Upomnijmy się o Wołyń – rozmowa z Leszkiem Żebrowskim


Nasz_Dziennik-logo

 

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Rafał Stefaniuk

Dziś obchodzimy 72 rocznicę Krwawej niedzieli na Wołyniu. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej. Historia Polski zna mroczniejsze wydarzenie?

– Trudno jest porównywać wydarzenia, gdzie w grę wchodzi martyrologia i ofiary liczy się nie w dziesiątkach lecz w dziesiątkach tysięcy, a skala tego była potworna. Należy pamiętać, że 11 lipca 1943 roku to jest data umowna. Wtedy to nastąpiło nasilenie eskalacji terroru. Eksterminacja zaczęła się już jesienią 1942 r. i trwała do początku lat 50., czyli bardzo długo. Natomiast tego szczególnego dnia UPA, czyli organizacja nazistowska, bo ich pion polityczny wchodził w skład międzynarodówki faszystowskiej, i to już przed wojną, ustaliła, że ten dzień będzie wyjątkowo krwawy dla Polaków. To było jednoczesne uderzenie w bardzo wielu miejscach. Jednorazowe zbrodnie pochłaniały kilkaset, czasami jeszcze więcej ofiar. Krwawa Niedziela nie jest wydarzeniem wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Pamiętamy o niej dlatego, że cechuje ją olbrzymia skala zbrodni popełnionych jednego dnia. Po tym dniu w wielu miejscowościach te zbrodnie dalej trwały.

Jak długo?

– Na ziemiach Polski Ludowej do początku lat 50. To samo działo się na terenach zabranych nam przez Stalina i oddanych komunistycznej Ukrainie, której spadkobiercą jest dzisiejsza Republika Ukraińska. Wszędzie tam, gdzie można było spotkać jednostki i patrole UPA, dokonywano zbrodni.

Nie mówi się o tym, ale zbrodnia wołyńska jest także pasmem zbrodni wcześniejszych.

– Dokładnie tak. W 1918 r., gdy powstawała II Rzeczpospolita, także mieliśmy do czynienia ze zbrodniami ludobójstwa ze strony ukraińskiej, które zostały zapomniane. Z kolei 17 września 1939 r., a nawet do dwóch dni wcześniej, bojówki sowieckie, które tworzyli także ukraińscy zbolszewizowani bandyci wykorzystywali wydarzenia na Kresach do mordowania Polaków. Wtedy także zginęło kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Wreszcie 22 czerwca 1941 r. Ukraińcy razem z Niemcami weszli na terytorium województwa lwowskiego. Tam dokonywali eksterminacji wspólnie z Niemcami.

Dlaczego ta część polskiej martyrologii jest znana najmniej?  

– Państwo polskie traktuje ten temat tak, jakby chciało Wołyń wyprzeć z naszej świadomości. Jest lansowana polityka przyjaźni i w związku z tym zbrodniarzom się odpuszcza. Wyobraźmy sobie taką samą politykę wobec nazistów niemieckich. Jest to nie do przyjęcia i nie do pomyślenia. W przypadku Wołynia mamy z tym do czynienia. To jest nasza tragedia, że ekipy rządowe się zmieniają, natomiast polityka historyczna w tym zakresie, zmienia się niewiele albo nie bardzo.

Niemcy oficjalnie przeprosili za zbrodnie III Rzeszy oraz odcięli się od nich. Dlaczego tego samego nie robią Ukraińcy?

– Nie robią, bo się obawiają konsekwencji. Uważają także, że to oni są ofiarami. Niektórzy politycy ukraińscy są na tyle bezczelni, że mówią: „a dowody macie?”. Tym samym śmieją się nam w twarz. Polska po roku 1989 nie zamknęła żadnego śledztwa w sprawie zbrodni dokonanych przez Ukraińców. W ciągu ostatnich 25 lat nie postawiono żadnego oskarżenia, nie wskazano sprawców, a w niektórych przypadkach można było ująć sprawców i ich osądzić. To nie jest tak, że nie mamy danych i informacji. Świadomie i celowo robi się to, aby śledztwa przedłużać w nieskończoność, a następnie umarzać z powodu śmierci sprawców. Gdyby była bardzo ostra polityka w tym zakresie, niezależna od polityki bieżącej, to być może dużą część tych zbrodni można byłoby na tyle ujawnić i ukarać sprawców, że to by wreszcie do Ukraińców dotarło.

W dniu wizyty Bronisława Komorowskiego w ukraińskim parlamencie Ukraińcy uznali członków UPA  za „bojowników o wolność” i nadali im szczególne przywileje. Prezydent nie protestował. Interesy są ważniejsze niż honor?

– Prezydent Bronisław Komorowski jest szczególnym przypadkiem, który zapisze się najgorzej w naszej historii. Nawet na tle tego, co robił Lech Wałęsa, będzie to traktowane zupełnie inaczej i to jeszcze gorzej. Wałęsie się dużo wybacza, bo się go traktuje jako prostego człowieka, który ma proste podejście do wszystkiego i dał się manipulować. Komorowski jest jednak człowiekiem, za którym ktoś i coś stoi. To nie jest jego własna działalność i polityka. To widać jak na dłoni.

I w tę politykę wpisuje się udział w uroczystościach na cześć płk. Clausa von Stauffenberga? 

– Jego wystąpienia w obronie Clausa von Stauffenberga, pokazywanie jako bohatera II wojny światowej, porównywanie tego, co robiła mizerna opozycja niemiecka, do działań Armii Krajowej, to jest skandal! To jest człowiek, który działa przeciwko nam. Jest pozbawiony godności i honoru. Von Stauffenberg był obrońcą tego, co na Niemcy zdobyli na Wschodzie. On chciał zgładzić Hitlera, aby dogadać się z Zachodem. Co do Polaków i Żydów jego polityka nie różniła się od tej prowadzonej przez Hitlera. To była polityka ludobójcza. Polacy dalej byliby traktowani jako podludzie, a Żydzi byliby przeznaczeni do zagłady. Jaki to jest bohater? Jak można porównywać do Armii Krajowej, która stawiała opór Hitlerowi przez tyle lat, nazistowskiego bandytę? Pułkownik von Stauffenberg był tym, który wykonywał rozkazy 1 września 1939 r. i był bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójczy i barbarzyński atak na Wieluń. To było jeszcze przed Westerplatte. To jest znane, tylko komu? Jeżeli to jest bohater, to jaką organizacją jest Armia Krajowa? Polacy bronili godności, wolności i życia nie tylko swojego. To było poświęcenie za całą Europę. To my pierwsi przeciwstawiliśmy się zbrodniom niemieckim. Gdy prezydent Rzeczypospolitej uczestniczy w takiej szopce, to znaczy, że działa przeciwko nam. I robi to jawnie i otwarcie.

Prymas Wyszyński powiedział: „Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości”. My ciągle nie potrafimy zadbać o pamięć o pomordowanych…

– Jak się sami za to nie weźmiemy, nie będziemy wymuszać na każdej władzy, obojętnie jaka będzie, to te słowa się ziszczą. Jak już mówiłem, ekipy się zmieniają, a polityka wobec Wołynia różni się jedynie w szczegółach. Jak sami tego nie wyszarpiemy, to nikt nam tego nie załatwi. Musimy zrozumieć, że trzeba walczyć o swoje sprawy za każdym razem. Nawet w przypadkach, które wydają się beznadziejne. Spotykamy się z postawą: „Co ja mogę zrobić? Oni mają media, polityków, banki, a my co?” A my mamy siebie! Naród ma większość! Wystarczy tylko tę większość uruchomić, zorganizować i wymuszać na władzy, żeby robiła to, co my chcemy. Ministrowie to nie są ludzie, których upoważniamy do tego, żeby się objadali ośmiorniczkami, popijali drogie wino i śmiali się nam w nos, opowiadając skrajne wulgarne dowcipy i rechocząc przy tym jak barbarzyńcy spod budki z piwem. Minister to jest sługa. To jest człowiek powołany do tego, żeby się wsłuchiwać w to, co my chcemy, i taką politykę ma realizować, jaką chce większość Polaków. Do tej pory nie mamy z tym do czynienia. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/140245,upomnijmy-sie-o-wolyn.html , 11 lipca 2015

  • Na zdjęciu inscenizacja rzezi wołyńskiej we wsi Radymno na Podkarpaciu. Fot. Radiownet.pl / wybór zdjęcia wg.pco

 

Dr Leszek Żebrowski na Facebook .

 

Artykuły, wykłady i prelekcje video historyka dr. Leszka  Żebrowskiego  na naszym portalu znajdziesz   >    >    >   TUTAJ .

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.07.11

Leszek Zebrowski

Autor: Leszek Zebrowski