Aleksander Ścios: O POSTAWIE WYPROSTOWANEJ*


Bez Dekretu     

 

Od początku kadencji obecnego lokatora Belwederu z nadzieją oczekiwałem roku 2015. Wydawało się, że szaleństwo, jakie ogarnęło moich rodaków przed pięcioma laty, nie może się powtórzyć. Do dziś nie potrafiłbym wyjaśnić –  jak to możliwe, że po kwietniowym koszmarze i doświadczeniach związanych z rządami reżimu PO-PSL, Polacy powierzyli temu człowiekowi najwyższą godność w państwie? Ale nie znajduję też racjonalnego wytłumaczenia na inne, intrygujące pytanie – dlaczego przez pięć lat nie dostrzegli złowróżbnego cienia necandusa i godzili się na setki upokorzeń związanych z tą prezydenturą?

Jutrzejsza odsłona realiów III RP, zwana „wyborami prezydenckimi” wymagałaby pewnie zamieszczenia tekstu analitycznego, odpowiedniego do rangi tego wydarzenia. Jednak z największą szczerością wyznaję, że nie wiem, co miałbym nowego napisać i jakimi słowami skomentować obecną sytuację.

Stali czytelnicy bezdekretu znają moje poglądy na temat Komorowskiego, wiedzą też, jak oceniam postawę partii opozycyjnej i przebieg kampanii wyborczej. Podtrzymuję dziś opinię, że opozycja i związane z nią media roztrwoniły ten czas i w pogoni za drugorzędnymi sensacjami utraciły szansę pokazania rzeczywistych zagrożeń związanych z prezydenturą Komorowskiego. Zabrakło miejsca na poważną analizę skutków tej kadencji, odstąpiono od prognoz dotyczących reelekcji. Przemilczano lub utajono szereg najgroźniejszych właściwości lokatora Belwederu – od prorosyjskości poczynając, na stanie zdrowia kończąc. W efekcie, większość Polaków nie posiada nawet podstawowej wiedzy o Komorowskim, a cały przekaz na jego temat jest obarczony powierzchownością, dezinformacją i gigantyczną manipulacją. Do rangi symbolu tego zaniechania urasta przemilczenie ostatniej książki Wojciecha Sumlińskiego.

Mógłbym przypomnieć, że już przed dwoma laty, w tekście „O uderzeniu z demokracji” (dla którego zabrakło wówczas miejsca w tygodniku Gazeta Polska), pisałem o potrzebie prowadzenia stałej, konsekwentnej kampanii informacyjnej.

Znalazło się  tam stwierdzenie, że „opozycja może wygrać tylko wtedy, gdy główne wysiłki będą zmierzały do storpedowania planów Belwederu i pozbawienia Komorowskiego prezydentury. Bez zamknięcia Komorowskiemu drogi do reelekcji, nawet potencjalna wygrana w wyborach parlamentarnych nie zapewni PiS-owi przejęcia władzy”.

Wyraziłem wówczas nadzieję, że nastąpi zmiana dotychczasowej taktyki opozycji i zacznie ona dostrzegać wyjątkowo groźną pozycję Komorowskiego. Konsekwencją takiej zmiany powinno być przede wszystkim wskazanie silnego kontrkandydata i przejęcie inicjatywy w sferze informacyjnej:

 „Kandydat oraz skupiona wokół niego grupa ekspertów, powinni już dziś przystąpić do zbilansowania obecnej prezydentury i sporządzenia rzetelnego raportu z działań ośrodka belwederskiego. Trzeba pokazać Polakom, nie tylko prawdziwą sylwetkę Komorowskiego i tragiczne saldo jego dokonań na zajmowanych dotąd stanowiskach, ale ujawnić realne zamysły Belwederu i zagrożenia związane z budową reżimu prezydenckiego. W miejsce fałszywego wizerunku „męża stanu” lub obrazu „miłego i niegroźnego safanduły”, trzeba pokazać postać o niewspółmiernych do potencjału ambicjach, człowieka tyleż nieudolnego, co owładniętego nienawiścią, powiązanego ze środowiskiem „ludowych” oficerów i ludzi komunistycznych służb. Bronisław Komorowski musi mieć świadomość, że jego działania są na bieżąco analizowane i opiniowane. Powinien być pozbawiony dotychczasowej osłony medialnej i – jak każdy polityk- poddany osądowi publicznemu i rzetelnej krytyce.  Człowiek, który jeszcze w roku 2009 wykrzykiwał – „w demokracji nie ma świętych krów”, a dziś kreuje się na obrońcę pluralizmu i wolności obywatelskich – nie może nie odczuwać dyskomfortu w zderzeniu z realiami. Trzeba dać mu szansę potwierdzenia demokratycznego „sznytu” i sprawić, by przez ostatnie dwa lata prezydentury znajdował się w centrum uwagi publicznej i doświadczał dobrodziejstw płynących z działalności opozycji i wolnych mediów”.

Dziś wiemy, że kampanię informacyjną rozpoczęto dopiero przed trzema miesiącami, zaś główny nacisk został położony na wykazanie śmieszności, nieudolności i słabości tej prezydentury. Wbrew zaleceniu jednego z aforystów, by „nie rozśmieszać bezzębnych tyranów”, taktykę medialną oparto na płytkim „orężu ośmieszenia” i przy pomocy niewyszukanych pseudoanaliz zbudowano obraz gamoniowatego „strażnika żyrandola”. Ta fałszywa wizja oraz przemilczenie tematu zamachu smoleńskiego, stanowią dwa istotne sukcesy kampanii wyborczej PiS-u.

Ponieważ od trzech miesięcy rozbrzmiewa chór „niezależnych” optymistów i zewsząd płyną proroctwa rychłego zwycięstwa, łatwo przewidzieć, że tzw. wybory prezydenckie zakończą się według scenariusza rozpisanego w ubiegłym roku. Przyznam, że nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że po ośmiu latach kreślenia błędnych wizji i powielania nieskutecznych, po wielokroć skompromitowanych strategii, są jeszcze wyborcy, którzy dają wiarę „analizom” produkowanym przez żurnalistów „wolnych mediów”.

Już ubiegłoroczna farsa, zwana „wyborami samorządowymi” stworzyła  stabilny mechanizm fałszerstwa, oparty na dwóch fundamentalnych kryteriach: wywołaniu zamierzonego stanu chaosu i dezorientacji oraz na pewności, że jedyna siła opozycyjna i związane z nią media nigdy nie wezwą Polaków do obalenia reżimu w drodze demokracji bezpośredniej i zadbają o spacyfikowanie wszelkich protestów. Przetestowano wówczas reakcje społeczne, obliczono potencjał mobilizacyjny elektoratu PiS, przesunięto granicę odporności na kolejne akty bezprawia i przygotowano grunt pod fałszerstwa w tegorocznych wyborach.

Skoro z taką łatwością wpędzono wówczas opozycję w klasyczną „pułapkę demokracji” (utrzymując zarzut fałszowania namawiała ona jednocześnie do uczestnictwa w II turze, zaś krytykując organizację wyborów i bezwład reżimowych instytucji, żądała powtórzenia przez nie farsy wyborczej), nie widzę powodów, by ponownie nie sięgnięto po sprawdzone rozwiązania.  Ci, którzy w centrali KBW ustalą wkrótce ostateczny „werdykt wyborczy” wiedzą już, że polityków partii opozycyjnej zadowala uczestnictwo nawet w spektaklach „ćwierćdemokracji”(© P. Gliński). Czemu więc nie mieliby zadowolić się okrojeniem ich bożka do jednej ósmej?

Jeśli te wybory zakończą się porażką opozycji i Bronisław Komorowski sięgnie po drugą kadencję, nie warto dłużej zawracać sobie głowy działaniami partii pana Kaczyńskiego i związanych z nią mediów. To nie jest temat na sensowną refleksję. To ciężar, który trzeba odważnie odrzucić.

Czytelnikom bezdekretu chcę wówczas zaproponować całkowicie inną perspektywę i spojrzenie na polskie sprawy ponad dotychczasową normą „opozycyjności”.

Nasz długi marsz nie może się zaczynać w poczuciu klęski i rozgoryczenia. Na takim fundamencie nie zrodzi się wolna myśl i nie powstanie solidarna wspólnota. Bardzo liczę, że po majowych doświadczeniach rozpoczniemy tu poważną rozmowę o Polsce.

* Zbigniew Herbert – Pan Cogito o postawie wyprostowanej.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/05/o-postawie-wyprostowanej.html  , 9 maja 2015


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.05.10

Avatar

Autor: Aleksander Ścios