MatkaKurka: Reforma edukacji? Wystarczy przywrócić to, co było w latach 70-80! Tylko kto się odważy?


kontrowersje-matkakurka-logo

Było pewne, że podniosą się rozmaite histerie zanim cokolwiek zostanie ustalone i wdrożone. Od paru dni grzeje się temat kilkunastu tysięcy ciał pedagogicznych, które miałby stracić pracę po likwidacji gimnazjum. Zacznę trochę od końca… chociaż właściwie od początku. Ktokolwiek ma do czynienia z nauczycielami ten wie, że od zwolnienia najmniej jednej trzeciej „edukatorów” należałoby zacząć. Nie tak dawno nikt inny, tylko spece z Czerskiej prezentowali wyniki testów nauczycieli matematyki. Dokładnych danych nie pamiętam, ale blisko połowa chciała dzielić przez zero i uważała, że jedyny czworokąt o równych bokach to kwadrat.

Patrzę na swoje lata szkolne i moje koleżanki, niech im Bóg wybaczy, które są nauczycielkami. Ogólnie rzecz biorąc na pięć nauczycielek, cztery to były ostatnie nogi, które ledwie się przeciskały z klasy do klasy. Potem skończyły, głównie w trybie zaocznym, słynną zielonogórską WSP i zostały polonistkami, matematyczkami, historyczkami. Sam nie bardzo powinienem się odzywać, bo do wyższego wykształcenia podchodziłem trzy razy i w końcu zaocznie skończyłem paranaukową socjologię, ale ja się do szkoły nie pcham. Od tej reguły istnieją liczne i chwalebne wyjątki, ale dotyczą indywidualności, w masie widok jest przygnębiający. W pokojach nauczycielskich zrobiłbym przeciąg na wspomnianym 30% poziomie i to naprawdę jest litościwe podejście. Zresztą argument, że gimnazja mają się utrzymać, ponieważ tam pracują nauczyciele to jest mniej więcej taki argument, jakby na siłę utrzymywać wypożyczalnie kaset wideo.

Jedynym kryterium dla wszelkich zmian w edukacji powinna być edukacja, czyli takie nauczanie, które nie będzie produkować debili z wyższym wykształceniem. Likwidacja gimnazjum ściśle się z tym łączy i jeśli miałbym wskazać początek zapaści ewakuacyjnej, gimnazjum uznaję za praprzyczynę nieszczęść.

Niestety w Polsce każda dyskusja przebiega wokół jednego hasła i zaraz tworzą się obozy za i przeciw, bo ktoś ma dziecko albo siostrzeńca, który został w gimnazjum skrzywdzony, a ktoś inny wręcz przeciwnie. Niemal codziennie słyszę o szkolnictwie w domowych relacjach z pracy i znam problem od strony praktycznej.

Prawie każdy rozsądny nauczyciel mówi nie tylko o likwidacji, ale o przywróceniu szkół. Jakich? Oczywiście zawodowych i techników. Przy tak przeprowadzonej reformie, troska o opuszczone budynki szkolne i biednych nauczycieli gimnazjów, staje się jałową paplaniną. Coś znika, ale coś się pojawia i najważniejsze, że w ramach tych przesunięć, które nie wyrządzają żadnych szkód, pojawia się zmiana na lepsze i normalne.

Niczego nie trzeba wymyślać od nowa, system edukacji z lat 70/80 wystarczy w całości skopiować, łącznie z tą legendarną podstawą programową, wymagającą zaledwie kilku korekt.

Rzecz jasna do wykasowania jest cały peerelowski bełkot ideologiczny, obowiązkowy język radziecki i trefna wersja współczesnej historii, co da się wykonać w pięć minut. Z obecnego systemu pozostaje informatyka, bez której współcześnie nie sposób funkcjonować, ale najważniejsza jest struktura i wymogi, a to w latach 70/80 były na najwyższym poziomie.

Podstawówka w sposób naturalny dokonuje weryfikacji i już na tym etapie w 90% przypadków wiadomo, kto skończy przy łopacie, kto ma szansę zostać profesorem. Po ośmiu latach szkoły podstawowej uczniowie powinni mieć do wyboru: szkołę zawodową, technikum/liceum zawodowe, liceum ogólnokształcące.

Obecnie magistrowie marketingu i zarządzania, również socjologii i kulturoznawstwa, zmywają gary w Anglii albo kładą tynki na budowach polskich i całego świata. Przyczyną jest nie tylko bezrobocie, ale fakt, że „maturę” może zdać każdy idiota. Za starych dobrych edukacyjnych czasów z 30% poprawnych odpowiedzi nie przechodziło się z klasy do klasy, dziś idzie się na studia.

Konieczne są porządne egzaminy, 51% poprawnych odpowiedzi i to już dla absolwentów szkoły podstawowej, którzy chcą iść do szkoły średniej, potem solidna matura, a na studiach kto lepszy ten pierwszy.

Pomarzyłem sobie, ale od razu powiem, że w mojej ocenie i PiS nie odważy się na tak naturalne i niezbędne zmiany.

Dziś edukacją rządzą statystyki. Jesteśmy rekordzistami w Europie jeśli chodzi o posiadanie wykształcenia wyższego i pracę fizyczną z tym wykształceniem.

Potrzeba odważnych decyzji, które się spotkają z ogromnymi oporami społecznymi i dlatego nie che mi się wierzyć, że PiS przebuduje system edukacji na poważnie, bo to się skończy naturalnym i przynajmniej chwilowym odpływem elektoratu.

Jedynym ratunkiem jest przeprowadzenie reformy natychmiast, aby po czterech latach Polacy zapomnieli o histeriach i docenili normalność.

Zobaczymy jak będzie, z przyjemnością pokłonię się do ziemi nowemu ministrowi edukacji, który wprowadzi przynajmniej 2/3 z koniecznych zmian, ale coś mi się wydaję, że czeka nas jakaś kosmetyka, która i tak się skończy falą idiotycznej krytyki.

Może zatem warto pójść na całość, skoro cena jest ta sama.

 

MatkaKurka
kontrowersje.net

 

Źródło: http://www.kontrowersje.net/reforma_edukacji_wystarczy_przywr_ci_to_co_by_o_w_latach_70_80_tylko_kto_si_odwa_y , 29 października 2015

 

Przeczytaj więcej tekstów Piotra Wielguckiego „MatkaKurka” na naszym portalu   >   >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.10.30