Aleksander Ścios: NIEBEZPIECZNIE JAK ZA KOMOROWSKIEGO


Bez Dekretu 

 

Największym zagrożeniem, przed jakim stoją dziś Polacy, jest perspektywa drugiej kadencji Bronisława Komorowskiego. Gdyby w systemie prawnym III RP nie istniały tak szerokie uprawnienia prezydenta w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa i był on (jak utrzymują niektórzy) „strażnikiem żyrandola”, kolejne pięć lat sprawowania urzędu przez polityka PO narażałoby nas wyłącznie na ryzyko rozlicznych gaf, lapsusów i skandali dyplomatycznych.

Niestety, Bronisław Komorowski jest nie tylko zwierzchnikiem Sił Zbrojnych i reprezentantem państwa w stosunkach zewnętrznych, ale wytycza strategię bezpieczeństwa narodowego, zatwierdza plany operacyjne użycia Sił Zbrojnych, może wprowadzać stany nadzwyczajne i posiada prawo mianowania najwyższych dowódców i urzędników państwowych. W trakcie pierwszej kadencji lokator Belwederu zadbał o znaczące poszerzenie swoich uprawnień m.in. poprzez zgłoszenie noweli ustawy o stanie wojennym oraz kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, ustawy o powszechnym obowiązku obrony oraz ustawami dotyczącymi „reformy armii i służb specjalnych”, które powstały na postawie tzw. rekomendacji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN).

W czasie obecnej kampanii prezydenckiej, Komorowski kreuje się osobę szczególnie przygotowaną do pełnienia funkcji zwierzchnika armii i podkreśla swoje doświadczenia związane z wojskowością. Predyspozycje lokatora Belwederu mają wynikać z pełnionych w przeszłości funkcji wiceministra i ministra obrony narodowej oraz wypracowania w ostatnich latach tzw. doktryny Komorowskiego, która miałaby stanowić fundament bezpieczeństwa III RP.

Te propagandowe slogany warto skonfrontować z rzeczywistością i przypomnieć, że Bronisław Komorowski był nie tylko wyjątkowo nieudolnym i słabym wiceministrem ON oraz najgorszym w dziejach III RP szefem tego resortu, ale jego dokonania z czasów pierwszej kadencji dyskwalifikują go w roli zwierzchnika armii i gwaranta bezpieczeństwa Polaków.

Z nieznanych do dziś powodów ten były nauczyciel historii trafił na początku lat 90. do MON i objął funkcję wiceministra. Atutem Komorowskiego miał być fakt, że umiał rozmawiać z „czerwonymi” generałami i ułożyć sobie stosunki z generałem satelickiej armii LWP Florianem Siwickim. „Ułożenie stosunków” polegało w istocie na przyjęciu optyki „czerwonej” generalicji oraz na negatywnym stosunku do lustracji i dekomunizacji w wojsku.

Ówczesną rolę Komorowskiego podkreślają m.in. dokumenty Stowarzyszenia Patriotycznego VIRITIM, organizacji antykomunistycznej, założonej w latach 1988-1989 przez młodych oficerów. Wskazywali oni, że „Onyszkiewicz i Komorowski nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Pozwolili wycinać odważnych, dlatego dalej, kto służy w armii, ten się boi. Tzw. restrukturyzację wojska wykorzystuje się do zwalniania młodych, niezależnie myślących oficerów, dzięki czemu zachowują wpływy starzy, poddawani przez długie lata indoktrynacji. […] wiceminister B. Komorowski winien być rozliczony za obniżenie dyscypliny w wojsku oraz drukowanie i rozwożenie samochodami wojskowymi materiałów wyborczych dla Unii Demokratycznej.”

Komorowski nie tylko chronił aparat postsowiecki, tłumacząc np., że wywiad wojskowy nie pracował na rzecz ZSRR, a zarzuty o patologiach istniejących w WSI są „efektem inspiracji służb cywilnych”, ale awansował oficerów szczególnie zasłużonych w walce z polskim społeczeństwem, jak np. płk. Lucjana Jaworskiego – byłego szefa Zarządu WSW, powołanego przez Komorowskiego na stanowisko szefa kontrwywiadu wojskowego.

Krótki okres szefowania Komorowskiego w MON (16.06.2000- 19.10 2001) to m.in. czas, gdy w polskim Sejmie grupa oficerów WSI podsłuchiwała rozmowy posłów sejmowej Komisji Obrony, którzy decydowali o losach trzech ogromnych przetargów. To także czas przestępczej działalności fundacji „Pro Civili” zarządzanej przez ludzi WSI, storpedowania reformy szkolnictwa wojskowego, kombinacji operacyjnej przeciwko wiceministrowi Szeremietiewowi, gospodarczej „aktywności” oficerów WSI w WAT, działalności prywatnej Szkoły Wyższej Warszawskiej i Fundacji Rozwoju Edukacji i Techniki, które również okazały się biznesem kierowanym przez WSI, sprzedaży gruntów Wojskowego Instytutu Medycznego firmie Euro-Medical Lilianny Wejchert czy zakupu bez przetargu samolotów CASA, pozbawionych w Polsce centrum serwisowego.

W tym okresie doszło też do zapaści budżetu MON (finansowanie było niższe od przyjętego o około 1,1 mld zł) oraz zmniejszenia stanów etatowych (w okresie 2001-2003 zwolniono 15 tys. żołnierzy zawodowych, a stan armii zmniejszył się o prawie 54 tys. stanowisk). Brakowało pieniędzy na żołd i jak nigdy wcześniej wzrosła kolejka kadry oficerskiej czekającej na mieszkanie. Z powodu problemów z negocjacją offsetu kwota 89 mln zł przeznaczona na nowoczesne systemy bezpiecznego lądowania została niewykorzystana i zwrócona do państwowej kasy. Tym samym nie zrealizowano umowy offsetowej i nie wykonano zobowiązań wobec NATO. Ostatnia decyzja Komorowskiego na stanowisku ministra ON (podjęta miesiąc po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton) dotyczyła zaś drastycznego obniżenia zarobków żołnierzy jednostki GROM. Na skutek tej decyzji, w lutym 2003 r. odeszło z GROM 41 doskonale wyszkolonych żołnierzy, czyli połowa składu jednostki.

Wszystkie wcześniejsze dokonania Bronisława Komorowskiego w sferze obronności, bledną jednak w zestawieniu z zagrożeniem, jakie wywołały „koncepcje bezpieczeństwa” powstałe w Belwederze. Ich kierunek można było dostrzec już w roku 2010, gdy w trakcie szczytu NATO w Lizbonie lokator Belwederu zadeklarował: „Polska w pełni popiera szukanie sposobu na współpracę z Rosją, to jest w interesie sojuszu jako całości i w interesie Polski. Współpraca polsko-rosyjska będzie elementem ułatwiającym lub nawet warunkującym współpracę NATO-Rosja, bo my jesteśmy w sojuszu, Rosja nie”. Ówczesna wypowiedź  Komorowskiego –„Polsce w sposób szczególny zależy, aby sojusz nie zamieniał się w organizację bezpieczeństwa na całym świecie, ale aby utrzymał spoistość w sprawach podstawowych, czyli w sprawach zdolności do obrony terytorium krajów członkowskich” głęboko korespondowała z projektem tzw. „sektorowej obrony przeciwrakietowej” przedstawionym przez Dmitrija Miedwiediewa podczas posiedzenia Rady NATO-Rosja w Lizbonie. Pomysł rosyjski zmierzał de facto do rozbicia integralności Sojuszu, ograniczenia jego roli w świecie i powrotu do podziału Europy na strefy wpływów politycznych i militarnych. To, co proponował Komorowski –„otwarcie na zewnątrz i szukanie partnerskich rozwiązań także z krajami spoza sojuszu”, musiało być było witane na Kremlu z radością.

Środowisko belwederskie od początku dążyło do całościowego podważenia koncepcji bezpieczeństwa narodowego i „przestawienia” Polski na całkowicie inne priorytety.

Zwracam na to uwagę, ponieważ w tym zakresie nie może być mowy o pomyłce lub stworzeniu złej strategii w oparciu o błędne przesłanki.

Pomysły powstałe w ramach SPBN budowano w oparciu o dwa czynniki: pozytywny i wyjątkowo demagogiczny obraz Rosji oraz niepewną rolę NATO i sojuszu z USA. Zgodnie z pierwotnymi rekomendacjami ekspertów BBN, Rosję należało przyjąć „taką jaka ona jest i chce być”. Należało „zrezygnować z misyjności i życzeniowej polityki zmierzającej do skłonienia Rosji do pełnego przyjęcia zachodniego modelu ustrojowego”, zaś Polska „musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa.”

W tzw. priorytetach SPBN wymieniano wprawdzie umacnianie „solidarności sojuszniczej, pozycji oraz roli Polski w NATO i Unii Europejskiej”, ale przede wszystkim podkreślano potrzebę „aktywnego włączenia się w realizację wzmocnionej Traktatem z Lizbony unijnej Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony; umacnianie relacji z partnerami europejskimi (Francją i Niemcami) oraz reaktywowanie Trójkąta Weimarskiego”. Te preferencje znakomicie służyły tendencjom dezintegracyjnym NATO i ułatwiały proces „wypchnięcia” Stanów Zjednoczonych z Europy, o co od dawna zabiegają sojusznicy Putina -Niemcy i Francja. Dopiero na ostatnim miejscu wskazywano „partnerstwo strategiczne z USA”, przy czym w stosunkach z Ameryką eksperci Komorowskiego zalecali „odejście od polityki bezwarunkowego, a wręcz bezrefleksyjnego popierania wszystkich działań tego mocarstwa.”

W opublikowanym w styczniu 2013 roku dokumencie SPBN, jako podstawę strategii bezpieczeństwa przyjęto „scenariusz ewolucyjny-realistyczny”, który nie tylko nie uwzględniał ryzyka otwartego konfliktu zbrojnego, ale przemilczał militaryzację państwa Putina i ani razu nie wspomniał o zagrożeniach wynikających z położenia geopolitycznego III RP.  We wnioskach zawartych w rozdziale „zadania operacyjne dla Sił Zbrojnych RP” umieszczono za to postulat „budowania zaufania w stosunkach z Rosją przez rozszerzanie współpracy w dziedzinie wojskowej w ramach istniejących możliwości wynikających z członkostwa w NATO”. Stratedzy Komorowskiego nic nie wiedzieli o zagrożeniu aktywnością służb Federacji Rosyjskiej, nie słyszeli o nowej doktrynie wojskowej Kremla, o wzroście nakładów na zbrojenia, wrogich posunięciach militarnych w obwodzie kaliningradzkim, czy o agresywnej i konfrontacyjnej polityce propagandowej.

Tzw. doktryna Komorowskiego, na którą Polacy mają w najbliższych latach wyłożyć kolosalne pieniądze, została oparta na nonsensownym założeniu „samodzielnej reakcji” i równie abstrakcyjnym „własnym potencjale obronnym”. Ma ona obowiązywać w latach 2014-2023 i zagwarantować finansowanie tzw. „polskiej tarczy antyrakietowej”. Przewiduje się, że w ramach 1,95 proc. PKB, które co roku w budżecie jest zapisywane na obronność, kwoty wynikające ze wzrostu gospodarczego będą przeznaczane na wyposażenie wojska w środki obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Wprawdzie „polska tarcza” nie zostanie nigdy zbudowana, pomysł ten pozwoli na polityczną eksploatację tezy o tworzeniu „własnego potencjału obronnego” oraz generowanie olbrzymich środków na rzecz środowisk związanych z przemysłem zbrojeniowym. Jednym z elementów planu wydaje się zamysł powierzenia ludziom byłych WSI nadzoru nad technologiami wojskowymi oraz zaangażowanie w procesy gospodarcze związane z tzw. modernizacją Sił Zbrojnych. W wymiarze globalnym, „doktryna Komorowskiego” wychodzi naprzeciw rosyjskim oczekiwaniom: służy m.in. utrąceniu projektu amerykańskiej tarczy przeciwrakietowej oraz dalszemu ograniczaniu obecności USA na Starym Kontynencie. Tak też zostały odebrane przez rosyjskich komentatorów, którzy podkreślali, że „Komorowski proponując zbudowanie w kraju własnego systemu obrony przeciwrakietowej uznał za błąd udzielenie przez Polskę zgody na budowę europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej”.

Obok tworzenia groźnych „koncepcji i strategii”, w czasie prezydentury Komorowskiego doszło do osłabienia potencjału obronnego. Polska, która w latach 2003-2007 zajmowała 15 miejsce na liście eksportu cięższej broni konwencjonalnej, w latach 2008–2012 spadła na pozycję 23. W zakresie importu broni zanotowano spadek aż o 47 proc. w porównaniu z latami 2003-2007. Drastycznie również obniżył się realny udział wydatków obronnych w wykonanym PKB. W latach 2005-2007 wzrastał sukcesywnie i wynosił odpowiednio: 1,99, 2,00 i 2,04 proc. by natychmiast po przejęciu władzy przez reżim PO-PSL obniżyć się do 1,71 proc. W roku 2012, gdy ogłaszano pierwsze „plany modernizacyjne”, udział w PKB wynosił zaledwie 1,76 proc. i taką samą wartość wykazano w roku następnym.

Rosyjska agresja na Ukrainę obnażyła wyjątkowe dyletanctwo Komorowskiego w kwestiach bezpieczeństwa narodowego. Środowisko Belwederu ignorowało realne zagrożenia i dążyło do rewizji polskiego systemu bezpieczeństwa. Koncepcje SPBN, mimo ich rażącej ogólnikowości i pseudonaukowego żargonu, zawierały czytelną myśl: współpraca z państwem Putina ma być gwarantem naszego bezpieczeństwa i stabilności.

Jest to teza kompromitująca – nie tylko w wymiarze politycznym, ale naukowym i kompetencyjnym. To oznacza, że środowisko Bronisława Komorowskiego nigdy więcej nie powinno decydować o bezpieczeństwie Polaków i winno zostać odsunięte od jakichkolwiek decyzji związanych z obronnością.

  • Artykuł opublikowany w nr 10/2015 Gazety Polskiej

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/03/niebezpiecznie-jak-za-komorowskiego.html  , 11 marca 2015

  • Na zdjęciu: Tadeusz Mazaowiecki, Bronisław Komorowski, Donald Tusk i Wojciech Jaruzelski , 6 sierpień 2010.  Fot: UPI/Maciej Andrzejewski / Wybor zdjęcia wg.pco


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  >   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.03.13

Avatar

Autor: Aleksander Ścios