Aleksander Ścios: O SKAZIE PIERWORODNEJ III RP


Bez Dekretu       

 

„To co się działo w 1989 r. nie miało nic wspólnego z wyborami i w tamtym czasie wszyscy to jeszcze nie tylko rozumieli ale i głośno mówili, nawet zwolennicy tej operacji. Po latach jednak sejm RP przyjmuje uchwałę nazywającą wydarzenia 1989 r. ‘wolnymi wyborami’. Ta operacja językowa jest niesłychanie ważna i groźna zarazem. Dla ludzi Platformy Obywatelskiej wywodzących się z ugrupowania powstałego przy okrągłym stole i z niego czerpiących swoje siły fikcja demokracji u źródeł III RP jest przesłanką usprawiedliwiającą ograniczenie, a nawet likwidację demokracji obecnie. Platforma wychodzi bowiem z założenia, że społeczeństwo, które nie potrafiło wywalczyć demokracji i niepodległości, a następnie pogodziło się z ich fikcją da sobie odebrać istniejące wciąż namiastki demokratycznych instytucji” –  stwierdził Antoni Macierewicz w referacie wygłoszonym w grudniu 2009 roku, podczas konferencji zorganizowanej przez Annę Walentynowicz.

„Wielka inscenizacja” z 1989 roku stała się podstawą wszystkich procesów politycznych „nowego” państwa i pozwoliła zastąpić autentyczną demokrację agenturalno-esbeckim erzacem. Nawiązywała wprost do tradycji sfałszowanych wyborów z roku 1947, z których komunistyczni najeźdźcy wywodzili prawo do rządzenia Polakami. Uległa jednak dość istotnej modyfikacji, bo w odróżnieniu od spektaklu z 1947, obecna koncepcja legalizacji komunizmu stworzyła mit założycielski oparty na dogmacie „porozumienia” koncesjonowanej opozycji z przedstawicielami reżimu.

Dwa lata po zakończeniu II wojny światowej, agentom komunistycznym nie powiódł się podobny „kontrakt wyborczy”. Wbrew ich rachubom, Stanisław Mikołajczyk odrzucił wówczas propozycję stworzenia „wspólnego bloku wyborczego”, w którym PSL (podobnie jak PPR i współpracujące z komunistami  SL i PPS) miałoby przydzielone 20 procent mandatów.

W roku 1947 wybory kontraktowe były dla wysłanników Stalina najkorzystniejszym rozwiązaniem i mogły stanowić mocny argument na rzecz legalizacji okupacji sowieckiej. Sprzeciw PSL-u zmusił jednak komunistów do sięgnięcia po rozwiązania sowieckie i zorganizowania ponurego spektaklu, zwanego wyborami powszechnymi. W świadomości Polaków zapisały się one jako akt historycznego fałszerstwa i na kolejne dziesięciolecia zdecydowały o tym, że jedynym źródłem władzy komunistycznej w tzw. Polsce Ludowej, była zdrada, przemoc i kłamstwo, wsparte na dyktacie Józefa Stalina.

Rok 1989 przyniósł zatem całkowicie nową jakość w procesie konwalidacji komunizmu. Porozumienie samozwańczych „przywódców opozycji” z grupą esbeków i partyjnych dygnitarzy, stworzyło fundament, o jakim 50 lat wcześniej wysłannicy Stalina mogli tylko pomarzyć.

W ramach tej samej, komunistycznej strategii doprowadzono do sytuacji, w której Polacy uwierzyli, że owa grupa „reprezentantów narodu” przyczyniła się do obalenia zbrodniczego reżimu i wywalczenia niepodległości. Ta wiara, podawana dziś jako dogmat historyczny, ma wymiar gigantycznego antypolskiego kłamstwa. W rzeczywistości bowiem – to komunizm i jego bezpośredni sukcesorzy stworzyli groźną hybrydę państwowości i obrócili w ruinę nasze marzenia o niepodległości.

Historyk Maciej Korkuć w artykule „Wybory 1947 – mit założycielski komunizmu” (Biuletyn IPN 1-2/2007) pisał: „Dokonana w dniu 31 grudnia 1989 r. przez ostatni, „kontraktowy” Sejm PRL zmiana nazwy państwa i jego godła miała znaczenie przede wszystkim w wymiarze symboli. Mimo że w roku 1991 odbyły się pierwsze wolne wybory parlamentarne, w sensie prawnym została podtrzymana w sposób niezakłócony ciągłość porządku prawnego zapoczątkowanego utworzeniem PKWN w Moskwie w 1944 roku. Od 1989 roku potwierdzały to także kolejne nowelizacje wywodzącej się z 1952 roku stalinowskiej konstytucji, przekształcające Polskę w państwo demokratyczne, ale nie podważające expresis verbis legalizmu władzy komunistycznej z lat 1944–1989, której faktycznym i najważniejszym źródłem były jednoosobowe decyzje Józefa Stalina”.

Wybory z roku 1991, nie mogły już niczego zmienić. Narzucony dwa lata wcześniej schemat polityczny, w którym wykluczono działalność autentycznej opozycji i „sił wstecznych, hamujących rozwój”, stał się bowiem obowiązującą regułą. Na jej straży stoi cały establishment III RP, ośrodki propagandy oraz partie polityczne, dopuszczone na mocy magdalenkowego szalbierstwa do praktykowania szczególnej formy „socjalistycznej demokracji”. Zapewne dopiero po upadku obecnego tworu dowiemy się, jak bezpośredni sukcesorzy UB i WSW (przemianowani na UOP i WSI) nadzorowali kolejne akty wyborcze i dbali o podtrzymanie mitu założycielskiego III RP.

W efekcie, od ponad 25 lat jesteśmy świadkami tragicznej w skutkach asymilacji komunizmu i polskości. Obecne państwo stanowi szczytowy produkt strategii podstępu i dezinformacji, a jednocześnie jest modelowym przykładem przepoczwarzonego komunizmu, który – ku uciesze gawiedzi, przyjął maskę „europejskości” i sznyt pseudodemokracji. To państwo mogło powstać, bo społeczeństwu polskiemu wmówiono, że  komunizm „umarł” i bezpowrotnie znikł z naszej rzeczywistości – równie szybko, jak znikał alkohol z kieliszków opróżnianych w Magdalence.

Kolejną fazę konwalidacji powierzono już wrogom ulokowanym wewnątrz społeczeństwa, ukrytym za parawanem „wolnych mediów”, szermującym hasłami liberalizmu i demokracji, okrytych społecznym zaufaniem i przywłaszczonym mianem „autorytetów”. Prymitywna falsyfikacja języka, tworzenie symulowanych podziałów, rewizja polskiej historii, walka z pamięcią, niszczenie kultury i szkolnictwa, propagowanie zachowań antyspołecznych i amoralnych – wyznaczały drugi i znacznie groźniejszy proces dezintegracji polskości. Były czasem, o którym Gustaw Herling Grudziński pisał, że ma „zabić w ocalałych, w ich dzieciach, wnukach i prawnukach smak, wartość i godność życia zrzeszonego”.

Dramat polegał na tym, że ten wróg działał za aprobatą ogromnej części społeczeństwa, był uznawany za „swojego”, akceptowany i obdarzony demokratycznym glejtem.

Wielokrotnie przypominałem, że nie ma dziś środowisk, które pamiętałyby o „skazie pierworodnej” III RP i tej z wiedzy uczyniły podstawę konsekwentnych wyborów politycznych. Nie ma również świadomości, że nie toczy się dziś żadna „wojna polsko-polska” (identyczną mitologię uprawiali komuniści po roku 1945) lecz mamy do czynienia z podziałami powstałymi podczas półwiecza okupacji sowieckiej, z pokłosiem zdrady narodowej i efektem budowania tworu sztucznej państwowości.

W miejsce odważnych wniosków dominuje wiara, że przed ćwierćwieczem Polacy odzyskali wolność i na jej fundamentach tworzą dziś państwo prawa i demokracji. Ten irracjonalny pogląd, sprzeczny z doświadczeniami ostatnich lat i prawdą o genezie III RP, spycha nas w pułapkę „georealizmu”, wywołuje destrukcyjny dysonans poznawczy i przesądza o naszej słabości.

Nie można mówić o wolnym społeczeństwie, jeśli uwierzyło ono w „śmierć” komunizmu, a w postaciach politycznych III RP dostrzega reprezentantów interesu narodowego. Nie można też widzieć „obcych” w strukturach władzy, jeśli uznaje się ją za prawowitą i demokratyczną. Nie ma miejsca na wytyczenie granicy My-Oni – w przestrzeni zakłamanej i zagarniętej przez ośrodki propagandy, której strażnikami stają się semantyczni terroryści, a piewcami „zgody narodowej” użyteczni idioci deliberujących o potrzebie „zasypywania podziałów”.

W ramach postawy, jaką proponuje Polakom obecna opozycja, można dążyć do reformy lub modyfikacji systemu – nigdy jednak do jego obalenia. Ta postawa zakłada zaledwie sprzeciw wobec „form postkomunistycznych” i wolę zwalczania „patologii” – nie doprowadzi jednak do zanegowania fundamentu III RP. W jej ramach jest miejsce na współpracę z sukcesorami komunizmu, na polemikę z wytworami medialnych terrorystów, na budowanie „atmosfery porozumienia” i wiarę w mechanizmy demokracji. Nie ma natomiast zgody na „ostre widzenie świata” – na wytyczenie granic polskości i nazwania po imieniu Onych, na podważenie filarów, na których wspiera się karykatura obecnej państwowości.

W istocie – niewiele różni ją od postawy ludzi „demokratycznej opozycji”, dostrzegających w komunistach partnerów i rzeczników polskich interesów.

Również dziś funkcjonuje błędne przeświadczenie, jakoby najwyższą wartością społeczną były zgoda, spokój i porozumienie. To one mają decydować o naszym stosunku do zdrajców i zakładników kłamstwa smoleńskiego oraz wyznaczać relacje w świecie polityki. Póki obowiązuje ta postsowiecka mitologia, póty droga do Niepodległej będzie zamknięta.

Wspomnienie o rocznicy „wielkiej inscenizacji” powinno wywołać refleksję nad tragicznymi skutkami wszelkich okrągłych stołów. Jak pierwsze powojenne „wybory” stały się fundamentem mitu założycielskiego PRL, tak farsa z roku 1989 jest do dziś gwarantem trwałości układu neokomunistycznego. Dlatego każde porozumienie i każdy postulat „zgody narodowej”, głoszony  w granicach obecnej państwowości, musi być uznany za kontynuację antypolskiej mitologii. Niezależnie – czy mówią o nich „nawróceni” wyznawcy PO, czy dobiegają z kręgów tzw. opozycji – wytyczają drogę do dalszego zniewolenia.

Takie pomysły, nie tylko nie odbudują autentycznej wspólnoty narodowej, ale sprawią, że na kolejne lata usankcjonujemy mit założycielski i przedłużymy proces konwalidacji komunizmu.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     


Poniżej jedne z komentarzy (
wybór wg.pco): 

Urszula Domyślna – 5 czerwca 2015 00:03

Panie Aleksandrze,

Najpierw link do adekwatnej, rocznicowej wypowiedzi dr. Leszka Pietrzaka: http://www.radiomaryja.pl/multimedia/zakazana-historia-18/

A teraz od siebie.
Dzisiaj w gościach oglądałam film „Człowiek z marmuru”, który bardzo mi się podobał, tak samo jak wtedy, kiedy widziałam go po raz pierwszy.

I wie Pan, co pomyślałam? Że ci, którzy układali się ze zdychającą komuną i oszukali własny naród tak perfidnie, jak nikt nigdy przed nimi, są po latach, jak filmowy towarzysz Jodła, bardzo z siebie zadowoleni. Chociaż, w przeciwieństwie do towarzysza Jodły, który nikogo nie oszukał i Nową Hutę naprawdę wybudował, oni żadnymi osiągnięciami pochwalić się nie mogą. Przeciwnie: zniszczyli i rozkradli wszystko, co zostało po wojnie zbudowane. Zadziwiające są też ich „pookrągłostołowe” kariery. Ci, którzy zawsze, na każdym etapie, szli drogą: „Partia tak, wypaczenia nie” – wylądowali w końcu świetnie, zarówno w PRL-u (towarzysz Witek) jak i obecnie. Ci, którzy jak Birkut, nie dali się nigdy nabrać na żadne „wypaczenia” (nawet w r. 1956) – zostali zmieleni przez System.

Obecnie – tak mi się wydaje – jesteśmy na kolejnym etapie „błędów i wypaczeń”. Cudem zesłany przez Ducha Św. prezydent Duda (jak chcą niektórzy), w mig nam te wypaczenia ponaprawia i odtąd będziemy żyli długo i szczęśliwie. Outsiderzy, którzy się na to nie nabierają, sami są sobie winni. Nigdy nie zasiądą w żadnym sowiecie (przepraszam: w radzie), będą żyć ze swym „średniowiecznym” kodeksem moralnym na peryferiach tzw. cywilizacji. To jedno Nie, choć go nie żałują, „na zawsze ich pogrzebie”.

Pozdrawiam serdecznie

PS. W komentarzu pod NIEBEZPIECZNYMI PYTANIAMI napisałam: jak by mi ktoś kiedyś powiedział, że będę żyła w Orwellu 100 x bardziej realnym, niż ten PRL-owski, nie uwierzyłabym. Teraz czytam u Pana: Obecne państwo stanowi szczytowy produkt strategii podstępu i dezinformacji – i mogę tylko skinąć głową. Wszystko, co Pan „bez znieczulenia” napisał, jest prawdą. Ale trzeba mieć dużo hartu i odwagi, żeby ją przyjąć. Bo opór środowiska jest nadal nie do przezwyciężenia.

Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/06/o-skazie-pierworodnej-iii-rp.html  , 4 czerwca 2015

 

  • Zdjęcie – Warszawa, 19 stycznia 1947. Wybory do Sejmu Ustawodawczego. Na zdjeciu Stanisław Mikołajczyk przed lokalem Komisji Wyborczej nr 21 przy ul. Mokotowskiej 12. Fot. PAP – za dzieje.pl / Wybor zdjęcia wg.pco


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.06.04

Avatar

Autor: Aleksander Ścios