Merleau-Ponty, czy nawet Heidegger. Dla autora najważniejszą jednak rzeczą było to, że przyciągały samych marksistów, że pisma młodego Marksa zmieniły ich wizję marksizmu, a na tle doświadczeń tzw. okresu kultu jednostki wpłynęły nie tylko na wizję teoretyczną, lecz i na praktyce. Humanizm marksistowski staje się coraz większą potęgą ideologiczną – na zewnątrz i wewnątrz ruchu robotniczego, tzn. jako element propagandy socjalizmu i jako element socjalistycznego wychowania”. Autor porównuje pisma młodego Marksa z dojrzałym i dochodzi do wniosku, że „ma się niewątpliwie do czynienia z twórczością różną – z punktu widzenia zarówno treści, jak i stylu intelektualnego tych prac”.

Dalej autor zapytuje: „Dwóch różnych Marksów, czy też jeden? Dwa różne marksizmy, czy też jeden? Te pytania zawierają poważną i ciekawą treść metodologiczną, której zasięg wykracza daleko poza sprawę Marksa i marksizmu. Ale zawierają one również doniosły sens praktyczny, idzie w nich bowiem o nowe spojrzenie na marksizm, o nowe rozumienie treści marksizmu, co posiada implikacje zarówno teoretyczne, jak i praktyczne, wchodzące w sferę działania.

Tezy o istnieniu dwóch marksizmów i o przeciwstawności Marksa młodego dojrzałemu bronią nie tylko ci, którzy z pozycji rewizjonizmu, negując naukowy charakter marksizmu, pragną Marksa młodego pasować na jedynie „prawdziwego”, lecz i ci, którzy przeciwstawiają – pozornie z pozycji ortodoksji – Marksa dojrzałego młodemu”.

Schaff odpowiada: „Do problemu jedności względnie braku jedności należy podchodzić historycznie, to znaczy coś znacznie szerszego, a mianowicie „rozwojowo”, „w dynamice”. A rozwój, dynamikę bada się i i ten postulat wchodzi wyraźnie w zasób metodologicznych wskazań historyzmu marksowskiego – również z punktu widzenia skutków danych zjawisk w procesie historycznym”.

(…) „Przy takim szerokim rozumieniu słowa „historycznie” sprawa losów myśli Marksa przedstawia się stosunkowo prosto. Oto myśliciel, który jest czynny na niwie twórczości duchowej ponad czterdzieści lat. W tym czasie przechodzi ewolucję, która prowadzi go w filozofii od idealizmu do materializmu, a w polityce od burżuazyjnego demokratyzmu i liberalizmu do komunizmu”.

Piotr Sztompka, polski socjolog, w swojej pracy „Socjologia. Analiza społeczeństwa” ukazuje trzy wielkie wizje dziejów ludzkości. Według autora, trzecia wizja zarysowana została przez Karola Marksa (1818-1883). W podrozdziale „Marksizm po Marksie” autor pisze, że marksowska teoria dziejów stała się przedmiotem licznych interpretacji i kontynuacji. Najogólniej biorąc, jej recepcja poszła w dwóch kierunkach. Pierwszy nazwać można ortodoksyjnym lub dogmatycznym, drugi aktywistycznym lub humanistycznym (Piotr Sztompka, „Socjologia. Analiza społeczeństwa”, Kraków: Znak, 2002).Właśnie ten kierunek A. Schaff nazywa humanizmem w praktyce.

 

Komunizm nie jest systemem lecz ruchem

 

Marks nie daje obrazu społeczeństwa komunistycznego, lecz przedstawia radykalną krytykę obecnego porządku świata. W „Ideologii niemieckiej” stwierdził, że

„Komunizm, jest dla nas nie stanem, który należy wprowadzić, nie ideałem, którym miałby się kierować rzeczywistość. My nazywamy komunizmem rzeczywisty ruch, który znosi stan obecny” (cytat za Adamem Schaffem).

Adam Schaff wstępował do ruchu komunistycznego a nie partii komunistycznej. Na ten temat mówił: „Gdy się szło do ruchu komunistycznego, można było stracić życie…” (Bohdan Chwedeńczuk, „Dialogi z Adamem Schaffem”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2005 r.).

Jest to więc dobrze zorganizowana rzesza ludzi, która prowadzi walkę przeciwko Bogu, Kościołowi, religii, rodzinie, patriotyzmowi, państwu, chrześcijańskiemu systemowi wartości. Walka ta nie jest już prowadzono środkami z lat stalinowskich, lecz marksowskim humanizmem. Działają w podziemiu, ale wywierają potężny wpływ na media, kulturę, edukację, gospodarkę itp.

Adam Schaff wyjaśnia, na czym polega wychowanie nowego człowieka:

„Wychowanie nowego człowieka polega na wpajaniu ludziom poglądów i postaw, które cechuje negacja zjawisk w życiu społecznym, a następnie walka o aprobatę sytuacji, w której te zjawiska zostają przezwyciężone”. Jest to typowa metoda manipulacji społecznej. Jak to się robi?

Członkowie ruchu komunistycznego w środkach masowego przekazu najpierw walczą o przezwyciężenie konserwatywnych postaw ludzkich, a potem o akceptację nowych postaw, jak np. pozytywny już stosunek do aborcji, homoseksualistów, związków homoseksualnych, pornografii, narkotyków, in vitro, eugeniki, wychowania seksualnego w szkołach, gender.

Ograniczane są w szkołach lekcje historii i usuwane są z programów szkolnych lektury, na których wychowały się pokolenia Polaków, skoro docelowo miejsce Polaków mają zająć „Europejczycy”?

W sztuce, czy może w anty-sztuce brzydotę ukazano jako piękno, prostactwo nazwano niekonwencjalnością, prymitywizm uznano za przejaw mistrzostwa artystycznego. Natomiast moralności, etyce, estetyce przeciwstawia się nihilizm, co ma być przejawem wolności, a miłosierdziu przeciwstawia się egoizm.

Stanisław Bulza

Na zdjęciu: Prezydent Bronisław Komorowski, Grzegorz Schetyna i
Zygmunt Bauman w czasie inauguracji Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, 8 wrzesien 2011. Fot. EastNews.
 / wybór zdjęcia wg.pco 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2015.03.09

Avatar

Autor: Stanisław Bulza