Aleksander Ścios: DWIE PERSPEKTYWY


Bez Dekretu

 

Przez długie osiem lat czekałem na upadek reżimu PO-PSL – największego nieszczęścia, jakie dotknęło Polaków od czasu magdalenkowego szalbierstwa. Nie było w historii III RP ekipy, która uczyniłaby większe spustoszenia. Nigdy też, po roku 1990, nie działała grupa równie regresywna i agresywna, ściśle powiązana z triumwiratem III RP i ludźmi komunistycznej bezpieki. Poniesione w tym czasie straty kulturowe, ekonomiczne i moralne, będziemy odczuwali przez kilka następnych pokoleń.

Być może przyjdzie czas, gdy rzetelni analitycy ocenią ten okres ośmioletniej zapaści – nie tylko poprzez pryzmat polityczny bądź prawny, ale w kontekście ogromu krzywd i strat, jakich doznało polskie społeczeństwo. Taki bilans musi zostać sporządzony, choćby po to, by nigdy więcej podobna grupa szalbierzy i politycznych rzezimieszków nie mogła rujnować naszej ojczyzny.

Nie jest tajemnicą, że czas rządów PO-PSL, można oceniać z dwóch różnych perspektyw, osadzonych w indywidualnych doświadczeniach i okolicznościach. W przededniu „rozstrzygnięcia wyborczego” warto sobie uświadomić tę różnicę, nawet nie po to, by epatować łatwym populizmem, ale dlatego, by w przyszłości nie popełniać błędów w ocenie cudzych intencji i celów.

Pierwsza perspektywa dotyczy polityków Prawa i Sprawiedliwości, działaczy partyjnych, redaktorów naczelnych „wolnych mediów”, publicystów i intelektualistów kojarzonych z opozycją. Ludzi, którzy przez ostatnie osiem lat nie utracili więzi towarzyskich, zawodowych lub finansowych, z grupą nazywaną establishmentem III RP. Tych osób nikt nie pozbawił poselskich apanaży, nie odebrał im dochodów ani profitów z uczestnictwa w spektaklach „demokracji parlamentarnej”. Przez ostatnie lata mieli dostęp do „salonów politycznych” III RP, posiedli możliwość brylowania w ośrodkach propagandy oraz budowania swoich pozycji w oparciu o przekaz publiczny. To prawda, że również ich srodze doświadczono – utratą przyjaciół poległych w Smoleńsku, seansami pomówień, oszczerstw i nienawiści, jednak przypadki te zawsze znajdowały się w centrum uwagi wyborców i były rekompensowane wsparciem moralnym i wzrostem zaufania społecznego.

Trzeba także pamiętać, że w ostatnich latach powstało wiele nowych tytułów prasowych, powołano telewizję i media elektroniczne, kojarzone z przekazem „wolnego słowa”. Zyski z tych przedsięwzięć zasiliły kieszenie „niezależnych” dziennikarzy, zaś udziały w spółkach medialnych stały się źródłem dochodów dla prezesów i redaktorów naczelnych. Co najważniejsze – Polacy obdarzyli tych ludzi ogromnym zaufaniem, udzielając im nieograniczonego kredytu i namaszczając na rzeczników interesu społecznego. Wielu z tych ludzi – często niewspółmiernie do predyspozycji moralnych i intelektualnych, zostało wykreowanych do roli „niepokornych” opozycjonistów lub obdarzonych mianem autorytetów moralnych. Nie pomylę się też twierdząc, że dla niektórych przedstawicieli środowiska „wolnych mediów”, okres rządów PO-PSL stanowił czas najlepszej prosperity i pozwolił osiągnąć status, jakiego nigdy nie uzyskaliby w warunkach autentycznej demokracji i wolności słowa.

Druga perspektywa, musi natomiast obejmować miliony zwykłych wyborców i sympatyków opozycji. Ludzi bez koneksji i środowiskowych znajomości, doświadczonych dotkliwie przez reżim, zmęczonych codziennymi problemami, porażonych ogromem kłamstwa, zalewem podłości i nienawiści. Tych, którzy utracili pracę, często z powodu głoszonych poglądów, których prześladowano za krytykę władzy, za obronę rodziny i polskich wartości, których pozbawiano wolności i poczucia bezpieczeństwa. Tych, którzy płakali po zamachu smoleńskim, byli bici na Krakowskim Przedmieściu, nazywani „bydłem” przez reżimowych polityków i „marginesem” przez hierarchów Kościoła. Tych, którzy utracili nadzieję i radość życia, którzy bali się mówić i krzyczeć. Ludzi oszukanych i zawiedzionych, spragnionych prawdy i wolności, doświadczanych realiami życia w komunistycznej hybrydzie. Skrzywdzonych cicho i w ukryciu lub oficjalnie – „w majestacie prawa” stanowionego przez łotrów.

Każdy z Państwa wie, o jakiej perspektywie myślę i każdy potrafiłby dopisać własne doświadczenia do tego bagażu wielorakich krzywd i doznanych nieprawości.

Nietrudno zrozumieć, że z tych dwóch, czasem bardzo dalekich perspektyw, można wyprowadzać zasadniczo różne oceny reżimu PO-PSL. Można też odmiennie interpretować poszczególne wydarzenia i mieć rozbieżne opinie o postaciach tego reżimu. To stan całkowicie naturalny, o którym decydują względy środowiskowe, zasób osobistych doświadczeń i potrzeb, ale też wizje korzyści i rachunek strat.

Dlaczego dziś trzeba przypominać o dwóch perspektywach i stawiać pytania na przekór przedwyborczym nastrojom?

Przede wszystkim dlatego, że szczęśliwi posiadacze pierwszej perspektywy, chcą uchodzić za reprezentantów naszych interesów, korzystać z naszego zaufania, wiary i pieniędzy. Ważne jest także to, że partia, która zamierza działać w naszym imieniu, nie nazywa się „Gospodarka i Innowacja” i nie nosi nazwy „Współpraca i Dialog”. Słowa „Prawo i Sprawiedliwość” zostały w ostatnich latach zbyt splugawione i  zapomniane, by Polacy mieli nie dostrzegać  powinności zawartych w nazwie tej partii.

Trzeba też o tym przypominać i stawiać trudne pytania, bo w ostatnim miesiącu, pan Jarosław Kaczyński kilkakrotnie sformułował deklaracje, w których ujawnił polityczne intencje swojego środowiska. Padły m.in. zapewnienia – „Nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie. Musimy myśleć tylko o jednym: jak Polskę dobrze zmienić!”. Niewiele dni później, wyborcy PiS mogli usłyszeć – „Nie idziemy do władzy po odwet czy wyrównanie rachunków. Idziemy po to, by uczynić to, co jest potrzebne.” Padły także zapowiedzi o woli „umacniania” i „szanowania roli opozycji” oraz szczególne słowa – „Jesteśmy gotowi zapominać i wybaczać”,  przyprawione wszakże zapewnieniem – „Ale prawo będzie działało”.

Nie mając podstaw, by podejrzewać pana Kaczyńskiego o zamiar oszukiwania wyborców, przyjmuję, że słowa te zawierają arcyważną deklarację polityczną złożoną ludziom obecnego reżimu. Deklarację – jak mam prawo sądzić, skierowaną do partyjnych kolegów z PO i PSL i złożoną w imieniu członków Prawa i Sprawiedliwości.

Nie chciałbym bowiem przypuszczać, że szef opozycji tak dalece pomylił swoje powinności, iż utożsamia partię z wyborcami lub chciałby narzucić im własną, partyjną perspektywę. W całym cywilizowanym świecie (do którego, jak zapewnia nas PiS, w pełni należymy) politycy są ludźmi, którym określona grupa obywateli powierza obowiązek reprezentowania ich interesów. Z wykonania tego obowiązku politycy są rozliczani, a za cenę społecznego poparcia, prestiżu i niemałych dochodów, mają słuchać głosu elektoratu i zabiegać o jego względy.

Ten model cywilizacyjny różni się zasadniczo od realiów państwa komunistycznego, w których to partia narzuca obywatelom swoją wolę i nie licząc się z interesem wyborcy-społeczeństwa, próbuje realizować tyleż utopijne, jak fałszywe i zbrodnicze „programy”. Tam zatem, gdzie polityk twierdzi, iż wie lepiej, czego oczekuje jego wyborca, mamy klasyczny przykład mentalności komunistycznej. Tam zaś, gdzie polityk jest zmuszony słuchać głosu wyborcy i liczyć się z jego opinią, możemy mówić o wolności i demokracji.

Zakładam więc, że prezes Prawa i Sprawiedliwości ma oczywiste prawo składania takich deklaracji – w imieniu członków swojej partii. Ewentualnie – w imieniu środowiska zwanego „wolnymi mediami”. I nikogo więcej.

Potrafię zrozumieć, że pana Kaczyńskiego i ludzi bliskich PiS stać na wielkoduszność i przekreślenie krzywd, jakich doznali od swoich parlamentarnych kolegów. Można to uznać za wysoce chrześcijańską i godną podziwu postawę. Politycy PiS-u mają prawo zapowiadać, że będą traktowali ludzi PO i PSL niczym „święte krowy” opozycji oraz zapewniać ich o braku „odwetu”. Być może, deklaracje te wynikają z wiedzy pana prezesa na temat nastrojów wśród działaczy PiS. Być może służą uspokojeniu emocji i wyciszeniu żądzy odwetu i zemsty, panującej wśród polityków opozycji. Tego nie wiemy.

Wiadomo natomiast, że takich oświadczeń pan Kaczyński nie składa w imieniu swoich wyborców. Gdyby kiedykolwiek przyszło mu to do głowy, musiałby wpierw nie tylko udzielić odpowiedzi na szereg niewygodnych pytań, ale też wytłumaczyć milionom Polaków – dlaczego ich słuszne pragnienie sprawiedliwości i naprawy doznanych krzywd, określa mianem „rewanżu” i „odwetu”? Ponieważ prezes PiS-u nigdy nie zdobył się na jedno lub drugie, uznaję, że wypowiedziane publicznie słowa są wyłącznie stanowiskiem polityków tej partii i wynikają z realizacji wizji zależnej od własnej perspektywy.

A jeśli tak, to czy w przededniu rozstrzygnięcia wyborczego nie mamy prawa zapytać– co z Polakami? Bo wiemy już, jaką wizję wyznają politycy opozycji i jak zamierzają potraktować dokonania partyjnych kolegów. W takiej sytuacji, przedstawicieli partii, która nie tylko odwołuje się do mandatu udzielonego jej przez naród, ale chce uchodzić za obrońców autentycznej aksjologii – należałoby zapytać:

– czy i jak nowa władza zamierza dokonać gruntownej oceny rządów PO-PSL oraz prezydentury B. Komorowskiego?;

–  w jaki sposób chce naprawić krzywdy wyrządzone Polakom przez funkcjonariuszy reżimu?;

– czy zamierza oczyścić życie publiczne z postaci szczególnie skompromitowanych i uwikłanych w działalność antypolską ?,

–  czy podejmie obowiązek rzetelnej oceny prawnej dokonań przedstawicieli reżimu PO-PSL,

– czy w ramach przeprowadzania „dobrych zmian” przywróci Polakom poczucie elementarnej sprawiedliwości i będzie dążyć do wymierzenia adekwatnych kar za najcięższe przestępstwa zdrady czy korupcji?

Nie zamierzam polemizować z retoryką pana Kaczyńskiego ani stawiać mu zarzutu porzucenia obowiązku sprawiedliwych rozliczeń. Uwzględniam jego pragmatykę i perspektywę, z jakiej dokonuje oceny polskiej rzeczywistości.

Mam jednak prawo pytać –  co z milionami ludzi, którzy w ostatnich ośmiu latach mieli nieszczęście bycia zwykłymi obywatelami i doświadczyli owej drugiej, mniej korzystnej perspektywy? Czy ich upokorzenia, ból i gniew, zostaną kiedyś wyrównane? Czy po przejęciu władzy przez PiS, ich pragnienie Polski wolnej i sprawiedliwej, nie zostanie nazwane „żądzą odwetu”?

Co PiS zamierza zrobić dla nich i za nich, skoro oczekuje wyborczego poparcia? Jak rozliczy krzywdy wynikające z korupcji i zdrady „elit” III RP? Jak ukarze winnych paktowania z kremlowskimi bandytami, odpowiedzialnych za narażanie Polaków na dyktat Moskwy czy Berlina? Co z tymi, którzy chcieli nas „jednać’ z ludobójcami i oddać nasz kraj na pastwę historycznych wrogów?  Co z łotrami w sędziowskich togach i terrorystami w telewizyjnych okienkach? Jak zostaną wynagrodzone lata upokorzeń, kto policzy nasze straty moralne i materialne, jak wyceni niszczenie polskiej kultury, deprawację nauki i myśli?

Wobec wymowy deklaracji składanych przez pana Kaczyńskiego, trzeba pytać – jak jego partia chce sprostać oczekiwaniom Polaków i jak zamierza naprawić tysiące aktów niesprawiedliwości, uczynionych przez ludzi obecnego reżimu?

Trzeba pytać o to dziś, gdy partia pana Kaczyńskiego ma jeszcze szansę zasłużyć na nazwę Prawa i Sprawiedliwości.

 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com     

 
Zródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2015/10/aksamitna-zdrada.html , 12 października 2015

 

 

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu   >   >   >   TUTAJ.


Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.10.22

Avatar

Autor: Aleksander Ścios