Stanisław Michalkiewicz: Asesorowie prowadzą naród


Stanisław MICHALKIEWICZ – strona autorska  

 

Asesor, ongiś cara, dziś Napoleona wierny sługa” – wspomina Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, będącym naszą epopeją narodową. I słusznie, bo przecież sytuacje i postawy przedstawione w tej epopei reprodukują się w kolejnych pokoleniach, nie tyle może polskiego narodu tubylczego, który ma kręgosłup raczej mało elastyczny, w odróżnieniu od polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, z którą tradycyjny, tysiącletni naród polski, od 1944 roku z obrzydzeniem musi dzielić terytorium państwowe. Polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza do niedawna wysługiwała się Sowietom i w 1981 roku nawet zbrojnie wystąpiła przeciwko niepodległościowym aspiracjom polskim, ale kiedy w drugiej połowie lat 80-tych, po spotkaniu prezydenta Reagana z sowieckim gensekiem Gorbaczowem w Reykjaviku na Islandii okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, czołowi przedstawiciele polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej przewerbowali się do przyszłych sojuszników, to znaczy – do USA, Niemiec, Izraela i Bóg wie kogo jeszcze. Najwyraźniej razwiedki tych państw uznały słuszność rozumowania króla pruskiego Fryderyka II, że można posługiwać się kanaliami, ale nie można się z nimi spoufalać. Ciekawe tedy, czy się z nimi spoufalają; jak dotąd o niczym takim nie słyszeliśmy nawet od naszych tajnych współpracowników.

Wiadomo tylko, że jak coś się dzieje albo w Polsce, albo wokół naszego nieszczęśliwego kraju, to zaraz albo resortowa „Stokrotka”, albo pani red. Justyna Pochanke, najwyraźniej wyrastająca na następczynię resortowej „Stokrotki”, która – chociaż hormony i humory jeszcze dopisują – powoli już musi szykować się na bliskie spotkanie III stopnia z Trójcą Świętą, zaraz woła pana generała Marka Dukaczewskiego, który mówi nie tylko jak jest, ale i jak będzie. Od razu widać, że oficjalna nieobecność Wojskowych Służb Informacyjnych, tego raka, który toczy i w końcu stoczy organizm Rzeczypospolitej, jest tylko wyższą forma obecności. No i 26 lutego pani Justyna wezwała na przesłuchanie generała Dukaczewskiego, który swoim zwyczajem powiedział, jak jest i jak będzie – ale obok niego wezwała również generała Waldemara Skrzypczaka.

Generał Waldemar Skrzypczak po katastrofie smoleńskiej wdał się – podobnie jak generał Petelicki, co to wstąpił do SB, żeby „spełniać dobre uczynki” – w surową krytykę stosunków w naszej niezwyciężonej armii. Jednak w odróżnieniu od generała Petelickiego – w porę się opamiętał – w związku z tym został wiceministrem obrony narodowej, podczas gdy generała Petelickiego odwiedził seryjny samobójca. Ale ta chwila słabości najwyraźniej nie została generału Skrzypczaku zapomniana, bo chociaż był wiceministrem, to jednak wypączkowana z Wojskowych Służb Informacyjnych Służba Kontrwywiadu Wojskowego, na czele której stał generał Nosek, nie udzieliła mu certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Warto w związku z tym przypomnieć, że generał Nosek zaraz po katastrofie smoleńskiej, kiedy wydawało się – i słusznie – że próżnię polityczną, jaka wytworzyła się w Europie Środkowej po deklaracji prezydenta Obamy z 17 września 2009 roku wypełniają strategiczni partnerzy, tzn. Rosja i Niemcy – podpisał porozumienie o współpracy z ruską FSB, zatwierdzoną dwa lata później przez prezydenta Putina.

Lecz tymczasem na mieście inne były już treście” i szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego został wyprowadzony z wojska „chwytem za Nosek”, podczas gdy generał Skrzypczak jest przywoływany przez resortowe celebrytki z TVN – co prawda na razie pod nadzorem generała Dukaczewskiego, niemniej jednak. Więc podczas tego przesłuchania generałowie zeznali, że podłączają się do spółdzielni, która ma na Ukrainie szkolić korpus podoficerski. Nietrudno się domyślić, w czym będą ten korpus szkolić. Oczywiście w tym, co sami najlepiej umieją – a sami najlepiej umieją pasożytować na mniej wartościowym narodzie tubylczym, to znaczy – kręcić rozmaite lody, zakładać nomenklaturowe spółki, uprawiać zubatowszczynę, czyli powoływać infiltrowane przez razwiedkę związki zawodowe, rozkradać finanse państwowe, jak to miało miejsce przy aferze Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, na który państwo wyłożyło 1700 mln dolarów, długi wykupiono za 60 milionów, zaś reszta rozpłynęła się bez śladu, to znaczy – niezupełnie bez śladu, bo śladem są zarówno stare rodziny, z rozkapryszonymi żonami i córkami-celebrytkami, jak i spółki, które obecnie bankrutują, bo generalicja do biznesu nadaje się jak kwiatek do kożucha. Zorganizować, urwać, ukręcić – aaa, to co innego, to potrafią, zwłaszcza pod osłoną surowych praw stanu wojennego, ale żeby tak naprawdę pracować i zarabiać – to już gorzej.

Domyślam się zatem, że w tym całym programie szkoleniowym „korpusu podoficerskiego” na Ukrainie chodzi Amerykanom o to, by w oparciu o banderowców z ochotniczych batalionów stworzyć nową szlachtę, która zapanuje nad tamtejszą „czernią” zamiast tamtejszych oligarchów. Ciekawe, czy prezydent Poroszenko, który przecież sam jest oligarchą mającym fabryki w Rosji, Kazachstanie, Chinach i na Węgrzech, zapowiada wprowadzenie stanu wojennego, by w ten sposób stworzyć osłonę prawną dla przeprowadzenia tych „reform”, czy też ten manewr będzie formowany przez Arszenika Jaceniuka przeciw i wbrew niemu. Tak czy owak – „w Urzędzie dają broń i władzę – a wkoło kraj jak Zachód Dziki”. Trudno sobie wyobrazić skalę możliwości rabunku zasobów Ukrainy, jakie otworzą się przed przyjaciółmi tego kraju w razie dobrego fartu. To im się przyda, bo jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj, to wyżarli już jego zasoby nieomal do gołej ziemi.

Dlatego gwoli lepszej orientacji w kierunkach i tendencjach polityki wewnętrznej i zagranicznej naszego nieszczęśliwego kraju, warto postawić pytanie, kto z czego żyje. Weźmy na początek prawdziwe nieszczęście Polski, to znaczy Aleksandra Kwaśniewskiego, który na dobry porządek za Interstery i inne przewały powinien do dziś razem z czcigodną małżonką jęczeć i szlochać de profundis w jakimś lochu – ale przecież nie u nas, bo na skutek safandulstwa naszego lekkomyślnego narodu, który pobłaża zdradzie, aż przez dwie kadencje był tu prezydentem. Nawiasem mówiąc – i na tym stanowisku dopuścił się zdrady, przepraszając 10 lipca 2001 roku „za Jedwabne”, przez co autorytetem najwyższego konstytucyjnego przedstawiciela III RP potwierdził eskalację oskarżenia przeciwko narodowi polskiemu, że jest winien „współudziału” w zbrodniach II wojny światowej.

Otóż po utracie alimentów związanych z prezydenturą naszego nieszczęśliwego kraju, Aleksander Kwaśniewski wynajął się u nababa Mykoły Złoczewskiego w charakterze dyrektora w cypryjskiej spółce Burisma Holdings. Tymczasem zarówno obydwie „stokrotki”, jak i inni funkcjonariusze niezależnych mediów głównego nurtu z otwartymi paszczami chłoną jego zbawienne pouczenia, co nasz nieszczęśliwy kraj powinien zrobić w kwestii ukraińskiej. To są właśnie trwałe konsekwencje grzechu pierworodnego, polegającego na pobłażliwości dla zdrady stanu. Na skutek zagwarantowania bezkarności dla sługusów Moskwy w dogoworze między Michałem Gorbaczowem i prezydentem Reaganem, utrwaliła się w naszym nieszczęśliwym kraju bezkarność zdrady stanu. I skutki tej bezkarności obserwujemy codziennie nie tylko w telewizji ale i w życiu. Obawiam się, że gorzko będziemy tego żałować, ale na poprawę chyba już jest za późno.

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    6 marca 2015


Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Źródło:  http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3338 ,  3.03.2015

  • Zdjęcie główne: generałowie Waldemar Skrzypczak i Marek Dukaczewski w TVN. Fot. zrzut ekranu  /  Wybór zdjęcia wg.pco

 

Przeczytaj więcej tekstów Stanisława Michalkiewicza    >     >     >     TUTAJ .

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.03.11

Stanisław Michalkiewicz

Autor: Stanisław Michalkiewicz