Aleksander Ścios: ŚWIAT WIELKIEGO PIĄTKU


Bez Dekretu     

 

„Życie w komunizmie jest piekłem, ale nie dla wszystkich – pisał Leopold Tyrmand – Jest piekłem dla ludzi dobrej woli. Dla uczciwych. Dla rozsądnych. Dla chcących pracować z pożytkiem dla siebie i dla innych. Dla przedsiębiorczych. Dla tych, którzy chcą coś zrobić lepiej, wydajniej, ładniej. Dla tych, którzy chcą rozwijać, wzbogacać, pomnażać. Dla wrażliwych. Dla prostolinijnych i skromnych. Natomiast dobrze prosperują w komunizmie głupcy nie dostrzegający własnej marności i śmieszności. Doskonale powodzi się służalcom, oportunistom i konformistom; wiedzie im się tym lepiej, że z czystym sumieniem mogą nie robić nic, albowiem i tak nie sądzą, że należy coś robić w zamian za serwilizm – czują się zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności co wzmaga ich znakomite samopoczucie”.

Jeśli w realiach III RP wciąż znajdujemy rys komunistycznego piekła – czy wolno nam karmić się wiarą w „śmierć komunizmu” i utrzymywać, że od ćwierćwiecza przemierzamy „wielki plac czyśćca”? Czy mamy prawo zamykać oczy na piętno tej sukcesji – tylko dlatego, że definiując ją zostaniemy zmuszeni do porzucenia kilku wygodnych dogmatów?

Widok służalców i kanalii, decydujących dziś o przyszłości Polaków ujawnia nie tylko historyczną otchłań dychotomii My-Oni, ale jest dowodem tragicznego zniewolenia. Dotyka ono ludzi nieświadomych istnienia tak głębokiej sukcesji, ale również tych, którzy z rozmysłem uciekają od nazywania rzeczy po imieniu.

Tam, gdzie większość akceptuje życie w kłamstwie i dobrowolnie „uczęszcza na przyspieszone kursy padania na kolana” – herbertowska „postawa wyprostowana” staje się niedościgłą metaforą, a ludzie, którzy chcieliby ją przyjąć, zostają skazani na samotność.

Problem z nazwaniem naszych czasów wynika z kryzysu, w jakim znalazły się polskie elity. Pisząc – elity –mam na myśli środowiska, które przyznają się do tradycji patriotycznej lub chcą uchodzić za rzeczników polskich interesów. To kryzys odwagi i ucieczka od zdefiniowania rzeczywistości. Ujawnia on postawy, w których nadzieja na rychłe „zmartwychwstanie” ma usprawiedliwiać zacieranie wizji komunistycznego piekła. Stąd rodzi się przeświadczenie, że łatwiej tłumaczyć zjawiska III RP fałszywą miarą „postkomunizmu” lub „złożonością procesów demokracji” niż sięgając korzeni, dostrzec grozę obecnego położenia.

W napisanym przed kilkoma laty tekście „Świat Wielkiego Piątku” przypomniałem o definicji „ketmana” – wyjątkowo załganym sofizmacie, który „ukąszonym” komunizmem miernotom pozwalał dostąpić łaski fałszywego przebaczenia, zaś pospolitych zdrajców stroił w szaty „biegłych dialektyków”.

„Ketmani” pojawiali się tam, gdzie do ludzkiej nędzy przykładano miarę mądrości, gdzie słabość tłumaczono rozsądkiem, a lęk rozgrzeszano cnotą przezorności. Według reguł „ketmana” – Judasz dokonał politycznego wyboru, słusznie rozczarowany „niemesjańskim“ przesłaniem Jezusa. One stały za Potockim i Kossakowskim – tłumacząc hańbę Targowicy. Według nich działali literaccy „inżynierowie dusz” i szczytne Puczymordy PRL-u – przeświadczeni o moralnej dostojności i heroicznym „potykaniu się ze złem”. Wysublimowany z pospolitej zdrady „ketman” miał zaspokajać potrzeby ludzi nazbyt słabych, by pogodzili się z własnym zbydlęceniem i zbyt tchórzliwych, by znosili widok własnej twarzy.

Pisałem wówczas, że nie wolno nam godzić się na postawę „ketmanów” – którzy z negacji dobra i zła chcą budować załgane państwo i swoją niby obecnością występują przeciwko tym, którzy mają odwagę stawiania trudnych pytań. Nie można pozwolić, by pseudointelektualny bełkot „ketmanów” uzasadniał najzwyklejsze łajdactwo i z zaprzeczenia rzeczom niezaprzeczalnym, czynił fałszywą normę. Nie wolno było na to pozwolić – bo każdy z „ketmanów” zabijał prawdę o naszej rzeczywistości i drwił z ludzi zdolnych udźwignąć jej ciężar.

Po ćwierćwieczu III RP znamy już wszystkie odmiany „ketmana”. Znamy ich nazwiska i rejestr dokonań i żadna dodatkowa wiedza nie jest konieczna, by powtórzyć za Tyrmandem – „doskonale powodzi się służalcom, oportunistom i konformistom”.
I na tym poprzestać, bo przekroczenie granic piekła komunizmu wciąż wydaje się nieosiągalne.

Już nie za sprawą twórców komunistycznej hybrydy, lecz z winy tych, którzy mamią Polaków wizją nieistniejącej demokracji i utrzymują w próżnej nadziei „zmartwychwstania”.  Ci ludzie tworzą dziś świat najgroźniejszej fikcji, w którym istnieje przyzwolenie na postawy oportunistów, lecz nie ma miejsca dla chcących „spojrzeć losowi prosto w oczy”.

Nikt nie zapyta – jakiej Polski dla nas pragną, jeśli nie mają odwagi zdefiniować komunistycznego piekła? Do czego „mobilizują” naród, skoro sami ulegają wrzaskom oportunistów i pozwalają im na zabójczą dialektykę?

Przed czterema laty napisałem, że trzeba, byśmy zostawili „ketmanów” w ich świecie Wielkiego Piątku, „podziwiających zawrotną grę losu, potencje i uśmiechy fortuny”. Nie znajdą z niego wyjścia i nie doczekają dnia Zmartwychwstania.

Ten rok rozstrzygnie, czy w świecie Wielkiego Piątku pozostaną również polskie elity i ci, którzy im zawierzyli.

Na czas wielkotygodniowego zamyślenia szczerze polecam lekturę wiersza Zbigniewa Herberta – „Pan Cogito o postawie wyprostowanej”.  

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/03/swiat-wielkiego-piatku.html  , 30 marca 2015

  • Na zdjęciu Kraków w odległości 10 km, a nad nim kłebiące się chmury burzowe. Foto za  Alert24.pl  / Wybor zdjęcia wg.pco


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.04.02

Avatar

Autor: Aleksander Ścios