Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26): Prawda o Żydokomunie


Tak jak wiecznym i fałszywym mitem ma być teza o istnieniu w Polsce „Żydokomuny” tak bezspornym faktem istniejącym w świadomości światowej opinii publicznej ma być polski zwierzęcy antysemityzm oraz współudział Polaków w Holokauście.

W 2012 roku ukazała się praca byłego posła PO, a obecnie dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, Pawła Śpiewaka zatytułowana „Żydokomuna. Interpretacje historyczne” , w której autor po raz kolejny wchodzi w buty środowisk żydowskich idąc w zaparte i twierdząc, że „Żydokomuna to mit”.

Dlatego też warto na spokojnie zastanowić się nad tym czy mamy do czynienia z kolejnym wymysłem „polskich antysemitów”, którzy wyssali sobie Żydokomunę z brudnych paluchów czy może ten wstydliwy historyczny fakt jest celowo i z premedytacją zakłamywany, jako bardzo kompromitujący i haniebny dla Żydów?

Sądząc po tym, co czyni kłamliwa światowa propaganda – niestety także przy współudziale nadwiślańskich szabes goi, zdrajców i pożytecznych idiotów – do bicia się we własne antysemickie piersi będzie w najbliższym czasie jeszcze niejedna okazja.

Może, więc warto przyjrzeć się tej „Żydokomunie” nieco bliżej? Zwłaszcza, że nie raz przekonaliśmy się o tym, że środowiska żydowskie, jeżeli już biją się w piersi to najczęściej w cudze.

Oczywiście przekonywującymi i decydującymi dowodami na istnienie Żydokomuny nie mogą być tylko same słowa świadków tamtych czasów, którzy ową „Żydokomunę” dostrzegali, ale mimo to je przytoczę.

Maria Dąbrowska w swoich dziennikach notuje pod datą 17 czerwca 1947 r.: „UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków”.

A pod datą 27 maja 1956 r. ta sama Dąbrowska pisała: „Ostatnimi tygodniami byłam w Nieborowie w towarzystwie samych Żydów oprócz Anny i Bogusia. Częste ich rozmowy o wzrastaniu antysemityzmu. Czemu dziś sami są częściowo winni – bo jak można było dać sobą obsadzić wszystkie ‚kluczowe pozycje’ życia Polski: prokuratury, wydawnictwa, ministerstwa, władze partii, redakcje, film, radio itp.”

Jedną z żydowskich emigrantek 1968 roku i niezłomną tropicielką polskiego antysemityzmu była Alina Grabowska. Mimo to sama przyznała na łamach paryskiej Kultury z grudnia 1969 roku: „W pierwszych latach powojennych (a nawet i później) znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi”.

Dzienniki prowadził również nieodżałowany Stefan Kisielewski. Oto zapisek z:

18 października 1968 roku: „Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało, kto chciał się tego podjąć z gojów (…)”.

4 listopada 1968 roku pisał tak: „Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego, że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (…)”.

Oczywiście mogą to być subiektywne, niemające związku z rzeczywistością opinie cytowanych osób.

Wielki żal, jaki do ubowców, sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia czuła zmarła nie tak dawno Maria Fieldorf-Czarska też był zapewne nieuzasadniony i wynikał z tego jak twierdzi środowisko „Gazety Wyborczej”, antysemityzmu zrodzonego z europejskiej ciemnoty. Mówienie, że za zbrodnią sądową jej ojca, polskiego bohatera i patrioty od początku do końca stali Żydzi razi salonowców. Fakt, nie ma w tym za grosz wyczucia politycznej poprawności, choć jest to stuprocentowa prawda.

Teraz od cytatów i osobistych odczuć wymienionych wyżej „zwierzęcych antysemitów” przejdźmy do suchych liczb i cyfr.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej liczba ludności polskiej zamieszkałej w PRL wynosiła 24 miliony, a ilość ludności pochodzenia żydowskiego w latach 1947-49 ustabilizowała się na poziomie 100 000 osób. Łatwo obliczyć, że stanowiło to 0, 42% ogółu mieszkańców Polski.

W 1989 roku sprytnego zabiegu dokonała Krystyna Kersten. W pracy, „Żydzi – władza komunistów”. Zsumowała ona wszystkich zatrudnionych w MBP pracowników w liczbie 25,6 tys. i ogłosiła upadek mitu o Żydokomunie, gdyż w tej liczbie znalazło się 438 osób pochodzenia żydowskiego. Wyszło jej, że stanowili oni 1,7% ogółu zatrudnionych. Tylko czterokrotna nadreprezentacja, czyli według Krystyny Kersten tyle, co nic.

Cały sens tej manipulacji polegał na tym by uniknąć wykazywania procentowego udziału Żydów w aparacie represji, na najwyższych, kierowniczych stanowiskach. A to właśnie tam zapadały decyzje o fingowanych procesach polskich patriotów i mordowaniu „żołnierzy niezłomnych”.

Warto tu przytoczyć diametralnie inne dane podawane przez sowieckiego doradcę MBP płk Sieliwanowskiego, który w raporcie skierowanym do Berii i datowanym na 20 października 1945 roku informował:

„[…] W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego pracuje 18, 7 proc. Żydów, 50 proc. stanowisk kierowniczych zajmują Żydzi. W I Departamencie tego Ministerstwa pracuje 27 proc. Żydów. Zajmują oni wszystkie stanowiska kierownicze. W Wydziale Personalnym – 23 proc. Żydów, na stanowiskach kierowniczych – 7 osób. W Wydziale ds. Funkcjonariuszy (inspekcja specjalna) –33,3 proc. Żydów, wszyscy zajmują odpowiedzialne stanowiska. W Wydziale Sanitarnym MBP – 49,1 proc. Żydów, w Wydziale Finansowym – 29,9 proc. Żydów”.

Jeszcze dalej poszedł w 1949 roku ambasador Wiktor Lebiediew pisząc:

„[…] w MBP poczynając od wiceministrów, poprzez dyrektorów departamentów, nie ma ani jednego Polaka, wszyscy są Żydami”.

Ostatnia praca na ten temat, której wiarygodności do dziś nikt nie podważył, to opracowanie znanego z prac na „Łączce”, Krzysztofa Szwagrzyka z Wrocławskiego IPN zatytułowane „Żydzi w kierownictwie UB. Stereotyp czy rzeczywistość?”

Oto fragment:

„Analizie poddano zawartość Informatora MSW oraz akt osobowych 450 osób zajmujących kierownicze stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego oraz 249 z Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, uzupełnioną o dane zaczerpnięte z innych źródeł. Jak pokazują jej wyniki, w latach 1944–1954 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 było pochodzenia żydowskiego (37,1 proc.).”

Przypominam jeszcze raz, że ludności pochodzenia żydowskiego było w Polsce w tym okresie 0,42%. Dlatego nie dziwi końcowy wniosek autora pracy, który pisze:

„W świetle zaprezentowanych danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i jako taka odzwierciedla fakt historyczny.”

Oczywiście można tak jak pseudo-historyk i kłamca Gross powiedzieć, że: „Komuniści pochodzenia żydowskiego […] pracowali w bezpieczeństwie, jako komuniści, a nie, jako Żydzi”, ale wtedy Pani Alina Cała, sam Gross i cała reszta tropicieli polskiego zwierzęcego antysemityzmu nie powinni winić całego polskiego narodu za udział w holokauście i posądzać ich o antysemityzm oraz przyjąć, że na przykład Polak, z chwilą podjęcia się obrzydliwego procederu szmalcownictwa przestawał być Polakiem i działał już nie jako Polak, ale szmalcownik.

Jak to jest, że pseudo-historyczne prace Grossa zdobywają rozgłos na całym świecie, a świetne historyczne opracowanie prof. Szwagrzyka nie przebiło się nawet do polskiej opinii publicznej? Myślę, że wpisuje się to wszystko w proces pisania historii na nowo.

Można, a nawet trzeba mówić głośno o Polakach, jako zbrodniarzach i antysemitach, lecz już Niemców, głównych sprawców zbrodni nazywa się dziś nazistami, a naród niemiecki coraz wyraźniej przedstawiany jest, jako pierwsza ofiara zbrodniczej polityki Hitlera.

Tak, więc według obowiązującej dzisiaj wykładni, Żyd w momencie, kiedy stawał się komunistycznym zbrodniarzem przestawał być Żydem, zaś Niemiec mordujący Żydów przeistoczył się automatycznie w nazistę. Ciekawy jestem ile kosztowałoby Polskę to, aby zostać objętym tym wymyślnym i pomysłowym mechanizmem zdejmowania odpowiedzialności za zbrodnie z narodów zgodnie z aktualną „mądrością etapu”? Jaka jest na dziś cena uwolnienia się z zarzutu zbrodni, której się nigdy nie popełniło?

Czy wypłacając „Przedsiębiorstwu Holokaust” 65 miliardów moglibyśmy już liczyć na spokój?

Wielką tragedią dla polskiego i żydowskiego narodu jest coś jeszcze.

Przed wojną na Komunistyczną Partię Polski będącą sowiecką agenturą, której kierownictwo zdominowane było przez Żydów głosowało zaledwie 7 procent ludności żydowskiej zamieszkującej Polskę. Świadczy to może nie tyle o ich lojalności wobec II RP, ale na pewno o antykomunizmie większości polskich Żydów.

Niestety po II wojnie światowej to żydowscy komuniści, którzy wkroczyli do Polski wraz z armią czerwoną oraz przedstawiciele tych siedmiu procent ich przedwojennych zwolenników zaczęli nadawać ton i to oni rozsiedli się w Polsce Ludowej na szczytach władzy.

Unikanie dzisiaj choćby tylko historycznej odpowiedzialności za piekło, jakie urządzili Polakom w latach 1944-56 jest ich wielka hańbą.

(…)

Źródła:

1 .Biuletyn IPN nr 11 (58) 2005 rok
2. Krzysztof Szwagrzyk – „Żydzi w kierownictwie UB. Stereotyp czy rzeczywistość?”
3. J.T. Gross, „Upiorna dekada”, s. 93–94.
4. K. Kersten, „Żydzi – władza komunistów” s. 84
5. Teczka specjalna J.W. Stalina. Raporty NKWD z Polski 1944–1946, wybór i oprac. T. Cariewskaja, A. Chmielarz, Warszawa 1998, s. 421.
6. „Polska w dokumentach z archiwów rosyjskich 1949–1953”, Warszawa 2000, s. 46.

 

Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26)

Publicysta tygodników Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia

 

 

Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  >  >  >  > TUTAJ . 

 

  • Zdjęcie główne: Narada funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego PRL (MBP). Fot. historia.org.pl / Wybór wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2015.09.07

Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz