Ewa Polak-Pałkiewicz: Co to jest „zmiana”?


Zmiany oczekujemy. Pragniemy jej. Zmiana jest zapowiadana. Chcą jej Polacy. Będą ją starać się wprowadzić nowi ludzie rządzący Polską. Czy zmianę będzie widać? Jak, kiedy, gdzie? Czy będziemy usatysfakcjonowani, kiedy zmiana już nastąpi? Czy będziemy wciąż marudzić, że to nie to, nie tak.  Za mało. Gdyby oni tylko zechcieliby być inni… Ach! Gdyby nie byli politykami. Gdybyśmy mogli im wierzyć.

Winslow Homer, „Chłopiec w lesie”
Winslow Homer „Chłopiec w lesie”

Już dziś takie zawodzenia słychać i to z ust akurat tych, od których należałoby oczekiwać, że potrafią rozróżniać pojęcia. Że kierują się rozumem, nie namiętnościami i fobiami.

Powinien być prosty jak zegarek świat / Po każdym „tik”, byłoby „tak”, pisała poetka z Mazur, Mariola Platte.

Powinien, a przecież nie jest. Tak właśnie niektórzy ludzie komentujący przejęcie rządu przez Prawo i Sprawiedliwość, zanim jeszcze ono nastąpiło i zanim nastąpiły jakiekolwiek prawdziwe ruchy polityczne, pierwsze decyzje, chcieliby widzieć nową sytuację polityczną w naszym kraju. „Od polityków Prawa i Sprawiedliwości oczekujemy. Patrzymy im na ręce. Rozliczamy ich. Mają przed nami odpowiadać. My – to Naród (koniecznie z dużej litery!)”. Nie powiedzą: Panowie, modlimy się za was. Żeby wam się udało. Wiemy, co chcecie osiągnąć, wiemy jak jest to trudne, szanujemy wasz wysiłek i wasze ambicje. Jesteśmy wdzięczni. Nie, oni wyciągają z jakiegoś ciemnego zagrzybionego kąta worek podejrzeń i rozsiewają je po wysprzątanym podwórku, jak cuchnące nieczystości.

John Singer-Sargent, Marionetki
John Singer-Sargent, Marionetki

Co do mnie, to wyznać muszę, że zmianę już dostrzegam. Może Pan Bóg wrócił mi oczy – nie wiem. Zaczynam widzieć –  i chyba nie jest to myślenie życzeniowe, czyli chciejstwo, jak mawiał Wańkowicz.

Wiem, że zmiana jest, kiedy widzę jak w mojej miejscowości ten bezdomny, garbaty pan, który zatrzymywał przechodniów natarczywym pytaniem: „Czy może pan, pani wspomóc?”, patrząc im badawczo w oczy, i zawsze dziękował („Radości życiowej życzę!”), z którym można było pogadać o nowinach z kosmologii i astronautyki, i o aniołach, któregoś ranka pomaszerował z ekipą czworga ludzi – dwoje było starszych, dwoje młodych – ze swoją walizą, plecakiem i dwoma torbami wypełnionymi ciepłą odzieżą, w kierunku odwrotnym niż szedł zawsze, sam. Odwrotnym niż idzie się do lasu, gdzie dotąd nocował. Szli teraz, rozmawiali, jakby nigdy nic, jakby nie był tym, kim jest, człowiekiem, który wylazł z jakieś dziury, człowiekiem wyrzuconym na śmietnik, ale po prostu jednym z nich, kimś z tej porządnie ubranej rodziny.

Zmiana jest, mówię sobie, gdy kogoś z moich bliskich budzi rano gwałtowny dźwięk dzwonka. Okazuje się, policja! Tak, osobiście pani dzielnicowa. Dziewczyna o błękitnych oczach i blond długich włosach, z przepisową pałką u pasa, o imieniu Angelika. Prosi, by zejść „w sprawie zgubionych dokumentów”. I co? Portfel, który został „na pewno skradziony – bo tam zawsze kradną”, razem ze wszystkimi dokumentami i 240 złotymi, a było to na targu w małym miasteczku, odnalazł się. Gdy zajrzano do portfela okazało się, że nie tylko nikt nie zabrał tych 240 złotych, ale nawet ktoś (kto!?) dołożył 30. I razem było w portfelu 270.

Jest zmiana, życie jest inne, wyrokuję w mojej głowie, gdy słyszę jak pewna samotna kobieta z Trójmiasta, ta, która chodzi w czarnym płaszczu, która dotąd żyła pod jednym dachem z niedołężną matką i opiekowała się nią jak najbardziej wykwalifikowana pielęgniarka, dzień i noc – i tak dwadzieścia lat, „najlepszych lat”, jak sarkały po cichu przyjaciółki – a która teraz została sama, wyjmuje z kasetki wszystkie swoje oszczędności i wręcza je komuś kto ma „dobry cel” i żeby go zrealizować, potrzebuje środków. („Słuchaj, kochana, oddasz, jak będziesz mogła”).

Jest zmiana, bo jest dobry cel. Prawdziwy cel.

Nawet ten Ukrainiec z bazaru, który handluje biżuterią z półszlachetnych kamieni i pastelowymi szalikami, opuszcza lekkim krokiem stragan w godzinach szczytu, zostawiając na nim cały swój kram. Wszystkie te paciorki, które tak cieszą oczy, według kolorów równiutko poukładane w towarzystwie przepysznych kaszmirowych szali i angorowych czapek. „No wie pan co!”, słyszy, gdy wraca od klientów, „jak pan może tak znikać, tyle dobra zostawiać?” A ten tylko się uśmiecha. „Polacy nie kradną!”, oświadcza wreszcie, bo ma dość docinków. „Nigdy mi tu nic nie zginęło”.

A atmosfera w mojej komisji numer 5, gdzie siedziałam lub spacerowałam w charakterze męża zaufania Prawa i Sprawiedliwości? Gdzie się podziały te drobne złośliwości, te aluzje, te śmiechy po kątach, wbijania szpili, podszczypywania, jakie tylko potrafią z prawdziwym mistrzostwem czynić kobiety z długim urzędniczym stażem, tak pamiętne z majowych wyborów? Nic z tych rzeczy! Elegancja Francja. I mnóstwo porozumiewawczych mrugnięć, uśmiechów, pozdrowień i wszelkich innych znaków od przychodzących do lokalu ludzi. „Tak trzymać!”, mówili wszyscy, obywając się także bez słów.

To się nazywa zmiana atmosfery. Nagle jest czym oddychać, nawet w tak długo nie wietrzonej sali, jak ta, gdzie pracowała nasza komisja.

I długo można by jeszcze opowiadać.

Kto chce, niech patrzy. Na pewno zobaczy „dobrą zmianę”. Taką, która przygotowuje grunt dla polityków, rządzących, dla ustawodawców, dyplomatów, szefów, rektorów i generałów. To wzajemne otwarcie, szacunek i bliskość. Chęć niesienia pomocy, od zaraz. Odradza się wspólnota.

Odzyskamy Polskę.

Nie odzyskamy jej, gdy będziemy biadolić tylko, węszyć i tropić, niczym podstarzałe „Czarne stopy”, zdradę i błąd, niewiernośći „brak świętości” u tych, których wybraliśmy, oraz na każdym kroku będziemy domagać się, by się przed nami tłumaczyli.  „Bo oni są, panie, krótko mówiąc, podejrzani, jak wszyscy politycy. Ktoś inny, panie, pociąga za sznurki, jak zawsze i nie dajmy się tylko, panie, nabrać na te sztuczki”.


My
wiemy, jak powinno w Polsce być, a oni mogą tę robotę tylko spaprać. My, serce i sumienie Narodu. No i Inteligencja. Zawsze skromna i godna. Bo to my, my nadęci swoją pychą, my jesteśmy „suwerenem”, oni przed nami niech się teraz pogimnastykują, niech udowodnią, że zasłużyli na to zaufanie, którego udzieliliśmy w swej łaskawości. Niech się wreszcie uwiarygodnią.

Nie są to myśli oryginalne. Już Aleksander Fredro opisując swój wyjazd z Paryża, po abdykacji Napoleona (był oficerem ordynansowym sztabu cesarza Francuzów), zauważył:

Wyjechaliśmy razem, nie z równych pobudek

Napoleon na Elbę, ja zasię do Rudek.

Fredro był jedak figlarzem, oni to wszystko serio, z marsem na czoleJako stuprocentowi mędrcy. 

Jean-Baptiste Chardin – Atrybuty sztuki
Jean-Baptiste Chardin – Atrybuty sztuki

Taka postawa, w istocie antychrześcijańska, faryzejska, choć wypowiadają się w tym duchu także bardzo świątobliwe usta, postawa szukająca dziury w całym, odbierająca radość ze zwycięstwa i nadzieję – a radość i nadzieja to są znaki, że diabeł jest przepędzony – lansowana jest niekiedy także i przez te medialne instytucje, które deklarowały u swego zarania służbę społeczną, patriotyzm i cnoty chrześcijańskie.

Popsuć chcą nam tę atmosferę także ci zawodowi malkontenci, komentatorzy i felietoniści znani z bon motów i antysemickich dowcipasów (trudno je nazwać dowcipami), którzy teraz, na chwilę przed utworzeniem rządu, pomstują na ponuro i bez żadnego wdzięku na „proboszczów z Polski wschodniej”, którzy „znowu kazali ludziom głosować na PiS”. A tacy byli kiedyś anty PO!

(…) Żeby wszystko jak w zegarku 
Od jedynki do dwójeczki 
Później trójka, czwórka, piątka 
To by człowiek się nie plątał 
W myślach, czynach, no i w mowie 
Żeby wszystko jak w zegarku 
Sześć i siedem, potem osiem 
To nie traciłby tych wiosen 
I zachował dłużej zdrowie (…)

(Mariola Platte, Prosty jak zegarek świat)

Ale nie, nic nie będzie na szczęście jak w zegarku. Nie uda im się zatruć tej atmosfery, powstrzymać zmiany. Powstrzymać wybuchu wielkiej energii i zdrowia w Polakach. W Antoniowie spalił się wielodzietnej rodzinie dach. Przed zimą rodzice z czwórką dzieci wyemigrowali pod dach sąsiadów. Cała wieś rzuciła się do remontowania spalonego dachu. Dach musi wrócić na swoje miejsce przed zimą. Te młotki stukające aż do później nocy nad budynkiem, te wesołe pohukiwania siedzących na górze majstrów, te posiłki przynoszone przez kobiety z sąsiedztwa i pobrzękujące raźno łyżki, gdy jedzą siedząc okrakiem na belkach, wszystkie te odgłosy układają się w jeden refren: Jest zmiana! Przyszedł na nią czas.


Dziękuję p. dr Janowi Musiałowi z Przemyśla za uprzejmą zgodę na skorzystanie z jego pracy pt. „Aksjologia arcyliteracka oraz inne przyczynki historyczne i krytyczne” , gdzie znalazłam cytat z  Aleksandra hr. Fredry Trzy po trzy. Pamiętniki z epoki napoleońskiej.

 

Ewa Polak–Pałkiewicz

 

Źródło:  http://ewapolak-palkiewicz.pl/co-to-jest-zmiana/ , 7/11/2015

 

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Pałkiewicz na naszym portalu  >   >    >  TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.11.08

Ewa Polak-Pałkiewicz

Autor: Ewa Polak-Pałkiewicz