Aleksander Ścios: NUDIS VERBIS – 3 PERSPEKTYWY


Bez Dekretu

Dlaczego Ameryka np. ma nas chcieć wyzwalać bardziej, niż my sami tego pragniemy? Dlaczego Amerykanie np. mają ginąć za nas, gdy sami nie pragniemy ginąć za siebie? – Pytania te dlatego traktuje się notorycznie za „szaleństwo”, a nawet „zbrodnię”, ponieważ wobec dzisiejszych potęg świata, rzekomo żaden spontaniczny opór ani się nie ostoi, ani się nie liczy. Wszelako rzeczywistość mówi nam co innego. Że się właśnie nie uznaje i nie liczy z tymi, którzy siedzą z założonymi rękami” – napisał Józef Mackiewicz w rozdziale „Realizmy” contra rzeczywistość”, umieszczonym w „Zwycięstwie prowokacji”.

Rozważania Mackiewicza na temat „Ros-realizmu” – jak autor „Kontry” nazywał mitologię funkcjonującą w świecie Zachodu, bez najmniejszej korekty należałoby zastosować do relacji istniejących dziś w Europie. Owe „realizmy” (bo wciąż istnieje wiele odmian), każą nie tylko gloryfikować ducha „dialogu i współpracy” oraz szukać „dróg pokojowego współistnienia” (z każdym bandytą), ale we wszelkich przejawach życia publicznego promują postawy bierne i zależne, obliczone na rezygnację z samostanowienia i samodzielności oraz ugruntowują bezgraniczną wiarę w dogmat „niepodważalnych sojuszy” lub mitologię tzw. integracji europejskiej.

Niedawna deklaracja Jensa Stoltenberga – „NATO nie da się wciągnąć w wyścig zbrojeń z Rosją”, obnaża nie tylko słabość zachodnich przywódców, ale doskonale uwidacznia skalę tryumfu sowieckiej strategii podstępu i dezinformacji. Stosunek państw „wolnego świata” do putinowskiej Rosji jest projekcją tych samych błędów, jakie popełniali twórcy ładu jałtańskiego.

Gdy na zakończenie rozdziału Mackiewicz napisał – „Ograniczymy się do stwierdzenia faktu, że mimo powszechnego potępienia wojny uznanie praw i respekt w świecie zdobywają przede wszystkim ci, którzy działają. Legenda, że istnieje możliwość przekupienia Sowietów grzeczną postawą jest tylko legendą, tak samo jak możliwość ich przekonania” – wyrażał pogląd tyleż daleki od dzisiejszych wyobrażeń „georealistów”, jak obarczony najcięższym zarzutem „idealizmu”, podniesionym obecnie do rangi „myślozbrodni”. W świecie, w którym „pokój i dobrobyt” stanowią wartość niepodważalną, po wielokroć przewyższającą dążenie do prawdy i wolności, zaś postawa „tolerancji i kompromisu” zastępuje nawet instynkt przetrwania gatunku ludzkiego, takie dictum musi być uznane za  objaw groźnego szaleństwa.

Nie będziemy jednak zajmowali się nieszczęściem, jakie dotknęło „światłych” Europejczyków. Nasi rodacy wykazują się dostatecznym „georealizmem”, by zaliczyć ich do ludzi doświadczonych tym samym przekleństwem. Warto przypomnieć, ze praktykowany w III RP „georealizm” wynika z akceptacji powojennego porządku, w którym dominacja sowiecka miała być nieuniknionym efektem „historycznych uwarunkowań”, zaś Polska miała stanowić przedmiot w grze światowych mocarstw. Był to pogląd narzucony kulami karabinów i pałkami policji politycznej, wsparty na pseudohistorycznej, kazuistycznej argumentacji, która zawsze osłaniała postawy pospolitych koniunkturalistów i łajdaków. Przez półwiecze okupacji sowieckiej przekonywano Polaków, że Rosja jest światowym hegemonem, a jej polityczna i militarna obecność wytycza granicę nieprzekraczalną dla polskich aspiracji

Zaszczepiany przez dziesięciolecia lęk przez Sowietami miał tłumić dążenia niepodległościowe i sprawić, że wszelkie koncepcje istnienia Niepodległej będą musiały uwzględniać interes rosyjski. Ze straszaka „konfliktu z Rosją” namiestnicy PRL-u uczynili podstawowy element indoktrynacji społeczeństwa i główny paralizator naszych aspiracji. Ten sam straszak z powodzeniem wykorzystali ludzie „demokratycznej opozycji” – namaszczeni przez Kiszczaka na narodowych przewodników, zaś cała dogmatyka „georealistów” została przejęta przez komunistyczną hybrydę III RP i przez ostatnie ćwierćwiecze skutecznie paraliżuje polską myśl polityczną. Ludzie, którzy po lekturze „Nudis verbis” zadaliby idiotyczne pytanie – czy autor chciałby wepchnąć Polskę w stan wojny z Rosją, są skończonymi ofiarami tej niewolniczej, sowieckiej mentalności. Nie może dziwić, że nie ma w niej miejsca na antyrosyjskość i antykomunizm – dwa filary polskiej racji stanu.

W nieco odmienny sposób zbudowano natomiast mitologię „pojednania” z Niemcami i wykreowano nasze relacje z zachodnim sąsiadem. Do tego celu wykorzystano przede wszystkim dążenia Polski do integracji ze strukturami zachodnimi. Postulat „integracji europejskiej” (przyjęty na początku III RP jako dogmat polityki zagranicznej), został  skutecznie obciążony koncepcją „zbliżenia z Niemcami”, do czego przyczyniła się nie tylko działalność agentów Stasi i KGB, oddelegowanych na „odcinek pojednania”, ale wspólna rosyjska-niemiecka gra, obliczona na  zachowanie Polski w strefie obcych wpływów. Po upadku muru berlińskiego i zjednoczeniu państw niemieckich, wsparcia dla polskich dążeń upatrywano głównie ze strony Republiki Federalnej Niemiec, a do dziś Niemcy są uważani za głównych „akuszerów” naszego akcesu do UE i NATO.

Owa wielowątkowa mitologia „georealizmu” sprawiła, że od momentu powstania III RP funkcjonuje tylko jeden i jedynie słuszny model państwowości, oparty na przeświadczeniu, że warunkiem istnienia państwa polskiego są „dobrosąsiedzkie” relacje z Rosją i Niemcami oraz ciągłe „pogłębianie” procesu integracji europejskiej. Model ten doprowadził nie tylko do utrzymania silnych wpływów okupanta rosyjskiego, ale na niespotykaną skalę zbudował i zabezpieczył wpływy niemieckie, głównie w obszarze ekonomii i mediów. Odstąpienie od samodzielnej polityki zagranicznej oraz scedowanie części suwerenności na rzecz obcych „organów unijnych”, sprawiło, że fundamentalna zasada II Rzeczpospolitej – „nic o nas bez nas”, została kompletnie wyrugowana z myśli politycznej III RP.

Już we wcześniejszych odsłonach „Nudis Verbis”, przywołałem (istotny dla zobrazowania naszej sytuacji) przykład Izraela. Również tu, w kontekście „modelu polskiej państwowości”, należałoby postawić pytanie: w jaki sposób państwo żydowskie mogło uczynić ze swojego arcytrudnego położenia geopolitycznego najistotniejszy gwarant bezpieczeństwa i jak zdołało go oprzeć na sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi? Uwzględniając wszelkie różnice polityczne i historyczne, w tym działalność diaspory żydowskiej oraz okoliczności, w jakich powstawał Izrael, należałoby dostrzec, że utrzymanie silnego państwa żydowskiego byłoby niemożliwe, gdyby po roku 1948 przywódcy Izraela ogłosili  dogmat utrzymywania „dobrosąsiedzkich” stosunków z Arabami lub postawili na proces „integracji” z państwami południowo-zachodniej Azji. Osłabienie państw arabskich,  związanie ich konfliktem militarnym oraz utrzymanie amerykańskich wpływów tym regionie, stanowiły dostateczne przesłanki, dla których USA zaangażowały się po stronie żydowskiej.

Dla przedstawicieli naszej klasy politycznej, stwierdzenie zawarte w I części „Nudis Verbis”, musi wydawać się szczególnie obrazoburcze – „Należy pokonać jeden z najgorszych mitów pustoszących myślenie o polskiej racji stanu: przekonanie, że bezpieczeństwo naszego kraju opiera się na sojuszu z państwami europejskimi i musi być wynikiem wypracowania georealitycznego konsensusu między Rosją, a Niemcami. To rozumowanie doprowadziło Polaków do zguby w wieku XVIII, zdecydowało o narzuceniu okupacji sowieckiej w roku 1945 i do dziś niweczy wszelkie próby wybicia na Niepodległość.”

Zdaję sobie sprawę, że czytający takie słowa odbiorca, może stanąć wobec dylematu – traktować wywody autora jako wyraz skrajnego oszołomstwa i „prawicowej paranoi”, czy, a priori odmówić im cech racjonalności i sprowadzić do obszaru surrealizmu politycznego?

Ponieważ w myśli politycznej ostatniego ćwierćwiecza, nigdy nie pojawiły się koncepcje podważające mitologię „georealizmu”, a wszystkie siły III RP – od prawa, do lewa – zgodnie głoszą pochwałę porządku pojałtańskiego, poglądy prezentowane w tych tekstach muszą brzmieć  obco i zaskakująco.

Myśląc więc o perspektywach urzeczywistnienia takich projektów, trzeba rozpocząć od podstawowej refleksji.

Nie ma w III RP polityków, którzy postulat antyniemieckości i antyrosyjskości uznaliby na jeden z fundamentów polskiej racji stanu. Nie znajdziemy również takich, którzy otwarcie deklarowaliby intencję zawiązania sojuszu militarnego ze Stanami Zjednoczonymi, za cenę rezygnacji z iluzorycznych gwarancji klubu dyskusyjnego pod nazwą NATO. Gdyby poszerzyć obszar szalonych pomysłów o zamysł osłabienia procesu integracji ze strukturami Unii Europejskiej oraz podważyć fundamenty antypolskiego ładu jałtańskiego, szybko okaże się, ze wizja zakreślona w drugiej części „Nudis Verbis – Terapia”, zostanie (w najlepszym wypadku) oceniona jako utopijna mrzonka, w najgorszym – jako wyraz nieodpowiedzialnego rewizjonizmu i  politycznego warcholstwa.

Nie mamy dziś mężów stanu, którzy potrafiliby otwarcie wyznać: „Polska nie potrzebuje – ani Rosji ani Niemiec. Sąsiedztwo tych państw jest dla nas źródłem nieustannych konfliktów, wojen i ograniczeń państwowości. W najżywotniejszym interesie Polaków leży, by Rosja została rozbita i zniknęła z mapy świata, Niemcy zaś stały się krajem słabym militarnie i gospodarczo„.

Jeśli moi rodacy ze wzruszeniem ramion przyjmują takie wizje – zawdzięczamy to ludziom, którzy przez dziesięciolecia zabijali w nas dumę z polskości i wmówili nam, że tylko zależność od sąsiadów oraz kultywowanie mitologii „niepodważalnych sojuszy” pozwoli zachować szczątki państwowości.

Ten tragiczny deficyt jest dziś szczególnie widoczny w reakcjach na wojnę na Ukrainie – wydarzeniu, które (w najbliższych latach) może decydować o kształcie Europy.  Żadna inna sprawa, nie ukazuje w tak bezpośrednim, jaskrawym świetle naszego stosunku do Rosji, Niemiec i UE. Nie mam, oczywiście na myśli reakcji grup interesu, działających pod szyldami PO-PSL-SLD. Nie mają nic wspólnego z polską racją stanu i nie wolno oceniać ich w kontekście polskich powinności. Tu możemy mówić jedynie o ścieraniu się opcji rosyjskich i niemieckich. Znamienne natomiast jest zachowanie partii pana Kaczyńskiego, kojarzonej z nurtem niepodległościowym  i patriotycznym. Przypomnę, że na początku 2014 roku partia ta wyraziła pełne poparcie dla działań reżimu i zadeklarowała „współpracę i współdziałanie” z „systemem Tuska” (nazwa z Programu PiS) w kwestiach dotyczących Ukrainy. Zrezygnowano wówczas z obowiązku ukazania Polakom, do czego prowadzi oparcie polityki na „silnych mechanizmach uzależnienia od Rosji” (z Programu PiS), ale też z prawa do odrzucenia złego, antypolskiego modelu polityki zagranicznej, zależnej od dyktatu Berlina i lęku przed Moskwą. Gdyby oceniać ten gest w kategoriach błędu politycznego, miałby on wymiar bezgranicznie kompromitujący. Jeśli jednak dostrzegać w nim wyraz świadomej polityki, dowodzi istnienia rzeczywistej wspólnoty myśli w owej sekcie mitologów i mistyfikatorów, którzy od ćwierćwiecza  niweczą nasze marzenia o niepodległości i zamykają potencjał Polaków w obszarze własnych ograniczeń i lęków.

„Georealizm” polityków III RP polega w istocie na myśleniu dostosowawczym oraz na akceptacji ambicji rosyjskich i niemieckich. Prawdziwy realizm, wykuty na miarę naszej niepodległości, musiałby polegać na ich zanegowaniu i odrzuceniu.

Byłoby rzeczą nieroztropną posądzać partię pana Kaczyńskiego o zamiar podważenia „fundamentów ideowych” III RP lub wolę zerwania ciągłości polityki zagranicznej. Takim posądzeniom przeczą oficjalne dokumenty programowe PiS oraz liczne wypowiedzi polityków tej partii. Gdy W. Waszczykowski -czołowy specjalista ds. polityki zagranicznej oświadcza dziś, że „jednym ze wspólnych celów Polski i Niemiec jest powstrzymanie agresji Rosji na Ukrainie”,wyraża ocenę nie tylko sprzeczną z faktami i z rzeczywistymi intencjami Berlina, ale w owej antypolskiej i antyukraińskiej polityce Niemiec upatruje pole do wspólnych działań.  W innym twierdzeniu Waszczykowskiego, iż „korekta polityczna prezydenta Dudy” ma polegać na „przekonaniu naszych partnerów, aby zmienili swoją politykę„, znajdujemy wyraz myślenia o polskich interesach wyłącznie w korelacji ze stanowiskiem państw unijnych. Nie ma tu miejsca na samodzielność i niezależność. Odrzucenie „georelizmu” wymagałoby bowiem powiedzenia, że należy prowadzić polskie sprawy, bez oglądania na politykę „naszych partnerów”. Tym bardziej, gdy ich interesy są sprzeczne z polską racją stanu.

Nie ma potrzeby wskazywania szeregu innych przesłanek uzasadniających tezę o braku polityków, zdolnych do podważenia dogmatyki „georealizmu”. Oświadczenie Andrzeja Dudy, zawarte w orędziu prezydenckim, iż polska polityka zagraniczna „potrzebuje tylko korekty”, okraszone troską o „spójność Unii Europejskiej” oraz ”jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego” , powinno ostudzić nadzieje na budowanie nowej państwowość, w oparciu o własną, polską drogę. Bez oglądania na Wschód i na Zachód. Bez dogmatu „dobrosąsiedzkich” stosunków i „zakopania” Polski w UE. Bez wiary w gwarancje NATO i papierowe sojusze z państwami, które nas wielokrotnie zdradziły.

To oznacza, że perspektywa koncepcji głoszonych w „Nudis Verbis”, musi wykraczać poza ramy III RP i poza obowiązujący dziś układ polityczny. Rozsądek nakazuje przyjąć, że w układzie PiS-PO-PSL-SLD nie ma miejsca na poglądy sprzeczne z doktryną „georealistów”. Nie istnieją też żadne inne partie, które głosiłby takie koncepcje. Niedawny wysyp tzw. antysystemowców (Kukiz, Braun, JKM itp.) jest raczej żałosną próbą kanalizowania nazbyt radykalnych nastrojów oraz „zagospodarowania” elektoratu rozczarowanego III RP niż poważną ofertą polityczną.

Chcąc więc nakreślić realną perspektywę, trzeba rozpocząć od postulatu budowania autentycznej opozycji antysystemowej. Natrafiamy tu jednak na poważny problem, który zasygnalizowałem w tekście z grudnia 2014 roku – „Dlaczego w III RP nie ma miejsca dla antystemowej opozycji”. Istnienie takiej opozycji w „demokracji socjalistycznej nowego typu”, jest po prostu niemożliwe. Utrzymywanie zakazu „działań antysystemowych” (wyrażanego dziś w rozmaitej formie przez przedstawicieli reżimu) oraz praktyka wyborów opartych na „kontrakcie” z roku 1989, dają gwarancje nienaruszalność magdalenkowego status quo.

Cały establishment III RP, ośrodki propagandy oraz partie polityczne, dopuszczone na mocy magdalenkowego szalbierstwa do praktykowania szczególnej formy „socjalistycznej demokracji”, stoją dziś na straży przestrzegania tych zasad. Łatwo zauważyć, że w fundamentalnej kwestii – historycznego statusu III RP, wspartej na przeświadczeniu, że przed ćwierćwieczem „upadł komunizm”, a Polacy odzyskali wolność i na jej fundamentach tworzą dziś państwo prawa i demokracji – istnieje zgodność poglądów zwolenników PO i PiS-u. W efekcie, od ponad 25 lat jesteśmy świadkami tragicznej w skutkach asymilacji komunizmu i polskości, zaś obecne państwo stanowi szczytowy produkt strategii podstępu i dezinformacji, będąc modelowym przykładem przepoczwarzonego komunizmu, który przyjął maskę „europejskości” i sznyt pseudodemokracji.

Na granicy takiej państwowości zatrzymują się wszystkie projekty, analizy i pomysły na politykę polską. W świadomości elity, zwanej patriotyczną,  tkwi silne przekonanie, że krok dalej znajduje się przepaść, z której nie będzie wyjścia. Ma ona wymiar „radykalizmu” i „kontrowersyjności” i tymi epitetami obdarzy każdą myśl wykraczającą poza dogmaty „integracji europejskiej”, „gwarancji NATO” oraz „dobrosąsiedzkich” relacji z Rosją i Niemcami.

Postulat zbudowania opozycji antysystemowej, jest zatem pierwszym i nieodzownym warunkiem wyjścia z kręgu obecnych ograniczeń i determinacji. Ponieważ taka opozycja nie mogłaby działać jawnie, można ją sobie wyobrazić tylko w formie struktur utajnionych i w żadnym stopniu niezwiązanych z parlamentaryzmem III RP.  Wiara, że uda się „rozsadzić” ten system. propagując egzotykę JOW-ów lub umieszczając w Sejmie reprezentację kilku „antysystemowców”, jest – w najlepszym wypadku objawem infantylizmu politycznego, w najgorszym – świadczy o intencji oszukania wyborców. Trzeba także zakładać, że pozyskiwanie zwolenników opozycji antysystemowej, to zadanie rozpisane na lata i, jak każda praca związana z przełamywaniem mitów i budowaniem nowej świadomości, wymaga ogromnej cierpliwości i musi odbywać się na poziomie relacji osobistych. W tym dziele nie można liczyć na pomoc tzw. wolnych mediów ani środowisk intelektualnych kojarzonych z dzisiejszą  opozycją.

Przejęcie rządów przez partię pana Kaczyńskiego, byłoby jednak zmianą znaczącą i mogło przyspieszyć powstanie opozycji antysystemowej. Choć PiS jest częścią establishmentu III RP, nie sposób zakładać, że w okresie swoich rządów mógłby stosował metody represji właściwe dla reżimu PO-PSL. Ten czas należałoby zatem wykorzystać na rozpowszechnianie idei niepodległościowych i tworzenie niezależnych struktur.

Chcę wyraźnie podkreślić, że z prezydenturą Andrzeja Dudy i (ewentualnym) przejęciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, nie wiążę nadziei na istotne zmiany w polityce zagranicznej. Ten układ nie obali żadnego z mitów III RP i nie odważy się zerwać z ułomną, zależną państwowością. Nie ma dziś woli politycznej, by polską rację stanu oprzeć się na dwóch filarach: silnej armii i gospodarce i wśród odwiecznych wrogów wywalczyć pozycję autentycznego mocarstwa. Czeka nas raczej polityka kontynuacji i kosmetycznych korekt. Ponieważ nie potrwa ona długo, tym pilniejsza jest potrzeba kreowania nowych elit politycznych i propagowania odważnych koncepcji.

Wzorców nie trzeba daleko szukać. Podobnie, jak myśli z „Nudis verbis” spotykają się z negacją lub ze zdziwieniem, tak dla większości Polaków brzmiałyby dziś  idee, na których opierała się polska polityka zagraniczna w latach 30. ubiegłego stulecia.

Zasady – „nic o nas bez nas”, wierność imponderabiliom, bilateralizm i dynamizm w relacjach z zagranicą oraz symetria w stosunkach Polski z innymi podmiotami – wyznaczają obszar aktywności nieznanej naszym rodakom. Jeśli nawet są politycy, którzy werbalnie nawiązują do takiej tradycji, głoszą puste i fałszywe hasła.

Gdy na wstępie tego tekstu wspomniałem o dictum Mackiewicza – „respekt w świecie zdobywają przede wszystkim ci, którzy działają”, trzeba je rozumieć w kontekście słów Józefa Becka wypowiedzianych we „wskazaniach dla dyplomatów” z roku 1937 –  „Należy wpierw przez dłuższy czas powtarzać swoje pretensje, aby ludzie uwierzyli w ich słuszność i w końcu zaczęli je realizować. Ponieważ skłopotany obecnie świat boi się państw dynamicznych i chętnie się z nimi układa, by nie dopuścić do awantury – podkreślajmy te elementy, które świadczą i czynią wrażenie, że jesteśmy dynamikami”.

Retorycznie brzmi dziś pytanie – o jakim „dynamizmie” można mówić, w przypadku państwa poddanego dyktatowi Brukseli i zależnego od woli Moskwy lub Berlina?

Fundamenty polityki zagranicznej wolnej Rzeczpospolitej, są dziś wzorcem nieznanym i zapomnianym. Odtworzenie ich, to wielkie zadanie dla autentycznej opozycji i wyzwanie dla nowych elit. Tam, gdzie II Rzeczpospolita odrzucała wszelkie postawy klientelistyczne i zwalczała ingerencję „czynników zewnętrznych”, elity III RP preferują dogmat „integracji europejskiej” i chcą zabiegać o „wspólnotę interesów”. Tam, gdzie politycy Polski międzywojennej wyznawali zasadę „ograniczonego zaufania” i trzeźwo oceniali gwarancje sojusznicze, III RP opiera bezpieczeństwo na papierowych klauzulach i daje wiarę „dobrej woli” naszych odwiecznych wrogów.

Kto poznał historię dwudziestolecia międzywojennego i potrafi skonfrontować ją z obecną aktywnością Moskwy i Berlina, musi dostrzegać istotne analogie. Nie są one złudzeniem ani dziełem przypadku. Różnica między obecną sytuacją, a rokiem 1939 polega jedynie na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów – dziś konflikt zbrojny wywołuje Rosja, Niemcom zaś przewidziano funkcję politycznego i ekonomicznego wspornika.

La Pologne est à la limite de deux mondes (Polska jest na granicy dwóch światów)” – mógł powiedzieć Józef Beck, obserwując zmiany, jakie zachodziły w Europie w połowie lat 30. Ówczesna „polityka równowagi” była wprawdzie koncepcją optymalną, która w zderzeniu z europejską „polityką ustępstw” i finalną zdradą Francji i Anglii, musiała  jednak zakończyć się klęską II Rzeczpospolitej. Uzupełnienie jej (co wówczas było niemożliwe), poprzez ścisły pakt militarny ze Stanami Zjednoczonymi, tworzyłoby całkowicie inną sytuację.

Dziś nasze położenie wydaje się o tyle gorsze, że elita polityczna III RP zepchnęła Polskę z neutralnej „granicy dwóch światów” i głęboko uzależniła nasz los od woli Moskwy i Berlina.

Zależność ta nie musi prowadzić do roszczeń terytorialnych, bo stan okupacji bywa osiągany zgoła innymi metodami. Praktyka działań największych wrogów Polski jest stabilna i wykazuje, że ten sam cel może być osiągnięty poprzez ulokowanie w strukturach III RP ludzi podległych Moskwie lub Berlinowi.

Być może nadchodzi czas, gdy nie będzie można odwrócić skutków zaprzaństwa magdalenkowych „elit”. Być może jest to ostatnia chwila, by odważyć się myśleć po polsku.

  • Cykl tekstów „NUDIS VERBIS” będzie kontynuowany.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/08/nudis-verbis-3-perspektywy.html , 10 sierpnia 2015

 


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.08.10

Avatar

Autor: Aleksander Ścios