Aleksander Ścios: O PUTINIE, RABINIE I KOZACH


Bez Dekretu

 

Gra, jaką od kilku miesięcy prowadzi Putin, przypomina sytuację ze starego dowcipu o Żydzie, rabinie i kozie. Nie jest to kombinacja nazbyt złożona i jak wszystkie zagrywki kremlowskiego satrapy opiera się na słusznym założeniu, że ma do czynienia z użytecznymi „miłośnikami pokoju”, zaprzyjaźnioną agenturą i stadem przestraszonych głupców.

W opublikowanym przed miesiącem tekście „Dlaczego nie usłyszę – „My wygrywamy oni przegrywają?”, przypomniałem słowa Michaela Reagana, najstarszego syna prezydenta USA, który przed trzema laty, w wywiadzie udzielonym “Naszemu Dziennikowi” podzielił się refleksją:

Rosja jest traktowana w ten sposób, ponieważ Stany Zjednoczone opuściły Polskę, a Polska, podobnie jak Czechy i inne kraje tego regionu, musi sama dbać o zabezpieczenie tyłów. Stany Zjednoczone zabezpieczają swoje tyły przez kłanianie się Putinowi, którego marzeniem jest rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie. To on pociąga za sznurki na Bliskim Wschodzie, ale nikt nie mówi o tym głośno. Sytuacja przypomina tę sprzed prezydentury mojego ojca: wiemy, jak jest naprawdę, ale lepiej tego nie mówić głośno. Ktoś musi się jednak na to zdobyć.”

Scenariusz nakreślony przez Michaela Reagana, jest dziś realizowany na oczach „wolnego świata”. Rosyjskie zagrywki z „uspokojeniem” Iranu oraz zaangażowaniem armii Putina w „konflikt syryjski”, nie tylko zmuszają Amerykę do „zabezpieczania tyłów”, ale stają się najmocniejszą kartą światowych bandytów.

Nie ma też wątpliwości, że najazd muzułmańskich hord na Europę oraz „oficjalna” interwencja Putina w Syrii, należą do wydarzeń, które należy ze sobą kojarzyć. Taką zależność dostrzega dziś wielu analityków, ale tylko nieliczni mają odwagę wskazania celu tej kombinacji.

Rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie” -wydaje się scenariuszem realnym, ale nie jedynym. Poprzez prosty zabieg propagandowy i ostentacyjne wysłanie kilkuset żołnierzy do Syrii, Putin już osiągnął ogromny sukces. Stał się bowiem „głównym rozgrywającym”  w tym regionie świata i za niewielką cenę przyoblekł się w szatę „gwaranta pokoju”.

Zabiegom tym towarzyszą tak spektakularne gesty, jak otwarcie w Moskwie ogromnego (na 15 tys. wiernych) meczetu i zaproszenie przedstawicieli kilkunastu państw świata muzułmańskiego. Człowiek, na którego rozkaz wymordowano 250 tys. Czeczenów (1/4 narodu) objawił się podczas tej hucpy jako „gołąbek pokoju” i dokonał wiążącej „wykładni teologicznej” islamu – „Widzimy, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, gdzie terroryści z tzw. Państwa Islamskiego kompromitują wielką, światową religię – islam; sieją nienawiść, mordują ludzi, w tym duchownych; w sposób barbarzyński niszczą pomniki kultury światowej. Ideologia IS oparta jest na kłamstwach, na otwartym wypaczaniu islamu” – grzmiał prezydent Rosji.

Wprawdzie Rosjanie wspierają reżim Assada  „od zawsze”, zaś doradcy ze służb Putina mają stałe miejsce w otoczeniu syryjskiego satrapy, trzeba było militarnej inscenizacji i wysłania do Europy tysięcy „imigrantów”, by administracja Obamy odkryła ten fakt.

Putin zaś szybko dostrzegł, że im więcej najeźdźców przeszmuglują do Europy doradcy z FSB (często we współpracy z ludźmi ISIS), tym mocniejsza będzie jego pozycja, jako tego, który może zagwarantować „spokój” na Bliskim Wschodzie i położyć tamę fali imigracji. Tak postrzegają to również Amerykanie, ograniczając się do nieśmiałych reakcji i wyczekiwania na kolejne posunięcia pułkownika KGB. Wprawdzie reżim Assada i tak skazany jest na agonię (dziś kontroluje ok.30 proc terytorium, podczas gdy ISIS-60 proc, zaś Kurdowie i powstańcy10 proc), to zainstalowanie w tym regionie jednostek armii rosyjskiej, tworzy całkowicie nową sytuację i nowe zagrożenia.  W ocenie Amerykanów, na tyle poważne, że są gotowi traktować Putina jako mocnego gracza i przyznać mu prawo reprezentowania interesów syryjskiego ludobójcy. Niewykluczone, że podczas najbliższej sesji ONZ dojdzie do spotkania Putina z Obamą, a temat syryjski stanie się odtąd główną troską USA w zakresie „zabezpieczania tyłów”.

Rezerwę wobec działań Moskwy zachowuje także Izrael, licząc, że dzięki Rosji zapewni sobie spokój z Iranem. Rozpoczęcie tej gry, dopiero po podpisaniu tzw. porozumienia w sprawie programu atomowego, nie jest przypadkowe, bo deklaracje irańskie dają Rosjanom dodatkowy argument przetargowy.

Za jeden z najważniejszych czynników, pozwalających łączyć zamysły Putina z „falą imigracji” uważam jednak zachowanie Angeli Merkel – najwierniejszej (i najważniejszej) sojuszniczki Kremla. To ona odpowiada za bezprecedensowe „zaproszenie” hord muzułmańskich oraz wytworzenie atmosfery sprzyjającej kolejnym najazdom. Bez jej pomocy, „operacja z kozą” nie byłaby możliwa. Wbrew obowiązującej narracji, nie uważam, by kanclerz Niemiec miała popełnić jakikolwiek „błąd” polityczny.

W czasie minionych miesięcy, można przywołać co najmniej kilkanaście wypowiedzi polityków niemieckich, w których pobrzmiewała propagandowa zapowiedź dzisiejszej pozycji Putina. Za wzorcowe uważam słowa ministra spraw zagranicznych Franka Steinmeiera, który już w sierpniu br., podczas odprawy niemieckich ambasadorów, rozgłaszał, że „Rosja znów powinna być zaangażowana w rozwiązywanie międzynarodowych kryzysów” i podkreślał, że „konflikt syryjski nie znajdzie rozwiązania bez udziału Rosji”.

Putin może także liczyć na pomoc dyplomatyczną Watykanu, który w zachowaniu reżimu Assada dostrzega jedyną szansę na ocalenie syryjskich chrześcijan i ograniczenie ekspansji islamistów. Trzeba pamiętać, że wielu hierarchów nadal upatruje w kremlowskim watażce „męża opatrznościowego dla świata„, (jak polscy biskupi nazwali putinowskiego wysłannika –Cyryla). Nie wykluczam, że określany „nieprzemyślanym” apel papieża Franciszka, by „każda parafia, każdy klasztor i każde sanktuarium w Europie przyjęły jedną rodzinę uchodźców”, znajduje także uzasadnienie w intencjach politycznych Watykanu. Ważnym znakiem będzie też trzecie spotkanie Franciszka z Putinem, do którego najprawdopodobniej dojdzie podczas wizyty papieża w siedzibie ONZ.

Wobec tak sprzyjającej konfiguracji, nic nie stoi na przeszkodzie, by władca Kremla po raz kolejny sięgnął po prostacką kombinację „z kozą”. Tego rodzaju kombinacje operacyjne, były wielokrotnie stosowane przez służby sowieckie i do dziś stanowią ważne narzędzie kreowania rzeczywistości. Polegają one na wytworzeniu określonych zdarzeń lub sprowokowaniu pożądanej sytuacji, wobec których przeciwnik będzie zmuszony podjąć reakcje korzystne dla interesów agresora. Jak w przypowieści o Żydzie, rabinie i kozie, chodzi zatem o celowe wywołanie pewnego problemu. Jego rozwiązanie daje następnie (pozorne) poczucie ulgi oraz kreuje „doradcę-rabina” na wybawcę.

W minionych latach wielokrotnie byliśmy świadkami prowokowania zdarzeń, których późniejsze skutki służyły wyłącznie interesom Putina. Przypomnę o niektórych.

Wysadzenie bloków mieszkalnych w Moskwie, otworzyło przed oficerem KGB drogę na szczyty władzy i sprawiło, że Rosjanie zaczęli go postrzegać jako „silnego człowieka”, który uchroni ich przed „czeczeńskim terroryzmem”. Przewerbowanie braci Carnajewów przez służby Kadyrowa i zlecenie im zamachu w Bostonie, pozwoliło z kolei uderzyć w amerykański system bezpieczeństwa i wytworzyć przeświadczenie o „zagrożeniu czeczeńskim”. Celem było uwiarygodnienie Putina  w roli „partnera w walce z islamskim terroryzmem” oraz uczynienie z kremlowskich bandytów „ważnego sojusznika państw natowskich”. Tam również zagrano kartą syryjską. Przypomnę, że tuż po zamachu bostońskim rosyjskie MSZ oświadczyło, że „Rosja jest zaniepokojona wzrostem zainteresowania członków międzynarodowej organizacji terrorystycznej Al Kaida Syrią, którą ta organizacja planuje przekształcić w swój najważniejszy przyczółek na Bliskim Wschodzie”. Kilka dni później taką opinię powtórzył minister spraw zagranicznych Rosji Ławrow, ostrzegając, iż „próba wojskowego rozwiązania kryzysu w Syrii grozi wybuchem terroryzmu”.

W obecnej kombinacją, ową putinowską „kozą” jest oczywiście „problem imigracyjny”, wywołany równie szybko i nieoczekiwanie, jak następująca po nim rosyjska oferta wsparcia działań USA i Zachodu w walce z ISIS.

Ale nie jest jedyny cel kombinacji. Nie należy też sądzić, że pomocna dłoń Merkel została wyciągnięta wyłącznie z powodu archiwów Łubianki.

W zakresie wywołania „imigracyjnego tsunami”, rosyjskie służby (nie wykluczam, że działające „pod obcą banderą”)  mogły z pewnością liczyć na ścisłą współpracę „państwa islamskiego”. Łatwe zainstalowanie w Europie setek (lub nawet tysięcy) komórek terrorystycznych, stanowi dostateczny argument, by zaangażować  islamskich przemytników i ukryć prawdziwych inspiratorów tego przedsięwzięcia.

Za sprawą Niemiec, „fala imigrantów” wywołała też inny pożądany efekt – skutecznie skłóciła i zdezintegrowała państwa UE. Odwróciła także uwagę od Ukrainy i przeniosła pozycję przetargowa Putina na całkowicie inny poziom. Można przypuszczać, że Kreml wkrótce wykorzysta nową sytuację i utrwali zdobycze agresji na Ukrainę.

Korzyści z obecnej kombinacji odniosą również Niemcy i bynajmniej nie chodzi tu (jak sądzą niektórzy) o demografię. Szantaż zastosowany przez Merkel i jej polityków wobec państw przeciwnych przyjmowaniu „imigrantów”, już okazał się niezwykle skuteczny. Taka sytuacja pozwoli ustalić trwałą zasadę dyktatu niemieckiego w UE i da Niemcom mocny argument przetargowy w rozdziale środków europejskich i stanowisk urzędniczych.  Jeśli Niemcom uda się przeforsować przymus przyjmowania „imigrantów”, będziemy mogli mówić o UE – jako o stałym protektoracie Berlina. Ponieważ rosyjska agentura natychmiast uruchomiła propagandową ofensywę światowego lewactwa, Niemcy odniosą także niebagatelną „korzyść wizerunkową”, kreując się na państwo solidarne i „wyczulone na ludzką krzywdę”. W perspektywie wspólnych planów Moskwy i Berlina (m.in. dotyczących fałszowania historii), ma to pierwszorzędne znaczenie.

Biorąc pod uwagę przerażającą słabość Zachodu oraz niemoc i głupotę obecnej administracji USA, jest więcej niż pewne, że rosyjski watażka wprowadzi nam wkrótce kolejne „kozy” i zagra o jeszcze większą stawkę.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/09/opozycja-demokratyczna-czyli.html , 23 września 2015

 

  • Na zdjęciu: Żyd z kozą. Fot. zydzipolscy.pl za (janadamski.eu) / Wybor wg.pco


Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu 
  
>   >   >   TUTAJ.


Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.09.24

Avatar

Autor: Aleksander Ścios