Aleksander Ścios: AKSAMITNA ZDRADA


Bez Dekretu

Od czasu, gdy kandydat na marszałka Sejmu Bronisław Komorowski, w reakcji na wezwanie przez Komisję Weryfikacyjną WSI oświadczył- „Pan Macierewicz powinien zniknąć”, osoba likwidatora Wojskowych Służb Informacyjnych należy do najczęściej atakowanych przez reżimowe ośrodki propagandy. Ta nieskrywana nienawiść do Antoniego Macierewicza ma całkowicie racjonalną podstawę. Likwidacja WSI – owego „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa” (jak określił służbę prof. Andrzej Zybertowicz) sprawiła, że triumwirat III RP (służb-biznesu-polityki) został mocno zdezorganizowany i osłabiony. Skuteczność i konsekwencja działań Macierewicza wywołuje zatem wściekłość środowiska agenturalnego i sprawia, że jest on politykiem szczególnie znienawidzonym przez komunistycznych sukcesorów.

Już od roku 2007 ,bezwzględnym priorytetem rządu Donalda Tuska stało się przywrócenie wpływów środowiska WSI i powrót do wzorca służb ustalonego w roku 2004. Z chwilą przejęcia władzy przez PO-PSL, wszelkie działania zostały ukierunkowane na zablokowanie procesu weryfikacji żołnierzy WSI, przejęcie nowo powstałych służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz reaktywację pokomunistycznego układu. Stałym elementem operacji, prowadzonych m.in. przez rządowe ośrodki propagandy, była kampania oszczerstw i pomówień pod adresem Antoniego Macierewicza oraz towarzysząca jej akcja dezinformacji na temat skutków likwidacji wojskowych służb. Działania te zostały zintensyfikowane po powstaniu parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej i powierzeniu Macierewiczowi funkcji przewodniczącego.

„Mamy kolejny ‘Raport Macierewicza’, tym razem na temat katastrofy smoleńskiej. Wierny harcownik Kaczyńskiego ponownie wkroczył do akcji i przy pomocy sprawdzonych, skutecznych metod sączy do głów Polaków to, co stanowi istotę bytu politycznego PIS-u, jad nienawiści zakamuflowany miłością do ojczyzny. […] Szokuje wszystkich prawdą objawioną, prezentując mieszankę faktów i mitów i wyciągając z tej papki niewiarygodne wnioski, zawsze jednak służące konkretnemu celowi. Tym razem ma udowodnić, że katastrofa była zamachem i do tego z dużym prawdopodobieństwem udziału ekipy rządzącej” – pisał w roku 2011 anonimowy autor ze stowarzyszenia „Sowa”, założonego prze byłych oficerów WSI.

Kampanie „straszenia” Macierewiczem lub rozgrywania wypowiedzi polityka w kontrze do „umiarkowanego” stanowiska PiS, weszły do kanonu działań propagandowo-dezinformacyjnych III RP.

Nie jestem zaskoczony, że najnowszą odsłonę kombinacji zapoczątkowały teksty opublikowane w jednym z mediów zwanych „niezależnymi”. W poprzednich latach zasłynęło ono „rozprowadzaniem” takich postaci, jak Kowal, Wipler, Gowin czy TW”Tamiza” oraz prowadzeniem szeregu ciekawych gier wyborczych (np. związanych z R. Czarneckim i jego projektem „prawyborów prezydenckich” w PiS).

Dywagacje Piotra Zaremby –„Wiemy kto będzie w rządzie PiS” („wSieci z 13.09.br) w których ów „analityk” namaścił likwidatora WSI na szefa MON, sam Antoni Macierewicz nazwał „grą medialną bez żadnego specjalnego znaczenia merytorycznego”. Dla porządku przypomnę, że ten sam „analityk” w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie (sierpień 2014) wydedukował, iż „kandydatem PiS na prezydenta będzie pewnie prof. Piotr Gliński. Na 90 proc., bo poszukiwania się nie skończyły”.

Natychmiast po opublikowaniu obecnych dywagacji Zaremby, sztab PO nazwał „wSieci” „pismem poczytnym i szanowanym” zaś minister Siemoniak wezwał Macierewicza (jako przyszłego szefa MON) do debaty. Politycy PO podkreślali przy tym, że ich propozycja to reakcja na publikację tygodnika. Tego samego dnia, „wSieci” podjęło próbę kontynuacji tematu i przepytano Antoniego Macierewicza – czy „szykuje się już do objęcia stanowiska” oraz dociekano – czy „gotów jest stanąć do debaty z Siemoniakiem”? Odpowiedzi likwidatora WSI musiały nie zadowolić „niezależnych” żurnalistów. Nie zrezygnowali jednak ze wzmacniania fałszywego przekazu i 28.09. portal „wPolityce” prezentując wywiad A. Macierewicza udzielony „DGP”, nadał swojej publikacji tytuł –  „Exposé przyszłego szefa MON?”

Kilka dni później do akcji wkroczył TVN z TVP i Polsatem, tropiąc i manipulując wypowiedziami Macierewicza z Chicago i Toronto. Skorelowane z tym występy E. Kopacz oraz brednie wygłaszane przez pomniejszych funkcjonariuszy reżimu, pozwoliły ponownie nakręcić histeryczną kampanię nienawiści i pomówień. Wsparte na esbeckich mechanizmach z lat 70. i 80., stanowią one stały element „przekazu publicznego” III RP i mogą być organizowane tylko dlatego, że partia pana Kaczyńskiego od lat odmawia wsparcia Antoniemu Macierewiczowi i pozwala rozmaitym szumowinom na szkalowanie najuczciwszego polityka PiS.

Od dnia rozpętania kombinacji medialnej, za najważniejsze zadanie politycy tej partii uznali pragmatyczne „odcięcie” od poglądów Macierewicza.  Choć ze słów tego człowieka Polacy zawsze powinni być dumni, nie po raz pierwszy wygrał prymat wyborczego kuglarstwa nad prawdą i uczciwością. Jeśli ci sami ludzie twierdzą później, że „wokół Macierewicza stworzono zbyt negatywny wizerunek”, zdają się nie dostrzegać, że sami współuczestniczą w jego budowaniu.

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski, tego samego dnia pobiegł do TVN-u, by ogłosić, że nigdy nie rozmawiał z prezydentem na temat ewentualnej publikacji aneksu do Raportu i zadeklarować, że „rozpoczynamy temat, którego nie ma”, bo „w Polsce są sprawy, które wymagają większej uwagi niż kwestia aneksu”. W podobny, „pryncypialny” sposób zachowała się „kandydatka na premiera w rządzie PiS”, ogłaszając, że nie chciałaby „wpisywać się w strategię wyborczą Platformy Obywatelskiej”, bo „jest to narracja, którą od rana próbuje narzucić PO”.

Unikanie komentarza” do słów Antoniego Macierewicza zostało uznane za wielce „taktyczne” i „przezorne”, zaś tzw. wolne media określiły atak na wiceprezesa PiS mianem „prowokacji”, mającej zaszkodzić „merytorycznej wizji PiS”.

Umacnianiu tego przekonania służyły liczne publikacje, w których udowadniano, że ”Strasząc Macierewiczem Platforma mobilizuje swój elektorat. Nie pomagajmy jej. Zaostrzenie retoryki nie służy PiS„. Pod takim właśnie tytułem portal „wPolityce” zamieścił wywiad z byłym członkiem PiS Zbigniewem Girzyńskim. Kontynuując grę wokół wypowiedzi likwidatora WSI, zadano Girzyńskiemu sugestywne pytanie – „Antoni Macierewicz stał się tym „straszakiem” niechcący? Został nadinterpretowany? Czy świadomie powiedział coś ostrzejszego?”. Padła odpowiedź zgodna z oczekiwaniami i ów „mędrzec” pouczył Macierewicza – „powinien mieć świadomość, że w takim momencie kampanii wyborczej – na dwa i pół tygodnia przed wyborami, gdzie każde słowo się liczy, gdzie wszyscy na niego polują, a przecież jest to człowiek mający wieloletnie doświadczenie polityczne – więc wie, że każda taka rzecz może zostać wykorzystana przeciwko niemu. W jakiejś nieczystej rozgrywce. A więc wszyscy, którym zależy na sukcesie projektu politycznego, jakim jest rząd Beaty Szydło – powinniśmy pomagać”.

Tym razem jednak osiągnięto cel znaczenie ważniejszy, niż tylko straszenie „fanatyzmem” Macierewicza i rozgrywanie słabości polityków PiS-u. Nie można wykluczyć, że osiągnięcie tego celu było rzeczywistym powodem rozpoczęcia kampanii medialnej przez środowisko „niezależnych” mediów, zaś akcja ośrodków reżimowych posłużyła do wymuszenia określonych decyzji.

Okazało się bowiem, że jakiś partyjny „strateg” opozycji postanowił wykorzystać sprzyjający moment i jednym pociągnięciem osiągnąć podwójny efekt – definitywnie „spalić” kandydaturę Antoniego Macierewicza na ministra obrony narodowej oraz przekonać politycznych rywali, że przyszły rząd będzie reprezentował  „koncyliacyjne” i „merytoryczne” stanowisko w sprawach dotyczących sił zbrojnych. Ogłoszenie przez Beatę Szydło, iż „najbardziej prawdopodobnym kandydatem na szefa MON w moim rządzie jest Jarosław Gowin”, oceniam jako akt tyleż głupi, jak wyjątkowo podły.

Wyznaczenie na to odpowiedzialne stanowisko byłego członka partii reżimowej,  człowieka bez właściwości i cienia kompetencji, jest aktem głupoty, świadczącym o ignorowaniu przez PiS najważniejszego obszaru bezpieczeństwa Polski. Ogłoszenie tej decyzji w momencie natężenia nagonki na Antoniego Macierewicza, w chwili tryumfu nienawistnej i kłamliwej retoryki – uważam za szczególnie nikczemne i haniebne.

Wprawdzie w aksjologii  rozmaitych mędrków i „pragmatyków” politycznych, nie istnieją pojęcia z obszaru etyki i moralności, w tym wypadku  tylko one mogą podkreślać konsekwencje takiej decyzji.

Sformułowano bowiem wyraźny sygnał, że poglądy i oceny prezentowane przez Antoniego Macierewicza nie znajdują akceptacji wśród polityków PiS, a on sam nie może liczyć na wsparcie partyjnych kolegów. Od chwili, gdy szef parlamentarnego zespołu smoleńskiego oznajmił -„Magdalenki w sprawie Smoleńska, póki ja żyję, nie będzie” – takie sygnały były nadawane wielokrotnie. Tym razem wykazano jednak, że „radykalizm” i „kontrowersyjność” Macierewicza, to postawa odosobniona, której przyszły rząd oraz (co niemniej ważne) środowisko prezydenta Dudy, nie zamierza akceptować.

Ta „aksamitna zdrada” prowadzi do sytuacji, w której decydenci reżimu III RP otrzymali wyraźny przekaz – polityczną deklarację ze strony obecnej opozycji. Mając na uwadze rzeczywiste zachowania polityków PiS-u oraz postawę Belwederu wobec szeregu „drażliwych” tematów, jestem przekonany, że nie mamy do czynienia z efektem „taktyki wyborczej” lecz zapowiedzią określonej „linii politycznej” i konkretnych decyzji.

To, że kampania szczucia jest prowadzona przez ośrodki propagandy i zatrudnionych tam funkcjonariuszy,  nie może dziwić. Taki jest sens istnienia tych ośrodków i tylko skończony głupiec może przypisywać im wartość dyskursywną i obdarzać mianem mediów.

Przedwczorajszy incydent podczas obchodów miesięcznicy, został trafnie odebrany jako efekt kumulacji tej kampanii. Ci jednak, którzy z zapałem dywagują o hodowaniu „kolejnego Cyby” i wyrażają troskę o bezpieczeństwo Antoniego Macierewicza, nie chcą dostrzec, że również sami politycy PiS i żurnaliści „wolnych mediów” ponoszą odpowiedzialność za takie akty agresji. Jeśli prowadzi się grę na „wyłączenie” Macierewicza, a jego poglądy przedstawia jako „kontrowersyjne” i „mogące zaszkodzić” opozycji, jeśli pozostawia się go bez wsparcia i zabiega o odcięcie od formułowanych przezeń ocen – jak można później biadolić nad zuchwałością bandytów?

Sygnał wysłany przez polityków opozycji i wtórująca mu narracja „wolnych” mediów – to dość, by sprowokować kolejne kampanie i wyhodować następców Cyby. Nic bardziej nie ośmiela reżimowców, jak słabość PiS-u i jego środowiska medialnego.

Antoni Macierewicz jest silnym człowiekiem i z pewnością nie przeraża go dzisiejsze osamotnienie ani wyborcza „strategia” PiS-u. Ale chyba niewielu z nas ma świadomość, że za tak głupią i podłą taktykę, zapłacimy wkrótce bardzo wysoką cenę.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/10/aksamitna-zdrada.html , 12 października 2015

 

  • Na zdjęciu: Poseł Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz. Fot. Darek Delmanowicz/PAP / wybór wg.pco

 

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.


Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.10.17

Avatar

Autor: Aleksander Ścios