W 1946 pogrom był ubecki, a nie kielecki!


W związku z ciągłym obwinianiem Polaków sprawą zajść jakie zorganizowała w Kielcach zbrodnicza UB, w której w tym czasie w większości kierownicze stanowiska zajmowali żydowscy funkcjonariusze, przypominamy artykuł Włodzimierza Kałuży dokładnie wyjaśniający cóż takiego działo się w tamtym czasie w Kielcach. wg/PCO

 

Włodzimierz Kałuża: O Kielcach raz jeszcze

Główna, jak sądzę, teza wypowiedzi prof. Jerzego Roberta Nowaka z opublikowanych w lipcu 2002 r. w „Naszym Dzienniku” cyklu artykułów „Prawda o Kielcach”, zawiera się w jednym z pierwszych zdań:

 

„Zajścia antyżydowskie w Kielcach były prowokacją sowiecką, zorganizowaną dla odwrócenia uwagi Zachodu od sfałszowanego referendum w Polsce i od niewygodnej dla Rosji debaty nad Katyniem w czasie Procesu Norymberskiego.”

 

Tezę tę postawił już poprzednio Krzysztof Kąkolewski w swej książce „Umarły cmentarz”. Udowodnił w niej rzeczywiście wiele faktów jednoznacznie świadczących, że zajścia w Kielcach w roku 1946 były zorganizowaną przez komunistyczną władze prowokacją. Jednak zarówno autor książki, jak i prof. Nowak, ograniczają się w  szukaniu przyczyn prowokacji do rzeczywistości polskiej, bądź też jedynie do rzeczywistości środkowoeuropejskiej zahaczając jedynie nieznacznie o problem Palestyny. Wydaje się jednak konieczne rozszerzenie pola widzenia właśnie na ten rejon, ponieważ właśnie w tym rejonie działy się wówczas rzecz y wyjątkowo dla wyjaśnienia całej sprawy istotne. Zarówno bowiem powody prowokacji przedstawione przez Krzysztofa Kąkolewskiego, jak i te przedstawione przez prof. Jerzego Roberta Nowaka, nie wyczerpują moim zdaniem całości rzeczywistych powodów prowokacji, ani też nie pokazują w wystarczającej mierze jej międzynarodowego kontekstu.

 

Przedstawione powody można sprowadzić do trzech głównych:

 

–          odwrócenie uwagi Zachodu od fałszerstwa dokonanego w referendum

–          odwrócenie uwagi Zachodu od sprawy Katynia poruszanej właśnie na procesie w Norymberdze

–          wytworzenie opinii, iż Polacy są antysemitami, których Sowieci muszą pilnować, aby się podobne zajścia nie powtarzały

 

Czy jednak fałszerstwo w referendum, nawet na ogromną skalę, mogło poruszyć jakiekolwiek siły na Zachodzie do tego, aby podjąć zbrojną interwencję w Polsce? Uważam, że nie było na to najmniejszej szansy, i że żaden z zachodnich Aliantów nie zamierzał czegokolwiek w tej sprawie zrobić. Polityczny podział świata w owym czasie gwarantował jego nienaruszalność. Nikomu z Aliantów nie śniło się nawet rozpoczynanie wojny z Sowietami z powodu sfałszowanego w Polsce referendum. Stąd też odwracanie uwagi od tego referendum byłoby działaniem mało sensownym, bo i bez niego nic się dla Sowietów przez to zmienić nie mogło.

 

Argument o odwracaniu uwagi Zachodu od rozpoczynanych właśnie w Norymberdze przesłuchań na temat Katynia brzmi dobrze, ale przecież sprawa mordu na polskich oficerach nie wiąże się w najmniejszym nawet stopniu ze sprawą zabójstwa dokonanego w roku 1946 w Kielcach. Mord katyński pozostawał mordem bez względu na to, co nastąpiło w Kielcach, czy też trochę wcześniej w Rzeszowie i Krakowie. Dziwny byłby to sąd, który by w sprawie mordu katyńskiego brał pod uwagę to zupełnie niezależne wydarzenie. Nie o sąd więc najpewniej chodziło, a ewentualnie o prasę. Powstaje jednak pytanie, czego mogli obawiać się Sowieci od prasy, skoro mord w Katyniu był w zasadzie rzeczą znaną i oczywistą od kilku lat, bo od czasu powołania niemieckiej komisji jeszcze na kilka lat przed procesem w Norymberdze. Mord katyński nie był też dla światowej opinii publicznej niczym wyjątkowym patrząc z perspektywy tych okrutnych czasów. Obraz dobrego Sowieta nie mógł już wtedy istnieć, bo było to przecież jedynie kilka lat po fakcie ich wspólnego z Niemcami ataku na Polskę. Ten fakt był prawdopodobnie wciąż jeszcze dobrze pamiętany na Zachodzie. Nie był też najpewniej fałszowany, przeciwnie niż to miało miejsce w powojennej Polsce, gdzie o 17 września albo się oficjalnie nic nie mówiło, albo przedstawiało się tę agresję jako ratunek. Nie mówiło się też przykładowo o wspólnej niemiecko-sowieckiej paradzie w Bydgoszczy w 1939 roku. Czy były to fakty, których na Zachodzie już po kilku latach nie pamiętano? Czy Sowieci z taką historią mogli odczuwać szczególną potrzebę „odwracania uwagi od Katynia”? Moim zdaniem nie był to powód wystarczający do podjęcia decyzji przeprowadzenia prowokacji w Kielcach, Rzeszowie, czy też w Krakowie, że nie wspomnę tu już analogicznych prowokacji na Węgrzech i Słowacji przytoczonych przez prof. Nowaka.

 

Trzeci z rzekomo głównych powodów, to wytworzenie na Zachodzie przekonania, że Polacy potrzebują kogoś, kto ich przypilnuje, aby nie mogły się powtórzyć antysemickie wypadki. Argument konieczności obrony Żydów powtarza się także w przypadku Węgrów i Słowaków. Jednak i ten argument wydaje się być mało przekonujący, gdyż powojenny świat został podzielony w zgodny sposób już w Jałcie i nic nie wskazywało na to, aby Sowieci potrzebowali jakichś ekstra uzasadnień ich obecności w podbitych krajach. Zresztą w krajach tych rządziły osadzone przez nich rządy, w których niebagatelną rolę odgrywały osoby pochodzenia żydowskiego. Zarówno więc ustalenia między-mocarstwowe, jak i wzajemne stosunki marionetkowych rządów państw satelickich do suwerena w Moskwie, nie stwarzały żadnej konieczności uzasadniania obecności wojsk sowieckich na opanowanych terenach. Tym bardziej, że zgodę na tę obecność mocarstwa zachodnie wyraziły już wcześniej.

 

Bez wątpienia jednak każdy z wymienionych wcześniej powodów przynosił dodatkowe korzyści sprawującym władzę komunistom. Wspomnieć też trzeba wykorzystanie kieleckiego pretekstu do brutalnych ataków propagandowych na niepodległościowe podziemie i na Kościół Katolicki. Także będąca w opozycji do PPR partia Mikołajczyka, PSL, została bezpardonowo zaatakowana. Mimo to twierdzę, że wszystkie te korzyści były jedynie korzyściami dodatkowymi, i że żaden z wymienionych powodów nie był w tej sprawie ani decydujący, ani nawet wystarczający do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu prowokacji.

 

Prof. Nowak przytoczył w swym artykule słowa byłego oficera WP żydowskiego pochodzenia Michaela Chęcińskiego, emigranta z roku 1968, który to w swej książce „Poland. Communism – Nationalism – Antisemitism” nakreślił kolejne argumenty podejmujące próbę dojścia do powodów prowokacji kieleckiej. Cytuję tu za prof. Nowakiem:

 

„Zdaniem Chęcińskiego, dowód o udziale polskich i rosyjskich oficerów bezpieczeństwa w zajściach antyżydowskich

 „jest zgodny z ich dobrze znanymi globalnymi celami i taktyką. Masowa emigracja Żydów z Polski ułatwiła zadanie (dała broń do ręki) Związkowi Radzieckiemu przez przeładowanie obozów dla uchodźców w zachodnich strefach Niemiec i Austrii oraz wystawienie na próbę rządów brytyjskich w Palestynie, dokąd większa część tych Żydów chciała się udać.””

 

Jakież to „dobrze znane globalne cele i taktyka”? Chęciński podaje przeładowanie obozów dla uchodźców i „wystawienie na próbę rządów brytyjskich w Palestynie”. Czy przeładowanie obozów dla uchodźców miałoby być celem samym w sobie? Jeśli już przyjąć to za cel, to czy nie nasuwa się pytanie „w jakim celu to przeładowanie” i to specjalnie przeładowanie Żydami? Czy nie miało to bezpośrednio prowadzić do przyspieszenia wyjazdu tychże Żydów do Palestyny, gdzie w tym czasie nie szło o jakieś hipotetyczne „wystawianie na próbę rządu brytyjskiego”, a konkretnie o tworzenie państwa żydowskiego?  Pamiętać przy tym trzeba, że pogromu dokonano 4.07.1946 roku, w Słowacji podobne wydarzenia miały miejsce w kwietniu, a na Węgrzech w maju tego samego roku. W tym samym roku 1946 na Bliskim Wschodzie uzyskały niepodległość Syria, Jordania i Liban. Syria uzyskała niepodległość w kwietniu 1946 roku, Jordania 22 maja, a Liban w grudniu tegoż roku. Ogłoszono także, że Palestyna uzyska niezależność. Komu musiało się spieszyć do Palestyny, aby ją opanować i zniwelować dotychczasową przewagę ludnościową Arabów? Trzeba też pamiętać, że Związek Sowiecki intensywnie działał na arenie międzynarodowej w celu zwiększenia swego wpływu na świecie. Wyjazd znacznej ilości Żydów do Palestyny i przejęcie jej we władanie było dla Sowietów dużą szansą na zdobycie przyczółka w tym rejonie świata – tak sobie przynajmniej najprawdopodobniej kalkulowali. W okresie dwóch lat 1945-1946 zorganizowano antyżydowskie akcje zarówno w Polsce – w Rzeszowie, Krakowie, Kielcach – jak i na Węgrzech oraz w Słowacji. Nie wiem, ilu dokładnie Żydów wyjechało w tym okresie do Palestyny, i czy antyżydowskie prowokacje – mocno rozdmuchiwane w propagandzie – były wystarczającą motywacją do opuszczenia tych krajów, ale mówi się, że język polski był językiem przywódców żydowskich walczących o powstanie państwa Izrael. Opierając się na danych izraelskiego urzędu statystycznego zamieszczonych pod adresem:

stwierdzić można, że emigracja Żydów z Polski do Izraela generalnie zmniejszała się po zakończeniu II Wojny Światowej. Niestety brak jest w zestawieniu dokładnych danych z lat 1945-1948 do momentu założenia państwa Izrael. Dane te przytoczone są dla dłuższego okresu czasu, bo od 1919 roku do maja 1948 roku, ale same dane z lat następnych (1948-1951) wskazują na liczby rzędu ponad 30400 rocznie do samego Izraela, a przecież nie był to jedyny cel emigracji ówczesnych Żydów. Liczby te są zdecydowanie niższe w następnych ośmiu latach, kiedy to średnio emigrowało około 4400 Żydów rocznie. Podobne tendencje spadkowe widać wyraźnie w liczbach dotyczących emigracji z Czechosłowacji, Węgier i Rumunii.

Można więc chyba z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że liczby lat 1945-194, aż do założenia Izraela, były co najmniej takie, jak te z okresu trzech i pół następnych lat – pomijając nawet emigrację do innych krajów. Podwajałoby to podaną dla tego okresu liczbę emigrantów na około 213 tys. w latach 1945-1951.

 

Polskie dane zaczerpnięte z Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają te liczby.

Podana na tej stronie tabela „Migracje zagraniczne na pobyt stały w latach 1946-1997” zawiera m.in. następujące dane:

 

 

Rok

Emigracja w tys.

1946

1835,9

1947 542,7
1948 42,7
1949 61,4
1950 60,9
1951 7,8
1952 1,6
1953 2,0
1954 2,8
1955 4,7
1956 27,6
1957 91,8
1958 92,8
1959 43,2

Wynika z tego, że w roku 1946 wyemigrowało z Polski ponad 1,8 mln ludności. Prawdopodobnie w znacznej większości byli toNiemcy z Ziem Odzyskanych. Biorąc po uwagę liczby z lat 1948-1951, czyli z okresu zbliżonego do podanego powyżej w danych izraelskich, to w latach od 1948 (od 15. maja) do 1951 wyjechało z Polski

 

61,4 + 60,9 + 7,8 = 130,1 tys. ludzi

 

Jeśli odpowiednio przyjąć 7/12 liczby z roku 1948, co odpowiada miesiącom czerwiec-grudzień, to otrzymamy z tego dodatkowe 24,9 tys., co razem z poprzednimi daje w sumie 155 tys. osób. Żydowskie dane określają liczbę imigrantów z Polski w tym czasie na 106.414, co właściwie całkiem dobrze pasuje do liczby emigrantów z Polski. Nie wszyscy emigranci musieli być Żydami, a i nie wszyscy Żydzi musieli się udać na emigrację do Palestyny. Zagadką pozostaje liczba emigrantów żydowskich lat 1946-1948, kiedy to ogólna liczba emigrantów wynosiła ponad 2,4 mln osób. Ogromna to liczba, ale prawdopodobnie przeważali w niej Niemcy, co wcale nie musi oznaczać, że liczba emigrujących w tych latach Żydów była mniejsza, niż w latach następnych. Spadkowa tendencja wykazana w danych izraelskich świadczy raczej o tym, że liczba ta była w tym okresie nawet większa. Jako ciekawostkę przytoczyłem również dane z końca tzw. epoki stalinowskiej – na tej podstawie zrewidować trzeba chyba liczbę Żydów zamieszkujących Polskę w latach 1945-1959. Jest bowiem niemal pewne, że przeważająca część emigracji w tych latach to właśnie Żydzi, ale to już inny temat.

  

Jaki wpływ na emigrację Żydów we wczesnych latach powojennych miały organizowane wówczas prowokacje antyżydowskie -dokładnie ustalić się nie da, ale nie da się też chyba nie dostrzegać zarówno ogromnej skali tej emigracji w tych latach, jak i jej związku prowokacjami.

 

 Nawiasem mówiąc, nasuwa się tu pytanie, na jakiej zasadzie właśnie Żydzi mogli wtedy „masowo emigrować”, co wg Chęcińskiego miało mieć miejsce. W tym czasie dla wszystkich innych obywateli granice były bardzo szczelnie zamknięte. Żydzi natomiast mieli zorganizowane specjalne kanały przerzutowe, o czym wspomina także inny żydowski autor John Sack w swej książce „Oko za oko”. Prof. Pogonowski w artykule „Nafta, Izrael, Polska”  drukowanym w „Naszym Dzienniku” 20.07.2002 ( http://www.naszdziennik.pl/stcodz/mysl/20020720/my11.shtml ) stwierdził, że „NKWD przeprowadziło szereg brutalnych i morderczych pogromów ludności żydowskiej we wszystkich krajach satelickich w latach 1945-46, a następnie otworzyło specjalne przejścia w żelaznej kurtynie, zastrzeżone wyłącznie dla Żydów.” Podana przez niego ogólna liczba 700 tys. żydowskich emigrantów dotyczy Polski, Węgier, Czechosłowacji, Rumunii i Ukrainy. Z liczby tej około 321 tys. Żydów udało się do Palestyny.

 

Dziś, kiedy już bez cienia wątpliwości wiadomo, że pogrom był zaplanowaną prowokacją, a co więcej jedną z całej serii prowokacji przeprowadzonych w kilku różnych krajach, trzeba zadać pytanie co do ich celu. Dotychczas podane odpowiedzi nie dają, moim zdaniem, wystarczającego uzasadnienia, choć każda z nich z całą pewnością wyraża jakąś część prawdy. Któż więc mógł najwięcej osiągnąć z tych prowokacji? To jest zasadnicze pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, aby dojść do ustalenia rzeczywistych morderców. W grę wchodzi kilka możliwości, które – tak się składa w tym akurat wypadku – doskonale się uzupełniają. Do trzech dyskutowanych już poprzednio dodać należy interes PPR w zwiększeniu terroru względem opozycji politycznej i istniejącego wciąż jeszcze zbrojnego podziemia. Pytaniem pozostaje, czy komuniści potrzebowali wtedy jakichkolwiek pretekstów? Przecież i wcześniej stosowali niczym nieograniczony terror, a preteksty wymyślali, jak tylko chcieli. Wydaje się, że uwzględniając fakt istnienia we wszystkich wspomnianych krajach silnego lobby żydowskiego w ówczesnych rządach, należy poważnie brać pod uwagę także interes organizacji syjonistycznych do stworzenia atmosfery zagrożenia Żydów – szczególnie Żydów religijnych – w państwach o stosunkowo dużej ich liczbie, takich jak Polska, Czechosłowacja, Węgry, czy też na terytorium Ukrainy. Atmosfera ta miała zmusić (przynaglić) Żydów do wyjazdu do Palestyny, co z kolei miało skutkować jej opanowaniem. A że był to wtedy temat bardzo aktualny, o tym niech świadczy fakt, że jak już wspomniano, w roku 1946 powstały zarówno Syria, Jordania, jak i Liban, a wiec bezpośredni sąsiedzi dzisiejszego Izraela. Trzeba się było spieszyć i jakoś doprowadzić do tego, aby chęci wyjazdu były bardziej skonkretyzowane. W jakiej mierze powiodły się te działania można zaobserwować w statystykach imigracyjnych państwa Izrael. Faktycznie utworzenie państwa Izrael ogłoszono 14 maja 1948 roku.

  

Przyznanie, że pogrom był zaplanowany, pociąga za sobą konieczność szukania jego organizatorów i zmusza do odstąpienia od łatwego obciążania winą za pogrom całego Narodu Polskiego, bądź też nawet tylko tego rzekomego „polskiego antysemityzmu”. Tym bardziej, że podobne prowokacje przeprowadzono w tym samym czasie także w innych krajach. Nie jest też wystarczające obciążanie systemu komunistycznego, choć z pewnością ma on wiele na sumieniu. Trzeba jednak pamiętać, że za każdym postanowieniem kryli się konkretni ludzie i ich konkretne interesy.  Jeśli więc uświadomimy sobie, że akurat w tym okresie zdecydowanie wiodącą rolę zarówno w państwie, jak i w rządzącej partii, a także w aparacie bezpieczeństwa ogrywali właśnie komuniści pochodzenia żydowskiego, to nie sposób sobie wyobrazić, aby cała seria zorganizowanych przez ten aparat prowokacji powstała bez ich inspiracji. Szczególnie biorąc pod uwagę przypuszczalną, zamierzoną konsekwencję tych działań: emigrację Żydów do Palestyny.

 

Jerzy Eisler w broszurze wydanej przez IPN Fale emigracji żydowskiej z powojennej Polski ” (patrz http://www.ipn.gov.pl/biuletyn/14/biuletyn03_10.html) napisał bez najmniejszej wątpliwości i całkiem zdecydowanie, cóż to wywoływało fale emigracji żydowskiej:

 

„Należy przy tym wyraźnie stwierdzić, że wszystkie fale emigracji – niezależnie od innych czynników – były wywołane kolejnymi falami antysemityzmu gwałtownie narastającymi w latach 1945-1946, 1956-1957 i 1967-1968”.

 

Jeśli dziś wiadomo, że akcje antyżydowskie były organizowane przez komunistyczne władze i jeśli do tego dodać kto w tych władzach zasiadał, to chyba bez najmniejszego trudu można skojarzyć skutek – wyjazdy z przyczyną – zorganizowanymi antyżydowskimi prowokacjami. Stąd też wydaje się zupełnie irracjonalna uwaga Eislera:

 

„Na marginesie warto przypomnieć, że niezależnie od istnienia różnych gorzej czy lepiej udokumentowanych spiskowych koncepcji dotyczących genezy i przebiegu tego pogromu, łączących zwykle tę tragedię z prowokacyjną działalnością radzieckich i polskich służb specjalnych, pojawiła się także aberracyjna sugestia, iż rzeczywistymi inspiratorami pogromu byli działacze syjonistyczni, którzy w ten sposób chcieli wśród społeczności żydowskiej rozbudzić poczucie lęku i nakłonić kolejne tysiące Żydów do wyjazdu do Palestyny. „

 

Odpowiedź na pytanie, czy sugestia o rzeczywistych inspiratorach pochodzących spośród działaczy syjonistycznych jest sugestią „aberracyjną”, dają fragmenty książki „Umarły cmentarz”. Warto więc chyba przytoczyć za jej autorem K.Kąkolewskim (str. 118-119):

 

„Na zebraniu ocalałych Żydów w dniu 5 lipca zastępca (szefa – wtr. WK) powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach, Albert Grynbaum (…) prosił Alperta aby nie mówił na zebraniu z delegacją amerykańskich dziennikarzy, m.in. z Shneidermanem, że „robił to Wojsko Polskie, powiedz, że Andersowcy, w każdym razie nie wojsko – (…) a kapitan UB, członek tejże żydowskiej wspólnoty, Kwaśniewski przemówił w tonie pogróżki, żezamiast płakać nad tym, co się stało, Żydzi niech sobie uświadomią, że są sami winni, bo zamiast wyjechać, siedzieli w skupisku„”. 

Cóż, jeśli kapitan UB – Żyd – mówi o tym, że ofiary same są winne, bo nie wyjechały, to chyba nie trudno jest się domyśleć, jaki był właściwy cel prowokacji. Do akcji zastraszania Żydów oprócz reżimowych gazet trąbiących wszem i wobec o powracającym faszyzmie, włączyły się także główne organizacje żydowskie jak choćby Centralny Komitet Żydów Polskich (CKŻP). Prof. Nowak podaje za K.Kersten  

„Icchak Cukierman (pseudonim Antek) uznał, iż: „(…) Kielce, to początek organizowania zamachów na Żydów (…) Dookoła zorganizowanych sił faszyzmu stoją antysemiccy zbrodniarze. Rząd zaczyna się umacniać i walka z reakcją jest ciężka, można się spodziewać mordów na Żydach. Kielce nie były odosobnione (…)” 

(wg: K. Kersten: Polacy…, op. cit., s. 104). Rozpowszechnianie opinii w tym rodzaju musiało przemówić do tych Żydów, którzy jeszcze nie byli zdecydowani wyjechać.

 

Według Kąkolewskiego, wojewoda kielecki z 1946 roku Eugeniusz Wiślicz-Iwańczyk 

„twierdzi, że pogromy po wojnie zostały sprowokowane przez międzynarodową organizację syjonistyczną, której zależy na emigracji Żydów do Izraela.” (str. 133). A kilka stron dalej czytamy  „Anatol Fejgin w rozmowie z płk. Henrykiem Piecuchem, opublikowanej w piśmie Reporter nr 4 z 1990 roku powiada: „Liczyliśmy na błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak długo czekać. Potrzebny był jakiś przyspieszacz. Stąd pogromy i inne fortele.” ” (str. 136)

Wspomniany poprzednio Żyd Alpert stwierdził po latach: 

„4 lipca 1946 roku, rano, zrozumiałem od razu, że chodzi o prowokację. Dr Kahane pobiegł do Urzędu Bezpieczeństwa, skąd wrócił i mówi, że wszystko w porządku, że już wiedzą.” (str. 153) 

Dr Kahane zginął jeszcze tego samego dnia, którego informował UB. Kim byli w tym czasie szefowie UB w Kielcach zauważył prof. Nowak wspominając: „szczególnie duże zgromadzenie się osób pochodzenia żydowskiego w kieleckim aparacie władzy, w UB i PPR. Żydami z pochodzenia byli: prezydent miasta Kielce Zarecki, szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PPR Józef Kalinowski, kierownik Wydziału Personalnego KW PPR Julian Lewin, zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) Albert Grünbaum, szefowa Sekretariatu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Eta Lewkowicz-Ajzenman, dowódca oddziału wojskowego wysłanego na pomoc Żydom na Plantach major Konieczny, szef wydziału personalnego WUBP (Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego) Marian (po wyjeździe z Polski występował jako Morris) Kwaśniewski ”

 

Jak słusznie podkreślał w swym artykule prof. Jerzy Robert Nowak należy dostrzegać w kieleckiej prowokacji sytuację znacznie szerzej, niż tylko lokalnie: „Co najbardziej zdumiewa w sprawie zbrodni kieleckiej 1946 roku, to fakt skrajnego przemilczenia przez ogromną część badaczy w Polsce tego, że podobne zbrodnie miały miejsce po 1944 roku także w innych krajach, które znajdowały się pod kontrolą sowiecką, a więc na Słowacji, na Węgrzech i na Ukrainie. Co więcej, wszędzie tam wydarzenia rozgrywały się wyraźnie według bardzo podobnego scenariusza jak w Kielcach. Bardzo podobne było w nich zachowanie wojska i milicji oraz wyraźna rola sprawców o komunistycznej proweniencji, których nigdy nie ukarano. Bardzo podobne były też cele polityczne zajść antyżydowskich w innych krajach.”. Dodam od siebie, że równie zdumiewającym jest fakt nagminnego niedostrzegania  najbardziej prawdopodobnego celu organizowania antyżydowskich prowokacji, czyli przestraszenia ludności żydowskiej i „zachęcenia” jej do natychmiastowego wyjazdu do Palestyny, gdzie toczyła się w tym czasie walka o utworzenie przyszłego państwa Izrael.

  

  

Włodzimierz Kałuża

23 lipca, 2002

Nasza Witryna

http://www.iyp.org/polish/history/antypolonizmy/

Źródło:   http://ojczyzna.pl/Arch-Teksty/KALUZA__o_Kielcach_raz_jeszcze.htm 23.07.2002

POLISH CLUB ONLINE, 2015.07.01

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci