Romuald Starosielec: Polska ucieczka od wolności


polityka-polska-logo

Widzimy na co dzień ułomność naszego systemu politycznego. A przecież w czasie ostatnich 26 lat, państwo polskie miało rzadką w swej historii możliwość nieskrępowanego kształtowania swego życia wewnętrznego. Mieliśmy bezpieczne granice a wokół nas koniunkturę gospodarczą. Mieliśmy olbrzymie potrzeby infrastrukturalne, socjalne i społeczne, gwarantujące przy odpowiedniej polityce, stałą wieloletnią koniunkturę gospodarczą. Ale przede wszystkim mieliśmy olbrzymi, wykorzystany tylko w niewielkim stopniu, potencjał ludzki.

Wydawać by się mogło, że skazani jesteśmy na sukces. Co więc się stało, że z Polski wyjechało za chlebem 3 miliony ludzi? Dlaczego chce uciec z kraju niemal połowa obecnie kształcącej się młodzieży?! Co zadecydowało, że w przyroście naturalnym, z czołowego miejsca w Europie, w ciągu ostatnich lat, spadliśmy na przedostatnie miejsce na świecie?

Co się stało, że w życie publiczne angażują się tylko nieliczne jednostki, a do wyborów chodzi średnio co trzeci z nas? Co się z nami dzieje, że widząc te patologie, ba, nawet głośno i na każdym kroku je komentując, zamykamy się w swym ciasnym egoizmie dnia codziennego, całkowicie niezdolni do jakiegokolwiek zorganizowanego wysiłku?

Zadajemy sobie nawet pytanie, czy państwo polskie przetrwa przez kolejne pokolenie? Przecież, przez ostatnie 26 lat, nie było wojen, kataklizmów, rewolucji. Jak to się stało, że doszliśmy do takiego stanu? Z pewnością będzie tu miała wiele do powiedzenia dzisiejsza psychologia społeczna, ale myślę, że jeszcze nasze wnuki będą na seminariach studiować, jak to się stało, że ich przodkowie, żyjący na przełomie XX i XXI wieku, mając tak wielką cywilizacyjną szansę, sprowadzili się sami do roli rezerwuaru taniej siły roboczej, służącej swym bogatym bliższym i dalszym sąsiadom?

Co się stało z tym wielkim ruchem „Solidarność” z lat 1980-1981? Naród powstał wówczas z kolan, i w jednej chwili zorganizował się, jak niegdyś konfederacja barska, w dziesięciomilionowy związek wolnych obywateli, pod sztandarem walki o wiarę, godność, wolność sumienia i odbudowę państwa. Stworzyliśmy wówczas wizję społeczeństwa opartego na współpracy i solidaryzmie, jakże dalekiego od dzisiejszego egoizmu. Pragnęliśmy państwa opartego na ładzie moralnym, stwarzającego warunki do rozwoju materialnego i duchowego, dla każdego bez wyjątku członka wspólnoty, każdego dziecka, każdej rodziny. Jakże byliśmy wówczas blisko od stworzenia systemu życia zbiorowego, opartego na katolickiej nauce społecznej. Co nam zostało dzisiaj z tego wielkiego zrywu? Darwinizm społeczny, indywidualistyczny liberalizm, prywata i samotność „emigracji wewnętrznej” i tej zarobkowej.

Co zrobiliśmy z naszą wolnością uzyskaną w pamiętnym 1989 roku? Uciekliśmy od niej. Daliśmy sobie wmówić, że przy okrągłym stole, dawni i obecni towarzysze, podzielili się władzą i państwowym majątkiem, że są silni, solidarni i wszystko mogą. Lecz, przede wszystkim, daliśmy wmówić sobie, że polityka to „brudna sprawa”, że człowiek porządny nie może się nią zajmować, a nawet nie powinien się nią interesować. Został na nas dokonany na olbrzymią skalę zabieg socjotechniczny, którego skutków nie jesteśmy w stanie dostrzec i zrozumieć. To jest najistotniejszy powód naszej ucieczki od wolności.

W rezultacie tego, nie chcemy zajmować się polityką. Uważamy, że polityka to pole brutalnej walki, gdzie nie obowiązują żadne cywilizowane zasady, że to pole popisu dla różnego rodzaju agentów, wariatów, nawiedzonych szaleńców i narkomanów władzy. Nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. Tym bardziej więc polskie życie publiczne wypełnia się ludźmi tego typu. Swój los, świadomie i dobrowolnie, oddajemy w ręce tych, którymi gardzimy. Nie idziemy na wybory i poczytujemy to sobie za zaszczyt. Trudno wyobrazić sobie większy społeczny nonsens. Nasza ucieczka od wolności sprawiła, że politycy, uznali nas nie za podmiot i jedyne źródło władzy, a za tandetny element dekoracji, mający uzasadnić sens istnienia teatru, w którym oni występują w roli niezastąpionych aktorów. Oddaliśmy im władzę dobrowolnie i bez przymusu. Nawet ci z nas, którzy chodzą głosować, nie starają się rozliczyć swych wybrańców z obietnic wyborczych, skazując się na rolę kolejnej dekoracji teatralnej, z tą różnicą, że uznawanej za nieco mniej tandetną od pierwszej. W tych warunkach wykształciła się w Polsce bardzo specyficzna klasa polityczna; służalcza wobec swych decydentów, pełna pogardy wobec mało wymagających wyborców i nade wszystko leniwa i umysłowo bezpłodna. To właśnie jest główny i zasadniczy powód całkowitego upadku polskiej myśli politycznej, a co za tym idzie, upadku realnej polskiej polityki.

Naród, żyjący w tym miejscu w Europie, nie może bezkarnie uciekać od polityki. Gdybyśmy żyli gdzieś w Norwegii, Islandii czy Nowej Zelandii, być może, stać by nas było na taką nonszalancję. Ale przyszło nam żyć między Bałtykiem a Karpatami, w przewężeniu Niziny Wschodnioeuropejskiej, łączącej od wieków Wschód z Zachodem, w miejscu wędrówek ludów i obcych armii. Przyszło nam żyć na styku przeciwstawnych systemów religijnych i cywilizacyjnych, rywalizujących ze sobą kultur i agresywnych państw. W naszym położeniu, ucieczka od polityki to nie głupota, to zbrodnia. Zbrodnia wobec naszych mądrych i walecznych przodków, którzy potrafili w tym miejscu Europy stworzyć wielką, oryginalną na miarę czasów nowożytnych kulturę, ale również wobec przyszłych pokoleń, którym winniśmy to wielkie dziedzictwo, wzbogacone naszym trudem, przekazać bez uszczerbku.

Ucieczka od polityki, to powrót do starych błędów, wyrażający się w przekonaniu, ze jeżeli my nikomu nie zagrażamy, nikt nie będzie miał powodu, by zagrozić nam. Do tego doszła jeszcze bezrozumna wiara w sojusze. Naiwnie sądzimy, że jeżeli my, jako sojusznicy, dotrzymamy umowy, druga strona również jej dotrzyma. Uczciwość innych mierzymy własną uczciwością. Tymczasem, staliśmy się niewiele znaczącym pionkiem na wielkiej światowej szachownicy, wciśniętym między dużo mocniejsze figury, rozgrywane przez wielkich mocarzy. Uczciwość zamieniliśmy na naiwność, którą do woli wykorzystują nasi wrogowie. Dlatego, aby zachować swą wolność, musimy stworzyć własny system bezpieczeństwa, oparty na sprawnym, bezkonfliktowym społecznie i ekonomicznie państwie, silnej gospodarce i obywatelskiej armii. Sojusze mogą być ważnym dopełnieniem tego systemu, ale nigdy nie będą w stanie go zastąpić.

Czym zakończy się ta nasza ucieczka od wolności? Czy będziemy biernie czekać na to, co ustalą między sobą, nasi przeciwnicy? Niegdyś już rozdzierali nas jak „postaw czerwonego sukna”. Wówczas wyszliśmy zwycięsko, dzięki zrywowi, który zapoczątkowała obrona Częstochowy i lwowskie śluby Jana Kazimierza. Czy stać nas na podobny zryw dzisiaj?

Romuald Starosielec

 

Źródło: Miesięcznik POLITYKA POLSKA, Nr 1/MAJ/2015, str. 121, rozdział Społeczna strtegia narodowa. Zdjęcie – fragment okładki miesięcznika, fot. Sean Gallup/Getty Images.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2015.09.09

Materiały nadesłane

Autor: Materiały nadesłane