Aleksander Ścios: BEZ ZNIECZULENIA


Bez Dekretu         

 

 

Jeden z głównych zarzutów, jaki luminarze „wolnych” mediów stawiali wyborcom PO dotyczył bezrefleksyjnej, bezkrytycznej  postawy wobec poczynań reżimowych polityków oraz ulegania zbiorowym halucynacjom i medialnym oszustwom. Idiotyczny termin „leming” (uknuty chyba tylko po to, by zafałszować dychotomię My-Oni i oswoić nas z groźną obecnością apatrydów) miał dotyczyć bezmyślnych wyznawców propagandowych haseł, czcicieli przaśnej politpoprawności, ludzi wyzbytych własnych poglądów i trwałych zasad.

Do tych (skądinąd słusznych) określeń, dodałbym rys zasadniczy – wyborcy Platformy nie stawiają swoim faworytom żadnych wymagań, nie oczekują od nich wysiłku ni pracy, nie oceniają poprzez pryzmat dobrych decyzji, konsekwencji w działaniu , wierności hasłom czy zwykłej przyzwoitości. Norma – „mieć święty spokój” zastępuje wszystko, co stanowi powinność człowieka rozumnego, zaś odwołanie do zbiorowej hipnozy i uleganie najniższym instynktom, staje się podstawowym gwarantem „wspólnoty”.

Jest w tym spuścizna mentalności niewolniczej, mającej swój wzorzec w hierarchii społeczeństwa skomunizowanego, w którym każdy „wybraniec ludu”, namaszczony przez kompartię na „przedstawiciela władzy”, był wyłączony z ocen moralnych, politycznych i prawnych.

Tej właśnie mentalności zawdzięczamy, że od ośmiu lat rządzą Polakami ludzie, którym żaden uczciwy człowiek nie podałby ręki i nie wpuścił ich za próg własnego domu. Tych ludzi nie tylko nazywa się politykami, ale wbrew elementarnym przymiotom rozumu, obdarza zaufaniem, uwagą i szacunkiem.

Brak wymagań wobec owej „klasy politycznej”, niezdolność do samodzielnych ocen i formułowania roszczeń – najmocniej dowodzi fikcyjności „demokracji III RP” i rozbija w pył mitologię „społeczeństwa obywatelskiego”.

Cecha przypisana wyznawcom PO jest bowiem tak dalece powszechna i uznawana za „normę”, że również ci, którzy mienią się opozycją i wyrażają sprzeciw wobec poczynań reżimu, ulegają jej bezrefleksyjnie. Jakkolwiek oburzą się wyborcy PiS-u – ten polityczny infantylizm, demagogiczne zaślepienie i rezygnacja z własnej refleksji, są często wspólnym mianownikiem obu elektoratów. Jeśli nawet przyczyny zachowań są różne i w przypadku środowisk opozycyjnych wynikają najczęściej z potrzeby posiadania autorytetów, identyfikacji z postawami patriotycznymi, zaangażowania lub troski o polskie sprawy, nie zmienia to faktu, że wyborcy PiS nie chcą lub nie potrafią traktować polityków tej partii, jako adresatów konkretnych roszczeń i  wyrazicieli naszych dążeń i postulatów.

Dominuje raczej postawa akceptacji dla wszelkich decyzji i ocen, wiara w dobrą wolę polityków PiS, bezgraniczna ufność, a nierzadko  – groteskowa hołdowniczość i gloryfikacja. Panuje również przekonanie, że wśród polityków partii pana Kaczyńskiego znajdują się osoby o najwyższych standardach moralnych i intelektualnych, działające zawsze „dla dobra ogółu” i „w imię wyższych racji”. Każda decyzja, oświadczenie lub deklaracja są wówczas odbierane w kategoriach niepodważalnych dogmatów, zaś postaci reprezentujące PiS urastają do rangi politycznych herosów i mężów stanu.

Jeśli nawet te, i wiele podobnych zabobonów bywa obalanych dowodami zaprzaństwa, głupoty lub prywaty, w najmniejszym stopniu nie wpływa to na otrzeźwienie i nie wywołuje zmiany tak chorych relacji.

Nazywam je chorymi, bo nie znajdują żadnego uzasadnienia w świecie autentycznej wolności i prawdziwych reguł demokracji ( o których istnieniu zapewniają nas sami politycy PiS) i prędzej wywodzą się z mentalności sowieckich rabów niż świadczą o rozumnym pojmowaniu naszych praw i powinności. Po stokroć nazwę je chorymi, bo przyczyniają się raczej do skarlenia i deprecjacji owej klasy politycznej niźli prowadzą do społecznego dobra.

Nie ma nic bardziej demoralizującego dla polityka, jak peany ze strony wyborców i nie ma postawy głupszej, jak rezygnacja z prawa do samodzielnych ocen i krytycznego myślenia.

Prawem wyborców jest wymagać od tych, którzy za niemałe pieniądze i równie wielkie zaufanie, chcą uchodzić za reprezentantów naszych interesów. Takim politykom trzeba uświadamiać, że biorąc owe pieniądze i strojąc się w szaty „przedstawicieli patriotycznej części społeczeństwa”, winni przede wszystkim słuchać, uczyć się i ciężko pracować – na rzecz tych, którzy wywindowali ich na te pozycje. Jeśli się nie żąda, nie stawia wymagań i twardych warunków, lecz ucieka od refleksji i odważnych ocen – świadczy to o obojętności, głupocie lub skrajnym infantylizmie. Takim ludziom polecam myśl mistrza Henryka Elzenberga, który napisał kiedyś, że surowość jest wyrazem szacunku, wyrozumiałość zaś – lekceważenia.

O ile zatem potrafię zrozumieć, gdy grono „niezależnych” redaktorów i jawnych lub ukrytych doradców PiS, przekonuje nas o mądrości i skuteczności decyzji partyjnych, nie znajduję wytłumaczenia dla postaw, których tłem nie jest koniunkturalizm i towarzyskie konotacje.

Objawem tych chorych relacji jest sytuacja, w której jednym medialnym pociągnięciem rozgrzesza się wieloletnie błędy i kardynalne zaniechania i przekonuje, że oto dokonaliśmy gigantycznego wysiłku i po wygraniu wyborów wkroczyliśmy na drogę „dobrych zmian”. Przekonuje zaś tym łatwiej, że do tej chwili nie dokonano rzetelnej oceny tego zjawiska i nie odpowiedziano na żadne z „niebezpiecznych pytań”. Bo też miarą tej choroby jest stan, w którym pytanie – dlaczego tak się stało? –  może narazić pytającego na zarzut malkontenctwa i snucia teorii spiskowych, a w najgorszym przypadku – na posądzenie o złą wolę, defetyzm i działanie na rzecz przeciwnika.

Festiwal takich zachowań widać szczególnie dziś – po wygranej Andrzeja Dudy i partyjnej nominacji Beaty Szydło na stanowisko premiera.

Ponieważ ludzie rozumni mają obowiązek kierowania się pragmatyką i doświadczeniem, nie zaś ulegania stadnym instynktom i taniemu optymizmowi – zadaję też sobie pytania: skąd bierze się wiara, że osoby bez doświadczenia w pełnieniu funkcji politycznych, bez semantycznej odwagi i wyrazistości poglądów, potrafią spełnić oczekiwania Polaków i przywrócić nam  „godność życia zrzeszonego”?  Na czym opiera się przeświadczenie, że człowiek uczciwy lecz politycznie słaby, sprosta walce z przeciwnikiem niestosującym żadnych reguł? Jakiż to kredyt zaufania musi otrzymać działaczka partyjna, by z pozycji sprawnej organizatorki, wyrosnąć na „żelazną damę”, pogromczynię ludzi służb i wojska? I pytanie szczególnie niepoprawne –  czego już dokonali ci ludzie, bym miał obdarzać ich bezgranicznym zaufaniem i stawiać na polityczny piedestał?

Nie usłyszałem z ust Andrzeja Dudy słów, które świadczyłyby o intencji zerwania z ciągłością tworu zwanego III RP – a tylko taka deklaracja ma dla mnie znaczenie.

Nie usłyszałem wypowiedzi o konieczności rozliczenia stanu ośmioletniej zapaści, w jaką wepchnęły nas rządy PO-PSL i zweryfikowania okresu haniebnej prezydentury Komorowskiego – a tylko te działania mają dla mnie głęboki sens.

Nie usłyszałem też, by nowy prezydent lub kandydatka na premiera uznali za bezwzględny priorytet sprawę zamachu smoleńskiego i chcieli dążyć do znalezienia winnych śmierci moich rodaków.

I proszę, wszelkiej maści domorosłych analityków i jednodniowych mędrców, by nie przekonywali, że potrzebna jest dziś „łagodna retoryka” i przekaz kierowany do „centrowego wyborcy”, a zmieni się ją, gdy PiS dojdzie już do władzy. Opowieści takie poruszają może umysły dwudziestolatków, ale nie robią wrażenia na kimś, kto od ćwierćwiecza wypatruje autentycznej opozycji.

Mam zatem prawo nie podniecać się pustosłowiem o „odbudowaniu wspólnoty” i nie jestem zainteresowany „zasypywaniem podziałów”, których nie stworzyli Polacy. Mam prawo oczekiwać konkretnych, politycznych decyzji i nie piać z zachwytu nad widokiem pana Dudy kłaniającego się patronowi wojskowej bezpieki.

Reżim III RP ma się nazbyt dobrze, bym miał pokładać nadzieje w parlamentarnych roszadach i wierzyć „partyjnym żołnierzykom”, o miłym acz pustym obliczu. Wolę od nich wymagać, a jeśli spełnią, co żądamy – postawić kolejne zadania.

Tym zaś, którzy dotąd nie pojęli, że tylko taka postawa może nas uchronić od kolejnego „zakrętu historii” i zrujnowania marzeń o Niepodległej – nie ma już nic do powiedzenia.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/06/bez-znieczulenia.html  , 23 czerwca 2015

 


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


POLISH CLUB ONLINE
, 2015.06.25

Avatar

Autor: Aleksander Ścios