Dr Jerzy Jaśkowski: Żółty tydzień – żółte papiery – a interes kwitnie.


Z cyklu : „Państwo istnieje formalnie” – 48.

 

 

Aby dotrzeć do źródeł trzeba płynąć pod prądS.Lec
Pamiętaj,  jeśli jakąś chorobą nagle się interesują urzędnicy i politycy przygotowując ustawy, preparują je na zlecenie firm farmaceutycznych

 

Tak jak co roku, San-epidy ogłaszają tzw. żółty tydzień, czyli promocję na zakup szczepionek. Podobno sprzedają szczepionki nawet o 30% taniej, aniżeli normalnie. Innymi słowy, jest to jawna przecena w celu wyprzedaży zapasów.
O tej akcji pisałem już przed laty.
Przypomnę. „Kolor żółty w medycynie wcale nie kojarzy się z kwiatkami na łące, ale ma znaczenie pejoratywne. Najprościej oddaje to, oczywiście z całym zrozumieniem nieprofesjonalności, poniższa internetowa definicja: „żółte papiery tzn. że jest psychopatą, psychicznie chory, niezrównoważony, nigdy nie wiadomo, co takiej osobie odbije i może być niebezpieczna”.

W takiej sytuacji zupełnie niezrozumiałe jest posługiwanie się żółtym kolorem, w celu zwiększenia sprzedaży szczepionek. Chyba, że chodzi o wskazanie aktualnego stanu umysłowego osób kupujących te szczepionki.

 

Hasło to pojawiło się w Wikipedii i zostało zdefiniowane:

Żółty Tydzień – akcja społeczna, której ideą jest edukacja na temat WZW A i B oraz popularyzacja szczepień ochronnych, jako sprawdzonej profilaktyki tych chorób. Podczas Żółtego Tygodnia pacjenci mają ułatwiony dostęp do szczepionek przeciwko żółtaczce typu A (pokarmowej) lub typu B (wszczepiennej) po obniżonych kosztach. Akcja odbywa się dwa razy w roku:

Rozpoczęcie cyklu szczepień w czasie Żółtego Tygodnia gwarantuje przyjmowanie kolejnych dawek (przypadających zwykle już po zakończeniu akcji) po cenach niższych, obowiązujących w Żółtym Tygodniu. Dokładne ceny ustalają poszczególne punkty szczepień.

 

Czyli, jak możecie to sami ocenić Szanowni Czytelnicy, już się autorzy tej akcji zupełnie nie kryją, że chodzi o sprzedaż po obniżonych cenach, tak jak w każdej handlowej promocji. I nie kryją się także z jawnym oszukiwaniem ludu nad Wisłą. Ponieważ, po pierwsze, jaka to akcja społeczna przeprowadzana w państwowych instytucjach?
Możemy w związku z taką definicją przyjąć, że albo san-epidy sprywatyzowano i nie są już instytucjami państwowymi albo, że państwo już jest prywatną własnością. Tylko kogo? Na pewno nie aktorów tutejszej sceny politycznej. Sam musisz pomyśleć, Czytelniku!

 

Po drugie, podają jawną nieprawdę, że szczepionki rzekomo zapobiegają zachorowaniu na WZW. Znam osobiście chorego, który po szczepieniu musiał otrzymał I grupę renty inwalidzkiej z powodu niewydolności wątroby.

 

Poza tym, na oficjalnej stronie tej akcji, tak, tak, istnieje już strona internetowa, z własnym biurem prasowym, a posiadanie administracji, jak wiadomo, sporo kosztuje. Kto więc pokrywa te koszta społecznej akcji?
Oczywiście zgadłeś, Szanowny Czytelniku. To firmy produkujące szczepionki. Jeżeli ampułka kosztuje w produkcji 1-2 centy, a sprzedaje się ją za kilkadziesiąt dolarów, to sam widzisz, jaki to zysk.

jj-brain-watch

 Otóż głównym sponsorem zatrudniającym państwowych pracowników do sprzedaży prywatnych szczepionek, jest nasz stary znajomy, GSK.
Przypomnę, że Departament Sprawiedliwości oraz Zdrowia i Opieki społecznej obłożył Big-pharm, tylko w jednym roku, karami w wysokości 4.3 miliarda dolarów. Trzeba to sobie odbić na głupim ludku.
W samej Warszawie handlem tymi szczepionkami zajmuje się około 100 przychodni, pod bokiem Izb Lekarskich i samego Ministerstwa, nie wiadomo dlaczego, zwanego Zdrowia. A wszytko sprowadza sie do tej maszynki do robienia pieniędzy, narzuconej nam po 1990 roku.

 

Najpierw narzucają nam powszechne ogłupianie pod nazwą powszechnej edukacji, a potem szkolą specjalistów od marketingu, czyli naukowego oszukiwania ludności i wciskania im zupełnie niepotrzebnych przedmiotów, na przykład szczepionek. Za podatnika pieniądze szkoli się takich ancymonków, którzy potem są zatrudniani w prywatnych firmach. Jest tajemnicą poliszynela, że łatwiej mówić do ręki, aniżeli do ucha. Stąd mamy taką ilość przepisów prawnych. Zakazów i nakazów ściganych z urzędu. Dlatego FBI poszukuje łapówkarstwa w tym 52 stanie. CBA widocznie nie ma prawa.

 

Przypomnę, że jesteśmy jednym z 3 krajów na świecie, po Rumunii i Bułgarii, które wymuszają szczepienie przeciwko tej reklamowanej w żółtym tygodniu szczepionce, tzw. WZW.
Nigdzie na świecie nie ma takiego przepisu. A nasi aktorzy sceny politycznej zatwierdzili taką ustawę. Widzisz wiec Dobry Człowieku, jaki reprezentują poziom merytoryczny. I żadnego spośród nich nie hamuje przed podpisywaniem się pod głupimi ustawami fakt, że działa na szkodę swoich rodaków. A może oni nie mają tutaj rodaków?

 

jj-med-praktyczna-prywatna-firma

 

 Schemat powyższy jasno pokazuje firmy mające znaczący wpływ na polskie prawodawstwo.

 

Wracając do tematu. Jeżeli szczepionki są takim błogosławieństwem, to dlaczego muszą być stosowane pod przymusem?
Podane poniżej przykłady może pozwolą, przynajmniej niektórym, na otwarcie oczu i opadniecie łusek.
Jeżeli szczepionki są takim dobrodziejstwem, to dlaczego:
  1. Muszą być zatwierdzane specjalne ustawy o przymusie szczepień.
  1. Dlaczego ogłasza się specjalne tygodnie promocji, czyli zwykłe zasady handlu.
  1. Dlaczego rząd do dnia dzisiejszego nie opracował ustawy o konieczności zbierania informacji o powikłaniach poszczepiennych? Opracowania zagraniczne podają jednoznacznie, że 42% hospitalizowanych dzieci, to dzieci uszkodzone przez szczepionki. U nas wręcz przeciwnie, w 2012 roku rząd zmienił ustawę, zwalniając lekarzy ze zgłaszania powikłań. Na całym świecie obowiązuje zasada: powikłania musi zgłaszać lekarz, pielęgniarka wykonująca szczepienia i mogą zgłaszać rodzice. Te trzy doniesienia muszą korelować. Biada, jak biorący pieniądze za szczepienia, zaniechają obowiązku zgłoszenia. W Polsce ustawa obowiązująca od 1964 roku jest martwa. Brak jakichkolwiek dokumentów z minionych 50 lat. I żaden NIK nie interesuje się takim łamaniem prawa. Jest to kolejny dowód na fikcyjne istnienie państwa.
  1. Zauważ, że pomimo elementarnej wiedzy, że po szczepieniu dziecko rozsiewa wirusy przez okres 6-8 tygodni, zarówno samorządy jak i rządowi pracownicy chcą doprowadzić do działań rasistowskich – do niewpuszczania do szkół i przedszkoli zdrowych, nieszczepionych dzieci. Szczepione mogą natomiast spokojnie zarażać wszystkich dookoła. Jest to łamanie co najmniej kilku ustaw. I nic się nie dzieje.
  1. Rząd wydaje nasze, podatnika pieniądze na zakup szczepionek, najczęściej zupełnie zbędnych, jak np. szczepionki WZW dla niemowlaków. Prawdopodobieństwo zakażenia niemowlaka jest pomijalnie małe. W Polsce może to być kilka przypadków rocznie. A wydaje się kilkadziesiąt milionów. Natomiast do dnia dzisiejszego nie opracowano systemu odszkodowań za powikłania i zgony po koreańskiej szczepionce w 1996 roku zakupionej przez Ministerstwo.
  1. Pomimo ustawy o Ochronie Danych Osobowych prawem kaduka san-epidy dostają dokumentację, która w założeniu może być przekazana tylko innemu lekarzowi, o ile zajmuje się on dalszym leczeniem konkretnego dziecka.
  1. Urzędnicy rządowi wprowadzają szczepienia na choroby sprzed 100 lat, na przykład dwoinkę zapalenia płuc, zwaną obecnie pneumokokiem. Choroba ta była groźna do czasu odkrycia antybiotyków, czyli do lat 50. ubiegłego wieku. Do „naszych” urzędników to jeszcze nie dotarło albo dotarło w inny sposób, sam musisz się zastanowić Dobry Człowieku.
  1. Dlaczego firmy szczepionkowe są chronione immunitetem sądowym, czyli nie można ich karać za spowodowanie powikłań?
  1. Dlaczego pomimo udowodnienia związku pomiędzy zawartością rtęci i aluminium w szczepionkach, a powikłaniami neurologicznymi, nadał zezwala się na handel truciznami?
  1. Dlaczego pracownicy rozmaitych urzędów zatwierdzających szczepionki, po pewnym czasie są zatrudniani na eksponowanych stołkach firm produkujących TE SZCZEPIONKI?
Typowym przykładem jest  p. Julie Gerberding, była dyrektor CDC w latach 2002 – 2009, po zatwierdzeniu nieprzebadanych szczepionek przeciwko WZW i Gardasilu, została zatrudniona jak przez Merck Vaccines w styczniu 2010 roku. A w grudniu 2014 przesiadła się na specjalnie dla niej stworzone stanowisko  w FVP. Podobnie Eddy Bresnitz. Te same drzwi obrotowe zaczynają funkcjonować w Polsce.
11.     Dlaczego Rząd bierze udział w nagłaśnianiu fikcyjnych, gazetowych epidemii? Pracownicy GIS, czy Ministertwa zabierali publicznie głos strasząc np. odrą w okresie, kiedy było tylko 40 przypadków na 320 000 000 ludzi. Podobnie w Polsce, jak było 40 000 zachorowań to milczeli, ale jak było 100 zachorowań, to szaty darli nad spadkiem szczepień.
Podobnie było z gazetowa epidemią ptasiej grypy, czy Afrykańskiego Pomoru świń. W obu przypadkach  wyprowadzono z kasy podatnika dziesiątki milionów złotych. Ptasia grypa to ponad 50 000 000 złotych i 10-krotnie większe straty prywatnych hodowców, APŚ straty nieznane, podobnie jak i wyprowadzone pieniądze, ponieważ sprawa nadal trwa, czyli ma tendencję rozwojową.
12. Dlaczego do dnia dzisiejszego, czyli ćwierć wieku po rzekomych przemianach, nadal rząd nie prowadzi statystyk zachorowań potwierdzonych, tylko podaje zachorowania wirusowe i bakteryjne, razem z szacunkami i podejrzeniami. Czyżby tak niski był poziom merytoryczny zatrudnianych urzędników?
  1. Dlaczego rząd podaje nieprawdziwe dane odnośnie skuteczności szczepień? Przykładowo, szczepienia przeciwko grypie mają taką samą wartość, jak mycie rak, a urzędnicy głoszą zupełnie coś innego.
  1.  Pomimo udowodnienia, że szczepionka MMR praktycznie ma znikomą wartość, takie wyniki prac nie zostały podane przez urzędników rządowych do publicznej wiadomości. Wręcz przeciwnie, ex cathedra dezinformowali o skuteczności szczepień.
  2. Dlaczego dokumenty ujawniające związek szczepień z autyzmem nadal nie są dostępne lekarzom w Polsce?

 

Jeżeli szczepionki są takim dobrodziejstwem, to dlaczego:

 

  1. Dlaczego nadal bezmyślnie, lub nie, namawia się kobiety w ciąży do szczepień, pomimo licznych prac naukowych, wskazujących na szkodliwość takich szczepień, gdyż:
a. Brak prac naukowych potwierdzających te insynuacje o nieszkodliwości, przy dużej ilości publikacji naukowych o powikłaniach u kobiet będących w ciąży po szczepieniach, z poronieniami włącznie.
b. Wiadomo, że zawartość toksyn musi być różna w zależności od masy ciała,  jak wiec obliczono dawkę toksyn dla matki i dla płodu?
c. Co wiemy na temat immunologii płodu?
d. Dlaczego niektóre szczepionki są zaliczane do kategorii C, a o tym nie informuje się służby zdrowia?
e. Dlaczego nie uświadamia się PT Lekarzy, że przechorowanie na przykład odry, zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi, jajników itd.
f. Kto i kiedy wykonywał badania kobiet w ciąży szczepionych w okresie 9 miesięcy?
g. Dlaczego nie wykonuje się podstawowych badań przed szczepieniami, wskazujących na posiadanie przeciwciał danej choroby? Powszechna jest wiedza wśród lekarzy, o możliwości przechodzenia danej choroby bezobjawowo.

 

Przechodząc do omówienia szczepionki tzw. WZW B, wielokrotnie już pisałem o tym, że nie ma żadnych podstaw medycznych, ani naukowych, na stosowanie tego preparatu u dzieci. WZW B jest uznawane na świecie za chorobę weneryczną. Tylko zacofani urzędnicy kraju nad Wisłą usiłują nadal nazywać to żółtaczką wszczepienną.
Do tej pory jednak nie przeprowadzili ani jednej pracy naukowej, udowadniającej, że wirus przeżywa operację w autoklawie.
Pomimo braku jakichkolwiek dowodów na skuteczność takiej szczepionki, urzędnicy zaordynowali podawanie jej dzieciom w pierwszej dobie po urodzeniu. Ciekawe, jakie to dziecko, z wyjątkiem „eksperymentów” seksuologów w rodzaju Kisneya, ma kontakty płciowe?
Poniższy wykres unaocznia bezsens stosowania szczepionki przeciwko WZW.

jj-wierusowe-zapalenie-watroby

Wyraźnie widoczny jest na powyższym wykresie spadek zachorowań,który wystąpił na długo przed wprowadzeniem szczepionek. Szczepienia wprowadzono w Polsce dopiero w 1997 roku, a praktycznie po 2000r.

 

Jedyna praca opublikowana ostatnio w Polsce i wydrukowana w reklamówce przemysłu szczepionkarskiego, Medycynie Praktycznej [z litości nie wymienię nazwiska autorów z Białegostoku], była na tak niskim poziomie, że nie została uwzględniona w żadnej analizie.
Dlaczego więc podaje się szczepionki małym dzieciom? Odpowiedź jest prosta: ponieważ wystąpienie powikłań można zrzucić na istniejące zmiany, takie jak: wadę genetyczną, wadę wrodzoną, ukrytą chorobę i wmówić  biednej matce, że to jej wina, że dziecko ma na przykład autyzm. Albo, że umarło z powodu SID.

 

A prawda jest taka, że podawanie dzieciom w pierwszym półroczu jakiejkolwiek szczepionki jest błędem medycznym i powinno być tak traktowane przez sądy. I nie ma znaczenia jakiś tam dekret urzędniczy. W prasie zachodniej wprost używa się terminu „eksperymenty norymberskie”. Żaden  szanujący się lekarz nie może się zasłaniać wytycznymi odgórnymi, tak jak nie mogli hitlerowcy. Jest to niestety branie udziału rzekomo uczciwego człowieka w grzechu strukturalnym, dokładnie wyjaśnionym tutaj….

 

Małe dziecko ma przeciwciała od matki do 6-9 miesiąca życia. Jeżeli jest karmione piersią, to jeszcze dłużej.
Odporność, po szczepieniu, jeżeli w ogóle istnieje, jest bardzo krótkotrwała około 3-5 lat.

 

A gdzie 5 czy 8 letnie dziecko ma uprawiać seks, aby się zarazić żółtaczką? Jak wiadomo od co najmniej 20 lat, większość zakażeń WZW B następuje w czasie seksu. Chyba tylko w ideologii gender, którą na siłę wprowadza się w Polsce, znaleźć można uzasadnienie dla tak wczesnych szczepień.

 

Po drogie, wbrew straszeniu wakcynologów, przebieg WZW B wcale nie jest taki tragiczny. Około 50% zakażeń tym wirusem mija bezobjawowo. Ale sam fakt ekspozycji zapewnia odporność dożywotnią. U dalszych 30 % zakażonych wystąpią objawy podobne do grypy. Także ta grupa nabywa odporność dożywotnią. Tylko u 20 % zakażonych mogą wystąpić objawy żółtaczki. Ale  95% tych chorych [z 20%] zostaje wyleczonych samoistnie, z nabyciem odporności do końca życia.

 

Teraz porównaj PT Czytelniku. Jeżeli matka przebyła zapalenie i posiada przeciwciała, to przekazuje je noworodkowi. Zabezpiecza go więc przed chorobą. A czy kiedykolwiek u takiego jednodniowego dziecka wykonano badanie, czy on posiada przeciwciała, czy też nie? Nie!! U żadnego malucha, ani u jego matki, nie przeprowadza się badań, tylko każdemu ładuje szprycę, bo to są pieniądze dla producenta. A pracownik służby zdrowia [pomimo, że posiada tytuł lekarza, niewiele ma wspólnego z lekarzem], działa jak sprzedawca.

 

Tak wiec tylko 5 %  może zachorować i być nosicielem. Czyli tylko u 1% może się rozwinąć  przewlekłe zapalenie wątroby, wymagające leczenia.

 

A najciekawsze jest to, co podał przedstawiciel Zarządu Zdrowia stanu Illinois na przesłuchaniu publicznym: „Nie, nie mamy żadnych wyników badań przeprowadzonych u niemowląt, wskazujących na skuteczność szczepionki. Jedyne wyniki badań, jakie posiadamy, dotyczą dzieci 5-10 letnich.” [Kongres Kwartalny 25 sierpnia 2000. pg 647]

 

Czyli nasi wybawcy od chorób – inaczej, bez przeprowadzenia odpowiednich badań, trują nasze dzieci! Notowane powikłania po szczepieniu to nie tylko drażliwość, czy drgawki, ale zapalenia mózgu ze wszelkimi trwałymi następstwami, reumatoidalne zapalenia stawów, zapalenia nerwu wzrokowego ze ślepotą, stwardnienie rozsiane, zespół Guilliana – Barrego, neuropatie. Starczy?!

 

Zanotowano w sumie już około 1500 zgonów po szczepieniu WZWB w USA.
Pomimo tej powszechnie dostępnej wiedzy, także w 52 stanie, w Polsce właśnie 23 kwietnia rozpoczęła się specjalna dyskusja nad szczepieniami przeciwko WZW!
Jest to po pierwsze, kolejne potwierdzenie opóźnienia naszej medycyny o te, lekko licząc, 50 lat.
Po drugie, dowodem na to, że państwo istnieje tylko formalnie, jeżeli zajmuje się problemami już dawno rozwiązanymi.
Służba Zdrowia ponosi wielomilionowe straty przelewając do prywatnych kieszeni  [tj. około 370 000 porodów/ rocznie, pomnożone chociażby przez samą szczepionkę  WZWB a 127 zł za szczepienie] to jest to kwota 47 000 000 zł. A jeżeli to jest WZW A+B, czyli 231 zł za szczepienie, to kwota ta wzrasta do 85 000 000 zł. Dodając samą grypę za 70 zł, to jest 210 000 000 zł.
Widać więc wyraźnie, że kwoty wyprowadzane z koszyka zdrowia przekraczają kilka miliardów. Przecież dzieci otrzymują po 16 szczepionek, a ja powyżej podliczyłem tylko kilka. To są nasze, podatników pieniądze, które mogłyby być przeznaczone chociażby na operacje serca.
Obecnie, jak naciąga się samorządy na szczepienia HPV za 530 zł x 370 000 = 186 milionów złotych. Jak podaje Konsultant Krajowy, około 3000 dzieci umiera rocznie w Polsce z powodu braku pieniędzy i wprowadzenie przez NFZ limitów operacji serca u dzieci.

 

Pamiętaj Rodzicu, że szczepionka WZW B – ENGERIX, CZY RECOMBIVAX, zawiera m.in. 250 mcg aluminium. Aluminium jest uznaną trucizn neurotoksyczną i w związku z brakiem szczelnej bariery krew-mozg dostaje się bezpośrednio do mózgu, odpowiadając na przykład za demencję. Dopuszczalna dawka aluminium wynosi 25 mcg, czyli w szczepionce jest o 1000% więcej. [Christopher Shaw i dr Lucija Tomljenovic]

 

I jak widzisz, żadna instytucja opłacana za Twoje pieniądze, a przeznaczona do kontroli, nie reaguje. Tak więc powiedzenie p. Ministra jest jak najbardziej prawdziwe. „Polskie państwo istnieje już tylko formalnie”.
Dlaczego więc dajesz się nabrać na kolejną farsę wyborczą? Przecież już 6 razy Ciebie oszukano. To jeszcze mało, abyś zaczął myśleć?

 

Dr Jerzy Jaśkowski
Gdańsk, 26 kwietnia 2015

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.05.09

 

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski