Aleksander Ścios: ILE MOŻNA ZYSKAĆ NA „KRYZYSIE PUTINOWSKIM” ?


Bez Dekretu   

 

Niedawne zniknięcie Putina i związane z tym spekulacje, musiały wywołać niemałe zaniepokojenie w szeregach decydentów III RP. Pułkownik KGB był dla nich partnerem w grze wymierzonej w polskiego prezydenta i do dziś spełnia rolę gwaranta tajemnic związanych z zamachem smoleńskim i procesem „pojednania” polsko-rosyjskiego.

Wprawdzie od czasu napaści Rosjan na Ukrainę, rządowe ośrodki propagandy (przy wydatnym wsparciu opozycji) wykreowały polityków reżimu na krytyków, a nawet przeciwników Putina, ta wizja nie znajduje najmniejszego oparcia w rzeczywistości. Jedynym miernikiem postawy grupy rządzącej jest sprawa Smoleńska i póki w tym obszarze nie nastąpiły zmiany, nie wolno nawet dywagować o procesie „nawrócenia”.

Logika więzi łączących Putina z ludźmi obecnego reżimu, wynika wprost z depozytu wiedzy o przebiegu zamachu smoleńskiego i mechanizmach fałszowania tej zbrodni. Taka relacja czyni z grupy rządzącej uległych zakładników, zdanych całkowicie na wolę kremlowskiego władcy. W układzie, doskonale znanym z pragmatyki służb sowieckich, nie ma miejsca na sprzeciw lub odstępstwo i nie sposób sobie wyobrazić, by ludzie zależni od Moskwy mogli samowolnie zmienić niewolnicze status quo. To oznacza, że ani agresja na Ukrainę ani jakiekolwiek bandyckie działania Rosji, nie mogą mieć wpływu na postawę zakładników kłamstwa smoleńskiego. Los tych ludzi spoczywa w rękach pułkownika KGB i ktokolwiek dopuszcza inną perspektywę relacji, wykazuje kompromitującą niewiedzę.

Wielodniowa nieobecność Putina i medialne spekulacje o śmierci lub obaleniu dyktatora, mogły zatem sprawić, że ludzie paktujący z kremlowskim satrapą poczuli się zagrożeni. Taki stan można porównać do lęku szantażowanego wspólnika, który dowiaduje się, iż właściciel tajnego depozytu stracił nad nim kontrolę i wpadł on w ręce innych graczy.

Nietrudno zrozumieć, że gdybyśmy nie mieli do czynienia z inscenizacją „kryzysu putinowskiego”, lecz z rzeczywistym upadkiem Putina, sytuacja ta doprowadziłaby do nieuchronnej i (zapewne) gwałtownej walki o kremlowską schedę. Niezależnie – czy byłby to pucz generałów GRU czy kontynuacja reżimu siłowików, naturalny mechanizm uwiarygodnienia nowej władzy wymagałby następnie wszczęcia procesu kontrolowanej „liberalizacji”.  Choćby po to, by skłonić Zachód do „nowego otwarcia” w relacjach z Kremlem oraz odblokować mechanizmy rujnujące dziś gospodarkę rosyjską. Byłaby to sytuacja, o której profesor Nowak napisał niedawno, iż „otworzyłaby przestrzeń, małe okienko nadziei na nieco więcej wolności w Rosji i odkrycie strasznych tajemnic, które na pewno byłyby używane w walce o władzę – tajemnic dotyczących działań Putina.”

Wiedza o zbrodniach Putina, dawkowana wybiórczo i precyzyjnie, stanowiłaby doskonały argument dla uwierzytelnienia intencji nowej władzy. Taki zabieg pozwoliłoby uwolnić się od odium „zbrodniczego reżimu” i odciąć od minionego „okresu błędów i wypaczeń”. Rosjanie doskonale opanowali propagandowy teatr odgrywany przed społecznością „wolnego świata” i od czasu referatu Chruszczowa i gorbaczowskiej „pieriestrojki” stanowi on ważny czynnik w sowieckiej strategii fałszu i dezinformacji.

Z wielkim prawdopodobieństwem można zakładać, że po upadku Putina zastosowano by podobną inscenizację i ujawniono niektóre ze zbrodni pułkownika KGB. Ich zakres jest tak szeroki, że mechanizm głasnosti pozwoliłby zadowolić zachodnią opinię publiczną i przekonać unijnych komisarzy do wznowienia „procesu normalizacji” stosunków z Rosją.

Wyjawienie okoliczności zamachu smoleńskiego (choćby w formie publikacji medialnych i kontrolowanych przecieków) mogłoby stanowić kluczowy element takiej operacji.

Rosyjskie „straty własne” byłyby stosunkowo niewielkie i ograniczone do ewentualnego wskazania kilku wykonawców poleceń Putina. Odpowiedzialność polityczną zmniejszono by tym łatwiej, że ujawnione informacje wskazywałyby na rolę „strony polskiej” i współudział przedstawicieli reżimu III RP w zastawieniu pułapki smoleńskiej.

Gdyby ktoś zastanawiał się – czy Moskwa może sobie pozwolić na dyskredytację najbardziej prorosyjskiej ekipy, jaka rządziła III RP, powinien wziąć pod uwagę, że kremlowscy decydenci doskonale wiedzą, iż ekipa ta nie tylko traci poparcie samych Polaków, ale staje się coraz słabszym i bezwolnym przedmiotem w rozgrywkach europejskich. Nagromadzenie rozlicznych patologii sprawia, że obecny reżim coraz trudniej radzi sobie z własnym społeczeństwem, a – w perspektywie tworzenia „nowych relacji” z Zachodem – nie potrafiłby zadowolić oczekiwań Moskwy w roli rosyjskiego konia trojańskiego. Mówiąc wprost – na tych ludziach Rosja już dość ugrała i prędzej czy później staną się oni bezużytecznym balastem.

Dlatego usunięcie ekipy rządzącej III RP byłoby operacją całkowicie racjonalną z punktu widzenia interesów rosyjskich. Po obaleniu Putina stanowiłaby ona taki sam problem, jaki dla przestępcy, który planuje przejście z szarej strefy do legalnego biznesu, sprawia skompromitowany i wyzyskany wspólnik.

W takiej perspektywie wydaje się oczywiste, że upadek Putina pociągnąłby za sobą kres reżimu belwederskiego i rządów PO-PSL. Relacje zarysowane na wstępie tego tekstu sprawiają, że wprawdzie oba ośrodki funkcjonują dziś na zasadzie naczyń połączonych, to najistotniejszym spoiwem jest kremlowski depozyt wiedzy o zbrodni smoleńskiej i wasalnych koneksjach z Putinem. To oznacza, że obszar tej zależności jest całkowicie niewspółmierny. O ile upadek pułkownika KGB wyznaczałby koniec partii „przyjaciół Rosji”, o tyle odwrotna relacja jest oczywiście wykluczona.

Warto zatem przyjąć, że niezależnie, którą z wersji „kryzysu putinowskiego” uznamy za wiarygodną (efekt śmiertelnej choroby, wywołanie wrażenia chaosu i niestabilności, bądź inscenizację zmierzającą do wznowienia procesu „odprężenia i normalizacji”) w każdym przypadku nie można wykluczyć sięgnięcia po scenariusz rozgrywki Smoleńskiem. Choć najkorzystniejszym dla Polski rozwiązaniem byłby definitywny koniec rządów Putina, to wskazane tu warianty „kryzysu” wyraźnie sugerują dążenie do przesilenia i zmiany relacji Rosji z „wolnym światem”. Eskalacja wojny na Ukrainie lub wizja „uderzenia na Zachód”, wydają się najmniej prawdopodobne.

Rokowanie takiego przesilenia daje ogromną szansę na obalenie reżimu III RP. Bynajmniej, nie za sprawą „mechanizmów demokracji” i wyniku wyborczego. Byłoby bezcelowe kierowanie uwagi środowiska opozycji na taki scenariusz lub oczekiwanie, że poprzez zaostrzenie retoryki i eksploatację tezy o proputinowskim charakterze reżimu, stanie się ona świadomym uczestnikiem obecnej rozgrywki. Koniunktura sprzyjająca obaleniu rządów III RP istnieje od początku wojny na Ukrainie i jeśli do tej chwili nie została wykorzystana, będzie tylko przypominać o najbardziej kompromitującej klęsce PiS-u.

Gdyby najbliższe miesiące potwierdziły racjonalność moich przypuszczeń, może się okazać, że rozstrzygnięcia dokonane obcymi rękami, będą dla nas bardziej korzystne niż na to zasłużyliśmy.

 


Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/03/ile-mozna-zyskac-na-kryzysie-putinowskim.html  , 18 marca 2015

  • Na zdjęciu: Wladimir Putin, kryzys rubla.  Fot: Express.co.uk / Wybor zdjęcia wg.pco


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  >   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.03.20

Avatar

Autor: Aleksander Ścios