Ewa Polak-Pałkiewicz: Ofiara została przyjęta


Ze śmiechem Polaków nikt nie wygra. Śmiech to przymiot ludzi inteligentnych, którzy mają dystans do wszystkiego, co próbuje porazić psychicznie, zastraszyć, sparaliżować. Śmiech oznacza zdrową psychiczną siłę, przewagę intelektualną, a przede wszystkim duchową wolność.

Dlatego po ludzku rzecz biorąc – już wygraliśmy. Ten huraganowy śmiech, który ogarnia Polską po każdej wpadce rządzących, po każdym lapsusie, niezręczności, głupiej minie, czy po prostu niedowarzonej wypowiedzi, już zmiótł ludzi, którym wydawało się, że są do swoich stołków przyspawani. A im więcej tego śmiechu, tym więcej było koszałków-opałków, niezdarnych ripost, sztucznej powagi i nadymania się drugiej strony – i ciągłość efektu komicznego zapewniona.

Jeśli chcesz kogoś pokonać musisz nauczyć się z niego śmiać – i innych rozśmieszać swoimi dowcipami – moglibyśmy wylansować to jako głowną zasadę wojny psychologicznej, której nie powstydziliby się starożytni Chińczycy.

Polacy nauczyli się śmiać z władzy, która próbowała im ukraść własne państwo. Zamiast gorszyć się i oburzać tym, co wyczyniają polityczni liderzy Platformy, zaczęli się dobrze bawić. Młodzi ludzie poczuli bluesa i zarzucili Internet memami, z których może powstać kabaret polityczny w odcinkach, który będzie długo rozśmieszał kolejne pokolenia Polaków.

Śmiech to nie tylko zdrowie (przyszłe), to objaw zdrowia. Jak ktoś jest zdrowy potrafi się śmiać. Kiedy ktoś jest duchowo chory, uśmiech więdnie na jego twarzy i przeradza się w dziwaczny grymas. A serdeczny, szczery śmiech jest po prostu niemożliwy.

W przeddzień wyborów moglibyśmy podzielić społeczeństwo na dwie grupy: zdrowych i chorych. Choć ci chorzy mają rewelacyjne makijaże i najlepsze ciuchy, są wytrenowani w autoprezentacji i asertywności i wielu innych niezwykle „skutecznych” dziedzinach osiągania sukcesu, choroba, na którą zapadli kosi i podcina im nogi jak średniowieczne epidemie. A im są bardziej chorzy, tym bardziej agresywni. Szef Prawa i Sprawiedliwości, który w stanowczych słowach broni obywateli swojego kraju przed wpuszczeniem tu obcych, w niewiadomej liczbie – ludzi, którzy będą dla Polaków groźni, bo są groźni i bezczelni, zwłaszcza wobec chrześcijan nie przebierają w środkach – to w ich ocenie „nazista”. Przypomina to czasy najgorszego komunizmu, gdy stalinowski system wyhodował także klasę przestępczą. Groźne pomruki typu: „Jak to, nie chcesz pan przyjąć uchodźcy?!”, przypominają jawną agresję tkwiącą w propozycji, z jaką często spotykali się mieszkańcy na wpół zrujnowanej Warszawy w latach 50.: „Kup pan cegłę !” Jak pan nie kupisz, będziemy rozmawiali inaczej.

Ta postępująca choroba pseudoelit powoduje, że ich język kołowacieje, staje im w gardle i skręca się w tysiąc supłów, nie są w stanie nazwać bytów i zjawisk właściwym słowem. Posługują się slangiem półświatka. Tworzą wymyśloną rzeczywistość. Słuchanie ich wynurzeń przyprawia o ból głowy i zębów.

Śmiech nie oznacza bynajmniej, że Polacy lekceważą zadania, które stoją dziś przed obozem patriotycznym. Śmiech to zbiorowa terapia po latach upokorzeń. Po latach, kiedy byliśmy traktowani jak ludzie drugiej kategorii, bo nie chcieliśmy „robić w biznesie”, jaki z naszego kraju uczyniła Platforma – i poprzedzające jej panowanie lewicowe i liberalne partie. Biznes ten symbolizuje firma „Cinkciarz”, z jaką zidentyfikowali się dwaj prezydenci RP patronujący „przemianom”, które miały uczynić z naszego kraju eldorado dla członków tego biznesowo-towarzysko-politycznego układu.

To wszystko przypominało system komunistyczny, mimo, że nie odwoływano się wprost do jego ideologii. Była to jednak próba wprzęgnięcia aktywnej i twórczej, niezwykle bogatej w zdolności i talenty natury Polaków w zniewalający mechanizm podporządkowany ściśle oligarchicznym interesom. A poprzez to zniewolenie zniszczenia duszy ludzkiej.

Jeśli Polacy wykonali olbrzymi wysiłek – który w głównej mierze wzięli na siebie liderzy Prawa i Sprawiedliwości, przede wszystkim Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Andrzej Duda – i wykazali się ogromną determinacją, siłą charakteru, niezłomnością, to stało się to możliwe nie jedynie i nie przede wszystkim z powodów czysto ludzkich, czysto naturalnych.

Najpierw bowiem musiało zdarzyć się coś z innego wymiaru ludzkiej rzeczywistości.

Pomimo narastającej grozy, atmosfery nienawiści i słownej agresji, urzędujący prezydent Lech Kaczyński i grono wspierających go osób – współpracowników, polityków, parlamentarzystów, zdecydowali się na lot do Katynia.

Nie łudźmy się, że mieli całkowite poczucie bezpieczeństwa wsiadając do tupolewa.

Zbyt wiele było znaków, że jawne szyderstwo i słowne pogróżki wobec najwyższego Przedstawiciela państwa mogą przerodzić się w coś innego.

A jednak polecieli do Katynia. Nikt się nie cofnął przed tą powinnością, którą każdy patriota, a zwłaszcza poważnie traktujący swój urząd reprezentant narodu powinien podjąć.

Nawet jeżeli nie mieli pełnej świadomości ryzyka, a z pewnością nikt z nich tej świadomości nie miał, narastające napięcie wokół osoby Prezydenta i tego hołdu, który miał złożyć pomordowanym oficerom polskim, było przez wszystkich wyczuwalne.

Ofiara została przyjęta.

Dziś widać to wyraźnie. Każdy, kto ma oczy, to dostrzega. Dziś, gdy choroba smutku, przygnębienia, opuszczenia rąk, zwieszenia głowy, zastraszenia ustępuje w Polakach miejsca zdrowiu, energii, pomysłom, radości i wytrwałości w osiąganiu celu, wierności raz przyjętym zobowiązaniom. Gdy jasny jest dla wszystkich cel i gdy powoli, zatomizowana, podzielona przez manipulację i cynizm rządzących społeczność znowu staje się wspólnotą.

Ciągłość ze wszystkim, co wydarzyło się wcześniej

W tych dniach triumfu i zwycięstwa nie możemy jednak zapominać, że wcześniej był ten lot do Katynia i śmierć tak wielu rodaków w przerażającej scenerii.

Nie ma niczego, co mogłoby tę stratę wynagrodzić. Pociechę i nadzieję niesie jedynie to, co zawsze jest dla Polaków źródłem siły: zjednoczenie z Chrystusem.

„Zatem jeszcze raz zwróćmy się ku temu wydarzeniu w naszym życiu, które je zamyka” – mówi Robert H. Benson – „ku tej śmierci, która zjednoczona ze śmiercią Chrystusa, jest naszym wyjściem w wolność, a odłączona – największym okropieństwem istnienia”.

Tak mówi ten, kto zrozumiał w pełni sens bycia chrześcijaninem, rzymskim katolikiem. Nawrócony z anglikanizmu były pastor.

„Bez Chrystusa bowiem śmierć jest gwałtownym przerwaniem życia, wprowadzającym nas w nową egzystencję, o której nic nie wiemy, albo w ogóle brak egzystencji… Jednak z Chrystusem śmierć jest harmonijna i stanowi ciągłość ze wszystkim, co wydarzyło się wcześniej, ponieważ jest ostatnim poruszeniem życia, które już umarło razem z Chrystusem, ostatnim stadium śmiertelnego procesu i to stadium, które kończy jego cierpienie. Jest tylko jedną więcej przejściową fazą, zmieniającą klucz tej muzyki, którą każde święte życie zawsze jest przed Bogiem. (…) ….możemy umrzeć tak jak Chrystus i z Nim, oddając ducha, który pochodzi od Ojca, z powrotem w Jego ojcowskie dłonie, zadowoleni, że Ten, który przywiódł nas na świat, spotka nas, kiedy znów go opuścimy, ufni, że tak jak nić Jego celu jest wyraźna w życiu ziemskim, tak będzie ona błyszczeć jeszcze wyraźniej w życiu przyszłym.

Zatem ostatnie spojrzenie na Jezusa pokazuje nam bruzdy starte z Jego twarzy i cierpienie zmyte z Jego oczu”.

Taki jest sens wielkiej modlitwy, wielkiego duchowego wysiłku Polaków, który rozpoczął się zaraz po tragicznej śmierci Prezydenta i wszystkich ofiar Smoleńska, w kwietniu 2010 roku – od stanięcia pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim.  W obliczu tragedii Polacy zachowali się jak chrześcijanie.

A tamci nie chcieli tej modlitwy, bali się jej. Robili co mogli, by ją powstrzymać. Nie było sposobu zbyt haniebnego, by go nie użyli.

Tak jakby przeczuwali, czym ona zaowocuje.

Jakby przerażała ich myśl, że może się zdarzyć coś dla nich niewyobrażalnego. Że po kilku latach naprawdę przyjdzie dzień, gdy okaże się z całą jasnością, że ofiara nie była daremna. I że modlitwa Polaków zostanie wysłuchana..

 

 

Ewa Polak–Pałkiewicz

 

Źródło:  http://ewapolak-palkiewicz.pl/ofiara-zostala-przyjeta/ , 23/10/2015

Fot. Jan Bogacz/TVP/PAP

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Pałkiewicz na naszym portalu  >   >    >  TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.10.24

Ewa Polak-Pałkiewicz

Autor: Ewa Polak-Pałkiewicz