Tomasz A. Żak, Stanisława Wiatr-Partyka: „Opowieść o Kresach – Dwa domy” (9)


WIRTUALNA POLONIA

 

Przeczytaj poprzednie odcinki . . . 

 

ballada-o-utraconym-domu

Dwie książki wyróżnione w ubiegłorocznej edycji Literackiej Nagrody im. Józefa Mackiewicza łączy arcypolski łańcuch pokoleń, które odwołują się do najświętszej i najbardziej heroicznej tradycji kresowej, a jednocześnie czynią to w sposób dotąd niespotykany, prawdziwy po prostu. To się chce czytać i być w tych zaklętych w literaturę uczuciach. Pamiętać również należy, że obie książki, a szczególnie „Dom za żelazną kurtyną…”, to także dzieła wyjątkowej urody edytorskiej, czego zamieszczane na naszym portalu wyimki nie są w stanie oddać nawet w połowie. Zapraszamy wiec na Kresy, zapraszamy do Polski. 

 

Stanisława Wiatr-Partyka, Ballada o utraconym domu. Warszawa 2013 

 

Nocna ballada z gitarą w tle

 

W kręgu lampy na stole – modlitewnik stary,
Głębsza zmarszczka na czole… strzępy wspomnień… mary,
O tej późnej godzinie miasto śpi,
A ja kartki przekładam… i…
Trzy kwiatuszki suche biorę w palce z ostrożna,
Takie martwe i kruche, że już bardziej nie można,
Losy trzy, trzy symbole, zjawy czasu przeszłego…
Serce boli… jak boli i nie pytaj, dlaczego.

Oto pierwszy, czerwony, zerwany o świcie,
Jako symbol miłości na całe życie,
Zerwany w ogrodzie w nowogródzkiej krainie,
Jako symbol miłości, która nigdy nie minie…
Oto drugi, niebieski, dzisiaj blady i szary, ma kształt jednej łezki i jest smutny bez miary,
Zerwany o zmierzchu, pośród łez,
Był symbolem wierności, aż po kres…
Oto trzeci, biały, ulotny, jak chwila,
Taki kruchy i mały jak skrzydło motyla,
Zerwany na stepie ręką dziecka małego
I nie pytaj lepiej, skąd aż tam… dlaczego…

Modlitewnik stary tajemnice kryje…
Prócz wierności i wiary, miłość wciąż tutaj żyje.
Choć odeszli w zaświaty moi bliscy mili,
Pozostały kwiaty, które tu włożyli…

Trzy kwiatuszki suche biorę do ręki –
To nie koniec, posłuchaj, to nie koniec udręki:
Leżą sobie osobno… która to już jesień?…
Wypędzona z Nieświeża, zastrzelony w lesie…
Już na zawsze osobno! Która to już jesień…
Wypędzona z Nieświeża, zastrzelony w lesie.

Ot i cała ballada, może nawet za długa,
O chłopaku z Tarnowa, o dziewczynie zza Buga,
Noc też długa… cyt… cicho… tylko trudno uwierzyć –
Ona leży w Tarnowie, On za Bugiem leży.
Noc dziś długa. Cyt, cicho. Ale trudno uwierzyć:
Ona leży w Tarnowie – On w Katyniu leży.

Ot i cała ballada, ot i cała piosenka,
Na melodię niemodną, na gitarę z udręką.
Już za oknem świt blady – nikt nie słucha piosenki.
To już koniec ballady, lecz nie koniec udręki.

Jeszcze kilka akordów, dośpiewam do kreski,
Schowam kwiatek czerwony i kwiatek niebieski,
A mój biały położę pod ręką, na wierzchu,
Może kiedyś, ktoś westchnie o zmierzchu.

 

Tarnów, 1964

 



 

 

Tomasz A. Żak, Dom za żelazną kurtyną. Tarnów 2013

dwa domy 9
Rozbudowę wielkiego osiedla mieszkaniowego w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarza w Kuropatach udało się zatrzymać (fot. autor)

 

 

 

Rozdział IX

Krzyże aż po horyzontu kres

 

Droga Pani S.!

Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że kilka godzin spędzonych w Mińsku, a dokładnie mówiąc, w Kuropatach, to chyba najważniejsza lekcja, jaką otrzymałem o państwie Białoruś na Białorusi. Moja „nauka” zaczęła się od weryfikowania symboliki śmierci. Zacznę od tego, że niedawno, będąc w Lublinie, postanowiłem ponownie zobaczyć niemiecki obóz koncentracyjny Majdanek. (…)

A Kuropaty? (…) Las ten niegdyś położony był na obrzeżach dawnego Mińska, tak jak Majdanek, który był wsią pod Lublinem. Dzisiaj oba te miejsca wchłonęły sąsiadujące z nimi miasta i pewnie, gdyby nie ich tragiczna, ludobójcza podmiotowość, to nikt by się nimi jakoś specjalnie nie interesował.

Las pod Mińskiem kilka lat wcześniej niż pola Majdanka stał się miejscem masowej, ludobójczej śmierci, choć tutejszy plan zabijania był inny niż niemiecki i prosto wynikał z komunistycznej ideologii tworzenia „człowieka sowieckiego” na drodze eliminacji każdego, kto żyje, myśli i czuje inaczej, niż chce tego bolszewicka władza. Zabijanie sowieckie zawsze szukało cienia, ukrycia, piwnicy czy lasu. W Kuropatach, jak i w Katyniu, zabijanie „wstrzelano” pomiędzy drzewa, setki drzew, tysiące drzew. W większości są to sosny, które w słoneczny letni dzień pachną żywicą i oszukują tym zapachem nie tylko nasz zmysł powonienia. Pofałdowany teren, pokryty dość gęsto zielonym poszyciem zaprasza na piknikowy relaks i nie pozwala od razu się domyśleć, że długie, podłużne zagłębienia, żłobiące te wzgórza niczym bruzdy zmarszczek twarz starego człowieka, to po prostu doły śmierci. Po latach, ciała pomordowanych rozpadając się w proch spowodowały zapadanie się gruntu i w taki sposób opowiadają nam o swojej tutaj obecności. I krzyczą do nas, jak i w Majdanku – liczbami. Tam Niemcy zamordowali prawie 80 tysięcy ludzi; tutaj Sowieci, zwyczajnym dla siebie strzałem w tył głowy „ubili” nie mniej jak 250 tysięcy.

(…)

Przy krzyżach, których są tutaj setki,  zaczęła się moja nauka w ramach białoruskiej lekcji, o której piszę na początku tego listu. Nauczycielem był Białorusin, Walerij Bujwał, rocznik 1955 – historyk sztuki, znawca malarstwa włoskiego, tłumacz, taki jakby „społeczny” (lepiej będzie napisać: „narodowy”) strażnik krzyży z Kuropat, a przede wszystkim działacz opozycyjnego do administracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki Białoruskiego Frontu Ludowego „Odrodzenie”. Front swój początek wiąże właśnie z tym miejscem sowieckiego i radzieckiego ludobójstwa. Zanim wytłumaczę o co chodzi z tym pilnowaniem krzyży (no bo jest strażnik!), to najpierw musimy zweryfikować naszą wiedzę o działalności opozycji politycznej na Białorusi. Tak jak są tutaj dwa Związki Polaków, z których jeden, ten nielegalny, jest „pompowany” informacyjnie i finansowo przez Polskę, tak mamy dwa Fronty Ludowe, z których o jednym i jego opozycyjnej „martyrologii” słyszymy ciągle, a działalność tej partii jest „monitorowana” i wspierana na różne sposoby przez Unię Europejską (TV „Biełsat” to przykład egzemplifikacji takich działań). O tym, że istnieje jakiś drugi Front, dowiedziałem się tak naprawdę dopiero od pana Bujwała. Ta partia także chce odejścia Łukaszenki, ale – w odróżnieniu od tej wszystkim znanej – nie chce sojuszu Mińska z Brukselą.

(…)

Okazuje się, że pamięć w krzyżu zaklęta jest tak samo groźna tutaj, jak i na przykład na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. I okazuje się, że w obu tych miejscach ta pamięć poprzez Krzyż – symbol Męki Pańskiej, symbolicznie honoruje ofiary: w Mińsku sowieckiego totalitaryzmu, a teraz w stolicy Polski 96 osób, które lecąc rządowym samolotem, nie dotarły w kwietniowej narodowej pielgrzymce do Katynia. I niech Pani popatrzy, jakież to odwoływanie się do Krzyża jest podobne do siebie w budowaniu politycznej i niezależnej tożsamości… Przestrzelone czaszki naszych oficerów jakimś niesamowitym zrządzeniem losu znów, jak po ekshumacjach z 1943 roku, teraz po 10 kwietnia 2010 r. zmieniają nas i bieg historii. Przestrzelone czaszki z lasu w Kuropatach także zmieniają historię współczesnej Białorusi.

(…)

W roku 2000 Zenon Paźniak przedstawił ideę „Narodowego Memoriału” i zainicjował Krzyżowy Marsz na „Święto Dziadów”. Istotą marszu było tworzenie „żywego”, przestrzennego pomnika, który składałby się z drewnianych krzyży otaczających las i wypełniających jego wnętrze. Podczas pierwszego Marszu ustawiono 20 wielkich krzyży i wiele mniejszych. Rok później odbył się kolejny Marsz, połączony z ustawieniem tym razem już znacznej liczby krzyży oraz z pracami porządkowymi wokół mogił. Od tamtej pory Marsze odbywają się corocznie, a wraz z nimi przybywa krzyży. (…) Różnorodność znaku krzyża (rejestruje się na przestrzeni dziejów ok. 400 jego odmian), też daje do myślenia w naszym kresowym kontekście, a szczególnie te jego mutacje, które wywodzą się od klasycznego, zwykłego „crux ordynaria”, zwanego powszechnie krzyżem łacińskim. Krzyż z dodanym krótszym ramieniem powyżej poziomej belki głównej zwano patriarchalnym.(…) Jest jeszcze i taka, najbardziej dla nas tutaj ciekawa mutacja krzyża patriarchalnego, w której dwa poziome ramiona oddalone są bardziej od siebie, i w górę i w dół. To krzyż lotaryński, ale bardziej znany pod nazwą krzyża litewskiego lub jagiellońskiego.

Tak więc, droga Pani S., okazuje się, że Kresy mają swój własny krzyż. A wie Pani, gdzie go najłatwiej, najszybciej można odnaleźć? Na tarczy herbowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdzie Wielkie Księstwo Litewskie sygnuje się pędzącym na koniu zbrojnym rycerzem, a na jego tarczy widnieje właśnie ten krzyż, o którym mówimy. (…)

 

Determinacja wciąż rosnącej ilościowo grupy ludzi w walce o pamięć i o fizyczny kształt miejsca sowieckiego ludobójstwa spowodowała jednak po kilku latach zmianę stosunku władz do tego tematu. (…)Jesienią 2009 r., w czasopiśmie „Sowietskaja Biełorussija”, które jest prasowym organem Prezydenta państwa, wydrukowano artykuł pt.: „Kuropaty: pokój pod sosnami” i nazwano w nim ten kawałek lasu „cmentarzem o ogólnonarodowym znaczeniu”. Pół roku później został zorganizowany tzw. okrągły stół, na którym rozmawiano o Kuropatach. Coś „drgnęło”, ale czy na stałe? Czy może, tak jak i na Krakowskim Przedmieściu, cień Rosji dalej skutecznie będzie tutaj zamykał usta, usuwał krzyże, poniżał pamięć i ponownie mordował tym przemilczaniem, tych już raz zabitych?

 


 

 

Książkę Tomasz A. Żaka „Dom za żelazną kurtyną. Listy do Pani S.” można nabyć m.in. w księgarni internetowejmultibook.pl, korzystając z adresu:

http://multibook.pl/pl/p/tomasz-a-ak-dom-za-elazn-kurtyn-listy-do-pani-s/4950

 

Wirtualna Polonia

Źródło:  http://wirtualnapolonia.com/2015/01/31/opowiesc-o-kresach-dwa-domy-9/ , 2015-01-31

  • Zdjęcie główne: Kościół Zaśnięcia NMP w Kobryniu, 09 2007. Foto Mariusz Proskień, za www.radzima.org  / wybór zdjecia wg.pco

POLISH CLUB ONLINE , 2015.03.27

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci