Jan Engelgard: Czy Duda to mniejsze zło?


Duża część środowisk autentycznie prawicowych i narodowych ma nie lada dylemat – na kogo głosować w II turze wyborów. Z reguły mamy dwie odpowiedzi – na nikogo lub jednak na Dudę. Zastanówmy się nas argumentacją tych dwóch opcji.

„Na nikogo” to przyjęcie do wiadomości, że Komorowskiego od Dudy dzieli niewiele. Obaj to część rządzącego od 2005 roku postsolidarnościowego establishmentu wyznającego ten sam system wartości i ten sam pogląd na sprawy dla Polski kluczowe. Symbolicznym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że obaj politycy wywodzą się z Unii Wolności. W tak ważnej w tej chwili kwestii jaką jest polityka wschodnia obaj mają identyczne poglądy, które można streścić w jednym zdaniu – Rosja to wróg, a Ukraina to przyjaciel. Co prawda Duda nieco inaczej akcentuje pewne kwestie, ale tylko przez wzgląd na nastroje w pisowskim elektoracie, dalekim od antyrosyjskiej histerii i wrogim banderowskiej Ukrainie, przynajmniej w dużej części.

Jeśli pamiętamy to co swego czasu powiedział w Fundacji Batorego Jarosław Kaczyński, a powiedział w skrócie tak: „Moim celem jest zapobieżenie powstaniu silnego obozu narodowo-katolickiego”, to mamy w tej chwili dalszą realizację tego planu – Duda zagospodarowuje elektorat narodowo-katolicki, a Komorowski lewicowo-liberalny. Cała rozgrywka dokonuje się w ramach jednego obozu politycznego. Nikt spoza tego układu nie może zagrozić pozycji jednego czy drugiego jego segmentu.

Kiedy na początku kampanii wyborczej kandydat PSL Adam Jarubas naruszył święte tabu, jakim jest rusofobia i bezkrytyczne popieranie Ukrainy – został solidarnie zaatakowany przez cały solidarnościowy establishment i skutecznie wyciszony we własnych szeregach. To był klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS. Owszem walczymy ze sobą, ale tylko we własnym gronie…

W takim razie czy hasło „Duda mniejszym złem” jest pozbawione sensu, jak twierdzi np. prof. Adam Wielomski? Myślę, że jednak nie do końca. Weźmy dla przykładu tak ważny dla naszych środowisk problem polityki wschodniej. Do roku 2014 PO miała nad PiS te przewagę, że wydawała się ugrupowaniem w miarę racjonalnym, jednak ten wizerunek należy już do przeszłości. Polityka zagraniczna PO wobec Majdanu, skrajnie rusofobiczna i nieracjonalna – realizowana także przez prezydenta RP– sprawiła, że jeden z podstawowych argumentów przemawiających za PO i Komorowskim runął jak domek z kart. Rusofobia PO i prezydenta okazała się znacznie groźniejsza niż krzykacka rusofobia PiS – bowiem została zastosowana w praktyce, jako polityka państwa polskiego i to w skrajnej postaci. Dla dużej części społeczeństwa był to wstrząs, który zniwelował jego obawy przed powrotem do rządów PiS-u. Cóż bowiem można jeszcze zrobić, żeby sprawę na tym odcinku pogorszyć? Symbolem tej wizerunkowej katastrofy wschodniej PO jest krótka, ale za to wyjątkowo szkodliwa aktywność ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny. Prezydent w ostatnich miesiącach realizował tę samą linię. Czymże więc Komorowski różni się od jastrzębi z PiS-u? Niczym. Śmieszne są w tym kontekście zadęcia pisowskiej propagandy wmawiające do niedawna ludowi, że Komorowski to Komoruski, niemal wasal Władimira Putina.

Duda jest w dużej mierze zakładnikiem elektoratu PiS – musiał więc wyciszyć w swojej kampanii ostentacyjną proukraińskość. Czy szczerze, to inna sprawa, jest jednak faktem, że banderowska prasa na Ukrainie już wieszczy, że upadek Komorowskiego będzie klęską Ukrainy. Duda został także zmuszony przez środowisko kresowe, wspierane przez ks. Tadeusza Isakowicz-Zaleskiego, do potępienia kultu UPA na Ukrainie, czego Komorowskie nie zrobił i nie zrobi. Wreszcie podczas debaty uznał, że podstawą polityki zagranicznej jest troska o polski interes narodowy, podczas gdy Komorowski powtórzył stary i nieprawdziwy slogan, że Ukraina (antyrosyjska) jest gwarantem polskiego bezpieczeństwa.

Ale to co najbardziej różni obu kandydatów, to ocena polskiej rzeczywistości. Duda starał się dać do zrozumiana, że jest zwolennikiem zmian idących w kierunku, jaki na Węgrzech zastosował Viktor Orban. Jego obóz polityczny ma oczywiście na koncie „odcięcie” się od Orbana za jego politykę wschodnią, ale chyba dalej zerka z zainteresowaniem na to, co Orban robi u siebie w kraju, a to już jest coś. Choćby dlatego, że PO i Komorowski ustawili się jako strażnicy interesów międzynarodowego sektora finansów i ponadnarodowych koncernów. Trzeba być oczywiście ostrożnym, bo PiS kiedy miał władzę nie zrobił nic, żeby to zmienić a jego lider miał wtedy inne priorytety – walkę z koalicjantami i straszenie przedterminowymi wyborami. Pamiętać o tym trzeba, ale z drugiej strony trzeba widzieć także obecne deklaracje.

Cóż więc robić? Czy Duda jest jednak mniejszym złem? Byłbym skłonny się z tym zgodzić. Jest jeszcze jeden argument – jego ewentualne zwycięstwo wcale nie będzie na rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu, który nie będzie mógł „zdmuchnąć” Dudy, tak jak to zrobił np. z Kazimierzem Marcinkiewiczem(nota bene wtedy zrobił to słusznie). Prezydent jest poza zasięgiem władzy lidera partyjnego, oczywiście jeśli tego chce. Owszem, pozostaje sporo wątpliwości i słusznej ostrożności, mamy z PiS-em złe doświadczenia. Pamiętać też jednak trzeba, że wybór prezydenta zmieni sporo, ale nie zmieni władzy. Dopiero jesienne wybory do Sejmu i Senatu będą prawdziwą o to batalią.

Jan Engelgard
Fot. profil A. Dudy na fb

Źródło:  http://mysl-polska.pl/479 .

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.05.23

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci