Izabela Brodacka Falzmann: Wraca pies do wymiocin swoich


Izabela Brodacka Falzmann Fot. naszeblogi.pl
Izabela Brodacka Falzmann
Fot. naszeblogi.pl

W czasach solidarnościowych i przedsolidarnościowych przekonywaliśmy się nawzajem i to dość skutecznie, że nie ma najmniejszego znaczenia kto i z jakiego środowiska się wywodzi. Ważne jest tylko czy w danej chwili jest nam z nim jak to się mówiło „po drodze”. Po drodze było nam z Michnikiem i Kuroniem. I to nie tylko nam, lecz robotnikom stoczniowym, którzy powinni być bardziej odporni na środowiskowe wpływy.

Po wielu latach Kuroń przedstawił tamten okres jako rodzaj gry ze społeczeństwem wzorowanej na metodzie łapania dzikich koni przez Indian, a raczej na wyobrażeniach Kuronia na temat tej metody. Otóż trzeba wskoczyć na ogiera będącego przywódcą stada i pozwolić mu się spokojnie unosić w wybranym przez konia kierunku, a potem niespostrzeżenie dla tego konia skierować go stopniowo do corralu. Za ogierem do corralu trafi cale stado. Jest to typowa opowieść mityczna ale dobrze oddaje intencje Kuronia. Jawne intencje zwykłego oszukiwania społeczeństwa.

Adama Michnika dość regularnie spotykałam u znajomych. Jakoś tak się dziwnie składało, że mówił zawsze to co chcielibyśmy usłyszeć. Albo inaczej – to my chyba słyszeliśmy to co chcieliśmy słyszeć. Nie rozmawialiśmy oczywiście na temat jego ojca czy brata. Na zasadzie, że „w domu powieszonego nie mówi się o sznurku”. „A w domu kata?”- przytomnie pytał Stanisław Jerzy Lec, który też miał nieciekawą przeszłość, ale czarował wszystkich niezwykłą inteligencją i trafnością obserwacji.

Magdalenka. Lech Wałęsa, Adam Michnik, gen. Czesław Kiszczak.  Fot. Arch. TGF
Magdalenka. Lech Wałęsa, Adam Michnik, gen. Czesław Kiszczak.    Fot. Arch. TGF

Kiedyś ofiarowałam Michnikowi na imieniny czy urodziny znaleziony gdzieś na śmietniku śpiewnik zawierający wszystkie stalinowskie pieśni z czasów naszego dzieciństwa. W naiwności swojej uważałam to za znakomity dowcip. W tak zwanym „środowisku” zaczynała się wówczas żartobliwa moda na „staliniana”. Moja niezwykle elegancka koleżanka paradowała po Warszawie w sowieckiej czapce uszatce z wpiętym „dzieciątkiem Stalin” czyli znaczkiem przedstawiającym młodego Stalina.

Gdybyśmy wówczas wiedzieli jak dalej potoczą się sprawy i jak będzie wyglądało ćwierćwiecze po rzekomym odzyskaniu niepodległości nie pozwalalibyśmy sobie na takie żarty.

Wracając do Michnika. Mój niefortunny prezent naprawdę go rozwścieczył. Wtedy dotarło do mnie, że wszelka wspólnota światopoglądowa oraz programowa ma swoją naturalną granicę. Jest nią środowisko z którego człowiek się wywodzi, a przede wszystkim jego rodzina. Postrzegaliśmy niesłusznie dysydentów ze stalinowskiej grupy interesu jak rodzaj szlacheckich rewolucjonistów, którzy swego czasu odcinali się od swoich herbowych korzeni aby działać a rzecz uciśnionego ludu.

Trzy "tenory" - Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik. Fot. Arch/TGF
Trzy „tenory” – Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik.
Fot. AG /Arch TGF

Tymczasem rozbrat ludzi wywodzących się z komunistycznych rodzin z własnym środowiskiem rodzinnym był pozorny. Nic w tym dziwnego. Przecież czymś nienormalnym byłoby gdyby Michnik odwrócił się przeciwko swemu ojcu i żeby do końca go potępiał. Podcinałby w ten sposób swoje korzenie, a rzadko kto chce i potrafi żyć bez korzeni. Poza tym żaden z dysydentów samozwańczo mianujących się sumieniem narodu nie zrezygnował ze zrabowanego przez jego rodziców domu czy mieszkania choć teoretycznie mienili się wszyscy zwolennikami reprywatyzacji.

To ludzkie i dość oczywiste. Stawiało jednak pod znakiem zapytania autentyczność ich wyborów i postaw. Inaczej mówiąc – nie zmierzali oddać nawet guzika ze swoich zdobyczy. Zdobyczy uzyskanych kosztem nas wszystkich. Bo przecież obrabowani zostali nie tylko ziemianie lecz również chłopi, którym w ramach rozkułaczania zabierano młyny i gospodarstwa i nękano przymusowymi dostawami oraz wyrzucani z mieszkań i domów tak zwani inteligenci pracujący czyli lekarze, nauczyciele i przedwojenni urzędnicy.

Jeżeli nasi opozycjoniści kontraktowi nie zamierzali zrezygnować ze swych zdobyczy i przywilejów jasne było, że tak poprowadzą transformację ustrojową żeby ich środowisko czyli stalinowska grupa interesu nic nie straciło, a nawet zyskało. Naiwnością było zatem powierzenie im przywództwa. Jednak dysydenci ze stalinowskiej grupy interesu nie tylko chcieli zachować a nawet powiększyć swój stan posiadania kosztem społeczeństwa, lecz chcieli zachować dobre imię czyli honor.

Marzec'68.  Fot. Arch TGF
Marzec’68. Fot. Arch TGF

Rezultatem było trwające przez ćwierćwiecze zakłamywanie historii, a raczej pisanie jej nowej wersji, zgodnie z którą frakcyjna walka bezpieczniackich gangów jaką były wydarzenia 68 roku awansowała do roli pierwszego niepodległościowego zrywu, a żołnierze wyklęci do tej pory nie doczekali się uhonorowania.

Historii, w której wobec społeczeństwa stosuje się kłamliwą pedagogikę wstydu i upokorzenia. Bez żadnej legitymacji z naszej strony potomkowie bezpieczniackich rodzin biją się w nasze piersi obarczając nas odpowiedzialnością za zbrodnie niemieckie oraz zbrodnicze operacje swoich rodziców takie jak na przykład pogrom kielecki.

Mityczna wspólnota światopoglądowa była z naszej strony typowym przejawem myślenia życzeniowego. Należało zrozumieć i przyjąć bez urazy, że nigdy nie było nam „po drodze”. Bo jak mówi Pismo Święte: „wraca pies do wymiocin swoich”.

Należało również przyjąć do wiadomości, że nie było nic złego czy niewłaściwego w chwilowych sojuszach. Tak jak nie było nic złego w obejmowaniu dysydentów opieką przez Kościół, ani w ich produkowaniu się w kościelnych salach.

Natomiast przy pierwszych przejawach odwracania steru o 180 stopni należało ten ster wyjąć im z rąk.

  • Tekst drukowany w ostatnim numerze Warszawskiej Gazety

 

Izabela Brodacka 

Zdjęcie główne: Korzenie. Lech Wałęsa, Lech Kaczyński, Jacek Kuroń. Fot. Arch. TGF  / wybór wg.PCO


Więcej felientonów pani Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu   
>   >    TUTAJ .


Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.08.20

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann